Zamknij
Michał Bąkowski

Tupik raz jeszcze

17 stycznia 2026 |Michał Bąkowski, Pół wieku w „tupiku”
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2026/01/17/tupik-raz-jeszcze/

Drogi Panie Pawle,

Smutno mi, iż naraziłem Pana na tyle spłycania, że zabrakło mi pewnej podstawowej uprzejmości, że kryję zaklęcie pt. „nie zgadzam się” za rzekomym tylko „nie rozumiem”, że buduję zarzuty i nie buduję, że jestem spłoszony.  Na spłycanie nie mam rady.  W bezustannym popłochu, nic, tylko spłycam, drwię, ślizgam się spłoszony po powierzchni, zamiast tam sięgać, gdzie wzrok nie sięga, więc tu już nic się nie poradzi (ale przynajmniej nie grozi mi zatonięcie).  Rzadko kiedy miewam jednak kłopoty z wyrażeniem swego votum separatum; wypowiedzenie stanowczego „nie zgadzam się” przychodzi mi nad wyraz łatwo, trudno mi więc zaakceptować, jakobym skrywał się za brakiem zdolności pojęciowych po to tylko, by przerzucić ciężar przeprowadzenia dowodu na Pańską stronę.

Jeżeli czegoś nie rozumiem, to mówię, że nie rozumiem – what do you do, sir?, jak miał się wyrazić John Maynard Keynes.  To nie jest kwestia obarczania dyskutanta mitręgą uzasadniania, ale prośba o wyjaśnienia.  Jak dotąd podtrzymuję bowiem, że nadal nie widzę w podanych przez Pana przykładach jakichkolwiek śladów bajronicznych uniesień oraz kryzysu świadomości u Józefa Mackiewicza.

Cieszę się jednak, że moje usilne prośby o wyjaśnienia poskutkowały odmiennym naświetleniem i w rezultacie widzę dopiero teraz, że różnimy się zasadniczo w kwestii rozumienia tego tytułowego tupiku.  Jest to kolejny dowód na potrzebę dyskusji, na konieczność cyzelowania pojęć i polerowania myśli, hartowania idej w ogniu debaty.  Otóż w moim mniemaniu, Mackiewicz nie krążył w ogóle w poznawczej mgle.  On rozumiał, co się dzieje.  Nie mógł natomiast pojąć, dlaczego wolni ludzie, w wolny sposób, robią, co robią, dlaczego zachowują się jak głuchoniemi ślepcy, dlaczego ulegają oczywistej prowokacji, poddają się bez walki.  Tego dotyczył tupik i o tym mówią przytaczane przez Pana wyjątki.  Dodam na wszelki wypadek, choć zdawałoby się to oczywiste: MOIM ZDANIEM, tylko moim zdaniem.  Ale innej opinii nie mam, posiadam tylko moje własne zdanie, które staram się nieudolnie, płytko i w popłochu uzasadniać.

Mackiewicz diagnozował trafnie, określał sytuację w sposób niezwykle dosadny, po czym w listach do przyjaciół pisał o tym, że „zapędzono nas w tupik”, wmawiając nam na przykład, że „Sacharow mógł nadać depeszę do Szacha perskiego, z wyraźną szkodą interesów sowieckich”.  Pisze Pan pod moim adresem z nieskrywaną ironią:

No, ale jeśli ktoś chce brać krążenie w poznawczej mgle przez lat kilkanaście nie za przejaw bezsiły w „rozpoznaniu istniejącej prawdy”, a jako efektywne „zajmowanie się twardą polityką”…

Czy doprawdy uważa Pan, że autor „Nie ma «polskiej drogi» do wyzwolenia” (rok 1973) tkwił w poznawczej mgle?  Zmarł w 12 lat później, więc tak wychodzi.  Czy poważnie twierdzi Pan, że autor programowego „Na drodze Wielkiego Ześlizgu” (1977) błądził w sowieckim tumanie?  Czy autentycznie sądzi Pan, że pisząc „Miejmy nadzieję…” (1982) lub „Na przekór przymusowemu «chceniu»” (1980), Józef Mackiewicz był intelektualnie bezradny wobec otaczającej go politycznej rzeczywistości?  Czy publikując własnym nakładem broszurę Trust nr 2 w roku 1976, wyrażał nieumiejętność poradzenia sobie ze światem?  Wszystkie te prace zostały napisane w ciągu tych „kilkunastu lat krążenia w poznawczej mgle” – czy rzeczywiście uważa je Pan za przejaw bezsiły?  Owszem, czuł się bezsilny wobec uniwersalnej akceptacji kłamstwa – choć przecież nie miał okazji ścierać się z łgarstwem pierestrojki i głasnosti, okrągłych stołów i upadku komunizmu, akceptowanych jeszcze bardziej powszechnie – ale to nie znaczy, że nie rozumiał, co się dzieje.  Te artykuły były tak „silne”, że zmieniły moje życie, gdy czytałem je po raz pierwszy na krótko po śmierci autora.

Być może najlepiej ilustruje tę semantyczną konfuzję Pańskie twierdzenie, że „przed tupikiem był mętlik”.  Pisze Pan:

„Mętlik panuje w niepodległościowej prasie, i coraz większy w głowach emigrantów”, dostrzegła w 1967 roku Toporska.

Ten mętlik był w głowach polskich emigrantów, nie w głowie Barbary Toporskiej!  Józef Mackiewicz nie miał mętliku w głowie.  Jak pisałem uprzednio, można przyjąć każdą postawę interpretacyjną wobec dzieła tak bogatego w treści, jak pisarstwo obojga Mackiewiczów, ale – jak słusznie nakazywał Święty Augustyn – interpretacja nie może być sprzeczna z interpretowanym tekstem.  Tymczasem, jeśli dobrze Pana rozumiem, imputuje Pan mętlik w głowie obojgu autorom.

Co do eschatologicznej wizji Zdziechowskiego, to analizowałem szczegółowo w Votum separatum przyczyny, dla których Mackiewicz odrzucił tę wizję – w moim przekonaniu, niesłusznie odrzucił.  Uzasadniałem także, dlaczego w moim mniemaniu, nie miał racji.  Nie ma jednakże wątpliwości, że tę koncepcję odrzucił.

Nie ma między nami sporu, co do osamotnienia obojga Mackiewiczów, zwłaszcza odosobnienia pośród polskich środowisk emigranckich.  Pozwoliłem sobie natomiast kwestionować nazwanie go pustelnikiem.  Z tej prostej przyczyny, że jedno narzucone zostaje przez otoczenie, a drugie jest dobrowolnym i świadomym wyborem.  Nie widzę u niego także desperacji – może więc po prostu inaczej rozumiemy, co oznacza desperacja (choć zapewniam Pana, że i w tym punkcie także nie skrywam niezgody za parawanem pretensjonalnego odmóżdżenia).  Rozumiem stan desperacji jako odczucie beznadziejności tak rozpaczliwej, że nie sposób nawet szukać wyjścia z sytuacji.  Nie widzę takiej postawy w pismach Mackiewicza, który nigdy nie rozpaczał, nawet w dniach klęski wrześniowej, i poszukiwał politycznych metod wyjścia w każdej sytuacji, mimo że był osamotniony w swym stanowisku politycznym i zdegustowany tym osamotnieniem.

Król Duch wydawał mi się jasny, kiedy go czytałem, ale nie mogę się wdawać w dyskusję na ten temat, bo było to tak potwornie dawno, że wstyd się przyznać.  Pozwolę sobie atoli przeformułować moje twierdzenie na temat jasności Słowackiego: otóż nawet wytworne wersety Lorda Byrona w Childe Harold’s Pilgrimage nie są tak klarownie przejrzyste, jak Słowacki w Beniowskim. – Subiektywnie, moim zdaniem, w moim odczuciu, w mojej skromnej opinii.

Cały ten romantyzm wiedzie mnie do wyznania, że odkrył Pan we mnie egzystencjalne spłoszenie, a już w szczególności popłoch, że ktoś ściągnie Mackiewicza z cokołu, a ściągnąwszy, odkryje tę straszną prawdę, że Mackiewicz to towiańszczyzna…  Tyle tylko, że gdyby ktoś zechciał stawiać Mackiewicza na cokołach lub umieścić go w nadgniłej przydrożnej kapliczce polrealizmu, to byłbym pierwszy, żeby to ośmieszyć.  O towiańszczyźnie już Pan pisał i – wyznaję ze skruchą – nie znalazłem nikogo, kto by to zrozumiał, z czego być może należałoby wyciągnąć wniosek, że ukrywamy wszyscy naszą niezgodę za kłamliwym parawanem fałszywego niezrozumienia.  Żyjąc w bezustannym popłochu, kpię sobie i drwię, ale nie dla załatwienia dyskutanta, jak Pan sugeruje, ponieważ nic nie jest dla mnie tak ważne, jak dyskusja.  Wymiana zdań, choćby w najostrzejszej formie, jest krwiobiegiem życia intelektualnego – gdzież mnie do „załatwiania dyskutantów”?  A ironia?  Mój Boże!…  Czy czytał Pan polemiki Dostojewskiego?  Byrona?  Hawthorne’a?  Ich demoniczny sarkazm czyni je kapitalną lekturą, ale byłoby szaleństwem (nomen omen) nie dostrzegać ich treści spoza formy drwin.  Jeżeli wszak czuje się Pan dotknięty ironią, to proponuję, by wdział Pan Zbroję – dawną kuł płatnerz ją, w wielu pogięta bojach, w wielu ochrzczona krwią, wykuta dla giganta, lecz jak sumienia szantaż uciska lewy bok – a już uzbroiwszy się, może Pan przypomni sobie cytat z Hemara, który przytacza Pan w ostatnim swym artykule na witrynie Teologii politycznej (https://teologiapolityczna.pl/pawel-chojnacki-zazyc-nedzarza-z-patriotycznej-manki-nieznana-korespondencja-mariana-hemara):

W chirurgicznym zabiegu
Satyrycznej poezji
Czy polemicznej prozy –
Nie mamy anestezji.

Nie rozumiem także, z jakiego powodu dopatruje się Pan w moich pytaniach kwestii nurtujących innych.  Mam w zwyczaju stawiać pytania, które gnębią wyłącznie mnie, bo Bóg jeden wie, że jest takich przeklętych kwestii dosyć i wystarczy mi do końca życia, gdy o doświadczeniach odbiorców nic nie wiem, ani nie mam nic do powiedzenia.  Jeśli kogoś coś nurtuje, to powinien sam pytać, a ja przeczytam uważnie jego pytania i odpowiedzi dyskutantów, ponieważ idee, dyskusje, sposoby myślenia, debaty – interesują mnie niepomiernie.  A jakże trudno dziś o ciekawą dyskusję.  Tylko bez anestezji, proszę.

Zgadzamy się także, iż Mackiewicz odmawiał przyjęcia narzucanych reguł poprawnej politycznej mądrości, ale to nie oznacza przecież, że dopuszczał obłąkane myślenie polityczne – podkreślam, myślenie, mówimy o MYŚLENIU.  Nie mówimy o tym, że obok Orła znak Pogoni, poszli nasi w bój bez broni, bo to na miano myślenia politycznego nie zasługuje.  Myślenie Mackiewicza o polityce było chłodne i wyrachowane, dlatego pozostaje do dziś ciekawe i niestety aktualne, i dlatego także, choć to sprawa drugorzędnej wagi, miał absolutnie rację w swym oburzeniu na atak ze strony Kultury.

Wyznaję, że odniosłem wyraźne wrażenie, że mówił Pan w swym cyklu szerzej o emigracji, a nie wyłącznie o Mackiewiczu, ale rzecz jasna, przyjmuję autorską poprawkę.  Myliłem się, zaczem przepraszam.  Przytaczam, kogo przytaczam, jako przykłady; pracuję nad Dostojewskim, więc naturalnie mi się nasuwa.  Co rzekłszy, jeżeli mam do wyboru przytoczyć jako przykład Stefana Pesticcio lub Fiodora Dostojewskiego, to na ogół wybieram tego drugiego.

Ale najciekawsze w tym wszystkim, przynajmniej dla mnie, jest King Crimson.  Paradoksalnie, wskazuje Pan na muzykę, a nie na lirykę; paradoksalnie, ponieważ na ogół jest na odwrót.  To był awangardowy zespół rockowy, sławny ze swej muzycznej innowacji.  Każdy kto zna Exiles, Lament czy Book of Saturdays, że już nie wspomnę o Starless, zazwyczaj zna i chwali tylko muzykę, i wielu wyznaje zaskoczenie, gdy zwrócić im uwagę na jakość poezji.  Zatem na zakończenie:

I guess I tried to show you how
I’d take the crowd with my guitar
Businessmen would clap their hands
And clip another fat cigar
Publishers would spread the news
And print my music far and wide
All the kids who played the blues
Would learn my licks with a bottleneck slide

A dalej:

I like the way you look at me
You’re laughing too down there inside
I took my chance and you took yours
You crewed my ship, we missed the tide
I like the way the music goes
A few good guys who can play it right
I like the way it moves my toes
Say it when you wanna go and dance all night

I like the way this music goes, a few good guys who can play it right.  (To tenże sam Richard Palmer-James.  Natomiast Jamie Muir, to był kompletny świr.  I nie on jeden, za co Bogu niech będą dzięki.)

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2026/01/17/tupik-raz-jeszcze/
Kategorie: Michał Bąkowski, Pół wieku w „tupiku”
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2026/01/17/tupik-raz-jeszcze/