Zamknij
Michał Bąkowski

Doktryna Gierasimowa i Wołodia Iljicz – I

6 stycznia 2024 |Dziwna wojna, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/01/06/doktryna-gierasimowa-i-wolodia-iljicz-i/

W styczniu 2013 generał Gierasimow wygłosił mowę na temat „nielinearnego konfliktu”.  Argumentował, że w XXI wieku widzimy zacieranie granic między wojną i pokojem.  Wojny nie są deklarowane, a raz rozpoczęte, rozwijają się według niespodziewanych wzorów.  Stabilne państwo w ciągu kilku dni może się stoczyć w chaos humanitarnej katastrofy lub wojny domowej.  Wojna nie jest więc rozprawą wrogich formacji, stojących twarzą w twarz na polu bitwy, ale jest w rękach służb specjalnych, piątej kolumny i „działań informacyjnych”.  Obserwatorzy odnieśli jego słowa do sytuacji w Osetii i Abchazji, ale lepiej odpowiadały one nadchodzącej wojnie w Ukrainie, twierdzą autorzy książki pt. Conflict. The Evolution of Warfare from 1945 to Ukraine, generał David Petraeus i Andrew Roberts (Konflikt. Ewolucja działań wojennych od 1945 do Ukrainy, Londyn 2023). 

Czy rzeczywiście wojna z separatystami w Donbasie i aneksja Krymu są dobrym odniesieniem?  Mowa Gierasimowa opisuje po prostu wszystkie konflikty wywołane przez sowieciarzy od 1917 roku.  Użycie specjalnych bandytów do wprowadzenia terroru, agentura wpływu i czysta agentura, i wreszcie agit-prop czyli „działania informacyjne” – taki był model bolszewicki od samego początku, model rozkładania stabilnych państw i pogrążania ich w chaos.  Bolszewicy zadeklarowali, że ich oponenci są absolutnym złem i muszą być całkowicie zniszczeni.  Nie dla nich szlachetne starcia XIX wieku, od wypowiedzenia wojny, przez walki wojsk na polach bitew, do rozejmu i układów pokojowych.  Lenin stworzył absolutną wrogość. [1]

Książka dwóch autorów, wybitnego amerykańskiego generała, praktyka i teoretyka wojny antypartyzanckiej, oraz znanego brytyjskiego historyka, jest bardzo ciekawa.  Jest to przegląd – przyznajmy, dość powierzchowny przegląd – powojennych konfliktów, z wyraźnym naciskiem na partyzantkę i metody jej przeciwdziałania.  Autorzy uwzględniają także fascynujący aspekt ewolucji metod walki, które zmieniły się bardziej w ciągu ubiegłych 80 lat niż od czasów wojny trzydziestoletniej do Wielkiej Wojny.  Zostawmy jednak na razie te rozważania na boku i powróćmy do Ukrainy.  Być może Petraeus i Roberts rzucą nowe światło na tę dziwną wojnę.

W 2014 roku, wedle recepty Gierasimowa, tysiące „rosyjskich turystów” przybyło do Łuhańska i Doniecka, mam wszak wątpliwości, czy była to aż taka nowość.  Jestem pewien, że słyszałem o takich identycznie ubranych turystach przylatujących do Pragi w 1968, a wcześniej Mao przeprawił całą armię do Korei jako „ochotników”, bez mundurów, bez oznak (sowieckie MiGi także latały bez znaków w tamtej wojnie).  Autorzy przyznają prędko, że nie było nic nowego w konflikcie o Donbas, a działania militarne szybko przemieniły się w wojnę pozycyjną w stylu 1914 roku.  Tylko że w kilka miesięcy później Putin zaangażował się skutecznie w Syrii, używając efektywnie przewagi w powietrzu, ruchliwych sił specjalnych i najemników z grupy Wagner.  Wagnerowcy mieli wypisane hasła: „Nie wierzę w nic, jestem tu tylko dla przemocy” albo: „Naszym interesem jest śmierć – interesy idą dobrze”.  7 lutego 2018 Wagnerowcy zaatakowali pozycje syryjskich powstańców bronione przez amerykańskie siły specjalne w Deir ez-Zor.  Amerykanie odpowiedzieli skoncentrowanym ogniem rakietowym i powietrznym z udziałem bombowców B-52, potężnych AC-130, F-22 Raptor i helikopterów szturmowych Apache – to jest to, co Scheisskopf-Schwarzkopf nazywał overwhelming force.  Zginęło ponad 200 sowieciarzy, ale Putin nie pisnął słówkiem, bo, jakby powiedział Józef Mackiewicz, sowieci naprawdę boją się tylko strzałów, a kiedy im potrzeba, to schowają te strzały do kieszeni.  Autorzy widzą to inaczej: anonimowy status Wagnerowców nie pozwalał na wyrażenie obiekcji.  Sądzę, że protestowaliby, gdyby im tak było wygodnie.

Tymczasem wojna w Donbasie dusiła się na wolnym ogniu, jak gdyby nic się nie zmieniło na świecie od czasów Verdun.  Ludzie ginęli, ale front ani drgnął.  Wybór Zełenskiego – pro-rosyjski komik jako prezydent Ukrainy  – miał, zdaniem autorów, stworzyć okoliczności dla „największego przeliczenia się w historii”.  Pomyłka Putina polegać miała na niedocenieniu przesunięcia akcentu we współczesnej teorii działań wojennych z ofensywy na obronę: nowoczesna wojna faworyzuje obrońców.  Zgrupowanie 190 tysięcy ludzi na granicy ma rzekomo być „historyczną anomalią”, gdyż na ogół próbuje się ukryć siły dla zaskoczenia przeciwnika.  Czyżby?  Czy Schwarzkopf ukrywał swoje siły przed Saddamem, czy raczej je reklamował?  A Hitler i Barbarossa?  Na potwierdzenie swej tezy przytaczają atak Saddama na Kuwejt, ofensywę Tet, inwazję Falklandów i temu podobne przypadki zaskoczenia, co wydaje mi się nieporozumieniem.  Po prostu, czasami lepiej ukrywać siły, w celu zaskoczenia, a w innych okolicznościach korzystniej jest je reklamować, dla wyduszenia ustępstw.  Osobiście, byłem przekonany, że Putin nie zaatakuje, a koncentruje siły dla zwiększenia nacisku, paradoksalnie więc, był w jego postępowaniu potencjalny element zaskoczenia poprzez trzymanie przeciwnika w niepewności.

Ważną częścią doktryny Gierasimowa jest wojna cybernetyczna.  Atak cybernetyczny na Ukrainę rozpoczął się 23 lutego, ale nie był nawet w połowie tak skuteczny, jak napaść z 2014, gdy zajęto Krym.  Zaatakowano systemy ministerstw obrony i spraw zagranicznych, a po północy zablokowano system obrony przeciwlotniczej na wszystkich frekwencjach.  System bankowy został także zablokowany.  Ukraińcy byli lepiej przygotowani niż przed 9 laty, a ich hakerzy kontratakowali i sparaliżowali częściowo sowiecką przestrzeń cybernetyczną.  Zdołano także skutecznie uruchomić obronę przeciwlotniczą.  Co więcej, sowieciarze nie zniszczyli sieci telefonii komórkowej na Ukrainie, ponieważ sami zamierzali jej używać dla swej własnej komunikacji.

Zajęcie Hostomela jest dla mnie najdziwniejszym epizodem wczesnej fazy wojny.  Komandosi i spadochroniarze zajęli strategicznie ważne lotnisko pod Kijowem, po czym rozmawiali z centralą przez telefony cywilne, podając podsłuchującym Ukraińcom dokładne namiary na własne siły i ujawniając czas nadchodzenia posiłków.  Wobec tak amatorskiej komunikacji, nic dziwnego, że w ciągu pierwszych tygodni wojny strona rosyjska straciła 120 helikopterów i prawie sto samolotów.  Tłumaczy to także, dlaczego nie próbowali już potem przeobrazić swej oczywistej przewagi powietrznej w totalną dominację.

Część żołnierzy z Hostomela, ruszyła do Kijowa, by zabić Zełenskiego.  Były co najmniej dwa ataki na pałac prezydencki w centrum Kijowa (oba skutecznie odparte przez obrońców) – nie ataki rakietowe, ale ataki żołnierzy specnazu wraz z komandosami, którzy wcześniej infiltrowali Kijów – co dowodzi, że siły specjalne weszły o wiele głębiej niż to początkowo przyznawano.

Gierasimow kładł nacisk na fakt, że każdy aspekt życia jest teraz teatrem wojny.  Pierwszym polem jest gospodarka.  „Rosja” została poddana ogromnym sankcjom, a mimo to w ciągu 10 miesięcy 2022 roku (tj. od wybuchu wojny), niunia wypłaciła Putinowi €35 miliardów za ropę i gaz, dostarczając Ukrainie €1 miliarda pomocy militarnej.  Indie kupują milion baryłek ropy sowieckiej dziennie.  Gospodarka sowietów skurczyła się tylko o 3%, ale ukraińska leży w gruzach.  Zachodnie sankcje miały uderzyć głównie w sowieckich bogaczy.  Tymczasem luksusowe dobra przychodzą do Moskwy przez Armenię, Azerbejdżan i inne sowrepubliki.  Gospodarka sowiecka przestawiona została na wojenną stopę, w sławnym przykładzie, piekarnia w Tambowie produkuje drony.

Psychologiczna strona tej wojny jest odwróceniem ekonomicznej.  Morale żołnierzy z Rosji jest najniższe możliwe, gdy ich przeciwnicy wykazują się kreatywnością i sprytem w wykorzystaniu małych zasobów.  Rosjanie dezerterują i poddają się, niszczą lub porzucają własny sprzęt itp.  Ukraińcy używają zwykłych telefonów komórkowych dla namierzenia celów do ataku, w ten sposób zabili niespotykaną ilość oficerów.  Anegdotycznie, znaleziono niezwykle wysoką liczbę trupów Rosjan z postrzałem w plecy, z czego wynikałoby, że zostali zabici podczas ucieczki lub przez własnych towarzyszy.

Nie ma w tym jak dotąd nic nowego.  Militaryzacja każdego aspektu życia jest klasycznie bolszewickim zabiegiem, podobnie nacisk na wojnę gospodarczą; ale równie klasyczne jest niskie morale żołnierzy armii czerwonej.  Nawet w ostatniej fazie II wojny światowej, podczas sowieckiej ofensywy, mnóstwo było dezercji i poddawania się jako prób ucieczki z kleszczy Stalina.  O strzelaniu w plecy nie wspomnę.

Autorzy utrzymują, że o ile wojna w Donbasie przemieniła się w statyczną wojnę okopową sprzed 100 lat, to wojna 2022 roku najbardziej przypomina II wojnę.  Ale przecież nie mają na myśli dynamicznej wojny manewrowej prezentowanej przez Wehrmacht, a w późnej fazie przez Żukowa – niczego takiego nie obserwujemy.  40-milowy konwój, posuwający się powoli w stronę Kijowa, był udaną karykaturą Blitzkrieg.  Mają raczej na myśli klasyczne sowieckie metody zmasowanego ataku – fala za falą – bez oglądania się na ofiary w ludziach, przy jednoczesnych umyślnych atakach na ludność cywilną dla sterroryzowania jej i dla ukarania jej za to, że nie cieszy się z wyzwolenia.  Te same metody – „ludzkiej fali” i terroru – stosował Stalin i Mao, Kim, Ho Chi-minh i państwa arabskie przeciw Izraelowi.  Twierdzą dalej, że „nowy szczyt barbaryzmu został osiągnięty, gdy Rosjanie zbombardowali drogi ewakuacji cywilów z Mariupola”, w kilka godzin po ich uzgodnieniu.  Nowy szczyt?  Nie słyszeli nigdy o Katyniu?  O masowym grzebaniu przeciwników politycznych żywcem w Chinach?  Nie słyszeli o Pol Pocie?

Obracanie miast w morze gruzów jest kolejnym nawiązaniem do II wojny.  Autorzy przytaczają Stalingrad i Monte Cassino, przypominając, że łatwiej bronić się wśród ruin niż w otwartym mieście.  Tym razem mają rację, czego dowodzi także powstanie warszawskie, ale i Dżenin, i Faludża, i Gaza dziś.  (Książka wyszła na kilka dni przed atakiem Hamas.)

Krytyka organizacji i struktury armii Putina jest fascynująca.  Sowieci nie mieli nigdy jednego dowódcy „specjalnej operacji”.  Dwornikow nominalnie dowodził inwazją, ale nie był odpowiedzialny za koordynację, logistykę, rezerwy i korygowanie planu w zmiennej sytuacji na froncie.  Miał tylko wypełniać rozkazy Szojgu czyli Putina, miał wprowadzić w życie plan.  Plan zawierał siedem osi ataku – Petraeus twierdzi, że to o wiele za dużo, że należało fingować atak w wielu miejscach, a skoncentrować się na jednym – ale nie było między nimi żadnej koordynacji.  Pada także interesująca uwaga, że Putin nie jest szachistą.  Nie planuje 17 ruchów w przyszłość, bo ma mentalność judoki.  Judo opiera się na próbach złapania przeciwnika w momencie chwilowego braku równowagi i wykorzystania jego własnej energii przeciw niemu.  Podstęp i techniczna zręczność są atutami i wymogami judo, a nie długoterminowe planowanie.  Czyżby judo miało wyjaśniać, dlaczego wojska rosyjskie – podkreślam rosyjskie, nie Grande Armée, nie Wehrmacht, ale armia złożona z Rosjan – nie miały zimowych mundurów i żołnierze cierpieli na odmrożenia podczas inwazji Ukrainy?  Czy judo było odpowiedzialne za dziesięciokrotne powtórzenie tego samego manewru w ataku na Czornobajiwkę, z takim samym, krwawym rezultatem masakry atakujących Rosjan?  Nie.  To sowietyzm jest odpowiedzialny.

Autorzy drwią z propagandy Putina, która porównuje specjalną operację do „wojny ojczyźnianej”, pomimo rzezi i masowych gwałtów.  Ale w tym wypadku to Putin ma rację, a nie oni!  Zachodni historycy myślą do dziś, że wojna z Hitlerem okryła sławą i chwałą sowiecki oręż, i pokonała faszyzm.  Mieszkańcy Europy wschodniej powinni wiedzieć, co to naprawdę było, i ani Bucza, ani Mariupol, ani niekompetencja, ani obojętność na cierpienia własnych żołnierzy, nie powinny nas wprawiać w zadziwienie.  Putin sądzi, że przetrzyma Ukraińców i Zachód, tak jak „Rosjanie przetrzymali Hitlera i Napoleona”.  Ale! – pokrzykują z triumfem Roberts i Petraeus – Napoleon i Hitler byli agresorami, a Załenski nie jest!  Dziwi mnie, że historyk tej miary co Roberts, popełnia taki błąd.  Napoleon walczył z Rosją, a Hitler z sowietami.  W II wojnie, to Stalin był agresorem, a w czerwcu 1941 został tylko uprzedzony przez swego wspólnika w zbrodni, co nie czyni go ofiarą.  Masakry ludności cywilnej, zabijanie jeńców, tortury, gwałt kobiet, są zwykłym modus operandi krasnej armii.  Tak opisywał armię konną Budionnego Izaak Babel, tak opisywał zbrodnie Gaja Mackiewicz.  Podobnie wspominał bolszewików Bunin.  Wyzwalając Finlandię, byli równie niekompetentni i brutalni, jak wyzwalając Polskę, Węgry i Niemcy w kilka lat później.  Wyzwalając Mandżurię, pozostawili po sobie krwawy ślad mordów, gwałtów i tortur.  Nie inaczej było w Afganistanie.  Dlaczego mieliby zachowywać się odmiennie na żyznych polach Ukrainy?

Petraeus wykpiwa ich logistykę – zaopatrzenie ze stałych baz, zamiast zastosowania „ekspedycyjnej logistyki”, w której jednostki zaopatrzeniowe poruszają się wraz z siłami natarcia, co nie wystawia linii zaopatrzenia na atak nieprzyjaciela – i kompletny brak przygotowań do inwazji.  Co robiła ta 190-tysięczna armia skoncentrowana nad granicą ukraińską?  „Jest dla mnie jasne, że obozowali, a nie ćwiczyli” – odpowiada Petraeus.

Dzięki satelitom i samolotom obserwacyjnym, a także dzięki szerokiej eksploracji danych z otwartych źródeł, pole bitwy jest dziś całkowicie przejrzyste, ale ogromna ilość informacji może się przerodzić w pełen obraz i wiedzę – a w praktyce może być skutecznie wykorzystana – tylko przez najbardziej zaawansowane armie, które są w stanie wprowadzić w życie kontrakcję w „rzeczywistym czasie”.  Sowieci nie mają takich możliwości.  Zachód nie uzbroił także Ukrainy do stopnia, w którym mogliby to wyzyskać, stąd pat na większości ukraińskich frontów.

Tzw. doktryna Gierasimowa sprowadzać się ma do militaryzacji wszystkiego (weaponisation of everything, jak to określił Mark Galeotti).  Cele militarne osiągnięte być mogą przy pomocy działań politycznych, ekonomicznych, kulturowych, nawet humanitarnych.  Prawdę mówiąc, ręce opadają, kiedy się czyta coś takiego.  Ta doktryna nazywa się leninizmem i polega na polityzacji wszystkiego, gdy militaryzacja jest tylko środkiem do takiej polityzacji.  W oczach leninistów polityka jest wojną, a wojna polityką.  Każdy wróg komunistów jest wrogiem absolutnym, jak to określił Carl Schmitt, stąd dążenie do anihilacji.

Lista przyczyn rosyjskich niepowodzeń na Ukrainie jest imponująca.  Roberts i Petraeus wymieniają: przecenianie własnej armii i niedocenianie przeciwnika; brak jedności dowództwa; zbyt ambitne cele; brak łączności i koordynacji między typami broni (combined arms effect); niedostateczne przeszkolenie; użycie kolumn pancernych w stylu II wojny, ale bez nowoczesnej osłony powietrznej i artyleryjskiej; brak oficerów gotowych wykazać inicjatywę na polu bitwy; sztywna, pionowa hierarchia; rozpaczliwy stan logistyki; kiepska jakość sprzętu i wyposażenia; tolerancja dla zbrodni wojennych i zachęcanie do znęcania się nad ludnością cywilną; przestarzała struktura dowodzenia i kontroli; brak podstawowych standardów i kryteriów mierzenia wydolności żołnierzy i jednostek wojskowych; przestarzały, analogowy i nieszyfrowany system komunikacji; poleganie na poborowych żołnierzach; wszechobecna korupcja.  „Ta lista może wyglądać na wyczerpującą, ale nie jest”, dodają zjadliwie autorzy.

Kampania ukraińska jest już przedmiotem wykładów na wojskowych uczelniach.  Jest przykładem, jak nie należy prowadzić wojny.  Pewien amerykański oficer określił to ze smakiem: „Słabej armii kazano zrobić coś głupiego”.

Petraeus i Roberts uważają, że największym kapitałem Ukrainy, obok powyższych słabości przeciwnika i woli walki narodu ukraińskiego, jest Wołodymir Zełenski.

Zdaniem Petraeusa, Zełenski spełnia znakomicie cztery zadania lidera: 1) rozumie sytuację strategiczną i potrafi jasno określić cel, innymi słowy, radzi sobie z wielkimi ideami; 2) świetnie komunikuje te idee, poprzez postawienie celów; 3) umie wprowadzić idee w życie, formułując skuteczny plan działania; 4) jest gotów adaptować swe założenia i plany czyli wprowadzać w życie pierwsze trzy punkty od nowa wobec zmieniającej się sytuacji.  Wedle tych kryteriów, Putin odpada w przedbiegach jako przywódca.

Jestem ostatnią osobą na świecie, żeby bronić tego starego zakłamanego czekistę, z rękami unurzanymi po łokcie we krwi, przed krytyką ze strony dyrektora CIA, i trudno doprawdy się nie zgodzić, że taktyka Putina w Ukrainie jest zbyt sztywna, że brak im planu działania, że Putin pozbawiony jest charyzmy i nie jest oratorem, ale czy można powiedzieć, że nie rozumie sytuacji strategicznej?  Przypuszczam, że patrzy na nią inaczej niż głuchoniemi ślepcy.  Ukraina jest dla niego środkiem, a nie celem.  Podczas gdy cały świat przygląda się nieudacznym poczynaniom krasnej armii w Czornobajiwce, Putin ugruntował swą pozycję w subsaharyjskiej Afryce.  Świat przeciera ze zdumienia oczy, kiedy czerwone lotnictwo bombarduje wioskę Pietropawłowka pod Woroneżem, oddaloną o 150 km od granicy ukraińskiej, a jego pozycja w Ameryce Łacińskiej wygląda lepiej niż od lat.  Świat zachodni zachłystuje się w potępieniach barbaryzmu „Rosjan”, a chrl i Indie, dwa najbardziej zaludnione kraje na świecie, stoją jednoznacznie po jego stronie w konflikcie.

Wydaje mi się udowodnione, że Putin nie jest wielkim przywódcą.  Mogę się nawet zgodzić, że jego mentalność judoki – właściwie, jest to dość obraźliwe pod adresem starożytnej japońskiej sztuki walki; może lepiej byłoby powiedzieć: gangsterska mentalność – nastraja go łacno do wykorzystania chwilowej słabości przeciwnika.  (To dlatego wyszedł zwycięsko z tajemniczej afery Prigożyna.)  Ale to nie musi wcale oznaczać, że brak mu zrozumienia dla bardziej długoterminowych aspektów strategii.  Wyznaję, że nadal nie rozumiem, jaka jest rola inwazji Ukrainy w tej długofalowej strategii, ale byłoby niemądre sądzić, że inwazja 24 lutego była tylko pomyłką impulsywnego judoki, któremu wydawało się przez chwilę, że może rzucić przeciwnika na matę, a tu tymczasem Kozak za łeb trzyma.

Jestem głęboko przekonany, że ograniczanie celów inwazji do zysków terytorialnych na Ukrainie jest „strategicznie banalne”.  Józef Mackiewicz powtarzał wielokrotnie, że komuniści nie pragną wojny, ale pokoju, ponieważ śmiertelna cisza pokoju pod sowiecką władzą najlepiej sprzyja ich celowi, jakim jest sowietyzacja ludności.  Otóż wydaje mi się, że to nie ma zastosowania do dzisiejszych komunistów.  Putinowi potrzebna jest wojna, gdyż łatwiej mu w ten sposób kontrolować jego własną ludność, jakkolwiek wysoki jest stopień jej sowietyzacji.  Wojna daje mu także większą kontrolę nad narracją zewnętrzną, tj. jak jest postrzegany na świecie.  Warto pamiętać, że przeważająca większość państw na świecie popiera agresję Putina, opiera mu się zaledwie tzw. Zachód, który ma coraz mniejsze znaczenie, bo bolszewizuje się sam, z własnej, przez nikogo nie przymuszonej woli.  To byłaby nieśmiała odpowiedź na pytanie, po jaką cholerę Putin zaatakował Ukrainę…

***

Przedmiotem ostatniego rozdziału książki, która ukazała się na kilka dni przed atakiem Hamas na Izrael, jest przyszła wojna.  Jak ewoluować będzie konflikt militarny?  Wiele tu jest interesujących obserwacji, które za miesiąc mogą stać się śmieszne lub spełnić się.  Zatrzymam się tu tylko na wnioskach z Ukrainy.  Tajwańczycy np., pod wpływem ukraińskiego widowiska, rozważają strategię „asymetrycznego duszenia smoka przez jeża” (assymetric dragon-choking „porcupine strategy”), która ma polegać na użyciu mnóstwa drobiazgów (jeż) dla zduszenia ogromnego, ale tępego smoka.  Użycie zdalnie sterowanej broni i algorytmicznie kierowanych systemów jest już teraz oczywistością.  Autorzy wyrażają wszak zdziwienie, że nie doszło jeszcze do walki pomiędzy dwoma „rojami dronów”.  Jest to zapewne tylko kwestia czasu.  Przepowiadają także oderwanie wojny od pola bitwy.  Szpiegostwo, sabotaż, działalność wywrotowa, terroryzm, ataki cybernetyczne i dezinformacja będą metodami walki.  Czy to nie wygląda jak zimna wojna?

Ale najgorsza nauka na przyszłość z wojny ukraińskiej jest taka: jeżeli Putina ograniczają głównie straty w ludziach, co by się działo na Ukrainie, gdyby miał do dyspozycji armię robotów?

________

  1. Koncepcję tę rozwinął szerzej Carl Schmitt, m. in. w znakomitej książeczce pt. Teoria partyzanta, którą chciałbym omówić osobno w innym kontekście. Absolutna wrogość jest aspektem nielinearnego konfliktu, który wywarł największy wpływ na naszą współczesność. Katarzyna Bałżewska zwróciła moją uwagę na książkę Schmitta, za co niniejszym dziękuję.
Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/01/06/doktryna-gierasimowa-i-wolodia-iljicz-i/
Kategorie: Dziwna wojna, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/01/06/doktryna-gierasimowa-i-wolodia-iljicz-i/