Oda do młodości czyli huzia na Kuzia
Nie mam w zwyczaju czytać prlowskiej prasy. Zrobiłem jednak wyjątek, gdy znajoma przesłała mi tekst, który uznała za interesujący. Artykuł, pod intrygującym tytułem, „Hamas i łagodni barbarzyńcy. Dlaczego młodzi mieszkańcy Zachodu nie czują długu wobec Izraela”, pióra Michała Kuzia, wydał mi się na pierwszy rzut oka mało zajmujący, choć nie pozbawiony pewnych cech papuzich. Innymi słowy, artykuł Kuzia jest charakterystyczny dla specyficznej, nazwijmy to tak, „formacji intelektualnej”. (Dla uniknięcia nieporozumień zaznaczam, że tę rzekomą „formację”, należy odczytać z nieodłącznym prychnięciem; cudzysłów jest tu znakiem cudzego słowa.) Jest bowiem w tej formacji tyle formy, co w ulicznej bojówce, sprawnie obracającej się na rozkaz w stronę, której należy w danej chwili przykopać. Jest w niej przymus maszerowania w nogę i jawna chęć równania szeregów. Nie ma w niej wszakże nic intelektualnego, prócz pretensji; nie ma w niej żadnej wzniosłej myśli, choć pełno pseudonaukowej terminologii, ubranej w język, od którego zbiera się na mdłości; nie ma w niej naukowości, poza naukowymi tytułami.
Takich artykułów, jak ten Kuzia, są dziesiątki. Przed Michałem Kuziem stoi wielka kariera, ponieważ tylko w taki sposób pisze się w New York Times, i nie inaczej w londyńskim Times, że nie wspomnę już o lewackich brukowcach w rodzaju Guardiana. W takim właśnie tonie poucza nas bezustannie bibisi, jak ich trafnie określił kiedyś Stary chrzan; taki jest timbre wszystkich środków musowego przykazu.
Ale zanim poniesie mnie werwa polemiczna, zanim nad martwym wzlecę światem w rajską dziedzinę ułudy, spójrzmy razem na dół, kędy wieczna mgła zaciemia obraz gnuśności zalany odmętem – innymi słowy, przyjrzyjmy się dokładnie artykułowi Kuzia. Zaczyna Kuź od trzęsienia ziemi:
Oba pozytywne zachodnie spojrzenia na Izrael – poprzez pryzmat historycznych win i poprzez tradycję ewangelikalnego chrześcijaństwa – są młodszemu pokoleniu raczej obce. Bo jest to pokolenie mniej religijne i mniej związane z przeszłością.
Jak wiadomo, jestem z polszczyzną na bakier, więc nie mam pojęcia, co to jest „ewangelikalne chrześcijaństwo” oraz jego tradycja, a wina wolę kosztować (do dna) niż przez nie patrzeć. O dziwo, „pryzmat win” tłumaczy autor jako pytanie cywilizacyjne: „co jesteśmy Izraelowi dłużni jako Zachód”? Być może Kuź zaciągał jakieś długi w izraelskich bankach, by nabyć wina w drodze kupna, ale co ma z tym wspólnego Zachód?? Dalej mówi Kuź o „naszych moralnych obowiązkach wobec Izraela, a w praktyce też pewnej pobłażliwości wobec jego błędów”. Stoję bezbronny wobec takiej prozy i myślę sobie, że zamroczony wiekiem, chyląc ku ziemi poradlone czoło, takie widzę świata koło, jakie tępymi zakreślam oczy. W moim świecie, w moich tępych oczach, nikt nie ma żadnych obowiązków wobec Izraela, ani wobec jakiegokolwiek obcego państwa na świecie. Co rzekłszy, w przeciwieństwie do Kuzia, jestem konserwatystą, a zatem odrzucam ideę kolektywnej odpowiedzialności. Poparcie Izraela w walce z palestyńskim bolszewizmem jest pytaniem o słuszność, jest kwestią moralnej i politycznej postawy – a nie zadłużenia.
Jakie dokładnie są te rzekome obowiązki wobec Izraela, tego Kuź nie mówi, a mimo to, uczenie rozprawia o złożoności pytań i tożsamości krajów zachodnich. Uczoność Kuzia wyraża się tu w supozycji, jakoby sekularna Europa dawała Izraelowi specjalne prawa ze względu na ludobójstwo z czasów drugiej światowej, podczas gdy dzisiaj, nie obchodzi to młodych ludzi. Tymczasem w rzeczywistości, Izrael nie ma żadnych obiektywnych praw ponad te, które dzieli z innymi państwami; ani nie może liczyć na żaden specjalny status z powodu Holokaustu, podobnie jak nie liczą na specjalną pozycję niedobitki Ormian, które wyszły z tureckich masakr. Tak się składa, iż jest akurat prawdą, że syjonizm (jak każdy nacjonalizm, między nami mówiąc) nie waha się domagać specjalnego statusu dla własnego narodu, ale nie inaczej postępują np. nacjonaliści polscy, gdyż Polska jest w ich oczach na każdym kroku krzywdzona, tyle razy we krwi skąpana i – bohaterska. Jest to jeden z rozlicznych powodów, dla których nacjonalizm jest tak ogromną skazą na wszelkiej kulturze i plamą na każdym myśleniu. Jest bowiem klasycznym i pierwotnym grzechem partykularyzmu, na który tak cierpi nasza współczesność.
Kuź rozprawia następnie o sposobach myślenia o Izraelu poprzez różne pryzmaty, i ani przez chwilę nie przychodzi mu do głowy, że nie należy nigdy i w żadnych okolicznościach myśleć przez pryzmaty. Myślenie musi być suwerenne, to znaczy wolne, albo nie jest w ogóle myśleniem, a zaledwie nakładaniem klisz na rzeczywistość. „Ewangelikalny pryzmat” – cokolwiek miałoby to znaczyć – jest tak samo bez znaczenia, jak myślenie w kategoriach klasowych lub rasowych, patrzenie na świat poprzez soczewkę „praw człowieka”, czy na przykład, … młodego pokolenia. Ach, młodości, ty nad poziomy wylatuj, a okiem słońca ludzkości całe ogromy przeniknij z końca do końca! Okazuje się oto, że młode pokolenie stawia pryzmat ewangelikalny pod znakiem zapytania. Już, już, zaczynało mi się podobać to młode pokolenie, gdy wyszło na jaw, że:
Jest ono zarówno mniej religijne, jak i mniej związane z przeszłością rozumianą jako typowe historie narodów. Skupia się bardziej na przyrodzie niż na świecie wytworzonym przez ludzi, i bardziej na samodoskonaleniu niż na zorganizowanych formach religijności. W efekcie jego postawa moralna to postawa globalistycznego łagodnego barbarzyńcy, który nie rozumie, dlaczego miałby mieć jakieś szczególne obowiązki wobec tej czy innej grupy religijnej lub etnicznej.
Tum go czekała, spragniona i drżąca! Ech, bolszewicka twoja chrząstka, moje ty młode pokolenie. Czyżby Kuź, proszę Kuzia, był zwolennikiem szwedzkich wagarowiczów, wymachujących pięściami przed nosem każdego, co sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem?
Autor twierdzi, że „cywilizacjonistów ten moralistyczny barbaryzm napełnia obawami”. Cywilizacjonistą nie będąc, przepełniony jestem raczej mdłościami, bo z jakiegoś powodu bełkot idiotów wzmaga we mnie odruchy wymiotne. Barbarzyństwo pewnych przedstawicieli młodego pokolenia – których to krzykaczy zechciał Kuź uznać za tak dalece reprezentatywnych, że wręcz uosobiających ducha całej generacji – nie wywodzi się z globalizmu, tylko z ignorancji. Nie wynika z młodego wieku, tylko z nieuctwa. Gdyby młoda Greta zadała sobie trud, by chodzić do szkoły zamiast na wagary, to nie byłaby niedouczona, i nie inaczej jest z resztą pyskatych młodzieńców, którzy tak bardzo pragną nas wszystkich pouczać. Nie mogą skupiać się na przyrodzie, bo jej nie znają; nie mogą się samodoskonalić, bo nie mają po temu narzędzi. Ich ograniczoność mierzy się źródłami ich pseudo-wiedzy: nie czytają, nie słuchają, nie oglądają, a cała ich mądrość wywodzi się z chrlowskiego tik-tok.
Artykuł Kuzia okraszony jest zdjęciem pięknej demonstrantki z londyńskich awantur, z ohydną nalepką na policzku, ku pokrzepieniu Filistynów. Niedawne badania opinii publicznej ustaliły, że wśród ludzi od 18 do 34 roku życia w Wielkiej Brytanii, 23% żąda, by Zjednoczone Królestwo poparło Palestyńczyków, a zaledwie 7% domaga się poparcia dla Izraela. Wynika stąd jednak, że 70% badanych nie ma zdania w tej kwestii. Jakim więc prawem Kuź, „politolog i ekspert ds. stosunków międzynarodowych”, utożsamia młode pokolenie z mniej niż ćwiercią tego pokolenia? Ale brnijmy głębiej w ten obszar intelektualnej gnuśności zalanej drętwym odmętem demagogii. Kuź pisze oto o podziałach wśród lejburzystów. W odpowiedzi na tzw. „twarde” stanowisko Starmera wobec sytuacji na Bliskim Wschodzie (domagał się pauzy w działaniach wojennych a nie rozejmu) – dodajmy, stanowisko dyktowane polityczną kalkulacją w nadchodzących wyborach, a nie wiekiem Starmera – liczni członkowie gabinetu cieni podali się do dymisji:
Wielu z nich to stosunkowo młodzi politycy, tacy jak 45-letni Imran Hussein, który wystąpił jako pierwszy.
Imran Hussein jest, delikatnie mówiąc, nikim. W żadnym wypadku nie jest młody, ani stosunkowo, ani nawet postosunkowo. Głosował wraz ze szkockimi nacjonalistami, ponieważ jest apologetą Hamas, a nie ze względu na swój wiek. Sądzę, że politologów w prlu nie uczą o brzytwie Ockhama, więc pewnie zbyt wiele wymagam, oczekując podstawowych zrębów logiki od publicysty „plusminus” (czy jak im tam), ale czy Jeremy Corbyn, 74-letni przyjaciel wszystkich terrorystów na świecie, i stary zatwardziały bolszewik, także należy do tego młodego pokolenia łagodnych barbarzyńców, o których z taką elokwencją Kuź prawi? Kuź tak dalece nie wie, o czym mówi, że zdołał nawet nazwać szkockich nacjonalistów partią ultraprawicową. Tymczasem, na tym koszmarnym, cyrkowym spektrum, od lewicy do prawicy, SNP plasuje się daleko na lewo od lejburzystów, a ich lider, Humza Yousaf, ożeniony jest ze szkocką Palestynką, co oczywiście nie oznacza, że z tego tylko powodu jest zwolennikiem humusa i innych potraw bliskowschodniego terroryzmu. O nie. Narodowym socjalistom zdarza się dość często bywać także antysemitami. Co rzekłszy, niedouczeni, choć tak słodko łagodni, barbarzyńcy, nie mogą o tym wszystkim mieć pojęcia, ponieważ otwarcie odmawiają poznania istoty rzeczy, zapatrzeni w tik-tok darowany im hojnie przez chrlowskie politbiuro.
Douglas Murray przytacza wypowiedzi młodych uczestniczek londyńskich demonstracji proterrorystycznych. Zapytana, jaka była ich reakcja, gdy Hamas zaatakował Izrael 7 października, jedna odparła, że nie wierzy, jakoby coś takiego miało miejsce, po czym dodała: „Nie jestem pewna, czy widziałam cokolwiek, co dowodziłoby, że taki atak naprawdę nastąpił”. Druga natomiast wybełkotała:
Szczerze mówiąc, myślę, że muszę być trochę bardziej zorientowana we wszystkim, co się dzieje, więc czuję, że nie mam odpowiednich kwalifikacji, aby odpowiedzieć na to pytanie zbyt dobrze.
Po jaką cholerę poszła zatem na manifestację? Czy dlatego, że podobały jej się ładne oczy psiapsiółki? Mówiąc nawiasem, niech sobie chodzi nieszczęsna panienka na wszelkie manifestacje, których jest w Londynie bez liku, skoro taka jej panieńska wola, ale dlaczego Michał Kuź obrał sobie ją, i jej podobną młodzież, za przedmiot swojej ody? Mało tego, Kuź bierze taki bełkot półgłówków za oznakę łagodnego barbaryzmu! Mnie się wydaje, że możliwa jest prostsza interpretacja współczesnych wydarzeń. Mamy oto do czynienia z arogancją kompletnej, nieskończonej ignorancji, która nieuchronnie wiedzie nas do wtórnego barbarzyństwa pod wodzą skandynawskich wagarowiczów i prlowskich politologów.
Kuź przytacza nawet amerykańską komunistkę, Rashidę Tlaib (choć niestety nie potrafi poprawnie podać jej imienia), jako symbol partii demokratycznej w Ameryce. Jego zdaniem, nie można się dziwić, że „republikanie głosowali w Kongresie jednogłośnie za potępieniem wypowiedzi demokratycznej deputowanej Rahidy Tlaib, która miała szermować hasłem «od rzeki do morza». Większość demokratów tymczasem ją poparło.” Tlaib jest palestyńską emigrantką i ma 47 lat. Czy jej palestyńska propaganda liczy się także jako „głos młodego pokolenia”, które zdaniem Kuzia, odrzucać ma „mieszankę myślenia religijnego i politycznego”?
W efekcie w relacje całego Zachodu z Izraelem uderzają z impetem trzy fale: ahistoryczność młodego pokolenia, lewicowy antycywilizacjonim oraz rosnący indyferentyzm religijny w USA.
Michał Kuź dostrzega trzy zmarszczki, pluskające wesoło na gładkich taflach, nie zmąconych myślą czół młodzieży, ale nie widzi potwornego tsunami ignorancji i zakłamania. Niewiedza i nieuctwo nie są usprawiedliwieniem. Nie może być dobrą wymówką dla Grety Thunberg, że nie chodziła do szkoły, więc brak jej wykształcenia. I podobnie, ignorancja nie usprawiedliwia politologów. Michał Kuź należy do tych młodych ludzi, którzy, wedle pięknego określenia Henryka Elzenberga, pragną informować wieczność o własnym pokoleniu, zamiast informować własne pokolenie o wieczności. Być może zresztą nie mam racji, bo ta wysławiana młodzież nie ma bladego pojęcia o wieczności ani o hierarchii wartości.
Sytuacja w Gazie jest doprawdy przejrzysta. Tylko jedna strona w tej wojnie próbuje ograniczyć ofiary wśród Palestyńczyków, i tą stroną nie jest Hamas. Tylko jedna strona próbuje ukrócić cierpienia niewinnych ludzi porwanych przez bandytów i trzymanych w nieludzkich warunkach, i tą stroną nie jest Hamas, które terroryzuje ludność Gazy od lat kilkunastu po to, by móc użyć jej następnie – jako rzekomych ofiar izraelskiej soldateski – do terroryzowania Izraela i świata w zgodzie z metodami bolszewików od stulecia. Mimo to, brytyjskie media, podobnie jak Kuź w swej odzie, widzą moralną ekwiwalencję między terrorystami i państwem broniącym swej suwerenności: moralną ekwiwalencję między zbrodniarzami i ofiarami. Wychwala się humanitaryzm terrorystów, którzy zwalniają słaniających się na nogach zakładników, a potępia izraelskie państwo, które zmuszone jest zwalniać z wygodnych więzień terrorystów skazanych za napaść z nożem na Bogu ducha winnych przechodniów. Łagodne barbarzyństwo prowadzi Kuzia prostą drogą do zakazu obrony przed złem.
Miliardy dolarów zapomóg dla Gazy użyte są do kopania tuneli pod ziemią, budowania baz wypadowych do ataków na Izrael i gromadzenia broni. Hamas domaga się teraz dostaw wody i paliwa, choć rury wodociągowe zostały zużyte do produkcji rakiet domowej roboty, a paliwa mają terroryści w bród, tylko nie zamierzają się nim dzielić z ludnością Gazy, bo przecie i ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, jeżeli poległym ciałem dał innym szczebel do 70 hurys.
Niedawne zawieszenie broni zostało zerwane przez Hamas kilkakrotnie. Bojówkarze zaatakowali przypadkowych ludzi, czekających na przystanku autobusowym w Jerozolimie, mordując trzy osoby i raniąc wielu. Hamas przyznało się do mordu z typową dla terrorystów ekstatyczną uciechą i ogłosiło zabójców męczennikami. Izrael zignorował atak, mając nadzieję na zwolnienie kolejnych zakładników, pomimo ciągłego ostrzeliwania żołnierzy w Gazie. W piątek rano Palestyńczycy otworzyli ogień rakietowy z Gazy, co jednoznacznie zakończyło rozejm, ale winą obarczono Izrael. Według niepotwierdzonych raportów, zakładnicy trzymani są w klatkach, głodzeni i niekiedy torturowani.
I tak łagodni globaliści wykładają marmurem swoich pięknych intencji drogę do piekła. Szlachetni i potulni barbarzyńcy spod znaku tiktok, wiodą nas wprost do takiego raju krat, o jakim nie śnili nawet Trocki z Leninem.
Hej! ramię do ramienia! Spólnemi łańcuchy opaszmy ziemskie kolisko! Michał Kuź i globalistyczne nieuctwo zdoła może osiągnąć nieskończoną głębią swej ignorancji, czego nie zmogli ich poprzednicy. Opasali już ziemskie kolisko ciężkimi łańcuchy demagogii i zakłamania, z których zaiste trudno się wyrwać.