Zamknij
Michał Bąkowski

Co myślałby Józef Mackiewicz o wojnie na Ukrainie? Albo: „zawsze było pełno optymistów na Bożym świecie”

6 maja 2023 |Dziwna wojna, Meandry mackiewiczologii, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2023/05/06/co-myslalby-jozef-mackiewicz-o-wojnie-na-ukrainie-albo-zawsze-bylo-pelno-optymistow-na-bozym-swiecie/

Muszę z góry uprzedzić, że poniższy artykuł nie odpowie na pytanie postawione w tytule.  Co rzekłszy, tytuł nie jest wcale „na wyrost”, ani nie ma przyciągać uwagi czytelników.  Odnosi się po prostu do pytania, które w tej formie słyszałem wiele razy.  Nie ma na takie pytanie dobrej odpowiedzi, ponieważ jest zupełnie oczywiste, że nikt nie może wiedzieć, co miałby do powiedzenia na temat ukraińskiego konfliktu pisarz, który zmarł 37 lat przed jego wybuchem.  Mackiewicz był człowiekiem myślącym.  Postępował zatem zgodnie z najlepszymi tradycjami myślenia: rozumował konsekwentnie.  Oznacza to w pierwszym rzędzie, poszukiwanie zasad, z których wypływały jego myśli oraz rozwijanie ich aż do ostatecznych konsekwencji (nigdy nie zapominając, że podstawą rozumowania na temat rzeczywistości, musi być prawidłowe jej rozpoznanie).  Spróbuję poniżej zastosować tę samą metodę, ale bez złudzeń co do identyczności moich konkluzji z myśleniem Mackiewicza.  Józef Mackiewicz był stały w poglądach, ale często zaskakujący w konkluzjach; jego wnioski były nierzadko dyskusyjne, ale zawsze przemyślane i dobrze uzasadnione.

Podczas sesji mackiewiczowskiej w Warszawie, profesor Andrzej Nowak był łaskaw postawić pytanie podobne do zawartego w moim tytule: „Po czyjej stronie walczyłby dzisiaj Józef Mackiewicz w wojnie między Rosją a Ukrainą?”  Po czym dodał złowrogo, że „nie jest to pytanie retoryczne”.  Na zakończenie swego wystąpienia, stwierdził profesor, że Mackiewicz „konsekwentnie odmawiał Ukraińcom prawa do walki o niepodległość”, ponieważ odwracałoby to uwagę od nadrzędnego zagrożenia komunistycznego i szkodziłoby „wizerunkowi Rosji jako całkowicie niewinnej, wyłącznie ofiary systemu komunistycznego”.  Innymi słowy, wedle Nowaka, Mackiewicz stanąłby po stronie „Rosji”.  Autor Zwycięstwa prowokacji nie ma szczęścia do Nowaków (co nie zmienia faktu, że każdy ma prawo do własnego zdania).  Warto jednak na wstępie przytoczyć słowa Mackiewicza, które zdają się być w pewnej sprzeczności ze zdaniem profesora.

Wojnę, naturalnie, należało podjąć.  Każdy naród bronić się winien przed najeźdźcą, skądkolwiek nadchodzi.  Kapitulacja z góry prowadzi tylko do degrengolady psychicznej całego narodu, jaką obserwujemy dziś pod okupacją PRL.

Muszę w tym miejscu podkreślić, że niniejszy tekst nie jest polemiczny w charakterze, toteż o profesorze zamierzam jeszcze pisać osobno, ale powiedzmy jasno, że problem tkwi w profesorskiej interpretacji Mackiewicza, a nie w poglądach pisarza na Rosję i Ukrainę.  Żeby od razu skończyć z wątkami polemicznymi, przytoczę tylko jeden cytat w odpowiedzi tym, którzy twierdzą, że nie powinniśmy się w ogóle zajmować wojną na Ukrainie:

Pierwszym warunkiem działania musi być rozeznanie w stanie faktycznym, wiedza o tym, co jest naprawdę.

Mackiewicz przekonywał, że zaskoczenie w polityce i na wojnie jest elementem niekiedy decydującym, więc czytelnicy gazet muszą się pogodzić z faktem, że plany trzymane są w tajemnicy i że mogą nie rozumieć bieżących wydarzeń.

Natomiast mamy wolną rękę w snuciu domysłów.

Mówił to na marginesie wojny koreańskiej, sądzę więc, że i my powinniśmy snuć domysły na temat wydarzeń na Ukrainie.

„Słaba Rosja”

Pytanie, czy operacje na Ukrainie są oznaką słabości tzw. „Rosji”, czy są raczej celowym przejawem ukrywania właściwej siły militarnej, było podejmowane na naszej witrynie kilkakrotnie.  Przybrało ono skrótowy, symboliczny kształt dylematu: bardak czy Sun Tzu?  Autentyczna słabość czy przemyślna i diaboliczna taktyka?  Mackiewicz wypowiadał się w tej kwestii – głównie w związku z wojną zimową przeciw Finlandii – wielokrotnie i jednoznacznie.  Jego zdaniem, sowiety (dlaczegoś już wówczas przezywane z uporem „Rosją”, do czego jeszcze wrócę) były zawsze obiektywnie i autentycznie słabe militarnie.  Nie udawały słabości ani podczas walk z nikłymi siłami Finów, ani w panicznej ucieczce przed najazdem Hitlera.

Takoż nieprawdziwą okazała się legenda wymyślona w 1941 przez Hitlera, a rozpowszechniona następnie dosyć szeroko, że mianowicie: „Sowiety umyślnie udawały, że są słabe, aby zakamuflować istotną swoją potęgę”… W rzeczywistości było wręcz przeciwnie. Moskwa była przekonana, że rozbije Finlandię za pierwszym uderzeniem. Z tajnych dokumentów, przyłapanych przez Finów, wynikało, iż w Moskwie obliczano przebieg całej kampanii na cztery dni! Marsz w głąb terytorium fińskiego odbyć się miał błyskawicznie, i w Moskwie troszczono się ze względów dyplomatycznych o to, aby rozpędzone oddziały sowieckie nie naruszyły granicy szwedzkiej.

Nie było w tym długofalowej gry, obliczonej na wciągnięcie wroga w przewlekłe działania wojenne, ale zwykła słabość: sowiety były jego zdaniem kolosem na glinianych nogach.  Zademonstrowały bezhołowie i brak przygotowania w napaści na maleńką Finlandię oraz brak przygotowania i głupotę w panice wobec napaści Hitlera.  Nie będę przytaczał cytatów na poparcie tego twierdzenia, dodam tylko, że Mackiewicz podziwiał bohaterstwo Finów, których „rozpaczliwy gest oporu, okazał się w rezultacie bardziej skuteczny niż paktowanie z przeciwnikiem”.

Bolszewicy są przekonani, że gdy wkroczą do Finlandii, cała ludność pójdzie w wielkie lasy. Wola walki narodu fińskiego jest tak wyraźna, że bolszewicy wolą jej nie prowokować.

Najbardziej interesujące rozważania na temat słabości militarnej sowietów znaleźć możemy w recenzji Mackiewicza z książki Andersa o klęsce Hitlera.  Nawet po bitwie stalingradzkiej, Stalin popełniał błędy, które mogły były doprowadzić do klęski sowietów.

Cios śmiertelny zamierzał Stalin zadać całej potędze niemieckiej przez raptowną ofensywę ku Dnieprowi, aby odciąć w ten sposób masy armii niemieckich na południowym zachodzie. Otóż kontr-manewr niemiecki doprowadził tu do nowej klęski sowieckiej. 28 lutego sowiecka „grupa Popowa” zostaje rozbita i przestaje istnieć, tracąc 251 czołgów. W kilka dni później zniszczona zostaje 6. armia sowiecka tracąc 615 czołgów, 400 armat, 600 ppanców, około 100.000 zabitych, ale tylko 9000 jeńców… 15 marca Charków zostaje ponownie zajęty przez Niemców, a broniące go resztki 3. pancernej armii gen. Rybałko zniszczone. 69. armia sowiecka rozbita. Łączne straty sowieckie: 52 dywizje i brygady, w tym 25 brygad pancernych, przestało istnieć. 18 marca Niemcy zajmują Biełgorod. Front sowiecki jest praktycznie rozerwany w samym środku. Klęska stalingradzka powetowana przez Niemców z pewnym naddatkiem. Ale Hitler, wytrącony z równowagi epizodem Stalingradu, mimo nalegań generałów, ociąga się z wyzyskaniem tego zwycięstwa i popełnia dalsze błędy.

Obok niejako nadrzędnego i dobrze znanego błędu politycznego w całej kampanii sowieckiej, Hitler był tak zasklepiony w swym szaleństwie, że nie zezwalał Wehrmachtowi na giętką taktykę wycofania i kontrataku, przez co skazywał swe armie na niebezpieczeństwo okrążenia i odcięcia.  Mackiewicz wskazywał, że nawet zwycięska krasna armia, wyposażona w zachodni sprzęt i prąca uparcie na zachód, nadal była wcieleniem słabości.

Korespondenci

Mackiewicz ostrzegał nie raz i nie dwa, że ogromna armia zagranicznych korespondentów w Moskwie i w demoludach służy propagandzie sowieckiej.  Omotani skomplikowanym życiem podsowieckim, stawali się prędko bezwolnymi przekaźnikami sowieckich treści nawet wówczas (a może zwłaszcza wtedy), gdy zdawali sprawę z pozornie antysowieckich nastrojów.  Odpowiednik tego fenomenu mamy wśród dzisiejszych korespondentów z Ukrainy.  Co gorsza, odpowiadają oni na „zapotrzebowanie społeczne”, ponieważ mieszkańcy Zachodu nie chcą znać prawdy, podobnie jak w latach 70.:

Świat zachodni wierzy, że kolos sowieckiego Bloku przejdzie ewolucję i stanie się tworem podobnym do państw „normalnych”. Wyrzeknie się swego celu obalenia wolności na globie. Wierzy się w to mocno, gdyż w przeciwnym wypadku pozostawałaby tylko wyprawa wojenna dla zgniecenia nieustannego zagrożenia.

Ta wiara doprowadziła do prowokacji „upadku komunizmu” i do dzisiejszej jego ekspansji.  I dziś zachodnia publika pragnie uwierzyć, że „imperializm rosyjski napadł na Ukrainę”, a przekazanie przestarzałych samolotów Ukrainie powstrzyma agresję „nacjonalistów z Moskwy i Pekinu”.  Inaczej pozostałaby tylko wyprawa wojenna…  Cały świat wie doskonale od ponad stu lat, jak wygląda życie pod komunizmem, jakie są jego cele i metody – ale wiedzieć nie chce.  Wojna na Ukrainie jest tylko kolejnym etapem tego procesu; jest najlepszą znaną mi ilustracją twierdzenia Mackiewicza, że

Nie rosyjski imperializm posługuje się międzynarodowym komunizmem, lecz odwrotnie: międzynarodowy komunizm posługuje się rosyjskim imperializmem.

Nacjonalizm jako narzędzie walki

Komunizm gra na nacjonalizmach – potrafi wycinać melodyjki nawet na zdrowym patriotyzmie – dla swoich własnych celów.  Co najmniej od lat trzydziestych ubiegłego wieku komuniści używają „Rosji” dla przesłonięcia swych globalnych zamierzeń.

Komunizm nie ma nic wspólnego z żadną „Rosją”, żadnym imperializmem „rosyjskim”. Największa ilość autentycznych antykomunistów na świecie, to Rosjanie. To są nasi pierwsi sojusznicy, a nie wrogowie. Komunizm to jest zaraza psychiczna, międzynarodowa, dążąca do opanowania kuli ziemskiej. Może być zwalczona tylko międzynarodowymi siłami, a nigdy narodowym, nacjonalistycznym patriotyzmem.

O ile więc nie mogą mieć racji ci nieliczni, którzy twierdzą, że Mackiewicz stanąłby w walce z Ukrainą po stronie tej „Rosji”, to nie można odrzucić, że byłby niechętny poprzeć tę „Ukrainę”.  Postrzeganie bowiem „Rosji” w bolszewii, widział jako przejaw optymizmu, a „optymistów zawsze było pełno na Bożym świecie”.

Wszystko co deprecjonuje, co ogranicza do ciasnych interesów nacjonalnych, co pod sosem rzekomego „antykomunizmu” piecze tylko własną pieczeń narodową, stanowi hamulec w walce z komunizmem. A jednocześnie stwarza niebezpieczeństwo dywersji, gdyż właśnie komunizm w swej wielorakiej taktyce „na poszczególnym etapie”, potrafi wyzyskać i odwracać antagonizmy narodowe, ambicje narodowe, na własną korzyść dla własnych celów.

Mackiewicz zarysowywał w powyższych słowach oczywistą trudność, że nie można zwalczać ponadnarodowego niebezpieczeństwa przy pomocy powiewania narodowym sztandarem.  Dodawał jednak od razu:

Zgodnie z głoszoną przez nas tezą, że tylko WOLNA MYŚL zdolna jest wypracować właściwą drogę postępowania – schylamy głowę przed tymi, którzy szukają rozwiązania na innej drodze do wyzwolenia spod komunizmu. O ile poszukiwania płyną ze szczerego pragnienia, a nie z obcych instrukcji i za obce pieniądze.

Próbując zastosować treść tych cytatów do dzisiejszej sytuacji, muszę w pierwszym rzędzie podkreślić, że Mackiewicz mówił o walce ideowej, a nie o wojnie.  Czy można w takim razie zaryzykować tezę, że pochyliłby głowę także przed Ukraińcami?  Ich walka wydaje mi się wypływać ze szczerego pragnienia i chyba nie z obcych instrukcji, choć przyjmuję do wiadomości votum separatum Darka Rohnka w tej kwestii.  Walka toczy się za obce pieniądze, to prawda, ale każda wojna jest przez kogoś finansowana.  Prawie dwa i pół tysiąca lat przed inwazją Ukrainy, Archedamos, król Sparty, utrzymywał, że prowadzenie wojny jest przede wszystkim kwestią pieniędzy – najlepiej cudzych.  Ale najważniejsza różnica między powyższymi wypowiedziami Mackiewicza (próbując nadal użyć ich dla zrozumienia dzisiejszej sytuacji) i walkami na Ukrainie, polega na tym, że opór nie jest dla kijowskich przywódców „drogą do wyzwolenia spod komunizmu”.

W innym kontekście, pisząc o stosunku wolnego świata – należy tu postawić ironiczny cudzysłów i dodać z sarkazmem słowa „tak zwanego” – do ludzi walczących z komunizmem, Mackiewicz pisał:

Jeżeli próbowali siłą uwolnić się od panującego ustroju, zachodnim miłosierdziem nie są objęci.

Podczas II wojny światowej Ukraińcy z całą pewnością podejmowali próby, by uwolnić się spod bolszewickiego ucisku, toteż stanęli murem po stronie Hitlera i nadali swej walce charakter narodowowyzwoleńczy (nie wdaję się tu w odcienie i odłamy ruchu ukraińskiego).  Niezaprzeczalnie, nie zostali w rezultacie objęci zachodnim miłosierdziem, podobnie jak czetnicy Mihajlovića czy armia Własowa, jak Kozacy wydani Stalinowi nad Drawą, jak wszyscy, którzy ośmielili się podnieść oręż przeciw sowieckiej własti.

A oto nagle mamy dzisiaj wojnę wyzwoleńczą przeciw sowietom i, strzelający do agresorów Ukraińcy, zostali objęci litościwą i współczującą pomocą Zachodu.  Wprawdzie propagandy obu stron nawet się nie zająkną na temat bolszewizmu, komunizmu czy sowietyzmu, bo przecież komunizm upadł, a sowiecki związek został rozwiązany, po co więc przypominać tak zamierzchłe czasy?  Propaganda Moskwy wskazuje na „faszystowski” i antyrosyjski charakter rządów w Kijowie oraz na „odwieczne braterstwo ruskich ludów”, a propaganda Kijowa na „wielkoruski imperializm” Moskwy, a zatem obie cofają się o wiele dalej w przeszłość dla wyjaśnienia źródeł konfliktu: pomijają bolszewicką treść i koncentrują się na narodowej formie.

Spróbujmy wyobrazić sobie coś niemożliwego: wystawmy sobie, że Ukrainą rządzą dziś autentyczni antykomuniści, ludzie na tyle wybitni, że znają na wylot pisarstwo największego patrioty Europy Wschodniej i proroka kontrrewolucji, Józefa Mackiewicza.  Zdaję sobie sprawę, że posuwam się poza granice tego, co wyobrażalne, ale proszę zezwolić mi na tę niedopuszczalną fantazję.  Jeżeli bowiem możemy zawiesić nasze niedowiarstwo, oglądając w co drugim filmie hollywoodzkim, jak ludzie przebijają pięścią betonowe mury i latają w powietrzu, to dlaczegóż by nie spróbować odrzucić na chwilę zdrowy sceptycyzm dla intelektualnego eksperymentu?  Zatem wielbiciele Mackiewicza są u władzy w Kijowie, wznieśli hasło wyzwolenia, Dałoj sowietskuju włast’!, zostają zaatakowani przez sowieciarzy i … oczekują pomocy od Zachodu.  Ku ich początkowemu zdziwieniu, mają przeciw sobie nie tylko Scholtza i Orbana, ale także Bidena i von der Leyen, Macrona i Johnsona, a nawet Truss i Sunaka.  Zaglądają więc do Mackiewicza, bo przecież z niego czerpią intelektualną moc swego antykomunizmu, a on ich przestrzega, by nie liczyli na miłosierdzie Zachodu, gdy zostaną pokonani, ani tym bardziej na jakąkolwiek pomoc ze strony tegoż Zachodu, gdy są zaangażowani w walce przeciwko komunizmowi.  Zachód ich nie sprzeda, nie!  Odda ich za darmo.  Potępi i napiętnuje złych antykomunistów, a w zamian wspomoże Moskwę materialnie i moralnie: pośle militarne sprzęty, nie poskąpi im zachęty, a na prośby z Kijowa odpowie, że jest zajęty.  Na skazanych i zesłanych Ukraińców spadnie dodatkowe oprobium, gdyż pragnęli cofnąć zegar historii, ponieważ próbowali zaprzepaścić zdobycze Wielkiego Października, bo sprzeciwiają się jedynie słusznej linii postępu.

Jest atoli szansa – snuję tu przecież opowieść fantastyczną – że oczytani w dziełach Mackiewicza władcy Ukrainy, znalazłszy owo mackiewiczowskie dictum, pojmą łacno, iż nigdy nie zaskarbią sobie miłosierdzia Zachodu próbą zrzucenia nieludzkiego systemu.  Czy należy się im dziwić zatem, gdy obrócą walkę z komunizmem w walkę narodowowyzwoleńczą, w zamian za amunicję i kilka starych czołgów?  A jak postąpilibyśmy my, gdyby nasze plecy przyparte były do muru przez sowiecką agresję, skrytą pod nazwą wyzwolenia?  Doświadczenie historyczne zdaje się wskazywać, że Polacy przyjęliby sowieckie wyzwolenie za dobrą kartę.

Ale dość fantasmagorii.

Samostanowienie

Mackiewicz miał niską opinię o zasadach tzw. samostanowienia narodów.  Nie tylko dlatego, że to leninowski pomysł; raczej z tej prostej przyczyny, że jest to mydlenie oczu.

Rosja komunistyczna i Chiny komunistyczne są dziś krajami od siebie wzajemnie niezależnymi. Czy należy im życzyć, by takimi pozostały w pojęciu aktualnego ich „samostanowienia”? Czy też odwrotnie, w wypadku, gdyby jedno z nich zrzuciło jarzmo komunistycznego ustroju, nie należałoby raczej życzyć, by rozciągnęło swą dominację na drugie, aby i tam ten ustrój obalić?

Trudno ocenić dzisiejszy stan stosunków między sowiecką Rosją i chrlem, ale ich kierownictwo partyjne samo o sobie stanowi.  Na ponad 30 lat przed prowokacją upadku komunizmu, Mackiewicz zarysował teoretyczną sytuację, do której jego zdaniem prowadziła polityka emigracji polskiej, a zwłaszcza Kultury, wobec Gomułki.  Cały świat, wedle tego scenariusza, byłby komunistyczny, więc Polska, Litwa i Ukraina także, ale rzeczą najważniejszą miało być, „żeby wszystkie te kraje były wzajemnie niezależne, niepodległe, suwerenne”.  Mackiewicz nazywał takie rozwiązanie „nacjonalizmem, dosłownie, za wszelką cenę”.

Nawet za cenę skomunizowania narodu.  Jest to rodzaj tego skrajnego nacjonalizmu, który stawiając dobro niepodległości ponad wszelkie inne dobra, jakże często dziś właśnie, w krajach o budzącej się świadomości narodowej, sprzęga się z komunizmem w walce z innymi narodami i staje się tego komunizmu zaślepionym narzędziem [podkreślenie moje – mb].

Ten scenariusz został wprowadzony w życie w 1989 roku i jego konsekwencją jest wojna na Ukrainie.  Świat nie docenił planu, nie dostrzegł jego uwieńczenia i nie wziął udziału w uroczystościach na cześć zwycięstwa komunizmu, bo pochłonięty był swym rzekomym sukcesem w doprowadzeniu do „upadku komunizmu”.  Ale w rzeczywistości, ani komunizm nie upadł, ani się sowiety nie rozpadły, więc Putin zaatakował zaledwie swoje zaślepione narzędzie.  „Dlaczego zamiana komunizmu, zwalczanego przez cały świat demokratyczny, na komunizm wspierany przez ten świat, ma się okazać korzystniejsza?”, pytał retorycznie Mackiewicz.

Sowiety powodują się wyłącznie doktryną międzynarodowego komunizmu. Sowiety są tylko centralą zarazy światowej; a na „interesy rosyjskie” im równie naplewat’ jak na interesy innych narodów. Wszystko inne, i strategie, i taktyki, dopasowane do okoliczności „obiektywnych”, służą dla celu nadrzędnego, aby tej zarazie utorować drogę. Do tych „obiektywnych warunków” należą też periodyczne stawki na „patriotyzm”; rosyjski, tyleż wart co polski, podsycany nieraz do białości w PRL, zwłaszcza przeciw Niemcom Zachodnim; tyleż wart co nacjonalizm azjatycko-murzyńskich krajów, podsycany i wygrywany przeciwko „neokolonializmowi imperialistów”.

W ramach tej doktryny sowieciarze kryją się dziś pod płaszczykiem „Rosji”, wykrwawiają się na Ukrainie i skutecznie osłabiają Zachód, który – podobnie jak Polacy wobec sowieckiego „wyzwolenia” – robi wszystko, by nie walczyć.

Strzały

Mackiewicz był zdania, że wrażenie na sowieciarzy robią tylko strzały.  Finowie „strzelali do bolszewików z każdego gęstego świerku i w każdym lesie mieli zasadzki, napędzili Sowietom strachu”.  Polemizował ostro z Sołżenicynem i jego wezwaniem do wyrzeczenia się gwałtu w walce z komunistami:

I ja byłem poddanym sowieckim; krótko wprawdzie, ale z własnej obserwacji doszedłem do przekonania, że Wszystko – To trzyma się wyłącznie na psychicznym zastraszeniu mas przed jakimkolwiek czynem rewolucyjnym; aby nie dopuścić do gwałtownego wybuchu, strzałów, kontrterroru, od którego cały ten gmach zbudowany na pajęczynie masowej hipnozy, rozlecieć się może w drzazgi. Doświadczenia wojenne roku 1941 utwierdziły we mnie to przekonanie. I zachowałem je do dziś. Inaczej Sołżenicyn.

Jak jadowita kobra, sowieciarze hipnotyzują cały świat, działając przy pomocy zmyślnej propagandy i terroru psychicznego.  „Ale hipnoza ta nie działa tam, gdzie ktoś bierze pałkę i bije kobrę po łbie.”  Sołżenicyn nawoływał Zachód do zmiany postawy wobec sowietów, do twardości w … negocjacjach, podobnie jak dziś słychać wołania o wzmożenie sankcji, by skłonić Putina do … negocjacji.

Na czym więc ta twardość Zachodu ma polegać, ma się opierać, jeżeli z góry wiadomo, że nie ma za nią stać potencjał siły militarnej, ani zagrożenie wojną? Zamiast mglistych frazesów, bardziej plastyczny wydawałby się tu przykład powstania węgierskiego, którego przywódcy przez dni i noce radiowe błagali Zachód nie o poparcie moralne, lecz: „Broń i amunicję! Broń i amunicję! Broń i amunicję!” Dostali figę, jeżeli nie liczyć trochę lekarstw i ciepłych słów, i ulegli zmiażdżeni tankami sowieckimi. Na „twardość li tylko moralną”, Moskwa może gwizdać. I gwiżdże.

Węgierscy powstańcy prowadzeni byli przez komunistów i do dziś trwają spory co do roli odegranej w powstaniu przez towarzysza Imre Nagy’a.

Straszą nas militarną – armii, marynarki i lotnictwa – potęgą Związku Sowieckiego. Jestem innego zdania. Uważam Związek Sowiecki za najsłabsze mocarstwo. Związek Sowiecki obawia się wojny bardziej niż inne kraje, i pod tym względem ma rację. Bowiem wobec takiej liczby potencjalnych anty komunistów wśród własnych obywateli, Blok Komunistyczny rozpadnie się na kawałki od pierwszego uderzenia, i to bez bomby atomowej, jeżeli Wolny Świat zastosuje odpowiednią politykę i propagandę, czyli odwrotną od tej, jaką stosował Hitler w latach 1941-44.

Przez dziesięciolecia Mackiewicz naigrywał się ze stanowiska prezentowanego zarówno przez komunistów i ich poputczyków w prlu, jak i przez emigrację, a mianowicie, że „my przelewać krwi w żadnym razie nie zamierzamy”, niech to robią inni.  Niech przelewają własną krew za naszą wolność.

Nie-walka z najeźdźcą może tylko doprowadzić do degrengolady, a walka stwarza grunt, na którym może wyrosnąć prawdziwe rozpoznanie sytuacji.  Jakie są cele Putina w tej wojnie?  Nie wiemy.  Nie potrafimy też rozpoznać wszystkich sił po stronie ukraińskiej – „jak zawsze w takich sytuacjach, trudno rozeznać agentów od ich ofiar, ludzi oszukanych, wprowadzonych w błąd, naiwnych lub też szczerze działających w dobrej wierze”, pisał Mackiewicz.

Ale na razie się strzela do krasnoarmiejców.  I już ten fakt, jak sądzę, radowałby duszę Józefa Mackiewicza.  Podobnie, rosłoby mu serce na widok słabości putinowskiej armii, więc „powinniśmy tym bardziej uderzyć weń z całych naszych choć słabych sił, aby przyspieszyć jego runięcie”.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2023/05/06/co-myslalby-jozef-mackiewicz-o-wojnie-na-ukrainie-albo-zawsze-bylo-pelno-optymistow-na-bozym-swiecie/
Kategorie: Dziwna wojna, Meandry mackiewiczologii, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2023/05/06/co-myslalby-jozef-mackiewicz-o-wojnie-na-ukrainie-albo-zawsze-bylo-pelno-optymistow-na-bozym-swiecie/