Zamknij
Michał Bąkowski

Profesor Nowak i znikająca bitwa na jeziorze Pejpus

23 kwietnia 2022 |Meandry mackiewiczologii, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2022/04/23/profesor-nowak-i-znikajaca-bitwa-na-jeziorze-pejpus/

Od wielu lat narzekam, że nikt nie podejmuje merytorycznej dyskusji na temat Mackiewicza, a jako substytut rozlega się tylko nieskładne gaworzenie na temat nie istniejącej tzw. sprawy Mackiewicza.  Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się wiele po sesji naukowej w Warszawie, więc merytoryczna dyskusja była pewnym zaskoczeniem, a jednak to, co usłyszałem, przeszło moje oczekiwania.*

Nie, nie piłowano ponownie sprawy.  Włodzimierz Bolecki zadał w dyskusji trafne pytanie, na jakiej podstawie dr Balbus stwierdził z taką stanowczością w swym referacie, że „niewątpliwie wyrok na Mackiewicza został wydany” przez wileńską AK.  Rzecz w tym, że wątpliwości jest co nie miara, toteż chętnie usłyszelibyśmy, jakie są podstawy takiej niezachwianej pewności, ale… nikt nie odpowiedział na pytanie Boleckiego.  Właściwie, co za różnica?  Pozostałem w rezultacie przy swoim przekonaniu, że żaden wyrok nigdy nie zapadł; że poszła tylko fama: skoro nie udało się doprowadzić do wydania wyroku, to jego wrogowie postanowili zabić pisarza przy pomocy plotki o wyroku.

Prawdziwie zdumiały mnie jednak wypowiedzi Andrzeja Nowaka.  Dystyngowany, wyrafinowany i inteligentny profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, wydawał mi się zawsze interesujący, nawet gdy się z nim nie zgadzałem.  Tym razem jednak, Nowak mnie zadziwił, bo to co zaprezentował, nie było merytoryczną dysputą z Mackiewiczem.

Rozpoczął swą wypowiedź od pytania: po czyjej stronie walczyłby Józef Mackiewicz w wojnie między Rosją a Ukrainą?  Pytanie jest ciekawe jako ćwiczenie intelektualne.  Nikt nie może wiedzieć z pewnością, jak postąpiłaby postać historyczna w hipotetycznych warunkach, ale próba zastosowania znanych wypowiedzi, czy choćby tylko sposobu myślenia, do nowej sytuacji jest płodna myślowo.  Niestety, im dalej w las, tym więcej drzew – Nowak nie próbował niczego rozważać.

Temat jego referatu brzmiał: Antykomunizm Józefa Mackiewicza – odpowiedź na klęskę cywilizacji.  Kryzys cywilizacji, z jakim borykało się pokolenie Mackiewicza, nie miał wprawdzie wiele wspólnego ze stoicyzmem Zenona ani z epikureizmem, jakkolwiek zgrabnie wyłożył to prelegent.  Korzenie obu szkół filozoficznych są znacznie głębsze niż „odpowiedź na imperium Aleksandra”, ale doprawdy mniejsza o to, bo gdyby było to jedyne zastrzeżenie do tez Nowaka, to nie byłoby o czym mówić.  Zawaliły się wspólnoty, mówił Nowak; najpierw Rzeczpospolita Obojga Narodów, a w niej Wielkie Księstwo Litewskie, na co Mackiewicz odpowiadał podniesieniem idei krajowej.  Paradoksalnie, ostatnią linią obrony WXL była carska Rosja, zatem jej upadek był ostateczną klęską krajowości.  Międzywojenna Polska nie spełniła nadziei Mackiewicza, ale gdy „rozpadła się jak domek z kart”, nastąpiła kolejna klęska cywilizacji i ani Epikur, ani stoicy niewiele tu mogli pomóc.

Wraz z upadkiem II RP, Mackiewicz określił swą postawę antykomunistyczną.  Nowak podaje na dowód tej tezy cytaty, które wskazują raczej na wyostrzenie antynacjonalistycznej postawy pisarza.  Wobec upadku Polski dostrzegł bowiem, że „nie ma polskiej ani litewskiej drogi do niepodległości”; że w obliczu nadrzędnego, uniwersalnego zagrożenia bolszewickiego, nacjonalizm nie może być odpowiedzią.  Odnoszę raczej wrażenie, że zarówno antykomunizm jak antynacjonalizm pisarza, ukształtowały się podczas wojny z bolszewikami, a nie w 1939 roku.

Wedle Nowaka, Mackiewicz nie deliberował nad źródłami komunizmu; bez zastanowienia odrzucał koncepcje, które były dla niego niewygodne, np. wizję Zdziechowskiego.  W rzeczywistości jednak, wysoko cenił wileńskiego myśliciela, a polemizował z nim w jednym artykule, przytoczonym przez Nowaka, ale pokiereszowanym przed publikacją przez Grydza (oryginał niestety nie zachował się).  Nowak utrzymuje, że dla podtrzymania tezy jakoby komunizm przyszedł do Rosji z Zachodu, Mackiewicz odrzucał wszelką krytykę Rosji, gdyż miała w jego oczach burzyć sielankowy obraz stworzony w oczach małego chłopca, zapatrzonego w splendor upadającej monarchii.  Celem filorosyjskiej tendencji Mackiewicza miało być odciążenie Rosji od odpowiedzialności za komunizm.  „Mackiewicz w swej publicystyce był skrajnym redukcjonistą, wybierał tylko te fakty, które pasowały do jego tezy, inne odrzucał”, grzmiał z trybuny Nowak.

Przede wszystkim, to nie jest, ściśle mówiąc, redukcjonizm.  Za redukcjonizm przyjęło się uważać wyjaśnianie zjawiska przez sprowadzenie go do innego zjawiska, np. twierdzenie, że miłość to gra gruczołów jest redukcją cnoty chrześcijańskiej do fizjologii.  Podobnie redukcjonizmem jest sprowadzenie meandrów historii do tępych motywów walki klas.  Natomiast dobór faktów dla potwierdzenia tez jest powszechnie stosowaną i głęboko nieprzyjemną metodą erystyczną, która obca była Mackiewiczowi, ale niestety aż zanadto wydaje się bliska Nowakowi, jeśli oceniać na podstawie jego wypowiedzi w tej sesji.  W późniejszej dyskusji, Nowak (i popierający go na każdym kroku Suleja) dodawał, że Mackiewicz nie znał Rosji i nie chciał jej poznać.  Nie chciał jej widzieć oczami Polaka.  Przyjmował punkt widzenia rosyjski; odczuwał nostalgię za czymś, czego nie znał.  A nawet „był denikinowcem honoris causa”.  Jego interpretacja tajnych rozmów Piłsudskiego z bolszewią jest „transpozycją punktu widzenia Denikina” i wpisywać ma rzekomo Mackiewicza do klasycznej narracji propagandy sowieckiej i putinowskiej, jak twierdził Suleja.

Nasuwa mi się pytanie, czy bardziej obiektywny jest polski pisarz, przyjmujący rosyjski punkt widzenia, gdy mówi o Rosji, czy polski historyk, domagający się przyjęcia wyłącznie polskiego punktu widzenia?  Gdyby rosyjski lub angielski, albo nawet australijski historyk pisał o Polsce, to czy nie domagalibyśmy się od niego, by, w imię obiektywizmu, wziął pod uwagę także polski punkt widzenia?

Włodzimierz Bolecki trafnie, moim zdaniem, wytknął w tym momencie dyskutantom, że dokonują niniejszym wznowienia haniebnej broszury pod prześmiewczym tytułem W obronie prawdy historycznej, w której emigranci zebrani wokół Instytutu Piłsudskiego podejmowali uchwały godne komsomolskiej jaczejki i na wyścigi potępiali autora Lewej wolnej.

W innym momencie dyskusji, profesor Nowak stwierdził, że historyk powinien zapytać: jak to się stało, że nkwd tak „łaskawie potraktowało Józefa Mackiewicza, kiedy gościło go w swoich skromnych progach w 40 roku”.  Czy tego rodzaju sarkazm jest na miejscu u historyka?  W rzeczywistości było to raczej wiosną 41 roku, i trudno nazywać porwanie z ulicy, przesłuchiwanie przez cały dzień i noc, „goszczeniem”, ale to zależy od obiektywizmu historyka.  Nowak zastrzegł się od razu, że w żadnym wypadku nie sugeruje, jakoby Mackiewicz poszedł na współpracę.  Dostrzegł jednak w tej sytuacji coś niesmacznego.  Jego zdaniem, Mackiewicz opisał aresztowanie jako przejaw swego bohaterstwa.  Tymczasem w rzeczywistości, nie został zatrzymany na dłużej tylko dlatego, że nie identyfikował się z polskością, która była prześladowana; nie wywieziono go wraz z innymi Polakami, bo był indywidualistą.  Przyjął inną perspektywę: perspektywę „człowieka wobec komunizmu”, podczas gdy wywożono i mordowano Polaków, a nie indywidualistów.  Na uwagę Boleckiego, że sens tej krytyki nie jest jasny, Nowak uściślił: wyszedł z nkwd, w odróżnieniu od innych Polaków, którzy z tego nkwd nie wyszli.  Następnie pochwalił się w pierwszym artykule napisanym w niemieckiej prasie gadzinowej, że bohatersko wytrzymał spotkanie z nkwd, nie mówiąc o brutalności tego spotkania.  „Wydaje mi się to tematem dla literata”, dodał na zakończenie z groźbą w głosie, zapominając, że znakomity literat – jego zdaniem „najwybitniejszy pisarz XX wieku” – opisał to wydarzenie aż dwukrotnie.

Nie wiem doprawdy, jak można z czystym sumieniem obarczać aresztowanego i przesłuchiwanego człowieka odpowiedzialnością za postępowanie nkwd, a następnie nazwać opis tego aresztowania – niesmacznym.  Równie dobrze można by winić Swianiewicza, że nie zginął w Katyniu.  Nowak zdaje się zapominać, że nkwd nie tylko torturowało i mordowało, ale także celowo oddziaływało na tych, którzy pozostali na wolności.  Jedni byli bici, a inni nie; jedni deportowani, a inni pozostawieni na miejscu.  Czy należy winić tych pozostawionych, że ich nie wywieziono?  Nowak przemilcza fakt, że Mackiewicz uniknął wywózki tylko dzięki ucieczce z domu w czerwcu 1941.  Pomijam ten drobiazg, że nie tylko Polacy byli przesłuchiwani, katowani, zsyłani do gułagu, i że – doprawdy, aż wstyd to mówić! – nkwd nie było organizacją antypolską.

Ale powróćmy do wywodu przedstawionego w prelekcji Nowaka.

Mackiewicz był jego zdaniem tak zaślepiony, że zaprzeczał prawdzie prześladowań religii przez bolszewików, co prowadziło go aż do antykatolicyzmu i bezpodstawnych oskarżeń o „negatywny stosunek Kościoła do Wschodu i Prawosławia”.  Każdy uważny czytelnik Mackiewicza wie, że pisał on wielokrotnie o potwornych prześladowaniach Cerkwi i Kościoła przez bolszewię, więc nie bardzo wiem, jak polemizować z takim twierdzeniem.  Nowak konfunduje chyba krytykę współpracy hierarchów kościelnych z bezbożnikami, z twierdzeniem, że nie było prześladowań wiernych.  Prześladowań nie było wówczas, gdy na danym etapie sowietyzacji, podejmowano decyzję o taktycznym powstrzymaniu akcji bezbożniczej, np. w 40 roku w Wilnie albo na krótko po wojnie w rdzennej Polsce, a także podczas wojny w samych sowietach.  I Mackiewicz słusznie na to wskazywał.

W natłoku zarzutów tendencyjności, fałszowania historii, ślepego antykatolicyzmu i naiwnej, infantylnej rusofilii, wśród tej masy dziwacznych oskarżeń, Nowak przebił wszystko twierdzeniem, że Mackiewicz padł ofiarą stalinowskiej propagandy (na wszelki wypadek zacytuję dosłownie: „przyjmuje propagandę sowiecką, stalinowską, formułowaną już w duchu nacjonalistycznym, jako prawdziwą wizję historii”), gdy jako dowód wielowiekowej niechęci Kościoła Katolickiego do Prawosławia wskazał bitwę na jeziorze Pejpus…  „Takiej bitwy po prostu nie było!” wołał prelegent.  „Paradoks polega na tym, że tę bitwę wymyślił Józef Stalin” i na jego zamówienie Sergiusz Eisenstein nakręcił film o Aleksandrze Newskim, w którym – między nami mówiąc, w dość karykaturalny sposób – przedstawił, jak genialny Aleksander podstępnie zwabił zakutych w żelazo ciężkich rycerzy krzyżowych na lód jeziora, który się się pod ich ciężarem załamał.  Nowak twierdzi, że „historycy dzisiaj zgadzają się, że takiej bitwy po prostu nie było”.  Jest to wymysł Stalina, a dziś sztandarowy element propagandy Putina.

Nie zdołałem znaleźć żadnych śladów takich nowych odkryć, ani ustalić, jacy to „historycy dzisiaj” tak bardzo są zgodni w kwestii nie istniejącej bitwy wokół jeziora Pejpus.  Nie wątpię, że wybitny profesor starożytnego uniwersytetu ma poważne argumenty na poparcie tak ciężkiego zarzutu pod adresem nieżyjącego pisarza.  Jednak w oczekiwaniu na szczegóły, pozwolę sobie stwierdzić fakt – podkreślam: nie moją osobistą opinię, a niezaprzeczalny fakt – że wiele źródeł mówiło o bitwie w okolicy jeziora Pejpus (lub na zamarzniętej powierzchni jeziora) między wojskami nowogrodzkiej republiki pod wodzą Newskiego i Kawalerami Mieczowymi, na długo przed Stalinem i Eisensteinem, a zatem, nawet jeżeli taka bitwa nigdy się nie odbyła, to Stalin z pewnością jej nie wymyślił.

O bitwie wspominają kroniki nowogrodzkie i niemieckie kroniki liwońskie, np. Livländische Reimchronik („Rymowana Kronika Liwońska“).  Późniejsi historycy rosyjscy byli raczej sceptyczni wobec możliwości stoczenia walki na lodzie jeziora, ale niemieckie źródła tak właśnie opisują klęskę rycerzy inflanckich.  Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jest niezwykle mało prawdopodobne, by średniowieczni rycerze walczyli w śniegu i mrozie.  Aprowizacja i logistyka średniowiecznej armii były bardzo skomplikowane nawet w lecie, trudno więc uwierzyć w zimową kampanię, która na tamtych ziemiach jest ciężka nawet w dzisiejszych czasach.  Jednak okazuje się, że Krzyżacy nie tylko prowadzili wypady i kampanie zimowe, ale wręcz wyspecjalizowali się w nich.  Nazywali je winter-reysa i rozpoczynali tradycyjnie w dzień Matki Boskiej Gromnicznej, 2 lutego.  Rycerze zakuci w żelazo i okryci białymi płaszczami, powiewającymi w pędzie ciężkich koni wśród śnieżnej zadymki, musieli budzić zabobonny lęk wśród Prusów, Litwinów, Kurów, Letów, Estów i innych pogan zamieszkujących te ziemie.  Najwyraźniej, nie budzili grozy w prawosławnych potomkach wikingów z Wielikowo Nowgoroda.

W 1242 roku, wiedząc o sukcesach mongolskich hord, które spaliły Kijów i pokonały wojska polskie, (sprzymierzone, nota bene, z Niemcami i wspomagane przez rycerzy trzech zakonów krzyżowych) w wielkiej bitwie pod Legnicą, zakon Kawalerów Mieczowych z Liwonii, przekroczył Narwę i ruszył wzdłuż brzegu jeziora Pejpus, w kierunku Pskowa.  Siły Aleksandra zastąpiły drogę krzyżowcom 5 kwietnia.  Powierzchnia jeziora mogła być nadal zamarznięta, ale wbrew legendom, bracia zakonni byli bardzo dobrze obeznani z miejscowymi warunkami i musieli wiedzieć, że kwietniowy lód może się załamać pod masą opancerzonych rycerzy i ich ciężkich koni.  Jest zatem mało prawdopodobne, by zostali zmuszeni do walki na lodzie, ale nie można wykluczyć, że np. w odwrocie i rozsypce ratowali się ucieczką poprzez lodową powierzchnię.

Rewizjonistyczni historycy w XX wieku, sugerowali, że starcie było zaledwie potyczką, nie miało rangi wielkiej, decydującej bitwy, jaką nadano mu później, ale nie twierdzili, że bitwa taka nie miała miejsca.  Nikt natomiast nie kwestionuje, że Landmeister liwońskiego bractwa Kawalerów Mieczowych (które wcielone zostało do zakonu krzyżackiego w 1236, ale zachowało autonomię) wyruszył do walki ze schizmatykami z papieskim błogosławieństwem.  Papież Grzegorz IX popierał Krucjatę Północy, a w 1232 roku wystosował list do Bractwa Liwońskiego, prosząc o wsparcie na poły pogańskich Finów w walce z chrześcijańskimi siłami Republiki Wielkiego Nowogrodu.  Papież wzywał do walki contra infideles ruthenos…

Kiedy więc Mackiewicz pisał:

Terytorialną granicę podziału, zbliżoną zresztą do obecnej, charakteryzowała nazwa „przedmurza chrześcijaństwa”.  W istocie jednak przedmurze to nie leżało na granicy chrześcijaństwa, a jedynie na rubieżach Kościoła katolickiego.  Kawalerowie Mieczowi największą swą bitwę stoczyli nad jeziorem Pejpus w roku 1242 nie z poganami, ale z Aleksandrem Newskim, późniejszym świętym Kościoła wschodniego.

…to wiedział co mówi i z całą pewnością nie padł ofiarą stalinowskiej propagandy.  Jeżeli wszystkie rewelacje Nowaka są na takim poziomie, to nie wiem, czy warto temu poświęcać czas.

W konkluzji swego wystąpienia, Nowak postawił pytanie: czy Mackiewicz ocenił właściwie źródła zbrodni katyńskiej?  Z jego punktu widzenia, z perspektywy, którą określiłbym jako endecką, Katyń był przejawem walki „imperium neo-rosyjskiego” z polskością „i o tym Józef Mackiewicz powinien był wiedzieć”.  Zmiana polityki Stalina od 1934 roku była, zdaniem Nowaka, czytelna: było to przekształcenie bolszewickiej sowdepii w Imperium Rosyjskie.  Rzecz jasna, mógłbym polemizować z tak postawioną tezą, wskazując, że Mackiewicz oczywiście dostrzegał te kosmetyczne zmiany (choć raczej nie zachodziły one od roku 1934) i przypisywał je formalnemu, taktycznemu przepoczwarzaniu się potwora, bez naruszania jego bolszewickiej treści, dla wcielenia w życie tezy wożda o budowie socjalizmu w jednym państwie.  Jednak nie zamierzam tego czynić, ponieważ Nowak w żadnym momencie nie polemizuje z Mackiewiczem!  On wyłącznie przytacza jego tezy, pomija wyniosłym milczeniem ich uzasadnienie, po czym liczy na rzekomą oczywistość uświęconych polrealizmem tez przeciwnych: „Skrajnie szowinistyczna, imperialna ideologia, która dzisiaj triumfuje w Rosji, została w pełni przywrócona przez Józefa Stalina.”  Jej ofiarami padli Polacy, nie jako wrogowie klasowi, ale jako Polacy, jako wrogowie Rosji.  Tako rzecze Nowak.

A zatem, po czyjej stronie walczyłby dziś Mackiewicz w wojnie na Ukrainie?  Nowak przytacza z aprobatą Józefa Łobodowskiego, który w polemice z Mackiewiczem twierdził, że bolszewizm doprowadził do doskonałości metody rosyjskiego podboju, że sowietyzacja jest udoskonaloną formą rusyfikacji.  Tylko azjatyckie zakorzenienie mogło wyjaśnić fenomen bolszewizmu; bez niego, komunizm jako ideologia, pozostaje w abstrakcyjnym zawieszeniu.  Rosja nie jest niewinną ofiarą bolszewizmu.  Zdaniem Nowaka, Mackiewicz odmawiał Ukraińcom prawa do walki o niepodległość, bo byłoby to uleganie nacjonalistycznym mrzonkom.  Nowak pozostawia swoje wstępne pytanie bez odpowiedzi, ale timbre jego referatu wskazuje, że jego zdaniem Mackiewicz stanąłby po stronie Putina, jako najnowszego wcielenia wielkoruskiego, tępego stupajki i denikinowskich ideałów, a przeciw ukraińskim nacjonalistom.

Można i tak.  Osobiście, mam raczej wrażenie, że Mackiewicz podkreślałby sowiecką, bolszewicką i czekistowską proweniencję obu antagonistów, nawet jeżeli jego naturalna sympatia byłaby po stronie Ukraińców, mimo ich oczywistego i niezaprzeczalnego nacjonalizmu, bo zawsze był po stronie tych, co gonili bolszewika.  Oba narody są zsowietyzowane, ponieważ sowietyzacja nie jest ulepszoną wersją rusyfikacji, a jest rusyfikacji przeciwieństwem.  Czy można sensownie powiedzieć, że Kubańczycy, Chińczycy, mieszkańcy Wenezueli, Albanii i Korei poddawani są udoskonalonej wersji rusyfikacji?  Chyba nie.  Czy komunizm Castro potrzebuje „azjatyckiego zakorzenienia”?  Nie sądzę.

Andrzej Nowak słusznie protestował na wstępie swego referatu przeciwko wystawianiu Mackiewiczowi laurek, przeciw atmosferze „akademii na cześć”, która z pewnością nie podobałaby się pisarzowi.  Ale czym innym jest rzeczowa i udokumentowana polemika, a czym innym chlastanie na lewo i prawo pozbawionymi uzasadnienia retorycznymi zamachami i niezasłużone przypinanie wielkiemu pisarzowi łatek w rodzaju tej o braniu stalinowskiej propagandy za wizję historii.  Nowak powiedział między innymi, że wedle zasady „jedynie prawda jest ciekawa”, należałoby skompilować tom pt. „Pomijane fakty, pomijana przyroda czyli natura i pominięci ludzie w refleksji Józefa Mackiewicza”.  Jestem pewien, że o wiele łatwiej byłoby stworzyć tomik „Zmyślone fakty i bezpodstawne zarzuty w refleksji Nowaka nad Józefem Mackiewiczem”.

_______

* Konferencji można wysłuchać w całości (włącznie z przerwami na obiad) tutaj: https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/162055,Miedzynarodowa-konferencja-naukowa-Jedynie-prawda-jest-ciekawa-Dziedzictwo-Jozef.html

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2022/04/23/profesor-nowak-i-znikajaca-bitwa-na-jeziorze-pejpus/
Kategorie: Meandry mackiewiczologii, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2022/04/23/profesor-nowak-i-znikajaca-bitwa-na-jeziorze-pejpus/