Zamknij
Michał Bąkowski

Karnawał i Post

28 lutego 2020 |Dociekania, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2020/02/28/karnawal-i-post/

Sławny obraz Pietera Bruegla przedstawia walkę Karnawału z Postem w postaci rycerskiej potyczki z kopiami.  Karnawał reprezentuje pijany tłuścioch, z rożnem w ręku zamiast lancy, siedzący okrakiem na beczce z piwem; na ruszt nadziany jest świński ryj i inne soczyste mięsiwa.  Post uosobiony jest przez wychudzoną postać nieokreślonej płci, która za broń wybrała sobie długą łopatę piekarską, a na niej dwie wyschnięte ryby.  Ale w rzeczywistości naturą Karnawału jest zabawa, a nie ekscesy; podobnie istotą Postu jest refleksja, a nie asceza (przesadna asceza sama może być ekscesem).  Kaczmarski śpiewał: „dusza moja pragnie postu, ciało – karnawału”.  Miał rację, ponieważ napięcie między Karnawałem i Postem jest trafną metaforą dualistycznej natury ludzkiej, owej ciągłej oscylacji między tym, co duchowe, wzniosłe i wartościowe, oraz tym, co animalistyczne, przyziemne, hedonistyczne.  Prawdziwa pełnia jest w kombinacji karnawału z postem – dusza i ciało stanowi pełnię człowieka.  Jedno bez drugiego staje się fałszem.  Nie na darmo Kościół odrzucił jako herezję poglądy, że Jezus był tylko Bogiem, ale także, że był tylko człowiekiem.  Karnawał i Post dopełniają się i warunkują wzajemnie.  W dawnych czasach ludzie potrafili się bawić, bo wiedzieli, że nadchodzi czas pokuty, a dziś wydaje im się, że bawią się w najlepsze bez ustanku, ale nie mają bladego pojęcia o żalu za grzechy, przez co ich zabawa staje się miałka i codzienna, jak kawałek czerstwego chleba.  Podobnie, umieli użyć Wielkiego Postu, jako zaproszenia do namysłu – do przemyślenia własnego życia.

Ale oto mieliśmy niedawno na naszej witrynie prawdziwy karnawał– karnawał dyskusji; a teraz, jak to bywa po ekscesach, nastąpiła posucha (choć nie przypuszczam, by uczestnicy debaty przywdziewali wory pokutne i posypywali głowy popiołem).  Dobra dyskusja jest w dzisiejszych czasach rzadkością, podobnie jak karnawałowe nastroje.  Wyznaję, że dyskusja jest dla mnie przednią zabawą.  Obracanie argumentów, przyjęcie przeciwnego punktu widzenia dla tym lepszej jasności, dla lepszego rozumienia; rozważanie i spojrzenie z innej strony, roztrząsanie i dzielenie włosa na czworo – wszystko to wydaje mi się fascynującą uciechą.  Lubię brać udział w debatach, bądź tylko im się przysłuchiwać.  Nie znaczy to wcale, że ludyczny element dyskusji jest dominujący, bo jeżeli debata ma być wyłącznie grą, to przeradza się w swą własną karykaturę, staje się erystycznym ćwiczeniem.  Podobnie jak karnawał, który jest tylko obżarstwem i opilstwem, tańcem, hulanką i swawolą, staje się karykaturą radosnej zabawy.

Dyskusja na naszej witrynie była zabawą ważką.  I tak jak po karnawałowej maskaradzie przychodzi czas na rachunek sumienia, tak po wybuchu dyskusji jest miejsce na refleksję.  Debata wywołana została artykułem Darka Rohnka pt.  „Józef Mackiewicz idzie na wojnę”.  Po wstępnych harcach na temat zasadności określeń w rodzaju „konserwatywny liberalizm”, były jeszcze utarczki w kwestii realizmu politycznego, które doprowadziły do bardziej zasadniczych pytań.  Postawiłem sprawę następująco:

Z jednej strony, jeżeli „rozpoznawać rzeczywistość” z punktu widzenia „czy lepiej”, to wszyscy wolelibyśmy rok 1956 z gromkim pohukiwaniem „Wiesław, Wiesław”, od roku 1951 z krzykami torturowanych.  Podobnie, lepiej się żyło, prowadząc interesy w prlu w roku 1991, niż zdychając z nudów w prlu z roku 1986.

Człowiek w więzieniu, czepia się każdej poprawy warunków bytowania.  A co ma innego robić?  Patrząc z zewnątrz, mamy chyba jednak obowiązek być bardziej obiektywni.

Na co p. Andrzej odparł przekonująco:

Jaki jest więc tu wybór dla antykomunisty? Wybierać powinien tylko to, co prowadzi do skutecznej likwidacji peerelu, daje możliwość przywrócenia tu Polski a nie trwania komunistycznego tworu. Kiedy przekonuję do tego mojego dobrego znajomego z czasów naszej wspólnej kontestacji „okrągłego stołu”, odpowiada mi, że dziś wybiera „Kaczyńskiego”, bowiem gdyby wybrał „Tuska” byłoby znacznie gorzej. Według niego „Kaczyński” jest obiektywnie lepszy. Odpowiada mu to, jest zgodne z jego hierarchią wartości.

I na tym by się zapewne skończyło, gdyby nie p. Triarius i jego ręczny granat rzucony w sam środek powszechnej zgody.  To właściwie nie jest ścisłe.  P. Triarius nie rzuca granatów, on jest granatem.  Klasycznym przykładem Triariusowego modus operandi jest jego wypowiedź na temat Józefa Mackiewicza (przypominam: przedmiotu artykułu, pod którym odbywała się dyskusja).  Wypowiedź dotyczyła bardziej jego samego, niż Mackiewicza, ponieważ nie zadał sobie trudu przeczytania żadnych dzieł pisarza, z wyjątkiem Karierowicza, którego podsunąć mu miała wielbicielka (zapewne wielbicielka obu, i być może w przekonaniu, że apolityczna powieść bardziej przypadnie do gustu apolitycznemu Triariusowi niż Lewa wolna – przypuszczam zresztą, że „czarująca kobieta” miała rację w tym względzie, co się przecie rzadko zdarza urzekającym niewiastom).  Ale nie na tym koniec.  Triarius uznał za stosowne wypowiedzieć twierdzenie, że owszem, ceniłby Mackiewicza, gdyby lubił „proniemiecki serial Allo, Allo”.  Nawet teraz, czytając to, pękam ze śmiechu, choć nie wypada, bo przecież Wielki Post.

Sam Triarius rozumie, że nie można z nim dyskutować Mackiewicza, ponieważ go nie czytał.  Prędzej już można ze mną debatować zasady picipolo na żużlu, niż z nim Zwycięstwo prowokacji; raczej ze mną Spenglera niż z nim Mackiewicza, bo o picipolo nie wiem nic, a Spenglera nie poważam, choć tak się składa, że go czytałem.  Ale rozmawiać o Mackiewiczu z kimś, kto go nie czytał?  Zabawne…  Tylko że o to właśnie chodzi Triariusowi, na tym polega jego prowokacyjny styl, na wypowiadaniu nieuzasadnionych opinii i wzgardliwym wzruszeniu ramion: „Facet mnie absolutnie nie interesuje…”

Prawdę mówiąc, nie widzę w tym nic zdrożnego, zostawmy więc nieistniejącą dyskusję ze ślepym o kolorach.  To przecież był karnawał.

Triarius odniósł się dalej do zacytowanego powyżej zdania o hańbie tłumów adorujących Wiesława w 56 roku.  Miałem rzekomo podjąć kwestię, którą on zapoczątkował (Triarius, nie Gomułka):

W ‘56 „kult” Gomułki był dość zdrową i zrozumiałą rzeczą, a plucie na tych ludzi (tam była np. moja matka, która naprawdę z komuną miała mało wspólnego) dowodzi świra, i to z tych mało sympatycznych. (Co innego oczywiście trzeźwe przypominanie, kim jest Gomułka.)

Tak samo głosowanie na PAD może nie mieć absolutnie nic wspólnego z jakimś „uznawaniem III RP za wolną Polskę”, czy zachwytem nad osobowością i dorobkiem Prezydenta, natomiast sporo z SYPANIEM PIASKU W TRYBY… Powiedzmy „Postępu”, bo o to tu w sumie chodzi. I jedynym problemem, ale drobnym, jest tu świadomość nikłej wagi jednego głosu, ale credo quia absurdum est i jedziemy. Nierozróżnianie istotnych różnic w funkcjonowaniu PRL i obecnego Liberalnego Raju widzi mi się, daruje Pan, nieco kompromitujące.

Próbowałem się dowiedzieć, co to znaczy „głosować na PAD”, ale znalazłem zaledwie enuncjację jakiegoś łysego faceta, który „leciał głosować na PAD, tylko sobie brwi przeczesze”.  Zapewne nie miał nic innego do czesania, ale nadal nie wiem, co to może znaczyć: „głosować na PAD”.  Poza tym jednak, skoro karnawałowy nastrój prysł, to proponuję zastanowić się nad słowami Triariusa w Wielkopostnym skupieniu.

O ile wiem, ale niech mnie poprawi, kto wie lepiej, w październiku 1956, nikt tych ludzi nie spędzał na plac bolszewickich defilad.  Setki tysięcy oklaskiwały przedstawiciela obcej okupacji i obiecywały pomóc „partii i rządowi w wielkim dziele ulepszania socjalistycznej ekonomiki (sic!)”.  Zaledwie 8 lat wcześniej zamordowano Pileckiego, przed pięciu laty Łupaszkę, a przed trzema powieszono generała Fieldorfa.  Gomułka był od wczesnej młodości agentem sowietów – czyli w polskiej terminologii (w przeciwieństwie do prlowskiej), był agentem obcego mocarstwa – który sprawnie wprowadził w życie prowokację, wedle której ten zasłużony aparatczyk miał nie być człowiekiem Moskwy, a w zamian był w sporze z Chruszczowem.  Ja zatem twierdzę, że owe tysiące skandujące na bolszewickiej łące – to jest skandal.  To jest wstyd.  A czy wśród nich byli czyiś rodzice, to doprawdy jest mi śmiertelnie obojętne.  Przyjmuję, że było tam wiele matek, ale mogę z całą pewnością wyrazić opinię, że były tam tylko dzieci.  Polityczne dzieci.  Polityczne nieuki.  Nie widzę w wyrażeniu takiej opinii niczego zdrożnego; niczego, co można by nazwać opluwaniem i mówię to z Wielkopostną pokorą.

Moja kwestia była przecież inna, bo niezależnie od skandalu, jakim był „kult” takiej kanalii jak Gomułka, to przecież lepiej się żyło w tym prlu z roku 1956 niż w tym z roku 1953, gdy w chwale prlowskiego sądownictwa skazywano na śmierć Nila.  Mamy tu do czynienia z wersją dylematu wrażej pieczeni, którą próbowałem nieudolnie określić wyżej.  Więzień chwyta się każdej poprawy warunków więziennych, ale obiektywnie pozostaje w więzieniu.  Nazywanie tego „postępem” jest równie komiczne, co żałosne.  Auto wyprodukowane w roku 2020 jest pod każdym względem lepsze niż to z roku 2000 – to jest postęp.  Natomiast zmiana warunków w więzieniu, to funkcja sytuacji na zewnątrz więzienia, sprawa zewnętrznych nacisków, a w wypadku komunistów, przejściowy wyraz zmiennej taktyki.  A zatem nie chodziło tu o postęp ani w sumie, ani quia absurdum, ani quia abominatio.

Co rzekłszy, w przeciwieństwie do innych uczestników dyskusji, jestem chyba jedynym, który nie dość, że czytuje Triariusa na jego własnej stronie, to wręcz go ceni.  Cenię go właśnie za tę wybuchową charakterystykę, za prowokacyjny timbre głosu.  Nie wynika z tego wcale, żebym się z nim zgadzał.  Wręcz przeciwnie, zgadzam się z nim bardzo rzadko, ale ten prowokacyjny ton ma swoją wartość.  Bo czymże innym miała być witryna Wydawnictwa Podziemnego, jak nie petardą podłożoną pod ciepły konsensus prlu?  A czy Józef Mackiewicz nie był takim samym granatem rzuconym w polską pseudo-debatę polityczną na emigracji, gdy mówił o „wszystkim co polskie”:

papież: największy (z moralnej wagi gatunkowej) „poputczik” bolszewizmu od r. 1917
prymas (Wyszyński): jeden z największych zdrajców w dziejach Polski
Wałęsa: jawny człowiek partii komunistycznej, działający na jej korzyść
„Solidarność”: totalitarny zlepek autocenzury – komuny, Kościoła, i najniższego gatunku nacjonalizmu; w szarości, nudzie i zakłamaniu.  Brrr…

Dlaczego więc Triarius, ze swym prowokacyjnym stylem, ma być aż takim odszczepieńcem?  Ach, chyba że ze względu na treść jego wypowiedzi.  No, to prawda.  Eksplozyjna dyskusja nie zakończyła się na kulcie sowieckich agentów.  P. Jacek próbował sprowadzić ją na rozważanie statusu dzisiejszego prlu, ale w odpowiedzi usłyszał tylko coś o filozofii.  Tylko że naprawdę nie ma żartów z filozofią, moja Michajłowna Zofio, bo pomimo słusznej deklaracji, że „filozofia to myślenie do dna”, p. Triarius zaprezentował tylko ogólniki i rzucanie nazwiskami, a nie autentyczne myślenie konsekwencjami.  Tak, myślenie filozoficzne, to myślenie do ostatecznych konsekwencji i do wstępnych założeń, do samego dna – a nie przerzucanie się hasłami i powoływanie się na „60 najlepszy uniwersytet na świecie” („studiowałem takie rzeczy na uniwersytecie klasyfikowanym, jako numero 60 ba świecie, itd, itd. I wiem co mówię.”).

Ba!  Ale czy my jesteśmy lepsi?  Czy płyniemy pod prąd, do źródeł?  Wszyscy widzimy źdźbło w oku bliźniego, albo gigantyczny błąd w rozumowaniu oponenta, ale nie dostrzegamy belki w oku własnym, czyli nie widzimy słabości naszych własnych pozycji.  Taka jest ludzka natura.  Nie znaczy to jednak, by nie próbować kwestionować własnych założeń, by nie rzucać przekonań na szalę dyskusji; nawet tych, do których najmocniej jesteśmy przywiązani.  Wszyscy mamy twarde karki i jeszcze twardsze serca.  Wszyscy gotowi jesteśmy bronić własnego stanowiska, byle tylko nie przyznać słuszności stronie przeciwnej, a przecież oponent ma na ogół jakieś racje.  Tylko Duch Święty może nas natchnąć do wyrozumiałości wobec przeciwników ideowych, ponieważ tylko Duch potrafi obmyć co nie święte, oschłym wlać zachętę, leczyć serca ranę, nagiąć co jest harde, rozgrzać serca twarde, prowadzić zabłąkane.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2020/02/28/karnawal-i-post/
Kategorie: Dociekania, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2020/02/28/karnawal-i-post/