Zamknij
Michał Bąkowski

Nasz człowiek w Londynie czyli dziwne przypadki Olega Gordijewskiego. Część IV

2 stycznia 2019 |Michał Bąkowski, Nasz człowiek – Gordijewski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/01/02/nasz-czlowiek-w-londynie-czyli-dziwne-przypadki-olega-gordijewskiego-czesc-iv/

Uciec z więzienia

Ucieczka z więzienia ma mityczny status.  Nie ma rzekomo takiego więzienia, z którego człowiek wolny nie może zbiec.  Zorganizowanie ucieczki z super-więzienia, jakim są sowiety, jest niezwykle trudne, nawet Macintyre to przyznaje.  Społeczeństwo poddane tak ścisłej kontroli od pokoleń nie jest gruntem podatnym dla skomplikowanych planów.  Ale z drugiej strony, plan ryzykowny i niebezpieczny nie musi być wcale niewykonalny; jest również prawdą, że w okolicznościach ścisłego nadzoru fortuna sprzyja zuchwałym: śmiała akcja może odnieść sukces w klimacie lęku, bo jest zupełnie nieoczekiwana.  Niespodziewanie liczne ucieczki z gułagu są tu dobrym przykładem.  A przecież w gułagu, oprócz strażników, drutów kolczastych, psów i karabinów, była jeszcze bezbrzeżna tajga i tundra, były mróz i śnieg albo błoto i bezdroża, i niewyobrażalne dystanse.  Jednak ludzie uciekali i, wedle oficjalnych statystyk gułagu, uciekali z powodzeniem.  We wspomnieniach mowa tylko o nieudanych ucieczkach, ale archiwa potwierdzają, że ludzie uciekali, a strażnicy szli za to do ciupy.  Dwóch białogwardzistów uciekło z Wysp Sołowieckich w 1925 roku, i dalsze udane ucieczki nastąpiły w latach późniejszych.  W 1933 roku 45.755 więźniów zbiegło z gułagu (wedle własnych, zapewne fałszywie zaniżonych statystyk), z czego złapano zaledwie 28.370.  Po zwiększeniu kontroli i drastycznych karach – zarówno dla zbiegów, jak i strażników – w 1947 zbiegło 10.440, a złapano tylko 2.894. 

Ucieczka nigdy nie jest niemożliwa, toteż sowieci skwapliwie tworzą i rozpowszechniają obraz swej wszechwiedzy i wszechmocy, właśnie po to, by sparaliżować wrogów.  Paradoksalnie, skoro oni mówią, że nie można uciec, to znaczy, że można.  Książka Macintyre’a podaje np. wiele wypadków, w których pracownicy ambasady brytyjskiej w Moskwie żyli w stałej świadomości podsłuchu i inwigilacji, ale nie mogli jej być pewni, toteż już samo podejrzenie miało wpływ na ich zachowanie.  Mamy tu jak w kapsułce metodę sowieckiej projekcji wszechwiedzy i wszechmocy „organów”.  Wydaje mi się oczywiste, że brawura pozbawiona lekkomyślności była jedynym rozwiązaniem rebusu, jaki przedstawiała potencjalna eksfiltracja z Moskwy.  Śmiała akcja była jedynym sposobem na wywiezienie szpiega z sowietów.  A jednak plan Brytyjczyków uderza raczej NIEśmiałością, wydaje się raczej kunktatorski niż zuchwały.

Wszyscy profesjonalnie zaangażowani w plan oficerowie, włącznie z Gordijewskim, uważali go za niewykonalny.  W praktyce okazał się jeszcze bardziej skomplikowany niż w teorii, niektóre jego elementy były w ogóle niemożliwe, a inne niepraktyczne; wreszcie, jak próbowałem pokazać w poprzedniej części, tylko niespotykany – i niemożliwy do zaplanowania – traf umożliwił brytyjskim autom wjechanie na parking bez obstawy kgb, i nawet w tych przypadkowych okolicznościach jest trudne do uwierzenia, że zdołali uciec aż trzem sowieckim samochodom z obstawy kgb.  Sam fakt, że eksfiltracja się w końcu udała, nie może być w żadnym wypadku źródłem podejrzeń, ale okoliczności ucieczki pozostają co najmniej dziwne.

Gordijewski przewieziony do Anglii, był następnie przesłuchiwany przez wiele miesięcy.  Jest to o tyle trudne do zrozumienia, że wydobyto od niego wszystkie informacje przed powrotem do Moskwy, a wydaje się niemożliwe, by mógł był dowiedzieć się czegokolwiek nowego po ostatnim spotkaniu z MI6 w Londynie.  Odtąd odbywał wiele konferencji z CIA, spotkał się nawet z oficerem kontrwywiadu, Aldrichem Amesem.  MI6 nie wyrażało żadnych wątpliwości wobec cudownej ucieczki, tylko nieliczni członkowie rządu Thatcher wykazali pewien sceptycyzm.  Czy Gordijewski nie mógł zostać „obrócony” podczas pobytu w Moskwie?  Może zezwolono mu na wysoce nieprawdopodobną ucieczkę, gdyż pracował już teraz dla kgb?  Trzy miesiące w Moskwie, podejrzany, ale nie aresztowany, śledzony, poddany próbie pod wpływem narkotyku?  Czy było istotnie możliwe stawianie oporu „serum prawdy”?  Testy wykazywały, że było to mało prawdopodobne.  Czy było możliwe kilkakrotnie umknąć obstawie?  Długość czasu, jaki spędził w Moskwie między oskarżeniem i ucieczką wydawała się nie do wiary.  A nad wszystkim wisiała dodatkowa trudność: jeżeli został wydany sowietom, to czy MI6 miało kolejną sowiecką wtyczkę?  Macintyre ma jednak radosną odpowiedź dla wszystkich niedowiarków:

Potwierdzenie prawdziwości historii Gordijewskiego nadeszło w tydzień później z niespodziewanego źródła: KGB.

1 sierpnia 1985 roku, generał kgb (wg innych źródeł, pułkownik) Witalij Jurczenko, wszedł do ambasady amerykańskiej w Rzymie.  Podał się za jednego z szefów Dyrektoriatu K czyli kontrwywiadu.  Jurczenko znał dobrze Gołubiewa, który przesłuchiwał niedawno Gordijewskiego i podawał się za specjalistę od psychotropów.  Przesłuchiwany przez Amesa, wydał kilku Amerykanów pracujących dla sowietów i opowiedział historię, jaką usłyszał z plotek, że były rezydent kgb w Londynie przesłuchiwany był pod wpływem „serum prawdy” i będzie niedługo skazany na śmierć.  Ani Jurczenko, ani Ames, nie byli (rzekomo) w tym momencie świadomi udanej ucieczki z Moskwy.  „MI6 uznało tę opowiastkę za niezależne potwierdzenie legendy Gordijewskiego.”

Po kilku miesiącach Jurczenko poszedł do ambasady sowieckiej, a potem oznajmił w telewizji, że CIA porwała go i chciała zmusić do współpracy.  Jest wiele hipotez na temat Jurczenki, np. że był autentycznym uciekinierem, ale rozczarował się; że był psychicznie chory; że został posłany dla ochrony Amesa, ale nikt nie wskazuje, z jaką łatwością MI6 przełknęła jego „potwierdzenie” historii Gordijewskiego.  Jurczenko jest do dziś kontrowersyjny, ale potwierdzenie – nie. [7]

Już 16 września, szef CIA, Bill Casey, osobiście przyleciał do Anglii, by porozmawiać z Gordijewskim, bo oto Ronald Reagan miał spotkać się po raz pierwszy z Gorbaczowem.  Casey chciał poznać „styl negocjacji Gorbaczowa”, jego stosunek do „gwiezdnych wojen” czyli amerykańskiego systemu obronnego na orbicie, a w słowach Macintyre’a:

Casey chciał poznać opinię eksperta z KGB na temat tego, co Reagan powinien powiedzieć sowieckiemu przywódcy.

Przypuszczam, że ironiczny wydźwięk tych słów umknął autorowi, ale najwyraźniej uszedł także uwagi szefa CIA.  Bo okazuje się, że „dzięki precyzyjnej interpretacji psychologii Kremla” dostarczonej przez Gordijewskiego, Gorbaczow „został zmuszony do przeprowadzenia reform, by dotrzymać kroku Zachodowi”.  Reformy te doprowadziły – zdaniem Macintyre’a, CIA i całego świata – do upadku komunizmu.  A zatem Gordijewski przyczynił się do pokonania wroga, przeciw któremu walczył całe życie.

The Top Hat Paradox

Czy Gordijewski był podwójnym agentem?  Na podstawie książki Macintyre’a – i wbrew jego intencjom – wydaje mi się, oczywiste, że nie wolno takiej możliwości wykluczać, a jednak autor nie rozważa jej w żadnym momencie.  Oddaje wprawdzie na zakończenie głos matce uciekiniera, która miała do końca życia twierdzić, że jej syn „jest potrójnym agentem i nadal pracuje dla kgb”.  W oczach autora jest to wszakże zaledwie wybaczalne zaćmienie umysłu matki, która nie miała już nigdy ujrzeć swego syna.  Ale zadajmy trudniejsze pytanie: na ile byłoby możliwe, żeby tak potoczyły się losy Gordijewskiego, takimi meandrami zawijała jego osobista historia, takich właśnie informacji dostarczał, podczas gdy on sam pozostał jednoznacznie agentem MI6 wewnątrz kgb?  Nie można na przykład wykluczyć, że spec od wywiadu politycznego nie zna siatki szpiegowskiej kgb w Londynie.  Dlaczego miałby znać?  Ale skoro tak, to dlaczego utrzymywał, że kgb nie ma żadnych szpiegów w Anglii?  Dlaczego sączył usypiającą papkę muzyczną w uszy swych słuchaczy, zamiast dać im próbkę muzyki poważnej?  Mógł był przecież powiedzieć, że nie wie nic o siatce szpiegowskiej kgb, bo to nie jego branża, zamiast rozbrajać Brytyjczyków kojącymi zapewnieniami, że nikt ich nie szpieguje.

A czy nie jest możliwe, że Gordijewski był początkowo podwójnym agentem wysłanym przez kgb, a z czasem przeszedł na drugą stronę?  Wskazówką może być w tym względzie opowieść Bagleya o Poliakowie.

Przez 40 lat byłem przekonany, że Dmitrij Poliakow, oficer sowieckiego wywiadu wojskowego (GRU), pracujący dla FBI, a potem CIA za moich czasów, musiał być wtyczką KGB.  Ale moi następcy w CIA znaleźli powody, by mu ufać, ponieważ po jego aresztowaniu i egzekucji, publicznie wychwalali go jako nasze najważniejsze źródło z czasów zimnej wojny. [8]

Poliakow, znany w literaturze pod swym kryptonimem CIA jako „Top Hat”, szpiegował dla Amerykanów przez 24 lata.  Został aresztowany dopiero w pięć lat po tym, jak wydał go sowietom Robert Hanssen. [9]  Był sądzony i skazany w tajnym procesie, inaczej niż Pienkowski, ale w kilka lat po egzekucji, jego sprawa została rozdmuchana przez sowieciarzy w 1990 roku: podniesiono go do rangi „super-szpiega-zdrajcy”.  Bagley podaje, że (podobnie jak w sprawie Gordijewskiego) wiele było wątpliwości po stronie amerykańskiej, co do bona fide Poliakowa.  Nie on jeden wyrażał zastrzeżenia, ale dopiero w pierwszej dekadzie tego wieku, Sergiej Kondraszow, w rozmowie z nim potwierdził, że Poliakow był nasłany przez sowiety, choć z czasem rzeczywiście autentycznie zdradził, przekazując bardzo ważne informacje i poważnie szkodząc sowieckiej ojczyźnie.

Książka pt. Spymaster, napisana została przez Bagleya na podstawie wieloletnich rozmów z Kondraszowem, a ukazała się już po śmierci obu weteranów wojen szpiegowskich.  Kondraszow rozmawiał z Bagleyem otwarcie i z oficjalną aprobatą, tak dalece, że niekiedy szef komórki wywiadowczej przy ambasadzie sowieckiej podwoził go na spotkania.  W 2007 roku Kreml odwołał zezwolenie na publikację wspomnień i Kondraszow posłusznie wycofał się z dalszej współpracy.  Bagley napisał książkę po śmierci Kondraszowa, na podstawie swych notatek.  W moim odczuciu – a o niczym więcej niż odczuciu nie może tu być mowy – Kondraszow wypełniał zadanie powierzone mu przez kgb, gdy zgodził się na rozmowy z amerykańskimi autorami.  Nie mam jednak wątpliwości, że wiele z przekazanych przez niego rewelacji jest całkowicie zgodnych z prawdą.  Kondraszow sformułował wobec Bagleya pewną zasadę, która może okazać się przydatna w naszych rozważaniach:

Wartość źródła przewyższa wartość sekretów.

Wypowiedział te słowa w odpowiedzi na pytanie, dlaczego pozwolono Poliakowowi na kontynuację współpracy z CIA, pomimo sygnału od wtyczki na Zachodzie (tj. od Hanssena).  Otóż jego zasadę można zastosować pod adresem jego własnych rewelacji, a także wobec wielu innych sowieckich „źródeł”.  Sekrety są monetą, walutą, za którą można nabyć najważniejszą rzecz w sowieckich machinacjach – wpływ.

Wracając do Gordijewskiego, historia jego rekrutacji, a następnie wieloletniej współpracy z MI6, nastręcza wiele trudności, podsuwa podejrzenia, narzuca oskarżenia, ale nie można powiedzieć z całą pewnością, że Gordijewski był od początku do końca podwójnym agentem.  Mógł zacząć współpracę jako wtyczka, a z czasem przejść na drugą stronę, jak Poliakow.  Nie da się także wykluczyć możliwości odwrotnej, że wszedł w kontakt z MI6 autentycznie, a następnie został „obrócony” przez kgb.  A wreszcie czwarta możliwość jest chyba najbardziej niepokojąca.  Otóż Gordijewski mógł być także autentycznym agentem MI6, odkrytym przez Moskwę, ale pozostawionym na miejscu, gdy sobie uświadomiono, że nie może przekazać żadnych prawdziwych sekretów, a jego wpływ na stronę zachodnią, a zwłaszcza na Margaret Thatcher, jest całkowicie zgodny z interesem sowietów.

Najważniejszym aspektem sprawy Gordijewskiego jest wpływ, jaki uzyskał na zachodnich polityków.  Wpływ bez precedensu.  Żaden emigrant, żaden uciekinier z komunistycznego kraju nie znalazł się nigdy w pozycji porównywalnej do tej, jaką zdołał zająć Gordijewski.

Angleton

Wspomniany już kilkakrotnie Gordon Carrera, który wraz z ogromną większością autorów uważa Jamesa Angletona za czarną owcę CIA, kończy swą opowieść o Gordijewskim ironiczną nutą.  Jego zdaniem, zgodnie z przewidywaniami Angletona, MI6 i CIA zostały „spenetrowane przez kgb i były manipulowane przez podwójnych agentów i prowokacyjne operacje”.

Ale ich nieumiejętność poradzenia sobie z problemem była także spadkiem po Angletonie.  Pamięć jego działalności była tak bolesna, że kontrwywiad stał się ślepym zaułkiem w karierze, i nikt nie zamierzał zaczynać kolejnej kampanii poszukiwania wtyczek.  Rezultat był nieunikniony i katastrofalny.  Nie tylko Ames, ale aż pięciu oficerów CIA zdradziło swój kraj w ciągu dziesięciu lat po odejściu Angletona.  Wywiad i kontrwywiad współistnieją w naturalnym napięciu.  Dominacja jednego powoduje kłopoty.

Inny autor, Jefferson Morley [10], formułuje tę samą myśl inaczej.  Jego zdaniem, jedynym sukcesem Angletona było, że za jego czasów nie było żadnych wtyczek w CIA, ale do tego osiągnięcia właśnie nie mógł się przyznać…

Rozważmy problem Angletona i CIA w kontekście historii Gordijewskiego.  Jeżeli istnieją podejrzenia, że służby amerykańskie (i zachodnie w ogóle) zostały skutecznie spenetrowane przez wroga, to czy jakikolwiek odpowiedzialny szef kontrwywiadu – ale także wywiadu – może takie podejrzenia zignorować?  Podejrzenie penetracji nie mogło być zignorowane.  Czy można było przeprowadzić „polowanie na kreta” (mole hunt) bez posądzenia o paranoję, z ostrożną uwagą, by nikomu nie zrujnować kariery?  Poszukiwania wtyczek nie powinny paraliżować pozytywnych akcji agencji wywiadowczych, to z pewnością prawda, ale jeżeli tak się stało, to wina nie leży po stronie Angletona, tylko należy do jego zwierzchników.  Angleton stał wobec śladów, że ktoś donosi sowietom, więc uważał za swój obowiązek znalezienie kreta.  „Bolesny”, żeby użyć emotywnego określenia Correry, był sam fakt, że służby zachodnie zostały spenetrowane, a nie kontrwywiadowcza działalność Angletona.

Odrzucenie Angletonowskiej metodologii naraziło zachodnie służby na jeszcze głębszą penetrację, a samego Angletona na oskarżenie, że Ames, Hanssen i cała masa drobniejszego płazu zdrajców, to jego wina.  Podejście Angletona oddaje lepiej określenie „totalny kontrwywiad”, tzn. nienasycony apetyt na informacje na temat działalności obcych agencji, by móc ograniczyć, wyeliminować, bądź kontrolować ich metody zbierania informacji.

Kontrwywiad jest wobec wywiadu, jak epistemologia wobec filozofii.  Obie zadają fundamentalne pytanie, skąd wiemy, to co wiemy.  Obie kwestionują to, co się nam wydaje najbardziej oczywiste.

Tak miał się wyrazić po latach jeden z nielicznych zwolenników metod Angletona w agencji.  Sam Angleton określał to inaczej:

Wywiad jest pierwszą linią obrony państwa.

Wilderness of mirrors, to słowa wzięte wprost z poematu Eliota.  Angleton używał ich na określenie operacji sowieckich obliczonych na zdezorientowanie Zachodu.  Twierdził, że im bardziej wiarygodne wydawało się źródło, tym bardziej podejrzane.  Kiedy wpadł Popow, amerykański szpieg w Moskwie, i CIA przypisało jego wydanie „niestarannemu rzemiosłu” szpiega, Angleton odparł, że „oczywiste przesłanki są najgorszym możliwym znakiem”, bo wskazują na prawdopodobieństwo prowokacji. [11]

Czyżby zatem Gordijewski był przekonujący w świetle metodologii Angletona?  Prawie na każdym kroku wydawał się bowiem nieprawdopodobny i raczej niewiarygodny…  W moim przekonaniu, w sercu metody Angletona leży pytanie cui bono?  W czyim interesie?  W ostatecznej analizie, na czyją korzyść były czyjeś działania?  W czyim interesie było przekonanie Reagana i Thatcher, że sowiety są słabe i upadają?  Nie od dziś wiadomo, że przekonanie przeciwnika o własnej słabości jest ważnym celem strategicznym.  Równie oczywiste jest, że w wojnie między Zachodem a sowietami, tylko ci drudzy stosują jakąkolwiek strategię.

Macintyre napisał książki o agencie Zigzag, podwójnym agencie brytyjskim podczas II wojny; o operacji Mincemeat, która osłoniła lądowanie aliantów w Sycylii; i wreszcie o skomplikowanej intrydze przekonania Niemców, że drugi front otwarty zostanie gdzie indziej niż w Normandii.  Brytyjczycy byli dumni z tych operacji i uważali się nawet za odkrywców techniki „obracania” (doubling) agentów, którzy przesyłali odtąd fałszywe informacje pośród ostrożnie dobranych informacji prawdziwych.  Macintyre jest do pewnego stopnia ekspertem w historii zastosowania subtelnej sztuki dezinformacji i prowokacji.  Pomimo całej tej ekspertyzy w sposobach wpływania na myślenie generałów Wehrmachtu, i samego Hitlera, poprzez podstęp i mistyfikację, nie dostrzegł śladu oszustwa ani zwodzenia w historii Olega Gordijewskiego.  Nawet ich nie szukał.

***

Trudno doprawdy zrozumieć, jak zaakceptowano w MI6 Gordijewskiego.  Większość jego informacji była niewielkiej wagi, a to co było ważne, było zdecydowanie na rękę sowieciarzom.  Przekazał im obraz kgb słabego, targanego wewnętrznymi sprzecznościami i niezdolnego do przeprowadzenia jakiejkolwiek akcji.  Według Gordijewskiego, kgb było sparaliżowane wszechobejmującą paranoją, a przy tym ideologicznie motywowane w zamierzeniach i amatorskie w wykonaniu.  Nie miało żadnej agentury w Anglii, gdy MI5 właśnie w tym czasie ją rozpracowywało.

Gordijewski osiągnął pozycję bez precedensu w historii agencji szpiegowskich.  Jako tajny doradca Reagana i CIA, Thatcher i MI6, stał się niezwykle wpływowym człowiekiem, a wykorzystał tę pozycję dla propagowania pierestrojki i koegzystencji Zachodu z sowietami.  Czy był sowieckim agentem, czy robił to z własnej nieprzymuszonej woli, to wydaje mi się w końcu obojętne.

A na dodatek utrzymywał, że nie można było słuchać Bacha w sowietach…  Pisząc te słowa, słucham niezrównanej Szóstej Partity Bacha w pięknym wykonaniu Tatiany Nikołajewej i myślę sobie, czy Macintyre i inni wiedzą cokolwiek o sowietach?

______

7. Obszerniej o Jurczence pisał u nas, w nieco innym kontekście, Dariusz Rohnka, Golicyn, Nosenko i kilka zapomnianych drobiazgów, część VII: http://wydawnictwopodziemne.com/2011/10/09/golicyn-nosenko-i-kilka-zapomnianych-drobiazgow-vii/

8. Tennent H Bagley, Spymaster, Startling Cold War Revelations of a Soviet KGB Chief, New York 2015

9. Dodam, że wg Bagleya, Hanssen nie mógł wyjawić sowietom, że Poliakow naprawdę przekazywał CIA o wiele więcej informacji, niż to było zamierzone, gdyż Hanssen nie miał żadnej wiedzy na temat Poliakowa od czasu jego wyjazdu z Nowego Jorku w latach 60, a aresztowanie Poliakowa miało miejsce przed zdradą Amesa.

10. Jefferson Morley, The Ghost, The Secret Life of CIA Spymaster James Jesus Angleton, New York 2018. Wszystkie cytaty z Angletona podaję za Morleyem.

11. Interesująco o dylematach Angletona: http://www.brainsturbator.com/posts/225/james-angleton-7-types-of-ambiguity 

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/01/02/nasz-czlowiek-w-londynie-czyli-dziwne-przypadki-olega-gordijewskiego-czesc-iv/
Kategorie: Michał Bąkowski, Nasz człowiek – Gordijewski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/01/02/nasz-czlowiek-w-londynie-czyli-dziwne-przypadki-olega-gordijewskiego-czesc-iv/