Zamknij
Andrzej Dajewski

Peerelowska logika czyli „niebyt istnienia”

28 września 2018 |Andrzej Dajewski, Peerelowska logika
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/09/28/peerelowska-logika-czyli-niebyt-istnienia/

W swoim ostatnim artykule pt. „Bojkot?”, Dariusz Rohnka zacytował moją wypowiedź w dyskusji związanej z poprzednim tekstem jego autorstwa, omawiającym obecną postawę niegdysiejszego, legendarnego antykomunisty. Chciałbym ją poszerzyć, odnosząc do szerszego kontekstu postaw Polaków względem zarówno „pierwszego” peerelu jak i „nowego, wspaniałego” peerelu – komunistycznego tworu, który powszechnie uznawany jest za wolną Polskę. Wspomniana kwestia wydaje mi się warta uwagi i przyjrzenia się jej bliżej.

Postawa ludzka wynika najczęściej z kierowania się w życiu zestawem reguł. Nasze decyzje podejmowane są na podstawie przesłanek – informacji, które oceniamy jako prawdziwe bądź fałszywe. Proces ten zwykło określać się mianem logiki postępowania. Logikę postępowania w (nie)realiach tzw. III RP, nazywam logiką peerelowską. Nie wzięła się ona znikąd, ma swoje – dobrze rozpoznane – źródła w logice bolszewickiej, czyli logice postępowania w bolszewizmie. Faktycznie jest jej częścią składową.

Ex falso sequitur quodlibet

Logika bolszewicka to logika, w której podstawową zasadą jest to, że z fałszu wynika wszystko, przede wszystkim zaś akceptacja komunistycznego systemu władzy. W „Drodze donikąd” Józef Mackiewicz opisał w jaki sposób bolszewizm wpływa na rozumowanie oraz zachowanie się człowieka poddanego jego oddziaływaniu. Proces ten charakteryzują zjawiska zaprzeczania samemu sobie, powszechnie przyjętym pojęciom, a nawet własnym zmysłom. W swojej powieści Mackiewicz ukazał, w jaki sposób sowieci skłaniali do tego ludność zniewolonego przez nich kraju. Aby osiągnąć ten cel, stosowali przede wszystkim metodę psychicznego zniewolenia, wykorzystując strach przed przemocą oraz uciekając się do oszustwa. Ta ostatnia metoda okazała się być wyjątkowo skuteczną. Grając na poglądach ofiar, uczuciach narodowych, albo też na materialnych potrzebach i dążeniach, bolszewicy nakłaniali je do przyjęcia prokomunistycznej optyki, aby następnie wykorzystać dla siebie – wciągnąć w tryby machiny swojej władzy, aż do poziomu służalczości. W ten sposób, komunistom uległa ogromna część społeczeństwa. Mało kto usiłował się im przeciwstawić.

Mackiewicz przedstawił to, czego był świadkiem, żyjąc przez blisko rok w sowieckiej „niewoli Ducha i Myśli”. Ten czas wystarczył sowietom do spowodowania zasadniczych zmian w świadomości i postawie wielu ludzi, wcześniej praktykujących wolność myśli i wypowiedzi, nierzadko też, początkowo komunizmowi przeciwnych. Osoby te dobrowolnie przyjmowały i stosowały logikę bolszewicką, ulegając następnie szybkiej sowietyzacji. Dla małżeństwa Mackiewiczów, skondensowane kłamstwo, rozkład społeczeństwa i jego pierekowka stanowiły najbardziej antyludzką cechę komunizmu. Postanowili nigdy więcej nie pozostawać w zasięgu komunistycznego zniewolenia, wybierając emigrację polityczną. Do końca życia zwalczali bolszewizm wolną myślą oraz swoimi talentami – literackim i publicystycznym.

W świetle tego co zaobserwował i opisał Mackiewicz w swojej powieści, trudno się dziwić, że trwałe zniewolenie całej Polski przez bolszewizm w następstwie Drugiej Wojny Światowej spowodowało ogromną destrukcję w umysłach i postawie jej mieszkańców. Tych samych, którzy wcześniej, wobec okupacji hitlerowskich Niemiec, potrafili zorganizować się w liczny ruch oporu przeciwko nim i walczyć z nimi zbrojnie. Metody opisane wcześniej i zastosowane na zajętych przez sowietów terenach w latach 1940-41, przyniosły komunistom zwycięstwo także cztery lata później w opanowanej przez nich reszcie kraju. Podobnie jak wówczas, w proporcji do liczby ludności, rzeczywiście antykomunistycznych postaw było niewiele, a tych którzy walczyli z bolszewikami zbrojnie była garstka. Przeważała postawa akceptacji komunizmu przy jednoczesnym, większym lub mniejszym nastawieniu krytycznym do polskiej implementacji komunistycznego ustroju. Wbrew dzisiejszej, narodowo-patriotycznej mitologii, od początku opierał się on zasadniczo na komunistach polskich i na wielu Polakach, którzy im służyli (wśród nich nierzadko, na niedawnych akowcach). Udział niekomunistycznych elit narodowych w komunistycznych „instytucjach” pod hasłami „pozytywizmu” i „zachowania narodowej tkanki”, w początkowym okresie w jego „rządzie” i „sejmie”, a w późniejszym okresie jedynie w „sejmie” (gdy do „rządzenia” przestali już być komunistom potrzebni), poskutkował tym, że ilość wspomnianych postaw krytycznych uległa znacznemu zmniejszeniu. Tym bardziej, że komuniści uzyskali także znaczące wsparcie ze strony duchowych przywódców Polaków – hierarchów Kościoła Katolickiego. W rezultacie tego wszystkiego, Polacy w ogromnej większości nie tylko zaakceptowali komunistyczną władzę i ustrój, ale też otwarcie je poparli. Manifestacją tego poparcia był tzw. polski październik w 1956 roku, a ponownie wyrażone zostało ono (w innej formie) na początku lat 70., względem kolejnej ekipy komunistycznej władzy (w istocie, każda ekipa komunistów była kontynuacją poprzedniej; zmieniały one co najwyżej taktykę). Kolejnym wyrazem akceptacji komunistycznego ustroju był tzw. ruch dysydencki (de facto komunistyczny) i wewnątrz-opozycyjny w latach 70., a następnie ruch „Solidarności” w latach 1980-81. Nie prezentowały one postaw antykomunistycznych (w „Solidarności” antykomunizm był faktycznie zwalczany), domagając się jedynie zmian – nadania komunizmowi „ludzkiej twarzy” i/lub większych swobód w jego ramach.

Powszechna akceptacja komunistycznej władzy, wbrew temu co sobie i światu wmawiano, oraz adaptowanie się do komunizmu i popieranie go, były wynikiem przyjęcia przez większość „obywateli peerelu” logiki bolszewickiej. Z fałszu komunistycznego „państwa”, wynikała więc jego akceptacja i sowietyzacja. Zakłamanie, pozbawianie znaczeń podstawowych pojęć i słów, degeneracja słabych moralnie jednostek i inne negatywne zjawiska, charakterystyczne dla rozkładu społeczeństwa, stały się trwałym elementem komunistycznego bytu Polaków. Samodzielne myślenie, w ogromnej mierze, zastąpione zostało myśleniem kategoriami kolektywu narodowego, który generalnie uznawał komunistyczne państwo za własne. Celem zaś tych, którzy kontestowali komunizm (zwykle jedynie w wydaniu sowiecko-polskim) nie stało się jego odrzucenie i przeciwstawienie się mu, lecz zmienienie go celem „poprawienia” i/lub „unarodowienia”; ergo jego ulepszenie. Komuniści potrafili umiejętnie to wykorzystać, aby wzmacniać swoje rządy oraz przeprowadzać taktyczne rozgrywki.

Przyjęcie logiki bolszewickiej przez Polaków w peerelu, miało swój oddźwięk wśród tych, którzy po wojnie wybrali emigrację polityczną w wolnym świecie. Występując przeciwko zniewoleniu Polski przez komunizm, emigracja polityczna w większości uznała ostatecznie władzę komunistyczną i ustrój komunistyczny. W połowie lat 70., chcąc jak najbardziej wesprzeć dysydentów i „poprawiaczy” komunizmu w kraju (mając w tym ogromne wsparcie ze strony instytucji propagandowych rządu amerykańskiego, takich jak polskojęzyczne rozgłośnie radiowe RFE oraz VOA), dołączyła do ich apelu adresowanego do władzy komunistycznej o nie zmienianie peerelowskiej „konstytucji”. Tym samym, dała się łatwo wciągnąć w komunistyczną rozgrywkę i dobrowolnie zrezygnowała z postawy nieuznawania władzy komunistów, porzucając swoje deklaracje o jej nielegalności. Odnosząc się do „konstytucji” komunistycznego ustroju i adresując swoje stanowisko do komunistów, uznała tym samym zarówno ustrój jak i władzę. Był to faktyczny koniec zjawiska polskiej emigracji politycznej w wolnym świecie, od tej pory stała się jednym z czynników peerelowskiej rozgrywki wewnątrz-systemowej. Józef Mackiewicz bardzo trafnie przedstawił i ocenił tę zmianę emigracyjnej postawy w swojej publicystyce z tego okresu (na błędy tej postawy wskazywał wielokrotnie już wcześniej, obserwując proces emigracyjnego „toczenia się po równi pochyłej”, w kierunku akceptacji polskiej implementacji komunizmu).

Zarządzony przez komunistów na początku lat 80. „stan wojenny”, początkowo nieco oczyścił mętną atmosferę polityczną peerelu, skutkując wzrostem nastrojów antykomunistycznych. Wspomniana atmosfera, nie stała się jednak na tyle przejrzysta, aby Polacy, w znaczącej liczbie, chcieli odrzucić komunizm. Najbardziej radykalną postawą była w tym czasie postawa bojkotu – wymuszenia zmian postaci systemu, a nie postawa odmowy uznawania komunistycznego „państwa”. Wśród Polaków ujawniły się wszakże postawy sprzeciwu wobec komunizmu oraz środowiska deklarujące chęć przeciwstawienia się mu. Lecz i z tym zjawiskiem komuniści sobie poradzili, tym bardziej, że nie było ono znaczne. Przywrócenie komunistycznego „porządku”, na dłuższą metę, doprowadziło ostatecznie do całkowitego zaniku postaw antykomunistycznych wśród Polaków. Kulminacją tego procesu były lata 1988-91, gdy na potrzeby oszustwa pierestrojki władcy peerelu, posługując się taktyką „okrągłego stołu” przeprowadzili, przygotowaną przez siebie i nadzorowaną, „transformację ustrojową”, a następnie „oddali władzę” niekomunistom (zachowując wszakże dla siebie „pakiet kontrolny” nad aktywami tejże „władzy”). Tym samym niekomunistom, których celem było „poprawienie”, bądź też „unarodowienie” komunizmu. Utrzymując ciągłość instytucjonalną, prawną i (w kluczowych dziedzinach) personalną, stworzono atrapy współczesnej demokracji oraz gospodarki kapitalistycznej, po czym, aby tę mistyfikację uwiarygodnić, rozwiązano partię komunistyczną.

Tak spreparowany nowy-stary twór państwowy, ogłoszono wszem i wobec wolną Polską, odzyskaną na skutek rzekomego upadku komunizmu. System komunistyczny „zniknął”, a Polacy dostali to czego pragnęli. Tym, którzy już wcześniej ulegli komunizmowi i służyli mu, akceptacja oszustwa nie sprawiła problemu. Komunistyczna logika, którą stosowali od lat, czyniła każde kłamstwo prawdą i każde posunięcie komunistycznej władzy było przez nich uznawane za właściwe. Nikt też, kto był dostatecznie lojalny, nie pozostał „na lodzie” – komunistyczne zasoby były znaczne. Z kolei tym, którzy popierali komunizm „z ludzką twarzą” i/lub narodowy komunizm, „transformacja ustrojowa” oraz pozory władzy ich przedstawicieli całkowicie wystarczyły do zidentyfikowania się z nowym tworem. W przypadku zaś nielicznych, którzy się temu jeszcze opierali, przeważyła postawa tych przedstawicieli narodowej elity, którzy wcześniej demonstrowali swój sprzeciw wobec „okrągłego stołu”. Ci jednak, wraz z oddaniem insygniów niepodległego państwa na rzecz pierestrojkowego tworu przez Rząd RP na Uchodźstwie – ostatnią legalną władzę Polski, również zmienili swoją postawę, angażując się czynnie w egzystencję „nowego, wspaniałego” peerelu. Uznali, że komunizm upadł i dołączyli do wcześniej obdarzonych przez komunistów pozorami władzy (miały one wszakże swój konkretny wymiar materialny). Także oni ostatecznie przyjęli i zastosowali logikę peerelowską, w której z fałszu upadku komunizmu wynika wolna Polska. Atmosfera polityczna stała się na tyle mętna, że nie sposób było odróżnić komunistów od niekomunistów. Polski antykomunizm przestał istnieć. Jak trafnie podsumował to komunistyczny realizator całej operacji: „stan wojenny i okrągły stół, to dwa końce tej samej polityki”.

Ex contradictione sequitur quodlibet

Summa summarum, to, czego w rzeczywistości nie ma, po 30 latach od „transformacji ustrojowej” i „upadku komunizmu”, dla praktycznie wszystkich Polaków istnieje. Narodowy byt opiera się dziś na wciąż odtwarzanym sofizmacie odzyskanego, wolnego państwa – na logice peerelowskiej. Gdy rzeczywistość obnaża fałszywe przesłanki, w ich miejsce natychmiast pojawiają się inne, również fałszywe. Nieudowodnione tezy uznawane są za aksjomaty, a fałszywe twierdzenia za prawdziwe. Koniunkcja rzeczywistości z jej zaprzeczeniem daje wynik dowolny, zależnie od oczekiwań. Oczekiwania zaś są bardzo duże. Aktualnie, setną rocznicę odzyskania niepodległości po zaborach i powstanie II RP, określa się nierzadko „stuleciem niepodległości”, z czego można wywnioskować, że Polska jest niepodległa nie tylko od ostatnich 30 lat, ale i była niepodległa wcześniej. Zatem nie tylko „drugi” peerel to wolna Polska, ale i „pierwszy”. Czegóż jednak chcieć od tych, którzy z obydwoma się identyfikują? Wszystko dzieje się dziś w przestrzeni wirtualnej rzeczywistości politycznej. I jak to w przypadku wirtualnej rzeczywistości zwykle jest, nic istotnego z niej nie wynika, ale za to zajmuje uwagę, bawi, wywołuje emocje, cieszy albo złości. Jakkolwiek kontynuacja peerelu jest oczywista, mało kto z Polaków tak właśnie uważa, większość uznaje pozory za rzeczywistość, stosując logikę peerelowską. „Mamy tylko taką Polskę”, jak bodaj cztery lata temu, wyraziła się osoba, z którą dyskutowałem na jednym z blogów. Mamy tylko Polskę Wirtualną.

Trzeba jednak przyznać, że inscenizacja – jakkolwiek tu i ówdzie przebija w niej jeszcze stara scenografia, wiele ról odgrywają wciąż ci sami aktorzy oraz nieustannie powtarzane są te same „dialogi” – jest wykonana z rozmachem i na pierwszy rzut oka może wydawać się udana. Zdecydowana większość Polaków jest bardziej zadowolona z życia w „III RP”, niż w poprzednim „ustroju” (tym bardziej, że dorasta już drugie pokolenie, które go nie zaznało). Wszystkiego jest „do wyboru, do koloru”, konsumpcja jest na poziomie „zachodnim” (przynajmniej takie jest odczucie), są szanse na mniej czy bardziej dostatnie życie (wprawdzie to drugie pod pewnymi warunkami, niekoniecznie wynikającymi z własnych umiejętności i talentów), można wreszcie pojechać gdzie się chce i kiedy się chce za granicę, zarobić tam lepiej niż tu, a nawet nie wracać – osiąść w bogatym „socjalu”. No i koniec końców jest też demokratycznie (cokolwiek to słowo dziś oznacza) – „można wybierać i mieć wpływ” (przynajmniej tak wszyscy twierdzą). W Niuni europejskiej i w NATO, czyli tutaj jest teraz prawie „Zachód”. To, że „prawie” oznacza „pozornie” mało kogo interesuje. Różnice widzą tylko nieliczni, którzy samodzielnie myślą, a większość Polaków żyje hic et nunc i myśli kolektywnie. Tymczasem, patrząc na to z drugiej strony, Europa zachodnia stacza się coraz szybciej w bolszewizm pod zarządem Niuni, w którym polscy komuniści także mają swój udział. To praktyczna ilustracja tego, jak działa zasada naczyń połączonych. O to właśnie, zdaje się, chodziło bolszewikom i ich poputczykom. Od demokracji do demobolszewizmu.

Co poniektórzy dostrzegają jednak, że „coś tu nie gra”. Konstatacja ta skutkuje u nich dysonansem poznawczym, udaje się im jednak z tym zjawiskiem uporać. Tworzą na swoje potrzeby dodatkowe wirtualne światy (rzeczywistości) i przeformułowują znaczenie elementu nie pasującego do tezy. To co w „nowym, wspaniałym” peerelu wygląda bądź funkcjonuje nie tak jak powinno, nie wynika według nich z tego, że nie jest wolną Polską, lecz z winy innych albo też z zastosowania niewłaściwych rozwiązań. Winny jest najczęściej inny naród: Niemcy – bo to odwieczny wróg i chcą nas podbić; Rosjanie – bo to odwieczny wróg, imperialiści i też chcą nami rządzić, a do tego to „Azja”; Żydzi – bo chcą tu „judeopolonii” i wykończyć nas finansowo. Z kolei niewłaściwe rozwiązania to dla przykładu: za mało narodowej treści; źle funkcjonująca demokracja – zła ordynacja wyborcza lub źle dobrani przedstawiciele; zły model gospodarczy – za mało wolnego rynku albo za mało „niezależności finansowej”; niewłaściwy ustrój polityczny – „trzeba silnego wodza” albo nawet „króla nam trzeba!”. I tak dalej – „recept” jest bez liku, zależnie od wyobraźni kreatorów. Wszystkie te alternatywy dla sposobu zarządzania komunistycznym tworem, cechuje to, że są całkowicie oderwane od rzeczywistości, którą określa jego istota – fikcja wolnej Polski zbudowana na fundamentach peerelu, pod kontrolą tych, którzy ją spreparowali. Kontynuacja komunistycznego „państwa” i komunistycznego łgarstwa. Fikcja ta przyjmowana jest za rzeczywistość i co więcej, jest wciąż podtrzymywana oraz rozbudowywana, zgodnie z logiką peerelowską, z której wynika jej (nie)prawdziwość. Stąd właśnie wziąłem tytułowy „niebyt istnienia” – określenie, użyte w jednej z tegorocznych dyskusji na stronie Wydawnictwa Podziemnego przez osobę, która podpisała się pod nim (stosownie do treści swojej wypowiedzi) jako „gwiazdor Zechciał”. Zestawienie tych dwóch pojęć ze sobą, to synteza logiki peerelowskiej. Byt jest niebytem, niczym w powieści Orwella. Ze sprzeczności wynika wszystko.

W artykule o którym wspomniałem na wstępie, Dariusz Rohnka skoncentrował się na kwestii postawy bojkotu „wyborów” do instytucji „III RP”, za punkt wyjścia do swoich rozważań biorąc ostatnie deklaracje publicysty Aleksandra Ściosa. Chociaż Ścios określa „III RP” jako „komunistyczną hybrydę”, a siebie jako jej demaskatora, nie przeszkadza mu to nieustannie zajmować się jej sprawami, a przede wszystkim „polityką”, uznając ją za podmiot swojej publicystyki i swoich działań. Deklarując jednocześnie swój antykomunizm, jest w sprzeczności z samym sobą. Taka postawa Ściosa musi mieć swoje konsekwencje: wzywa do bojkotu peerelowskich „wyborów”, czyli do wymuszenia zmiany postaci „komunistycznej hybrydy”, tym samym akceptując ją. Bowiem, jak zauważa słusznie autor artykułu pt. „Bojkot?”, nie można bojkotować czegoś, czego się nie uznaje. Ścios kopiuje dziś postawę „obywateli peerelu”, którzy 30 i więcej lat temu, bojkotem domagali się „zmian” w peerelu, utożsamiając się w ten sposób z komunistycznym „państwem”. Aż doczekali się jego „transformacji” w „komunistyczną hybrydę” – z jednego fałszu w drugi. Ścios chce najwyraźniej tego samego.

Pisząc swój komentarz, miałem na myśli to, że bojkot jest demonstracją postawy zaangażowania się oraz to, że według mnie, właściwą postawą względem dzisiejszej peerelowskiej łżeczywistości powinno być co najmniej jej odrzucenie. Odrzucenie, w moim mniemaniu, nie jest bojkotem. Jest odmową uznania fikcji i wyrażeniem swojej niezgody na fałsz.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/09/28/peerelowska-logika-czyli-niebyt-istnienia/
Kategorie: Andrzej Dajewski, Peerelowska logika
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/09/28/peerelowska-logika-czyli-niebyt-istnienia/