Zamknij
Michał Bąkowski

Populizm

28 czerwca 2018 |Lewa wolna nad Tamizą, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/06/28/populizm/

Zastanawiam się od dłuższego czasu nad ideowym kociokwikiem naszej pokracznej współczesności.  Z wszystkich stron wołają, a nawet biją na alarm, że „populizm zagraża”.  Mam na myśli głównie Anglię, w której mieszkam, ale nie inaczej jest w innych krajach zachodniej Europy.  A przecież „populizm”, to nic innego jak wcielenie „najwyższych ideałów demokracji”, ponieważ populiści, z definicji, mówią ludziom to, co chcą usłyszeć.  Skąd więc nagle to larum, że oddając ludowi głos, populiści zrelatywizowali powszechne wartości i obrócili demokrację przeciw niej samej?  Populizm zawsze i wszędzie oferował masom racjonalizację indywidualnych niepowodzeń i ukazywał „lepsze wyjście”.  Żydzi mnie do matury nie dopuścili, więc Żydzi na Madagaskar!  Obszarników pod stienku i zaraz wszystko będzie dobrze!  Polacy są winni, że nie mogłam zrobić kariery sprzątaczki w Londynie albo Meksykanie są winni, że nie mogę sprzedawać swobodnie kokainy na rogu ulic w San Diego.

Naprawdę jednak samo słowo „populizm” nie ma wyraźnego znaczenia.  Populistą był na pewno Mussollini, ale Hitler raczej nie (może tylko odrobinę, zanim zdobył władzę, w czym najbardziej przypomina bolszewików).  Allende był populistą, a Pinochet nie.  Wszyscy socjaliści są z natury rzeczy populistami, a reakcjonizm jest reakcją właśnie na absurdalność populistycznych idej.  W dzisiejszych czasach nazwanie kogoś populistą jest oskarżeniem, zarzutem, bo populistami są Trump i Le Pen, niemiecka AfD, włoska M5S i każdy kto popiera odejście z europejskiej niuni.  Jakkolwiek trudno zdefiniować termin, to populistami są także grecka Syriza i hiszpańska Podemos, ale nikt nie postawi im takiego okropnego zarzutu, ponieważ i Tsipras, i Iglesias są komunistami.

Wygląda to podejrzanie, jak gdyby zarzut populizmu zależał od politycznego punktu wyjścia oskarżyciela.  Ale w takim razie, kto rzuca w oczy populistom, że są „populistami”?  Oskarżycielem jest liberalna, lewicowa elita.  Corbyn czy Tsipras ze swoim marksistowskim szczebiotem nie są nigdy przedmiotem ataków z tej strony, są traktowani z przyjazną pobłażliwością.  Ten z lekka protekcjonalny stosunek przypomina mi bardzo podejście rosyjskich liberałów do bolszewików.  Wróg mógł być tylko na prawicy, a bolszewicy, choć trochę byli dziwni i ekstremistyczni, mieli dobre serduszka po lewej stronie, więc można ich było dobrotliwie poklepać po plecach.

Mniejsza jednak o ten znany dobrze stosunek do bolszewii.  Populiści i ich krytycy są warci zastanowienia.  Generalnie rzecz ujmując, podmiotem polityki jest zawsze jakaś elita władzy.  Kiedy nowa elita chce uzurpować starą, to zazwyczaj odwołuje się do „ludu” – któremu nieodmiennie odebrano głos – i krytykuje elitaryzm ancien regime’u.  A zatem populizm jest zazwyczaj odpowiedzią na dominację elity władzy.  W każdej odmianie populizmu jest jakaś wersja zarzutu o snobizm po adresem elity.  W naszych nieszczęsnych czasach, liberalna lewica lubi wypowiadać się w imieniu ludu (populus), to znaczy poprzez mechanizm tzw. opinii publicznej narzucać ludowi, co ma myśleć, kiedy wznosić radosne okrzyki, a kiedy meczeć „buu”, jak przystało bezwolnemu stadu.  Klasycznym przykładem stosunku liberalnej elity do stada był od dziesiątek lat stosunek do kary śmierci.  Okresowo przeprowadzane badania wskazywały, że większość mieszkańców Wysp Brytyjskich była za karą śmierci.  Elita była przeciwna karze śmierci, więc nikogo nie pytała o zdanie, ale pracowała nad „opinią” tak długo i tak usilnie, że w 2015 roku po raz pierwszy poparcie dla kary śmierci spadło poniżej 50%.  Konsekwentnie, osiągnąwszy swój cel na jednym odcinku, elita pracuje teraz nad innymi pytaniami, np. czy istnieją tylko dwie płci?  W 2016 roku tylko 56% respondentów było zdania, że istnieje tylko płeć żeńska i męska, a więc zdumiewająco wysoki procent Brytyjczyków jest już skutecznie skonfundowany.

Używam przykładu Wielkiej Brytanii, ponieważ znam go z pierwszej ręki, ale z tego co czytam, wnioskuję, że jest to przykład reprezentatywny dla sytuacji w Europie Zachodniej, a szerzej w tzw. liberalnych demokracjach.  Ale co to właściwie jest liberalna demokracja?  Liberalna elita?  Cóż to takiego?

Klasyczny liberalizm był wielką siłą, motorem ludzkiej myśli przez kilka wieków.  Nie miał wiele wspólnego z mętnym liberalizmem ostatnich stu lat.  Domagał się ograniczenia nadużyć władzy w imię indywidualnej wolności, żądał ograniczenia ilości praw do tych, które bronią nienaruszalności osoby i własności, zwłaszcza ze strony państwa, oraz surowego karania każdego przekroczenia tych nielicznych zasad prawnych.  Była to zatem koncepcja państwa ograniczonego prawem, państwa praworządnego.  Jedyną rolą tego państwa miało być stworzenie warunków dogodnych dla rozwoju jednostki, jedynym obowiązkiem obywatela wobec tego państwa miało być przestrzeganie praw i obrona państwa wobec zagrożenia.  Oprócz tego, obywatel miał żyć tak, jak chciał.

Nie będę się wdawał w krytykę takiej postawy ideowej, nie zajmę się jej wewnętrzną sprzecznością i problemem odrzucenia uniwersalnych wartości w imię wolności (robiłem to tutaj wielokrotnie).  Chciałbym raczej skoncentrować się na zdumiewającym fakcie odejścia liberalizmu od jego własnych założeń i podstaw.  Perspektywa dzisiejszych lewicowych, liberalnych elit jest przeciwieństwem ideałów klasycznego liberalizmu.  Nasi liberałowie z mediów (a w Wielkiej Brytanii głównie z państwowej BBC) i politycznej elity, żądają coraz to nowych i coraz bardziej szczegółowych praw zakazujących coraz bardziej osobliwych zachowań, lub wręcz odwrotnie, chroniących najbardziej dziwaczne zachowania.  W ostatnich dniach Parlament westminsterski debatował zaciekle prawo zakazujące czegoś, co nazywa się upskirting.  Czyżby miał to być zakaz podnoszenia spódnic?  Nie.  To zakaz robienia zdjęć pod spódnicą…

Są zakazy napadania na homoseksualistów, jak gdyby sama napaść nie była wystarczająco sprzeczna z prawem, niezależnie od seksualnej orientacji ofiary; aktywiści domagają się specyficznego zakazu odśpiewywania antyhomoseksualnych kupletów podczas meczów piłkarskich.  Istnieje w brytyjskim kodeksie prawnym kategoria niemal żywcem wzięta z Orwella: hate crime czyli przestępstwo z nienawiści, definiowana jako akt gwałtu (niekoniecznie fizycznego) motywowany uprzedzeniem rasowym, seksualnym, religijnym itp.  I ten kazuizm prawny nikomu nie przeszkadza.  Być może dlatego, że przestrzeganie bądź nieprzestrzeganie prawa jest kwestią wyboru, jest „stylem życia”, który z kolei należy tolerować.  Jeżeli ktoś łamie prawo, to ma po temu zapewne bardzo dobre powody.  Być może padł za młodu ofiarą prześladowań ze strony religijnej ekstremy (w postaci ojca i matki) albo musiał tłumić swą prawdziwą naturę, bo tego od niego oczekiwało otoczenie.  Może rozważa właśnie z niespotykanym natężeniem zmysłów, jakiej może być płci, a tym samym nie może jednocześnie przestrzegać prawa.  A może po prostu uważa, że prawo jest bez sensu.  W tym ostatnim wypadku, choć to paradoks, każdy klasyczny konserwatysta i najczarniejszy reakcjonista – jak na przykład niżej podpisany – powinien się z nim zgodzić, bo „takie prawo jest osłem”, jak się był wyraził jeden z bohaterów Dickensa.

Ale im dalej tym gorzej, bo oto klasyczny liberał pragnął ograniczyć państwo, uniemożliwić władzy ingerencję w życie jednostki, gdy dzisiejszy liberalizm jest ideologią „dużego państwa”; domaga się od rządu pouczeń co jeść, co pić, jak nie tyć i jak żyć.  Państwo ma wychowywać dzieci i opiekować się starcami, zajmować się bezrobotnymi i bezdomnymi.  Gdy klasyczny liberał odczuwał obowiązek lojalności wobec państwa, którego prawa broniły jego osobistej wolności, dzisiejsi liberałowie nie poczuwają się do żadnej lojalności, gotowi są bronić praw każdego nonkonformistycznego postępowania, nawet jeżeli uderza ono w podstawy owego państwa.  „Bronienie czyichś praw” leży w samym sercu współczesnego liberalizmu, praw uciśnionej rzekomo mniejszości, ale nie każdej mniejszości, tylko wyłącznie takiej, której sprawę uznała lewicowa elita za godną obrony.  Nie będą więc bronić na przykład praw myśliwych do polowania, wręcz przeciwnie, będą uciskać tę mniejszość z zuchwałym apetytem większości przekonanej o swej racji, co jest postępowaniem całkowicie niezgodnym z założeniami liberalizmu.

I ta nie-liberalna elita nie znosi populizmu, oskarża ludzi takich jak Trump o moralny relatywizm.  Dodajmy od razu, oskarżenie to ze wszech miar słuszne.  Trump jest dzieckiem we mgle, nie ma żadnej busoli, ani moralnej, ani politycznej, ani estetycznej, rzecz jednak w tym, że to oni, to laiccy lewicowcy, od ponad wieku demontowali powszechną wiarę w obiektywne i absolutne wartości; to oni, piórami najwybitniejszych przedstawicieli sztuki i myśli, ośmieszali wszystko co wartościowe, co piękne i dobre, wydrwiwali wszelką duchowość, by teraz nagle odwoływać się do rzekomego uniwersalizmu relatywnych wartości, które sami wymyślili.  Wartością ma być na przykład (ich zdaniem) tolerancja dla innych poglądów, gdy w rzeczywistości inne poglądy zasługują na nasz szacunek, na rozważenie i na krytykę, ponieważ prawda nie jest nam dana, a tolerować można tylko zło, którego z jakichś powodów nie chce się zwalczać.  Wartością ma być w ich mniemaniu demokracja, gdy jest to zaledwie jeden z możliwych systemów rządu i to wyjątkowo podatny na manewry z flanki wszelkiego rodzaju populistów i ochlokratów.

Jak już pisałem, populizm jest odpowiedzią na dominującą pozycję elity władzy.  Napięcie między elitą i masą jest stare jak świat, jak ateńskie przepychanki o władzę i wielowiekowe walki między patrycjatem i plebejuszami w Rzymie, ale w sytuacji, której rozwój obserwujemy na żywo własnymi oczami, dzisiejszy populizm musi się wydawać bardziej podejrzany, niż w innych historycznych przypadkach.  Peter Hitchens pisał niedawno w The Spectator* o tym, jak doszło do tak niesłychanego zamieszania ideowego w naszym świecie i jego artykuł podsunął mi interesujące wyjaśnienie teraźniejszości.  Hitchens dał się nabrać Wałęsie i upadkowi komunizmu (co niektórzy podziemni myśliciele uważają za dyskwalifikującą słabość), ale pomimo to pozostaje bystrym obserwatorem.  Zwłaszcza gdy chodzi o sytuację wewnętrzną Wielkiej Brytanii.

Jako młody człowiek Hitchens był komunistą.  Komuniści nie byli tu nigdy istotną siłą polityczną, a zajmowali się głównie seksem, ale byli poważnie subsydiowani przez Moskwę.  Hitchens opowiada, jak przed zakończeniem drugiej wojny światowej, towarzysz Harry Pollitt, gensek brytyjskiej kompartii, stary, zaufany leninista-stalinista, przemawiał do studentów w Cambridge i namawiał ich, by zdobyli dobre dyplomy, które pozwolą im zająć wysokie posady w brytyjskim państwie i elitach.

Nalegał, by nie marnowali czasu jako otwarci komuniści, sprzedający Daily Worker na ulicy King’s Parade [w Cambridge].  Niewątpliwie miał podobną mowę w Oxford, ale nie zachowała się dla potomności.  Kto wie, ilu poszło za jego radą, i co się z nimi stało?  Mieli działać w tajemnicy.  Czy tak się stało?  Zabawne pomyśleć, że cały ten bałagan, w jakim się znaleźliśmy, mógłby być wyjaśniony przez istnienie tajnej sieci sympatyków komunizmu, zdzierających swe czerwone skarpetki, by zniszczyć wszystko, czego tylko dotkną.

Główna teza artykułu Hitchensa jest taka, że lejburzyści Tony Blaira byli wcieleniem tejże tendencji, którą na naszej witrynie nazywamy od lat, za włoskim bolszewikiem Antonio Gramscim, „marszem przez instytucje”.  Gdy wszystkim się wydawało, że Blair porzucił czerwony sztandar i odszedł od lewackich pomysłów, Hitchens utrzymuje, że była to tylko gra.  Byli gotowi „prywatyzować koleje, byle tylko dzieciństwo zostało znacjonalizowane, małżeństwo na całe życie odrzucone jako przeżytek, chrześcijaństwo i patriotyzm osłabione i pokonane, granice otwarte, a szkoły stały się mechanizmem wmuszania egalitaryzmu”.

Ludzie na Zachodzie rzadko rozumieli, jak bardzo stare komunistyczne reżymy z bloku wschodniego zainteresowane były tymi samymi kulturalnymi i moralnymi celami.  Komuniści nienawidzili trwałego chrześcijańskiego małżeństwa, nie ufali życiu osobistemu.  Z wigorem promowali aborcję i łatwe rozwody.

Tzw. „upadek komunizmu” doprowadził do uwolnienia lewicy na Zachodzie.  Nie musieli już więcej troszczyć się o obronę Stalina i gułagu, a mogli skupić się na przyciąganiu konwertytów poprzez seks i wolność, zamiast bronić idiotycznego pomysłu centralnego zarządzania gospodarką, mogli skoncentrować się na mediach i kulturze.

Nie jestem do końca przekonany analizą Hitchensa, ale polscy czytelnicy z łatwością zrozumieją, o czym mówi.  Dla komunistów ekonomia była li tylko kwestią kontroli nad podbitymi społeczeństwami, prawdziwa praca odbywała się na polu kulturowym i etycznym: anihilacja tradycyjnego społeczeństwa, oderwanie człowieka od wszelkich ludzkich wartości.  Tę samą pracę wykonują o wiele skuteczniej marksiści ukryci wśród zachodnich elit.

Populizm w krajach zachodniej Europy jest nieuniknioną reakcją na dominację politycznego dyskursu przez pseudo-liberalną, laicką lewicę.  Problem jednak w tym, że dzisiejsi populiści należą do tej samej elity, pragną tylko zastąpić poszczególne osoby, ale tak samo jak stare elity, które pragną wyprzeć, są na usługach antyludzkiej ideologii.

Najstarszym skutecznym przykładem zastosowania populizmu w polityce, jest moim zdaniem, upadek rzymskiej republiki.  Sulla i Mariusz, a po nich Pompejusz i Cezar, a wreszcie Marek Antoniusz i Oktawian, wszyscy zwrócili się do plebejskich mas ponad głowami patrycjuszy, czyli ówczesnej elity.  Obiecali plebejuszom chleb i igrzyska, a sami przejęli absolutną władzę.  I nie inaczej będzie z nowoczesnymi masami wpatrzonymi w ekrany telewizorów.  Tylko zamiast Juliusza Cezara i Oktawiana Augusta będziemy mieli Trumpa i Putina, a zamiast trybunów ludowych, maszerujące przez instytucje elity Gramsciego – Putina i Trumpa.

_______

* Peter Hitchens, “Marxism didn’t die.  It is alive and well and living among us”, The Spectator, 16 June 2018 [„Marksizm nie umarł.  Żyje, ma się dobrze i mieszka między nami.”] https://www.spectator.co.uk/2018/06/marxism-didnt-die-its-alive-and-well-and-living-among-us/

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/06/28/populizm/
Kategorie: Lewa wolna nad Tamizą, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/06/28/populizm/