Zamknij
Michał Bąkowski

„Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu…”

18 czerwca 2018 |Barbara Toporska, Michał Bąkowski, Polemiki i wątki
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/06/18/kto-publicznie-i-wbrew-faktom-przypisuje-narodowi-polskiemu/

W 1965 roku Barbara Toporska nadesłała List do Redakcji Wiadomości na temat polskiego antysemityzmu.  Grydzewski odmówił wówczas publikacji, ale list został niedawno odnaleziony i znalazł się w nowym wydaniu Listów do Redaktorów „Wiadomości”, w edycji Niny Karsov, opublikowanej ostatnio przez londyńską Kontrę.*  List był równie „trefny” wówczas, gdy został odrzucony przez redakcję Wiadomości, jak jest dziś, gdy prlowski (nie)rząd wprowadzić zamierza prawo – albo już wprowadził, albo już nie zamierza, co wydaje mi się obojętne – zakazujące mówienia o współuczestnictwie Polaków w zagładzie Żydów.

Toporska pisała w odpowiedzi na artykuł Kazimierza Iranka-Osmeckiego, pt. „Nieporozumienie czy zła wola?”, opublikowany w numerze 18 Wiadomości w tymże roku 1965.  Iranek omawiał i obszernie przytaczał wspomnienia Oskara Pinkusa, które ukazały się wówczas w Ameryce pt. The House of Ashes.  Młody Oskar, urodzony na Podlasiu, próbował w 1939 roku uchodzić przed Niemcami do sowietów, ale nie udało mu się przekroczyć granicy.  Podczas likwidacji getta ukrył się wraz z rodziną, a następnie zbiegł i zdołał znaleźć schronienie u małorolnych chłopów, gdzie ukrywał się w lochu pod kupą gnoju.  Iranek opisuje koszmar sytuacji z obiektywnością, ale dodaje od siebie:

Słysząc szczekanie psów, ryk bydła, odgłosy dochodzące ze wsi zazdrościł Polakom ich swobody (?).  Cierpienia znoszone przez Polaków i ciosy zadawane im przez Niemców nie dochodziły do jego świadomości i były mu obojętne. [sarkastyczny znak zapytania w nawiasie, pochodzi od Iranka]

Ukrywający rodzinę Pinkusów chłopi robili to nie z humanitaryzmu, tylko dla pieniędzy, ale groziło im za to rozstrzelanie na miejscu, toteż nie skrywali swego niezadowolenia, gdy Żydzi wychodzili z cuchnącej kryjówki, narażając tym udzielających im schronienia Polaków na śmierć.  Iranek z oburzeniem opowiada o nielojalności ukrywanych Żydów, których zachowanie prowadziło do dekonspiracji kryjówki, gdy wiedzieli o jej istnieniu inni Żydzi: „Ale nad tym ukrywani Żydzi przechodzili do porządku.”

Sam Oskar Pinkus wyprawiał się wielokrotnie na zarobek, na szaber, na napady rabunkowe, a nawet dla odkopania skarbu.  Iranek nazywa postawę Oskara „wobec okrutnej rzeczywistości stworzonej przez Niemców” typową „dla ogółu Żydów zarówno w Polsce jak i w pozostałych krajach okupowanej Europy”.

Charakteryzuje ją bierność i bezwolne poddanie się przemocy, brak organizacji wewnętrznej, przekonanie, że kosztem części społeczności żydowskiej uratują się inni.

A przecież mogli się bronić, twierdzi Iranek.  Niewielu dołączyło się do walki zbrojnej, gdy AK przyjmowała do swych szeregów żydowskich ochotników.  Autor przytacza następnie ze wspomnień Pinkusa wiele ciepłych słów pod adresem AK, włącznie z fragmentem, gdy na widok polskich orzełków na rogatywkach akowców „chwilowe poczucie wolności wywołało łzy i dreszcz wzruszenia”.  A jednak, konkluduje Iranek-Osmecki, tęsknota do wolności nie znalazła ujścia w walce z Niemcami.

Z czasem, w roku 1944, wobec rozkładu niemieckiej władzy okupacyjnej, stosunek Pinkusa do AK uległ zmianie.  Jego znajomi Żydzi mieli być bici, a nawet niektórzy zamordowani przez oddziały AK, oskarża ich więc o przyłączenie się do prześladowań.  Iranek dostrzega w tej relacji fałsz.  Jeżeli w tej później fazie niemieckiej okupacji, wobec nadchodzącej krasnej armii, AK miało, wedle Pinkusa, pełną kontrolę nad okolicą i wykorzystało ją dla zagłady Żydów w terenie, to w jaki sposób cała rodzina Pinkusa i tylu innych ukrywających się, przeżyło?  Gdyby rzeczywiście akowcy przyłączyli się do eksterminacji, to raczej zrobiliby to o wiele skuteczniej.  Iranek tłumaczy, chyba trafnie, że akowcy bronili miejscowych chłopów przed napadami rabunkowymi, napadami, w których Oskar Pinkus brał udział, jak sam otwarcie przyznaje.  Napady bandyckie były plagą tych ziem.  Im słabsza była niemiecka władza w terenie, tym bardziej podnosiły głowy bandy leśne.  Bandy złożone z ukrywających się Żydów, z sowieckich uciekinierów, ale także ze zwykłych rzezimieszków.  Pisał o tym barwnie Józef Mackiewicz, pisaliśmy o tym na naszej witrynie w związku ze sprawą braci Bielskich.  AK postępowała słusznie, próbując wprowadzić pewne zręby rządów prawa w terenie.  Ale być może nie trzeba dziwić się Pinkusowi i wielu innym autorom żydowskim, że nie widzieli tego w ten sam sposób; że wobec niesłychanych prześladowań, które nie na darmo przyjęło się określać mianem „całopalenia”, postrzegali takie „wprowadzanie porządku” jako przyłączenie się do polityki eksterminacyjnej.  Tymczasem Iranek pisze z patosem:

Karząca ręka sprawiedliwości Polski podziemnej dosięgła przywódców band rabunkowych zarówno Polaków jak i Żydów.  Dosięgła również mieszkańców leśnych schronów, Szymeluka, Leyzora i Kielmana za ich półtoraroczny rabunek, za terroryzowanie wiejskiej ludności, za groźby puszczania z dymem chłopskich zagród.

Straszny splot losów na tamtych ziemiach jest trafnie ujęty przez Iranka – choć być może niechcący – gdy wyjawia ze zdziwieniem, że Pinkus nie widział nic nagannego w wyprawach rabunkowych, w których brał chętny udział.  Otóż to.  Czy jest rzeczywiście aż tak dziwne, że człowiek ukrywający się przez długie godziny upalnego letniego dnia pod kupą gnoju, „zazdrości swobody” tym, którzy chodzą po podwórku, nawet jeśli wokół szaleje wojna?  A jak zachowałbym się ja w takiej sytuacji?  Jestem obcokrajowcem, a co gdyby nagle w Wielkiej Brytanii wprowadzono proskrypcję ludności polskiego pochodzenia i karę śmierci za ukrywanie Polaków?  Skrywany niechętnie w lochu pod kupą gnoju, czy i ja nie zazdrościłbym innym swobody?  Czy i ja nie wziąłbym udziału w napadach rabunkowych, by przeżyć?  Prawdę mówiąc, mam nadzieję, że nie, ale jak możemy być pewni siebie my, którzy nigdy nie staliśmy przed takimi wyborami?

Wróćmy jednak do Pinkusa i Iranka.  Iranek nie szczędzi gorzkich słów: Pinkus „przemilcza, ukrywa stan rzeczy, zniekształca prawdę, rzuca oszczerstwa i potępia AK za rzekomy terror wobec Żydów”.  Pinkus natomiast twierdzi, że AK mordowała Żydów nadal, już po „wyzwoleniu”.  Jest dla mnie jasne, że odprawa tych zarzutów ze strony Iranka-Osmeckiego jest całkowicie słuszna: to podziemie dokonywało zamachów na milicjantów i ubeków, którzy często byli Żydami.  Tylko nacjonalistyczne zaślepienie Pinkusa nie pozwala mu tego dostrzec.

Iranek kończy swój artykuł słowami:

Mimo ciekawego i rzeczowego materiału o życiu Żydów ukrywających się we wsiach i w lasach, przez zajadłą nienawiść i wykoślawienie obrazu rzeczywistości książka The House of Ashes traci na wartości jako dokument.  Przez wytaczanie zaś potwornie ciężkich, nieudokumentowanych oskarżeń budzi nienawiść między oboma narodami.

Przyganiał kocioł garnkowi, chciałoby się rzec, bo przecież wypracowanie Iranka nie jest wolne od ciężkich zarzutów i nie mogło raczej przyczynić się do budzenia zgody między narodami.  Najcięższym z tych oskarżeń jest gromienie Żydów za niechęć do walki zbrojnej, do przyłączenia się do AK.  I od tego właśnie punktu zaczyna swój list Barbara Toporska.

Przytacza w odpowiedzi nie tylko anegdotyczne dowody na to, że nie przyjmowano Żydów do oddziałów AK jako „niepewnego elementu”, nie tylko swe własne interpelacje u osób z „organizacji”, ale także logiczną oczywistość, iż wobec zagrożenia życia (i to jeszcze zagrożenia tak skrajnego jak dla Żydów pod okupacją niemiecką), każdy Żyd wolałby znaleźć się pod osłoną uzbrojonego oddziału i do tego z bronią w ręku.

Gdyby to marzenie było tak łatwe do urzeczywistnienia, jak pisze p. Iranek-Osmecki, trzy czwarte AK składałoby się z Żydów.

Dodajmy, że to między innymi dlatego właśnie, oddział braci Bielskich w Puszczy Nalibockiej, który przyjmował tylko Żydów, odżegnywał się od współpracy z AK, pomimo osobistej zażyłości między Tuwią Bielskim i lokalnym dowódcą AK.  Tuwia Bielski był kapralem w wojsku polskim, ale nie było dla niego miejsca w szeregach AK.

Przedmiotem rozważań Toporskiej nie jest jednak AK, ani wąska kwestia ilości polskich Żydów w podziemiu, tylko szerszy problem stosunku Polaków do Żydów podczas wojny.

Nie ma nieprawdy, która by nie szkodziła i krzywdziła. Nieprawda, rozdmuchująca pomoc udzielaną Żydom, jest nową pożywką polskiego antysemityzmu:  Jacy ci Żydzi nikczemni, skoro kąsają rękę, która im pomagała!…  Tymczasem ta ręka często podawała bochenek chleba w zamian za futro.  Dziś wypomina się tylko chleb.

To oczywiście prawda, że najwięcej „sprawiedliwych wśród narodów świata” znalazło się w Polsce, ale gdzież indziej mieliby się znaleźć?  To w Polsce było najwięcej Żydów i w Polsce potworności okupacji niemieckiej trwały najdłużej.  Toteż Toporska słusznie domagała się rozpoznania tych szlachetnych wyjątków, ludzi odważnych i ofiarnych, niekiedy ponad wyobrażenie, którzy wbrew brutalności niemieckich represji, gotowi byli iść z pomocą prześladowanym.  Należy im stawiać pomniki, a nie „rozcieńczać ich zasług na cały ‘naród polski’”.

Postawa społeczeństwa bowiem przyczyniła się w tej sprawie tylko do wyjątkowości, do odosobnienia tych wypadków a także do podniesienia ich do rangi aktów heroicznych.  Bo jakże często, mimo najlepszych chęci (czy mimo chęci zysku) odmawiało się schronienia Żydowi, ponieważ nie można go było ukryć przed oczami sąsiadów.  Kara śmierci groziła nie tylko za ukrywanie Żydów.  Ale donos stanowił 99% ryzyka tylko przy ukrywaniu Żydów.  Nieprawdą jest twierdzenie, że Żydów denuncjowały jedynie „szumowiny na usługach okupanta”.  Donosiło często chłopskie dziecko i nawet dewotka spod znaku Św. Zyty.  Donosiła ciemnota, głupota, fanatyzm, źle pojęty patriotyzm, i wreszcie podświadoma zmowa niedyskrecji, która wokół kryjówki Żyda robiła tyle wrzawy, aż wreszcie zwabiała informatora.

W porównaniu, zupełnie inaczej rzecz się miała z pracą w konspiracji, za którą także groziła kara śmierci, ale można się było nią głośno chwalić, bo całe społeczeństwo udzielało jej poparcia.

Kolejnym argumentem Toporskiej jest przykład pozornie na rękę jej oponentom.  Oto znany i popularny aktor wileńskiej operetki, Karol Wyrwicz-Wichrowski, ukrywał się w Wilnie „jawnie”.

Nie zmienił nazwiska, nie zmienił mieszkania, nie zmienił kawiarni, w której przesiadywał przy oknie, nie zmienił – rzecz jasna – nosa. Całe Wilno wiedziało, że jest Żydem, i nikt go nie wydał.  Zginął w 1944-ym roku z innych przyczyn. Teoretycznie cała inteligencja żydowska mogłaby w ten sposób się ratować. Praktycznie – nie. Wyrwicz był ulubieńcem publiczności.

Wyrwicz zginął naprawdę w roku 1943, a wpadł ponoć na handlu skórami, na których, według zawistnych plotek, dorabiał się ciężkich pieniędzy.  Ale nikt go nie wydał.  Inni Żydzi w okupowanej Polsce nie mieli szczęścia być ulubieńcami publiczności.  Być może, sugeruje Toporska, należało wypłacać skromne pensje za ukrywanie „obywateli specjalnie zagrożonych przez okupanta”, tak jak otrzymywały pensyjki „przeróżne paniusie z organizacji”; może należało obiecywać ordery opiekunom, bo „autorytet władz podziemnych był ogromny”.

Timothy Snyder pisał, że „ratowanie Żydów w tych warunkach, bez jakichkolwiek struktur wspomagających indywidualne wysiłki, gdzie karą była śmierć, wymagało czegoś więcej niż charakter, czegoś większego niż światopogląd”.  Toporska widziała na wiele lat przed nim, że struktur takich mogło dostarczyć potężne państwo podziemne.  Tymczasem wojenna stawka na polską martyrologię, przekonanie, że Polska zostanie wynagrodzona po wojnie proporcjonalnie do swych bezprzykładnych cierpień, miało paradoksalny wpływ na wojenną buchalterię śmierci:

To prawda, nie oszczędzało się polskiej ludności. Żyd był jednak podwójnie cenny. Śmierć każdego Żyda wpisywało się jednocześnie do „strat polskich” i do zysków z oczyszczania narodu z „mniejszości żydowskiej”.

Najostrzejsze słowa krytyki zachowuje Toporska dla kwestii nieistnienia żydowskiego ruchu oporu.  Jak mógł pułkownik Iranek-Osmecki, zawodowy oficer wojska polskiego, wysunąć zarzut tak niedorzeczny, jak niezorganizowanie własnego ruchu oporu przez Żydów w Polsce: „nieporozumienie czy zła wola?” – pyta retorycznie pana pułkownika, odwracając jego krytykę pod adresem Pinkusa.

Ruchy oporu można organizować tam, gdzie jest zaplecze. Gdzie można zapewnić sobie łączność, dowóz, meliny, a w razie potrzeby oddział rozproszyć, wyznaczając nowy punkt zborny w odległym nawet terminie. Ruchy oporu dlatego przecież kończą się z reguły fiaskiem w krajach poddanych rozkładającemu działaniu sowietyzacji, że zaplecze społeczeństwa staje się zdradliwe. Jakie zaplecze mieli Żydzi w Polsce? Wśród chłopów rozpowszechnione było mniemanie, że pomoc świadczona Żydom jest niepatriotyczna. Drogo sprzedać, złupić okup – aa, to było wybaczalne. Ale pójść służyć Żydom? – ukamieniowaliby takiego! Inteligencja modulowała frazes o „rozwiązaniu kwestii żydowskiej”. Proletariat miejski rozminął się – jak zwykle – z socjalistyczną utopią o dobrym proletariuszu, i bez skrupułów korzystał z dobrodziejstw „wskoczenia w mienie pożydowskie”. Że Żydzi w sytuacji okrążenia i osaczenia potrafili zdobyć się na powstanie getta, bitwę bez precedensu, z której bohaterstwem nie może się mierzyć żadna inna w tej wojnie: miesiąc walki prawie gołymi rękami przeciw regularnemu wojsku na terenie kilkunastu ulic – jest to prawdziwy cud psychologiczny.

Dodam od siebie: powstanie w getcie jest akurat potwierdzeniem podstawowej tezy Toporskiej, że Żydzi nie uchylali się od walki, a także, choć to paradoks, że w płonącym getcie powstańcy właśnie mieli zaplecze, mogli polegać na każdym mieszkańcu getta, nie musieli obawiać się zdrady za każdym winklem.

Kolejną kwestią sporną są rzekome prześladowania Żydów po „wyzwoleniu”, a także wcale nie rzekome pogromy.  „Wskoczenie w mienie pożydowskie” było w kraju zrujnowanym długoletnią wojną, nieuniknioną konsekwencją usunięcia tak ogromnej ilości ludności żydowskiego pochodzenia.  Snyder pokazał trafnie, jak Niemcy niechcący dokonali na ziemiach polskich wstępnej fazy sowietyzacji: brutalne wywłaszczenie jednej grupy ludności i rozdanie własności innej, przez co obie grupy stają się zależne od nowej władzy. Lenin rozdawał dworską ziemię chłopom, nigdy nie mając zamiaru pozostawić jej w ich rękach. Sowiecka władza w Polsce usankcjonowała przejęcie własności żydowskiej przez Polaków, by związać ludność z nową władzą i uwikłać ją w bezprawne wywłaszczenia.  Toporska zwraca natomiast uwagę na inny aspekt sprawy: każdy powracający Żyd był zagrożeniem dla przywłaszczycieli cudzego mienia, oznaczał konieczność zwrotu własności, „a nieraz i konieczność wyliczenia się z uczynków, których ciężar każdy woli nosić na sumieniu, niż na ramieniu. Dlatego motłoch bronił Żydom wstępu do rodzinnych miast.”

Barbara Toporska nie poprzestała w swym liście na anegdotach, ale z precyzją i klarownością tak typową dla jej nadzwyczajnego pisarstwa, przeszła do samej istoty rzeczy.  W sercu sporu tkwi jak zadra – nacjonalizm.  To żydowski nacjonalizm kazał Oskarowi Pinkusowi nie dostrzegać, że chłopi grabieni i gnębieni na równi przez Niemców i sowieckich partyzantów, przez zwykłych bandytów i ukrywających się Żydów, nie mieli gdzie się obrócić i nie mogli docenić, że żyli w „relatywnej swobodzie”.  A co kazało Irankowi pisać o „karzącej ręce sprawiedliwości Polski podziemnej”?  Zbiegowie z gett i miejsc kaźni nie mogli przeżyć inaczej niż z rabunku. Żadne państwo, z państwem podziemnym włącznie, nie próbowało ich ratować, „więc nie sądzę, pisze Toporska, żeby jakikolwiek cywilizowany sąd mógł Żydów z band potraktować na równi ze zwykłymi bandytami, nie wziąć pod uwagę sytuacji bez alternatywy, i całkowicie nie uniewinnić”.  A zatem to osąd Iranka raczej ubliżał, jej zdaniem, wszelkiej sprawiedliwości.  Był odbiciem tego samego nacjonalistycznego zaślepienia.

Od czasu, gdy Grydzewski odmówił publikacji tego znakomitego listu-eseju, mieliśmy wiele sporów na temat polskiego antysemityzmu i żydowskich roszczeń do wyłączności jako ofiar II wojny.  Mieliśmy nieprawdopodobny konflikt o obecność Krzyża Świętego i klasztoru sióstr karmelitanek na terenie obozu w Oświęcimiu, w którym katolicki Obłudnik Powszechny, stał na stanowisku, że katolickie modlitwy mogą być obraźliwe dla pamięci zamordowanych w Auschwitz Żydów, ale z drugiej strony oczywiste przykłady antysemityzmu w Polsce zbywane jako „bezpodstawne oskarżenia”.

Oprócz starcia dwóch bezkompromisowych sił – polskiego nacjonalizmu z syjonizmem – Toporska dostrzegała w okupacyjnych historiach inną jeszcze przestrogę dla Polski.  Nieumiejętność racjonalnego myślenia w kwestiach ważnych.  „W odniesieniu do ojczyzny uchodzi wręcz za bluźnierstwo. Trzeba per Duch, per Posłannictwo, per Et cetera.”  Skoro uczy się dzieci w szkole dumy z wszystkiego co polskie, to zatracają możność krytycznego, racjonalnego myślenia o polskości i o polskiej państwowości.

Dopóki pojęcie państwa nie zostanie ściągnięte z obłoków na ziemię chociażby nawet do pojęcia wspólnej miski, do której każdy powinien łożyć i każdy z niej jeść, a w razie zagrożenia w imię własnego interesu bronić; dopóki tolerancja będzie uważana za cnotę, a nie za obowiązek tolerowania tego, czego się nie lubi; dopóki władza będzie mesjanizmem, autorytetem, przedmiotem kultu, rozdawcą łask, a nie zwykłą administracją podlegającą kontroli na zasadzie „płacę i wymagam” – dopóty nigdy, przy najlepszej koniunkturze nawet, nie będziemy mieli szans zbudowania praworządnego państwa i moralnych stosunków społecznych. Po dwudziestu latach niepodległości i pierwszej nocy okupacyjnej ujawnił się kryzys: nieumiejętność społeczeństwa myślenia kategoriami: prawo i obywatel. Pozostał naród, bardzo dzielnie walczący, i prymitywny nacjonalizm. Z każdym rokiem odcięcia od dopływu jakiejkolwiek myśli intelektualnej musiało być gorzej, i było gorzej. Ofiarami każdego nacjonalizmu padają zawsze Żydzi. Wezwania o pomoc dla Żydów dobywające się z zakonspirowanej Centrali nie robiły wrażenia w Ciemnogrodzie. Odpowiadało im mrugnięcie oka: zrozumienie dla wymagań propagandy.

Odnoszę często wrażenie, że nieszczęściem współczesności jest pomylony spadek po antycznej Grecji.  Gdybyż tylko myśl polityczna odwoływała się nie do władzy demosu, jako charakterystyki jednego z wielu możliwych systemów władzy w polis, ale w zamian przyjęła istotę tego systemu, tj. izonomię, równość wobec prawa.  Nie ma znaczenia, czy państwo jest „demokratyczne”, bo jest to przymiotnik wieloznaczny, a często przybiera postać przydawki niwelującej, tj. określenia, które zmienia znaczenie podmiotu w sposób niekiedy drastyczny; ma natomiast znaczenie, czy państwo jest praworządne, to znaczy czy wszyscy obywatele, bez lęku i bez uprzedzeń, bez względu na przywileje czy pochodzenie, mogą oczekiwać takiego samego traktowania w świetle prawa.  Każdy obywatel, niezależnie od urodzenia i klasy, wykształcenia czy rasy, wyznania, inteligencji, powodzenia, zdolności, wyglądu, majątku, niezależnie od pogody, przyrody czy przygody, ma prawo oczekiwać opieki od swego państwa.  Niestety nie jest to możliwe, gdy dominującą rolę w państwie zajmuje nacjonalistyczna ideologia.

W konfrontacji z biologicznym – a nawet animalistycznym – rasistowskim i skrajnie darwinistycznym nacjonalizmem Hitlera i nazistów, który w pierwszej fazie wojny dokonywał masowej eksterminacji Polaków prawie na równi z Żydami, polski nacjonalizm i syjonizm, zamiast znaleźć modus vivendi w obliczu śmiertelnego wroga, znalazły się na drodze do bezpardonowej kolizji.  To samo niestety da się powiedzieć o innych nacjonalizmach w tym samym okresie, że wspomnę tylko haniebne walki między Polakami i Litwinami czy rzeź na Wołyniu.

Ale kiedy walec „wyzwolenia” i sowietyzacji uczynił spory o miedzę bezprzedmiotowymi, spór między polskim nacjonalizmem i syjonizmem, przybrał niespotykane rozmiary i niekiedy karykaturalne formy.  Jest to „dwubiegunowy kanon”, jak się kiedyś wyraził czytelnik naszej witryny, a przykładem tych groteskowych form mogą być Oskar Pinkus i Kazimierz Iranek-Osmecki.  Bogu dzięki, że pozostają także świadectwa takie, jak nowo znaleziony list Barbary Toporskiej.

_______

* Józef Mackiewicz, Barbara Toporska, „Listy do Redaktorów Wiadomości”, Kontra, Londyn 2018.  Por. List [228] na s. 290-296

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/06/18/kto-publicznie-i-wbrew-faktom-przypisuje-narodowi-polskiemu/
Kategorie: Barbara Toporska, Michał Bąkowski, Polemiki i wątki
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/06/18/kto-publicznie-i-wbrew-faktom-przypisuje-narodowi-polskiemu/