Zamknij
Michał Bąkowski

Jak rozpętałem II wojnę czyli Wiktor Suworow i Józef Mackiewicz

3 kwietnia 2018 |Mackiewicz i Suworow, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/04/03/jak-rozpetalem-ii-wojne-czyli-wiktor-suworow-i-jozef-mackiewicz/

Wiktor Suworow (właściwie Włodzimierz Rezun), sowiecki uciekinier, były oficer specnazu i gru, napisał wiele książek na Zachodzie, ale jego najważniejszym wkładem do dyskusji o sowietach pozostaje tzw. „hipoteza lodołamacza”, którą najtrafniej podsumował Andrej Nawrozow: Stalin stworzył straszak na wróble w postaci Hitlera, by wyrzygać go na wielkie demokracje europejskie, a potem uderzyć od tyłu na osłabione walką na Zachodzie Niemcy.  Suworow, zdaniem Nawrozowa, występuje przeciw wszystkim ustalonym autorytetom, kiedy utrzymuje, że Hitler i Stalin działali ręka w rękę.  Opiera się powszechnie przyjętym opiniom, gdy twierdzi uparcie, że Stalin i Hitler byli jak dwaj bliźniacy.  Nasuwa mi się wątpliwość: być może Nawrozow ma raję, że nikt nie stawia takich tez w anglojęzycznym piśmiennictwie (gdzie nawet wybitne opracowana historyczne są otwarcie prosowieckie), ale w polskiej publicystyce historycznej istnieje ważny głos Józefa Mackiewicza, który nazywał Hitlera „agentem prosowieckim nr 1” prawie od zawsze.  Dla Mackiewicza, bolszewicka i socjalistyczna proweniencja Führera, a także leninowski i totalitarny charakter jego reżymu, nie były tajemnicą. 

W takim kontekście trochę zaskakująca wydaje mi się niezwykła popularność Suworowa w dzisiejszym prlu.  Odnoszę wrażenie, że jego tezy przyjęte bywają w prlu jak aksjomaty, a w każdym razie z zawstydzającym brakiem krytycyzmu.  Przykładem może służyć śp. Eberhardt, który posunął się nawet do krytyki Mackiewicza i obrony Stalina, podpierając się koncepcją Suworowa (z typową dla siebie dezynwolturą, nie wspominając go z imienia):

Tak, celem Związku Sowieckiego był atak.  Hitler jedynie uprzedził atak sowiecki.  Można spekulować i twierdzić, że Stalin znał dokładnie informacje o terminie ataku niemieckiego, ale…  Ale nie mógł ich przyjąć do wiadomości.  Po prostu było już za późno.  Za późno na zmianę taktyki.  Myślę, że Stalinowi w tamtych dniach nic innego nie pozostawało, jak zakładać, że informacje te są właśnie bluffem Hitlera.  Bluffem, mającym zakłócić przygotowania Związku Sowieckiego do inwazji.

A że bolszewicy ponieśli wielkie straty…?  To naturalne.  Byli przecież gotowi do ataku, a nie do obrony.

Eberhardt wyraził w swym nieporadnym stylu opinię, że „Mackiewiczowi właściwą ocenę tego, co widział, przesłoniła satysfakcja z totalnej klęski jaką ponosiła Armia Czerwona”.  Tym samym przyjął milcząco tezy Suworowa jako udowodnioną prawdę historyczną, przypisał Stalinowi analfabetyzm militarny i polityczny (o co mniejsza), i wreszcie próbując dworować sobie z Mackiewicza, zdołał jedynie ośmieszyć siebie.

Popularność Suworowa w prlu jest tym bardziej zdumiewająca, gdy uświadomimy sobie, że w kluczowych punktach Suworow nie jest wcale przekonujący i różni się zasadniczo od Mackiewicza, który dotykał tych samych problemów i był nie mniej od Suworowa „rewizjonistą” powszechnie przyjętej wykładni historycznej.  Przyjrzyjmy się uważniej zarówno oczywistym podobieństwom, jak i różnicom w historycznej wizji obu pisarzy.  Zacznę od Suworowa.

Hipoteza „lodołamacza” i hipoteza 6 lipca 1941

Już w powyższym krótkim wstępie widać, że wkład Suworowa jest bardziej złożony, niż to w publicystycznym skrócie przedstawiał Nawrozow.  Swą podstawową tezę sformułował w książce pt. Lodołamacz pod koniec lat 80.  W wydaniu angielskim z roku 2009 (w nowym przekładzie, a także merytorycznie rozszerzonym i poprawionym), książka ma podtytuł „kto wywołał drugą wojnę światową?”.  Jest to podtytuł mylący, ponieważ wojna wybuchła w 1939 roku i nie może być doprawdy żadnych wątpliwości co do tego, kto ją wywołał – Stalin i Hitler na spółkę – a Lodołamacz zajmuje się głównie wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej w dwa lata później.  Suworow sformułował na ten temat inną tezę, a mianowicie, że Stalin szykował się do ataku na Hitlera, gdy Hitler go uprzedził 22 czerwca 1941 roku.  Rozróżnienie tych dwóch hipotez ma znaczenie fundamentalne.  Jest ono ważne z wielu powodów merytorycznych, ale także dlatego, że Suworow jest niezwykle chaotyczny w swym pisarstwie.

„Hipoteza lodołamacza”, którą tak trafnie operuje Nawrozow, oznacza, że Stalin użył Hitlera do skruszenia Europy, by samemu móc ją następnie zaatakować (jako „wyzwoliciel”) i zająć.  Natomiast naczelna teza książki pt. Lodołamacz brzmi: Stalin miał zaatakować Niemcy 6 lipca 1941 roku i dlatego nie był gotów do obrony pod koniec czerwca tegoż.  Nazwijmy to „tezą 6 lipca” i dodajmy jeszcze, że ma ona drugą stronę, a mianowicie, że oczywiste przygotowania wojenne Stalina wraz z fatalnym atakiem na Rumunię (o którym więcej później), zmusiły Hitlera do ataku, którego ani nie pragnął, ani nie potrzebował.  Innymi słowy, klęska czerwcowa była spowodowana niekompetencją Stalina, ale nie w tym sensie, w jakim się to zazwyczaj twierdzi.  Wspomniany wyżej Eberhardt, podpierał się tezą „6 lipca”, choć wyciągał z niej wnioski rodem wprost z Pacanowa, jakoby „Stalin nie mógł przyjąć do wiadomości” raportów o przygotowaniach Hitlera, bo „było już za późno”.  A w takim razie zdecydował się pójść spać z całą świadomością, że obudzi się z ręką w nocniku.  (Do krytyki stanowiska Suworowa w tym punkcie przejdę później.)

Odrębność dwóch tez Suworowa ma znaczenie zasadnicze.  Bez tego rozróżnienia – a także bez próby uporządkowania myśli Suworowa – nie sposób zrozumieć ani jego koncepcji historycznych, ani tym bardziej entuzjazmu jaki wzbudza.  Suworow rozwinął obie tezy, a również bronił swego stanowiska i wysuwał nowe argumenty, w długiej serii publikacji.  Mam przed sobą dwie z nich, The Chief Culprit. Stalin’s Grand Design to Start World War II czyli Główny winowajca. Wielki Plan Stalina wywołania II wojny światowej oraz Icebreaker. Who Started the Second World War?  Na tych pozycjach będę się głównie opierał w moich analizach poniżej.

Obie książki są chaotyczne, źle napisane i pozbawione struktury.  Autor powtarza te same argumenty, obala wydumane kontr-argumenty, a nie dostrzega oczywistych słabości zajętego stanowiska – być może wszyscy jesteśmy skazani na tego rodzaju ułomność.  Suworow piłuje i wałkuje, międli i chachmęci na kilkuset stronach, gdy doprawdy wystarczyłoby powiedzieć np., że sowieciarze kłamią.  Tak, kłamią, wiemy to już skądinąd: łżą ile wlezie, i basta, więc w jakim celu autor przytacza liczne cytaty z ich publikacji, skoro sam podkreśla, że nie można polegać na ich enuncjacjach?  W Głównym winowajcy, po entuzjastycznie sarkastycznym uporaniu się z idiotycznymi tezami z sowieckich podręczników szkolnych, nagle – w połowie książki – podsumowuje Suworow swoją tezę w sposób następujący:

Strategiczne błędy popełnione przez Stalina w roku 1940 były tak głębokie, że ich katastrofalne konsekwencje nie mogły być następnie odrobione przez zwycięstwa na polu bitwy.  Błędy Stalina i Żukowa (atak na Rumunię i powstrzymanie ofensywy przed dojściem do pól naftowych), zmusiły bowiem Hitlera do ataku.  Walka o Lebensraum na wschodzie była dla Hitlera tylko dopisaną ideologią, gdy w rzeczywistości, twierdzi Suworow, atak spowodowany był żywotnym dla Niemiec zagrożeniem sowieckim wobec rumuńskich źródeł ropy i dostaw rudy żelaza ze Szwecji.  Atak na Stalina stał się koniecznością, gdy tylko Hitler uświadomił sobie ogrom zagrożenia.  Fatalny błąd Stalina polegał więc na postawieniu Hitlera w sytuacji bez wyjścia, na przyparciu go do muru.  W wyniku operacji Barbarossa Hitler zniszczył armię czerwoną i przemysł zbrojeniowy na zachodzie kraju, przez co uniemożliwił podbój Europy przez Stalina w późniejszej fazie wojny.  Stalin przegrał wojnę, twierdzi Suworow, bo wolny świat ją przetrwał; Stalin przegrał, ponieważ jego celem było podbicie całego globu.  Wolny świat nie mógł koegzystować z sowietami, więc ziarno wydarzeń z 1989, które zaowocować miały „upadkiem komunizmu”, zasiane zostało przez Stalina w zwycięskiej kampanii Żukowa w Besarabii i na Bukowinie w roku 1940.  Niemcy „przegrały” – użala się Suworow – a dziś są jednym z najpotężniejszych państw na globie; Stalin „wygrał”, a gdzie są sowiety?  Nie ma, rozpadły się – utyskuje z rozpaczą.

Generalissimus Aleksandr Wasiliewicz Suworow czy towarzysz Aleksy Stachanow?

Wiktor Suworow jest sowieckim patriotą.  Zakochany w sowieckiej ojczyźnie, jak przystało patriocie, jest dumny z sowieckich osiągnięć i wściekły z powodu niedociągnięć.  Wychwala „najlepsze samoloty i najwspanialsze czołgi” i wyzywa szkodnikom, sabotażystom i dywersantom.  „Rosja jest macierzą bombowców strategicznych.  Mówię to z dumą i bez ironii,” pisze z dumą i bez ironii.  Och, żeby tylko mówił to z ironią, ale on zupełnie poważnie tak myśli, co jest niestety żałosne.

W oczach Suworowa, żaden bombowiec nie mógł dorównać sowieckiemu TB-7, tak jak żaden czołg nie dorównał modelowi T-28, który następnie został całkowicie wyparty przez niezrównany T-34.  Sowieckie czołgi typu KW były najlepsze, najcięższe, najszybsze, strzelały najcelniej, deklamowały poezję Majakowskiego i grały na harmoszce, wycinając hołubce bez bólu.  Na przykład, jeden KW walczył z trzema niemieckimi Pz-III: dwa zniszczył celnymi strzałami, a trzeci „zgniótł pod gąsienicami jak orzech”.  Inny KW zniszczył 10 niemieckich czołgów, gdy jednocześnie był trafiony 43 razy.  (Czego Suworow nie dodaje, to że bohaterscy czołgiści walczyli lewą ręką z trzema giermańcami, a prawą z pięcioma, jednocześnie studiując dzieła Lenina i śpiewając kuplety na cześć kompartii, za rodinu, za Stalinu, ech, Czapajew gieroj.)  Tak bezwstydne przytaczanie bredni sowieckiej propagandy ośmiesza skądinąd ciekawą książkę Suworowa.  Pan Rezun powinien był przyjąć nom de plume nie po wybitnym carskim generale, ale raczej za bohaterem sowieckich trudów, Stachanowem.  Pisząc o wyższości czołgu KW-2 nad wszystkimi czołgami świata, wychwala silnik (najpotężniejszy i najbardziej ekonomiczny) i ciężar nabojów: 39 kg, niekiedy 48 kg, a „niektórzy mówią, że nawet 50 kilogramów!”  Nie przyszło jednak naszemu stachanowcowi na myśl, że mniejsze niemieckie pociski (6,8 kg) miały większy zasięg i lepszą celność, ale najważniejsze, że sławne Pantery mogły pomieścić 80 pocisków na pokładzie, gdy czołgi KW rzadko miały ich 20.

Te ich niezrównane czołgi i samoloty były „testowane przez rząd sowiecki w najtrudniejszych warunkach”, a od 1939 roku w autentycznym konflikcie: w Finlandii…  Czyżby stachanowiec nie wiedział, co się wydarzyło w Finlandii w 1939 roku?  (Wojną zimową zajmiemy się osobno.)  Zaślepienie podpowiada mu np. takie kwiatki: „nie było ani jednego wypadku w historii wojny, by operacja ofensywna z udziałem Panter i Tygrysów zakończyła się sukcesem.”  Technicznie, to może być prawda, ale tylko dlatego, że oba modele niemieckich czołgów zostały wprowadzone w późniejszej fazie wojny, kiedy Wehrmacht ograniczony był do operacji defensywnych.

Argumenty na temat bombowca strategicznego TB-7 (częściej znanego pod nazwą Pe-8) są jednak interesujące.  Jak zwykle, stachanowiec przesadza w wychwalaniu samolotu.  Miał on rzekomo operować na pułapie nieosiągalnym dla „wszystkich myśliwców owych czasów, a nawet dla artylerii przeciwlotniczej”.  Jako dowód przytacza, że Mołotow poleciał w TB-7 do Londynu w 1942 roku nad Niemcami, i jego lot nie został nawet wykryty.  Może jednak „zawodowy analityk wywiadu” powinien był wziąć pod uwagę, że samolot mógł się wznieść na wyższy pułap z jednym pasażerem na pokładzie niż z pełnym ładunkiem 5 ton bomb i wieloma ciężkimi karabinami maszynowymi?  Wedle stachanowca, TB-7 „o wiele przewyższał amerykańską Latającą Fortecę B-17”.  Tylko że porównanie parametrów tych dwóch bombowców niczego takiego nie potwierdza, a znana bylejakość sowieckiego wykonania w praktyce to wyklucza.

Na kilkudziesięciu stronach dowodzi wyższości najmniej znanych i nieudanych sowieckich systemów broni nad porównywalną produkcją całego świata, wyłącznie na podstawie papierowych specyfikacji.  Ba, ale sowieckie specyfikacje są równie godne zaufania, co twierdzenie, że Stachanow wykonał 1400% normy w ciągu pół dnia, cytując z pamięci dzieła Stalina.  Nikt nigdy nie utrzymywał, że sowieccy projektanci nie byli pierwszej klasy, że nie stworzyli znakomitych projektów.  Biura projektanckie w sowietach konkurowały ze sobą w najostrzejszy możliwy sposób: dla zwycięzców życie, dla przegranych łagier albo śmierć.  Najlepsze projekty – pepesza, czołg T-34, katiusza czy kałasznikow – zawdzięczały swój sukces prostocie, której nie można było sknocić nawet sowiecką niechlujnością wykonania.  Suworow, będąc sowieckim patriotą, widzi tylko sukcesy.  Ale pozwolę sobie tu przytoczyć interesującą anegdotę.  Oto w parę lat po przewrocie, Lenin z Krupską przechodzili przez most w Moskwie.  Most był w tak fatalnym stanie, że przechodzący obok chłop splunął z obrzydzeniem i dodał „ech, sowiecki most”.  Odtąd nieśmiertelny ojciec rewolucji używał przymiotnika „sowiecki” jako pejoratywnego określenia…

Prawda podała w 1939 roku, że sowiety mają milion spadochroniarzy.  Chyba kłamali, pisze z komsomolską skromnością Suworow, bo inne źródła wskazują, że mieli wówczas dwa miliony spadochroniarzy.  Suworow konkluduje więc, że Prawda nie chciała spłoszyć Europy nadchodzącą inwazją.  Z jego słów można wywnioskować, że chodziło o elitarne jednostki desantowe, gdy naprawdę mowa była o … odznakach dla pionierów.  Dwa miliony pionierów miały rzekomo zdobyć naszywkę „sprawności spadochroniarza”, co nasz stachanowiec przekłada na plan inwazji.

Oczywiste słabości książek Suworowa maskują jedną ogromną zaletę: jego koncepcja jest fascynująca.  Niedostatki biorą się stąd, że autor nie jest historykiem.  Mówi to sam, i to zupełnie wprost.  Jest analitykiem materiałów wywiadowczych (intelligence analyst).  Zadaniem większości wywiadów na świecie jest odkrycie prawdy, przebicie się przez mgłę propagandy i hałas dezinformacji, przez ściany fałszu i labirynty dyplomacji, w celu dotarcia do stanu faktycznego.  Tak działa większość wywiadów, ale nie wywiad sowiecki.  Ich zadaniem jest dostarczenie informacji, które potwierdzają ideologiczny, założony a priori obraz świata.  Prawda nie ma z tym nic wspólnego.  Niestety Suworow działa zgodnie z tymi samymi zasadami.  Jest sowieckim patriotą (i sowieckim typem analityka), kocha armię czerwoną dozgonną miłością, a jednocześnie nie przepada za Stalinem.  Jego książki podporządkowane są tym trzem elementom jego wizji świata.  Dowodzą na każdym kroku wyższości krasnoarmiejców oraz obarczają Stalina winą za wszelkie niepowodzenia sowieciarzy.  Czy to przez przypadek, czy z innych względów, Suworow wydaje się mieć słuszność w bardzo wielu szczegółach swych analiz, ale jego książki nie składają się na prawdziwy obraz sowietów.

Z nabożnym oddaniem wykazuje wyższość krasnoarmiejców w każdym aspekcie militarnej konfrontacji oraz nad wszystkimi bez wyjątku armiami świata, ale nie chce pamiętać, że żadna armia, może z wyjątkiem czerwonych Chińczyków, nie zdołałaby przetrwać nawet jednej kampanii z tak dalece posuniętą pogardą dla życia swych własnych żołnierzy.  Żadne wojsko nie walczyłoby nadal w obliczu hekatomby ofiar, która jest niejako z góry wliczona w strategiczne kalkulacje przywództwa armii czerwonej.  Nie ma doprawdy nic dziwnego, że ponad pięć i pół miliona sowieckich żołnierzy znalazło się w niewoli podczas wojny, gdyż nikt nie chciał umierać za Stalina.

Koncepcja i argumentacja Suworowa zawierają jednak wiele pozytywnych elementów i niezwykle ciekawych dociekań.  Ma oczywiście rację, gdy utrzymuje, że nie wolno podchodzić do sowieckiej rzeczywistości tak samo, jak do normalnego świata.  Jeśli sowieciarze akcentują swą słabość, to zapewne nie są słabi.  Kiedy podkreślają siłę, to należy szukać ukrytej słabości.  Co rzekłszy, nie on pierwszy dokonał tych odkryć.

Wracając do niezrównanego bombowca TB-7, ku wielkiemu rozżaleniu Suworowa, Stalin odrzucił masową produkcję tego modelu, ponieważ był przekonany, że nie jest mu potrzebny bombowiec przeznaczony do dywanowych nalotów bombowych, które zniszczyć miały ogromne połacie terytorium przeciwnika, zrzucając bomby z ogromnych wysokości.  Po co niszczyć Niemcy, kiedy chciał je podbić?  Stalin wybrał agresywną opcję: małe, atakujące bombowce, przeznaczone do wsparcia ofensywy lądowej.  Wybrał więc dokładnie tak samo jak stratedzy niemieccy i japońscy, którzy także nie mieli strategicznych bombowców, ponieważ nie interesowała ich obrona ani ataki na zaplecze wroga.  Jest to, zdaniem autora, jeden z wielu dowodów, że Stalin przygotowywał się do wojny ofensywnej, i jest to dowód przekonujący.  Suworow gromadzi listę takich faktów, które służyć mu mają do wykazania, że szykując się do wojny zaczepnej, Stalin nie mógł prowadzić wojny obronnej.  Masowa produkcja pewnego typu bombowców (a nie innego), pewnego typu czołgów (a nie innego), zniszczenie zapór i bunkrów w zachodniej części sowietów, przeniesienie przemysłu zbrojeniowego na zachód, destrukcja państw buforowych między sowietami i Niemcami, nawet czystka wśród generalicji sowieckiej – wszystko to dowodzić ma jego agresywnych planów.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/04/03/jak-rozpetalem-ii-wojne-czyli-wiktor-suworow-i-jozef-mackiewicz/
Kategorie: Mackiewicz i Suworow, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/04/03/jak-rozpetalem-ii-wojne-czyli-wiktor-suworow-i-jozef-mackiewicz/