Zamknij
Michał Bąkowski

Głód wiedzy o <i>Hołodomorze</i> (czyli pani Applebaum w piętkę goni) II

4 stycznia 2018 |Głód wiedzy o Hołodomorze, Michał Bąkowski, Ukraina
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/01/04/glod-wiedzy-o-holodomorze-czyli-pani-applebaum-w-pietke-goni-ii/

Narodowa forma, sowiecka treść

Inaczej niż w carskiej Rosji, dla bolszewików Ukraina była tylko narzędziem, była źródłem ziarna i surowców.  Podobnie, idea samostanowienia narodów była dla nich wyłącznie instrumentalna i mogłoby się zdawać, że Applebaum to dostrzega.  Cytuje np. Piatakowa z czerwca 1917, by pokazać, z jakim cynizmem ten „ukraiński bolszewik” patrzył na swą ojczyznę, po czym natychmiast przypisuje tę pogardę „wychowaniu w Rosji” i „rosyjskim przesądom”.  To jest niestety gonienie w piętkę.  Zinowiew czy Bucharin nie gardzili ukraińskim chłopem dlatego, że byli Wielkorusami, nie ze względu na swe wychowanie w carskiej Rosji (co jest niedorzecznością!), ale ponieważ byli bolszewikami.  A dalej Applebaum całkiem się zakałapućkała, dopatrując się ambiwalencji w samym marksizmie, w „skomplikowanym ideologicznym rebusie” podejścia do narodów, w którym teorie miały przeczyć praktycznym posunięciom.  Mówi otwarcie (i słusznie), że Lenin popierał ukraiński nacjonalizm przeciw carom i Kiereńskiemu, a zwalczał go, gdy niszczył sowiecką jedność.  Ależ tak!  Nie ma tu żadnej sprzeczności, ani rebusów, a tylko klarowna bolszewicka strategia: rozpętać, by móc spętać.  Jakże ma rację Applebaum, gdy nazywa bolszewików małą grupką nieudacznych ideologów, „profesjonalnych rewolucjonistów” bez jakiegokolwiek doświadczenia, by od razu zaprzeczyć samej sobie.  Bo oto jej zdaniem, ci niewydarzeni politycy, zdumieni sukcesem październikowego puczu i postawieni wobec autentycznej kontrrewolucji, musieli się bronić i stąd tylko wzięła się armia czerwona, tajna policja i brutalna propaganda.  Oj, w piętkę goni pani Applebaum.  Zniszczenie wszelkiej opozycji było jasno postawionym celem Lenina, podobnie jak światowa rewolucja.  Armia czerwona miała w pierwszym rzędzie nieść zarzewie rewolucji, ale by to móc uczynić, musiała także bronić bazy rewolucji.  Kiedy amerykańska pomoc dotarła do głodującej Rosji, Litwinow miał się wyrazić: „żywność jest orężem” – to jest klasycznie bolszewicka postawa.  To wszystko jest w książce Applebaum, ale nie wyciąga ona z tego żadnych wniosków co do natury bolszewizmu.

Ilekroć bolszewicy przeważali na Ukrainie w latach 1918-19 i zajmowali Kijów, to przynosili ze sobą egzekucje przywódców narodowych i „oddziały rekwizycyjne”.  Przeciw takiej taktyce wystąpili ukraińscy bolszewicy, jak Skrypnyk, którzy domagali się subtelniejszej polityki, i Lenin ich wysłuchał.  Przezwał oddziały armii czerwonej „sowieckim ruchem wyzwolenia Ukrainy” i tłumaczył w telegramie, że dzięki temu „szowiniści nie będą mogli nazwać naszej ofensywy okupacją”.  Od tego czasu sowieciarze stosują tę samą taktykę bez przerwy, aż do dziś.  Pod przewodem Marchlewskiego szli w 1920 roku polscy komuniści przebrani za „ruch wyzwolenia Polski”.  Nie inaczej było z pkwn w 24 lata później i z każdym „wyzwoleniem”.  Applebaum napisała świetną książkę o zniewoleniu Europy Wschodniej, powinna doprawdy to wiedzieć.

Autorka słusznie chyba wskazuje na niesławną wyprawę Stalina do Carycyna w lecie 1918, jako prawzór późniejszej polityki wobec chłopów.  Obdarzony nadzwyczajnymi pełnomocnictwami przez Lenina, Stalin rozpoczął bezprzykładną kampanię aresztów, tortur, egzekucji, brania zakładników, wymuszania i zwykłej kradzieży pod nazwą rekwizycji, jednocześnie zabierając dobra materialne (głównie ziarno) i fizycznie niszcząc zręby tradycyjnego społeczeństwa.

W 1919 roku wojna domowa wybuchła ze zdwojoną siłą.  Applebaum trafnie nazywa walki na Ukrainie powstaniem przeciw władzy bolszewickiej, ale przybrały one także formę brutalnych rzezi i pogromów niewinnych ludzi.  Żydów mordowali wszyscy, Petlurowcy, Biali, Machnowcy, Polacy i bolszewicy.  Ciekawe, że autorka rozgrzesza Petlurowców, a oskarża Denikina o pogromy, co mówi wiele o jej ukraino-centrycznych źródłach.  Może należało także zajrzeć do źródeł emigracyjnych?  Na przykład do Bunina, który był na miejscu?  Potworności roku 1919 na Ukrainie, zostały z czasem wykorzystane przez bolszewików dla zdyskredytowania Petlury (włącznie z uniewinnieniem jego zabójcy w paryskim sądzie) i ruchu narodowego.  Dlaczego Applebaum nie widzi, że to samo uczyniono z Denikinem?

Po krwawym chaosie 1919, nastąpiła krwawa wojna roku 1920 i jeszcze bardziej krwawa pacyfikacja Ukrainy po zawieszeniu broni z Piłsudskim i pokonaniu Białych.  Przyszedł głód, a za nim kolejne brutalne rekwizycje.  Kiedy świat dowiedział się o głodzie, to prawie natychmiast nadeszła pomoc.  Pomagał Czerwony Krzyż, Misja Nansenowska i organizacja charytatywna Hoovera.  (Nawiasem, Hoover postawił tak twarde warunki bolszewikom, że początkowo nie chcieli z nim współpracować, a po jakimś czasie wycofał się z Rosji na wieść o wznowieniu eksportu ziarna przez bolszewików.)  Ludzie Hoovera prędko zauważyli diametralnie inne podejście Moskwy do głodu na Ukrainie, gdzie początkowo nie wolno im było operować.  Ich zdaniem nie dopuszczano ich do regionów, gdzie nadal operował Machno, gdzie broniły się kozackie stanice.  Innymi słowy, zagłodzono opornych na śmierć już w latach 1919-22.  Applebaum dodaje: „nie ma dowodów, że władze z premedytacją użyły głodu instrumentalnie”, ale Hulajpole i Zaporoże, gdzie Machno był najsilniejszy, ucierpiały najbardziej.  Innymi słowy, nie ma dokumentów, ale to nie znaczy wcale, że nie ma dowodów.  (Stosunkiem autorki do archiwów przyjdzie zająć się osobno.)

Ukrainizacja czyli wczesna forma nacjonał-komunizmu

Applebaum uważa, że głód we wczesnych latach 20. był główną przyczyną wprowadzenia polityki „korenizacji”, którą Józef Mackiewicz nazywał „narodowym nepem”.  Na Ukrainie była to koncesja nadania władzy sowieckiej ukraińskiej twarzy.  Ojciec ukraińskiego nacjonalizmu, Michajło Hruszewski, zaakceptował tę zmianę i powrócił do Kijowa z emigracji.  Nastąpił okres, którego najbliższym odpowiednikiem jest chruszczowowska „odwilż”.  Applebaum spostrzega, że za fasadą ukrainizacji trwała mrówcza praca nad sowietyzacją Ukrainy, a mimo to bierze za dobrą monetę napięcie między tym, co narodowe, i tym, co sowieckie.  W rzeczywistości nie ma wszak zasadniczego sporu pomiędzy nacjonalistami i komunistami.  Ci pierwsi akceptują komunistyczny sztafaż, tak długo jak ma narodową formę, a ci drudzy z radością wykorzystują tę akceptację, tak długo, jak jest im to potrzebne.  Snyder pokazuje to znakomicie w książce o Józewskim; rolę Kaganowicza na przykład, który Żydem będąc, mógł wprowadzać ukrainizację bez ryzyka oskarżenia o autentyczny nacjonalizm albo choćby o „odchylenie narodowe”.

Applebaum słusznie łączy dwa wątki w swej narracji: politykę ukrainizacji (a potem de-ukrainizacji, czyli „rozgromienia nacdemszczyzny”, jak mówił Mackiewicz) z polityką rozkozaczenia i rozkułaczenia, forsownej kolektywizacji i rekwizycji ziarna.  Te pozornie odległe od siebie aspekty polityki sowieckiej na Ukrainie – jeden wyraźnie kulturowo-polityczny, drugi pozornie dotyczący wyłącznie rolnictwa i zaopatrzenia – miały ten sam rdzeń i te same cele.  Rdzeniem każdego posunięcia było rozciągnięcie pełnej kontroli nad Ukrainą, celem była sowietyzacja.  Autorka wprawdzie wiąże te wątki, ale nie dostrzega chyba ich wyższego sensu.  Mówi na przykład, iż nie istnieją żadne dowody na taką interpretację polityki Stalina w latach 30: „Stalin nigdy nie wydał rozkazu, by zagłodzić ludzi na śmierć, albo taki rozkaz się nie zachował”.  Ma rację o tyle, że nie ma dokumentu, który wykładałby politykę fizycznej anihilacji klasy wolnych chłopów (nie tylko na Ukrainie, ale na wszystkich ziemiach zajętych przez sowiety), ale jest wystarczająco wiele dowodów, że pierekowka była nadrzędnym celem stalinowskiej polityki, a wykuć sowieckiego człowieka z ruskiego chłopa można było tylko w wysokiej temperaturze powszechnego lęku o życie i pod ciśnieniem przymusowej kolektywizacji i głodu.  Powrócę jeszcze do tego punktu, bo jest uderzający.

Skrywane zboże czy Metoda?

Autorka opisuje z precyzją przyczyny i procesy prowadzące do strasznego kryzysu lat 30., ale w piętkę goni (i popełnia błąd przytaczanej wcześniej Fitzpatrick), kiedy pisze, że Stalin domagał się dostaw zboża, które, „jak wierzył, powinno było istnieć”, i że to naleganie na niemożliwe dostawy dopiero stworzyło katastrofę.  Takie sformułowanie sugeruje, że same dostawy była dla Stalina ważniejsze niż humanitarna klęska, gdy w istocie stworzenie katastrofy było celem samym w sobie.  Celem Stalina było zagłodzenie milionów ludzi, którzy opieraliby się dalszej sowietyzacji, gdyby pozwolić im przeżyć.  Głód nie był ubocznym skutkiem brutalnych rekwizycji.  To polityka rekwizycji była skrupulatnie dobranym środkiem dla osiągnięcia celu: wydania milionów istnień na śmierć głodową.  Dowodów na to jest wiele i znajdują się w jej własnej książce.  Dla przykładu, w 1932 roku, gdy nie sposób już było ukryć, że sowiecka wieś głoduje, wydano rozkaz, by przeciwdziałać „nowej taktyce kułackiej” narzekania na głód: przypadki udawania symptomów głodu miały być karane jako działalność kontrrewolucyjna.  W sierpniu 1932 wydano ukaz, wedle którego kradzież ziarna karana być mogła śmiercią lub wyrokiem 10 lat w gułagu.  Do końca 32 roku – czyli w ciągu pięciu miesięcy! – rozstrzelano 4500 ludzi, a 100 tysięcy poszło do łagrów na mocy tego dekretu.  Jaki inny skutek, poza zamierzonym i celowo stworzonym głodem, może mieć rozkaz rekwizycji całej produkcji ziarna?  Całej, to znaczy włącznie z ziarnem na siew, paszą dla zwierząt i ziarnem przeznaczonym dla własnej konsumpcji.  Na domiar złego, za karę, chłopi ukraińscy musieli także oddawać zapasy kartofli, warzywa i owoce, a nawet zwierzęta hodowlane.  Jaki inny praktyczny skutek mogła mieć taka polityka, oprócz masowego głodu?  Będąc „profesorem praktyki”, Applebaum jest dobrze usytuowana, by odpowiedzieć na tak proste i praktyczne pytanie.  Kolektywizacja nie miała być w zamierzeniu rozwiązaniem problemu zaopatrzenia, tylko rozciągnięciem kontroli nad chłopstwem.  Mord milionów także.

W jaki sposób, wobec tak oczywistych dowodów na coś przeciwnego, może Applebaum utrzymywać, że „obsesyjna wiara Stalina w marksistowską teorię zatriumfowała nad burżuazyjnymi skrupułami”, musi pozostać jej tajemnicą.  Stalin nie czuł się związany ideologią, ani mistyczną „teorią” (marksistowską czy choćby stalinowską).  Kierował się jedynie leninowską zasadą utrzymania i wzmocnienia władzy za wszelką cenę.  Żadna ortodoksja, ani burżuazyjne skrupuły nie wchodziły w grę.  Podobnie zresztą, jak nie na miejscu jest podkreślanie rzekomej paranoi w posunięciach tak niezwykle konsekwentnego masowego mordercy, jak Stalin.  Pani Sikorska znowu w piętkę goni.  Jak mówi któryś z bohaterów Lewej wolnej, „słowa są dla niekomunistów”.  Po przeczytaniu dwóch książek Applebaum, miałem wrażenie, że nie jest ona podatna na „opium dla intelektualistów”, tj. na leninowską ideologię – ale teraz nie jestem już tego pewien.

Niewykluczone, że nie potrafię odczytać subtelnie skrywanej ironii w tonie, ale odnoszę wrażenie, jak gdyby Applebaum brała poważnie klasyczne sowieckie wykręty i preteksty.  Najbardziej uderza to w jej relacji o odwróceniu polityki ukrainizacji.  Zastrzega się najpierw, że sowieci mordowali wszystkich wrogów pod byle jakim pretekstem i daje przykład Kazachstanu, gdzie zginęła z głodu jedna trzecia całej ludności, ale klęska głodu nie dotknęła napływowej ludności rosyjskiej, a tylko kazachskich nomadów.  Applebaum interpretuje to prawidłowo, jako klasyczny atak na grupę nastawioną kontrrewolucyjnie.  Po czym przechodzi do Ukrainy i podaje z całą powagą dekrety sowieckie, które winią politykę ukrainizacji za niedostateczne dostawy ziarna.  W rzeczywistości jednak, polityka ukrainizacji i następująca po niej jak noc po dniu, polityka de-ukrainizacji, były „dwoma końcami tego samego kija”.  Ukrainizacja pozwoliła na wstępne opanowanie antysowieckich narodowych ruchów na Ukrainie i na Kubaniu, po to by w przyszłości móc je zniszczyć, gdy okrzepły wewnątrz sowieckich struktur.  Jest to klasyczna leninowska metoda stosowana wielokrotnie i z konsekwencją.  Lenin obiecywał samostanowienie, by tym łatwiej zniszczyć tych, co pragnęli o sobie samych stanowić; obiecał demokrację i rozpędził Konstytuantę; wołał o ziemię dla chłopów, by ją czem prędzej odebrać; obiecywał chleb, a niósł głód; zapewniał o swych pokojowych intencjach, a przyniósł pożogę wojenną; przyrzekał wolność, a wprowadził raj krat.  To nie jest sprzeczność ani ideologiczny rebus – to jest Metoda.

Polityka ukrainizacji i de-ukrainizacji nie była podyktowaną warunkami, odpowiedzią na zmienną sytuację, jak utrzymuje Applebaum, a raczej powolnym procesem wykuwania klasycznej bolszewickiej taktyki odkręcania i dokręcania śruby.  Nie inaczej było z nepem, z odwilżami, wiosnami, pierestrojkami – jak go zwał, tak go zwał – „kurtyna, kurtyna, podnosi się, opada.”

Po nepie i narodowej wiośnie, należało dokręcić śrubę.  Powoli zwiększała się władza ukraińskiego czekisty, Balickiego, powoli wykańczano nacjonalistów.  Ale zanim zaczniemy wylewać łzy, wraz z p. Sikorską, nad losem Skrypnyka, Chwilowego czy Szumskiego, warto zauważyć, że byli oni ukraińskimi nacjonał-komunistami.  Osobiście wolę pomodlić się za zapomniane ofiary głodu z zimy 1928-29, kiedy ponad 100 tysięcy ludzi zagłodzono na żyznej Ukrainie.  Applebaum nazywa to trafnie „próbą generalną”: nie nadeszła żadna pomoc dla głodujących, rekwizycje trwały nieprzerwanie i zakazano mówienia o głodzie.

Rok 1930 – marcowa gorączka

Najpierw nadszedł straszny rok 1930.  Ukraina huczała od plotek o rekwizycjach, głodzie, polskiej inwazji i powstańcach w lasach.  Tymczasem aparat Stalina przygotowywał się do ostatecznej rozprawy.  Dokonano czystki w tzw. komitetach biedniaków, które dotąd prześladowały kułaków, i stworzono organizację dwadcatpiatitysiacznikow czyli 25 tysięcy ochotników z miast, dla przeprowadzenia rozkułaczenia i forsownej kolektywizacji wsi.  Należą się autorce słowa szacunku za opis bezmyślnej brutalności i tępego okrucieństwa tych ludzi.  Przytacza także interesujące paradoksy polityki rozkułaczania.  Było np. powszechnie znanym faktem, że nikt nie szukał kułaków w Donbasie, gdzie potrzeba było dobrych robotników, więc w fabrykach i kopalniach nie pytano o pochodzenie i wielu znalazło tam chwilowe schronienie.

Dopiero w zimie 1930 dokonano skoncentrowanego ataku na kościoły na Ukrainie, gdzie cerkwie i kapliczki były nadal centrum życia wsi.  Tradycyjne rytuały życia na wsi miały semi-religijny charakter.  Zniszczenie ich, podcinało podstawy życia w każdym jego wymiarze i pozostawiało jednostkę całkowicie na pastwę państwa.  Ukraiński lud był zawsze podatny na podania o magii i najrozmaitsze kulty (wystarczy zajrzeć do Gogola!).  Rewolucja i wojna domowa były żyzną glebą dla „manii religijnych”, jak to określa autorka.  Nieludzkie postępowanie komunistów podczas kampanii rozkułaczania odnowiło powszechne przekonanie, że bolszewizm jest władzą Antychrysta.  Księża, popi i niemieccy pastorzy wyklinali bezbożników z ambon.  Odnoszę jednak wrażenie, że autorka patrzy na tych religijnych ludzi z taką samą pogardą, z jaką spoglądali na nich komsomolcy z dużych miast, jako na zacofane, ciemne masy, które trzeba oświecić.  A przecież chłopi nie bronili wówczas jakiegoś zabobonnego „folkloru” ani „egzotyki odmiennego sposobu życia”, a stawali odważnie w obronie tradycyjnej moralności, tradycyjnych, chrześcijańskich wartości, chrześcijańskiego społeczeństwa.  Applebaum z naukowym chłodem „profesora od praktyki” odrzuca niedorzeczne brednie ciemnych chłopów na temat Antychrysta – a ja stoję całym sercem po ich stronie.

Oprócz tego zgrzytu, rozdział o oporze także należy do osiągnięć książki (przywiódł mi na pamięć znakomite fragmenty na temat powstań zeków w gułagu, z pierwszej książki Applebaum).  Desperacka walka o każdą krowę, masowe ucieczki do lasów przed „nową pańszczyzną”, próby przekroczenia granicy do Polski, niekiedy rozpaczliwa walka z bronią w ręku – a w odpowiedzi masowe aresztowania i wywózki.  Od listopada 1929 do 6 lutego 1930 aresztowano 16 tysięcy ludzi, ale w następnym tygodniu już 18 tysięcy, aż na początku marca Prawda opublikowała artykuł Stalina pt. „Zawrót głowy od sukcesów”, który odniósł niezamierzone chyba przez genseka skutki.  Stalin chwalił „radykalny zwrot w stronę socjalizmu” i niezwykłe postępy kolektywizacji, ale jednocześnie, bez ironii, przypomniał kadrom, że kolektywizacja musi być dobrowolna.  Nie zamierzam polemizować z autorską interpretacją motywów Stalina, bo skutki były ciekawsze i natychmiastowe.  Odczytanie artykułu na obowiązkowych spotkaniach sielsowietów, doprowadziło do spontanicznych buntów i zamieszek w całej sowdepii, ale na Ukrainie wybuchła regularna insurekcja.  Niszczono kołchozy, atakowano, bito i mordowano aktywistów; donosicieli linczowano.  Powstanie, które przeszło do historii jako „marcowa gorączka”, znamienne było ze względu na tzw. babskie bunty, zorganizowane protesty kobiet.  Ogpu zanotowało 2 tysiące takich protestów na Ukrainie w marcu 1930.  Applebaum stawia tu jednak ważne pytanie: na ile można ufać czekistowskim archiwom?  Jak odróżnić fakt od fikcji?  Jest wiele dowodów, że Balicki „stworzył” niejedną organizację antykomunistyczną, czy nie mógł zatem sprokurować także babskich buntów?  Zachowując należny sceptycyzm wobec sowieckich źródeł, pamiętać trzeba, że mówimy o ziemiach, na których zaledwie 10 lat wcześniej toczyły się krwawe walki i gdzie panowała odwieczna tradycja oporu wobec władzy.

Applebaum opowiada o rebelii w Pawłohradzie, gdzie po egzekucji 21 przywódców Kozaków, Kyryło Szopin zorganizował autentyczne powstanie.  Powstańcy zajęli kilka wiosek i w walkach opanowali Bohdanówkę.  Wymordowali komunistów i komsomolców, zdobyli broń, ale zaniedbali przecięcia kabli telefonicznych, toteż po dwóch dniach walk zostali z łatwością otoczeni przez gepistów Balickiego.  Najlepszym dowodem na autentyczność powstania Szopina, jest zamknięty proces, w którym skazano 210 z 300 oskarżonych.  Balicki nie mógł sobie pozwolić na proces pokazowy, gdy miał do czynienia z prawdziwą kontrrewolucją.

Applebaum konkluduje, że sam proces kolektywizacji nie musiał doprowadzić do klęski głodu, ale zastosowane metody musiały z konieczności mieć potworne skutki.  Nie jestem tym przekonany.  Brutalność metod była nieodzowna co najmniej z dwóch powodów.  Przede wszystkim ze względu na nieunikniony opór, ale po drugie, jak już podkreślałem wielokrotnie, ponieważ celem było tu wyniszczenie całej klasy społecznej.  Wobec takiego celu, kolektywizacja musiała doprowadzić do głodu na wielką skalę, niezależnie od zastosowanych metod (choć trudno wyobrazić sobie inne).

Pomimo głodu, eksport zboża nie ustawał

Po znakomitych opisach oporu, następuje rozdział pod dziwnym tytułem „Porażka kolektywizacji” (Collectivisation fails, 1931-32).  Autorka zdaje się sugerować, że porażką nowego systemu była zmniejszona produkcja zboża.  Ale jednocześnie sama wskazuje, że eksport ziarna z sowietów stale wzrastał, a sprzedaż do Niemiec potroiła się w latach 1929-31.  Takie drobiazgi jak zmniejszona produkcja, braki na rynku czy wręcz głód, nie mąciły sumienia socjalistycznych eksporterów.  Partyjni kacykowie na Ukrainie i pracownicy polskiego konsulatu, byli zgodni w ocenie nadchodzącej klęski, ale w Moskwie nikt nie chciał słyszeć o głodzie.  Aż wreszcie w kwietniu 1932, w odpowiedzi na nieznany raport, Stalin zadał druzgocące pytanie swoim wasalom: „Na podstawie nadesłanego materiału, można by sądzić, że w niektórych rejonach Ukrainy władza sowiecka przestała istnieć.  Czy tak jest w istocie?”  Cokolwiek go sprowokowało – listy błagalne o pomoc czy raporty o nastrojach kontrrewolucyjnych – Stalin wycofał od tego momentu wszelką pomoc dla Ukrainy.  W lecie tegoż roku, „posunięcia, które mogły były zapobiec masowemu głodowi na Ukrainie, zostały po cichu porzucone”.  Zamiast pomocy zobowiązano członków partii do „mobilizacji w celu ożywienia kołchozów i zwiększenia dostaw ziarna”.  Jedyny sposób na zwiększenie dostaw zboża z regionu cierpiącego na niedożywienie, to zarekwirować każde ziarenko, łącznie z zapasami i ziarnem siewnym, i zagłodziwszy ludzi na śmierć – zniszczyć wszelką możliwość oporu.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/01/04/glod-wiedzy-o-holodomorze-czyli-pani-applebaum-w-pietke-goni-ii/
Kategorie: Głód wiedzy o Hołodomorze, Michał Bąkowski, Ukraina
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/01/04/glod-wiedzy-o-holodomorze-czyli-pani-applebaum-w-pietke-goni-ii/