Zamknij
Michał Bąkowski

Towarzysz Corbyn

3 czerwca 2017 |Lewa wolna nad Tamizą, Michał Bąkowski, Polemiki i wątki, Świat na haku i pod kluczem
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/06/03/towarzysz-corbyn/

Jeremy Corbyn jest zazwyczaj przedstawiany jako postać komiczna.  Jako karykaturalna kukła z innych czasów, jako błogosławieństwo zesłane pobożnym Torysom, żeby skazać Lejburzystów na wyborczą zagładę i wieczne zapomnienie, jako oszalały kapitan tonącego kutra z wybałuszonymi, niewidzącymi ślepiami.  Przyznajmy, Corbyn jest rzeczywiście pocieszną postacią rodem z jarmarcznego przedstawienia, i łatwo się śmiać z jego niechlujnego wyglądu i z idiotycznych poglądów, ze sposobu mówienia czy z powoływania się w parlamencie na wymyślone postacie, które rzekomo błagać go miały, żeby zadał jakieś kolejne, niemądre pytanie, ni przypiął, ni przyłatał.  Odkąd wybrany został liderem partii, Corbyn poddawany jest każdego tygodnia rytualnemu upokorzeniu podczas sesji parlamentarnych pytań do premiera.  David Cameron otwarcie się z niego nabijał i nawet drętwa Teresa May potrafi naigrawać się z niego.  Od prawie dwóch lat media brytyjskie dworują sobie unisono z propozycji politycznych Corbyna: renacjonalizacja, podniesienie podatków, podwyżki dla pracowników państwowych, zwiększenie emerytur, rent, zasiłków (jak gdyby za mało było w Zjednoczonym Królestwie rodzin, w których nikt nie pracował od pokoleń) i bezpłatne wszystko.  Równie głośno natrząsano się z wyciągniętych z archiwów zapisów przemówień wygłaszanych przez Corbyna w czasie jego długoletniej kariery politycznego agitatora.  Domagał się jednostronnego rozbrojenia, wystąpienia z NATO i rozwiązania armii, a jednocześnie aktywnie popierał wszystkie możliwe organizacje terrorystyczne od Fatah i IRA, do Hezbollah i Hamas.  Ostatnio zdołał nawet zaproponować nawiązanie rozmów z państwem islamskim. 

Cała ta lista jest zaiste paradna, głównie dlatego, że bierze całkowity rozbrat z rzeczywistością.  W pierwszym rzędzie, z ekonomicznymi realiami Wielkiej Brytanii w drugiej dekadzie XXI wieku.  Zadłużenie państwa jest ogromne (choć niższe niż we Francji czy w Stanach Zjednoczonych) i jedynie niska stopa procentowa chroni państwo przed bankructwem.  Jedna z niewielu rzeczy, jakiej możemy być pewni, to że oprocentowanie pożyczek poszłoby gwałtownie w górę w wypadku zwycięstwa wyborczego Corbyna.  Ale ważniejsze wydaje się krytykom, że Corbyn nie ma żadnego wyczucia dla brytyjskich wyborców, którzy są rzekomo „konserwatywni przez małe ‘k’”, są głęboko nacjonalistyczni i nie lubią zmian.  Czy zatem taki człowiek może wygrać wybory w Wielkiej Brytanii?  Nie mam wiele szacunku dla żadnego elektoratu na świecie, ale wybór Corbyna nie jest chyba możliwy?

W moim przekonaniu Torysi wygrają wybory 8 czerwca z podniesioną większością parlamentarną, pomimo narastających ostatnio alarmistycznych raportów, że Corbyn może wygrać.  A kiedy korbyniści przegrają z kretesem, to przecież dobra socjaldemokracja starej partii Tony Blaira przejmie na nowo władzę wśród Lejburzystów i wszystko wróci do uroczej normy, w której nie ma wielkiej różnicy między stronnictwami, a kłócić się trzeba tylko o szczegóły, czyż nie?

Chyba nie.

Zaryzykuję następującą tezę.  Corbyn nie pragnie wcale wygrać czerwcowych wyborów parlamentarnych.  Nie zamierza także ustąpić po przegranej kampanii, jak to mają w zwyczaju „burżuje z burżuazyjnych partii”.  Jego przeciwnicy w partii Pracy są świadomi, że przejął kontrolę nad partyjnym aparatem lejburzystów na tyle skutecznie, że żaden wewnątrzpartyjny pucz nie ma szans odebrać mu władzy.  Ale dlaczego miałby nie chcieć wygrać wyborów?  Czyż nie ma w tym sprzeczności?  Jak można nie pragnąć wyborczego triumfu i pozostać przywódcą partii?  Tak jest, ponieważ Jeremy Corbyn jest komunistą.

Kilka tygodni temu, 1 maja, na placu Trafalgar w centrum Londynu, pod kolumną Nelsona, odbyła się manifestacja z okazji międzynarodowego dnia pracy.  Wystąpił towarzysz John McDonnell, a nad trybuną powiewały flagi.  Warto im się przyjrzeć.  Na przykład tu: https://www.youtube.com/watch?v=bZtYC-mtkoQ  Były tam czerwone flagi z gwiazdą, sierpem i młotem, była także flaga partii Ba’ath, komunistycznej jaczejki założonej w Iraku i Syrii po II wojnie, pod egidą Stalina, której najsławniejszymi przywódcami byli Hafez Assad i Saddam Hussein.  Tow. McDonnell jest Kanclerzem, czyli ministrem finansów, w lejburzystowskim gabinecie cieni.  Jest to inteligentny i oczytany człowiek, przyznaje się otwarcie do bardzo różnorodnych myślicieli, którzy ukształtowali jego poglądy polityczne, a mianowicie: do Marksa, Lenina i Trockiego.

Skrajna lewica w Wielkiej Brytanii podzielona była od lat na zwalczające się wzajemnie frakcje, trockistowskie, stalinowskie, maoistowskie i z pewnością jeszcze inne, ale śledzenie różnic między nimi przekracza możliwości intelektualne niżej podpisanego.  Łączyła te wszystkie odłamy jedna myśl: przejąć władzę nad partią lejburzystowską.  Koncepcję tę nazywają otwarcie mianem „entryism” (nieprzetłumaczalny termin, który oznacza wejście do partii z zamiarem zmienienia jej od wewnątrz, a sens jego oddaje najpełniej słowo „infiltracja”).  Nie będzie wielką niespodzianką, że taktyka ta została wprowadzona w życie po raz pierwszy przez Trockiego w latach 30. we Francji.

Ale na co starym dobrym trockistom potrzebne być Liderem Opozycji Jej Królewskiej Mości albo Kanclerzem w Gabinecie Cieni?  Czyż takie pozycje nie powinny obrażać pryncypialnych bolszewików?  Plwać im na parlamentarny proces, plwać na burżujskie przepychanki i zewnętrzne formy uprzejmości, rządzące Izbą Gmin w Westminsterze.  Oni chcą zmienić świat, a nie uprzejmie się kłaniać wrogom klasowym.  A czy można świat zmienić przy pomocy parlamentarnego systemu?  Nie można.  Ich celem jest stworzenie ruchu politycznego, w którym aktywiści zaangażowani będą w nieustanną walkę klasową, zwłaszcza w postaci bezpośrednich działań (direct action).

Zwycięstwo w demokratycznych wyborach doprowadziłoby tylko do kompromitacji Corbyna, McDonnella i ich bandy wesołków, a co za tym idzie, porażki w następnych wyborach.  Nie.  Oni wolą przegrać wybory, by móc tym głośniej krzyczeć, że system jest nieuczciwy, że jest manipulowany i zaryglowany na amen, w taki sposób, by nie dopuścić do głosu woli ludu.  A wolę ludu reprezentują oni.  Znamy ten mechanizm doskonale, bo od Lenina począwszy, wszyscy komuniści na świecie, nigdy i nigdzie nie zamierzają się bawić w politykę, tylko zdobyć i utrzymać władzę.  Kiedy zdobywają władzę, to nagle najwięksi pacyfiści, jak Trocki na przykład, przeistaczają się prędko w krwiożerczych założycieli czerwonych armii.

Do czego jest więc im potrzebna teraźniejsza zabawa w gabinety cieni i w starożytne rytuały?  Lenin nigdy nie poddał się regułom burżuazyjnych gier.  Ani Mao.  Trocki z pogardą odrzucał parlamentarne machlojki.  Stalin też.  Czyżby więc ich brytyjscy uczniowie nie dorośli do ideałów swych krwawych poprzedników?

W moim przekonaniu, Corbyn i McDonnell godzą się na uczestniczenie w demokratycznej szaradzie z dwóch powodów.  Po pierwsze, dla pieniędzy.  Nie zamierzam im wcale zarzucać, że są szampańskimi socjalistami, którzy kryjąc się za pięknymi słówkami o równości, zbijają ciężkie pieniądze, jak to na przykład robi Tony Blair.  Nie sądzę, żeby dzisiejsi wodzowie Lejburzystów należeli do tej kategorii polityków.  To nie są Dantonowie, to są bracia Robespierre.  Pieniądze nie są im potrzebne dla wygodnego życia, ale dla rozwinięcia szerszej i bardziej skutecznej akcji propagandowej.

W systemie brytyjskim, partie polityczne nie są utrzymywane z pieniędzy podatników.  Torysi czerpią dochody z donacji bogatych ludzi i cierpią, gdy im się zarzuca, że są partią bogaczy.  Partia Pracy utrzymuje się głównie z dotacji związkowych i cierpi, gdy się ją nazywa utrzymanką związkowców.  Skrajnie lewicowe ugrupowania zawsze i wszędzie cierpią na brak funduszy, i w Zjednoczonym Królestwie nie jest inaczej.  Przejęcie władzy w partii miało więc ogromne znaczenie dla Corbyna i spółki.  Ale na tym sprawa pieniędzy się nie kończy.  Otóż partie opozycyjne otrzymują w tym systemie ograniczone dotacje państwowe, tzw. Short Money, na rzecz swej działalności parlamentarnej.  Lejburzyści dostają sześć milionów funtów rocznie plus pensje dla członków gabinetu cieni.  Corbyn i McDonnell nigdy dotąd nie mieli dostępu do takich sum, a teraz mogą wykorzystać część tych funduszy dla finansowania swej „entrystycznej” organizacji o nazwie „Momentum”.

Drugi powód, dla którego korbyniści będą się trzymali Opozycji Jej Królewskiej Mości jest jeszcze bardziej cyniczny i pragmatyczny, a przez to jeszcze bardziej leninowski.  Zarówno Corbyn jak McDonnell zaangażowani są w politykę od dziesięcioleci.  Od dawna opowiadają te same głodne kawałki, bryzgają tą samą nienawiścią, chlustają nonsensem i rozmazują absurdem.  Ale nikt dotąd nie zwracał na nich uwagi.  Przemawiali przez lata w małych salkach, do trzech pijaków i dwóch krzeseł z powyłamywanymi nogami.  Aż tu nagle, pomimo otwartej wrogości wobec korbynistów ze strony mediów, są zapraszani do programów telewizyjnych i radiowych, wypowiadają się wobec milionowych rzesz.  Tak zwana „młodzież” ze zdziwieniem znajduje, że jest w zgodzie ze starymi bolszewikami.  To co, że są wyszydzani?  To co, że sami się ośmieszają swą niekompetencją?  Lenin też był wyśmiewany.  Z Mao także się śmiano do rozpuku.  Ale tylko do czasu.

Jakże się śmiać, gdy człowiekowi wybito zęby?  Tylko nielicznych bawią makabrycznie wyszczerzone zęby trupa powieszonego na latarni.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/06/03/towarzysz-corbyn/
Kategorie: Lewa wolna nad Tamizą, Michał Bąkowski, Polemiki i wątki, Świat na haku i pod kluczem
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/06/03/towarzysz-corbyn/