Geopolityczny punkt wyjścia i narodowy grób pamięci
Marność dzisiejszej literatury polskiej przejawia się między innymi w tym, że w „przebudowanej” Polsce ludowej, wykreowanym przez komunistów tworze uważanym powszechnie za wolną Polskę, pomimo zaistniałych ku temu możliwości, nie ukazała się ani jedna powieść, mająca za swoich bohaterów tych, którzy w trakcie i po zniewoleniu naszego kraju przez bolszewików od początku postanowili z nimi otwarcie i konsekwentnie walczyć. Nie dali się nabrać na dezinformację oraz podstęp i postanowili czynnie przeciwstawić się komunizmowi. Pragnęli go pokonać i wymierzać bolszewikom sprawiedliwość za zniewolenie milionów ludzi. Dziś, nareszcie możemy przeczytać dwie powieści, które taką postawę przedstawiają jako właściwy wybór oparty na poszukiwaniu prawdy. Dwie mądre książki.
„Punkt Lagrange’a”
Myślę, że każdy kto zapoznał się z treścią artykułów zamieszczonych na witrynie internetowej Wydawnictwa Podziemnego rozważał syntetyczne ujęcie zawartych w nich informacji, hipotez oraz opinii dotyczących bolszewizmu. Zastanawiał się, czy są one uzasadnione, czy mają przymioty realizmu, czy są logicznie spójne oraz w jaki scenariusz wydarzeń mogą się razem ułożyć. Wreszcie, także nad tym, jakie z nich można wysnuć wnioski.
Jeśli ktoś a priori podchodzi do tych kwestii negatywnie lub sceptycznie, to warto, aby się zastanowił nad odpowiedzią na pytanie: czy ignorowanie pewnych informacji dlatego, że aktualnie nie pasują do jego punktu widzenia, pozwoli mu zrozumieć istotę zagadnienia? Punkt widzenia nie jest przecież stały, powinien ulegać zmianie w miarę poznawanej wiedzy. Czy nie powinniśmy poszerzać swoich horyzontów poznawczych? Czy na przykład, ignorując „1984” George’a Orwella zrozumiemy mechanizm totalnego zniewolenia? Powieść ta jest syntezą doświadczeń i wiedzy autora na ten temat, a trafność jego opisu potwierdziło i potwierdza życie.
Również w formie powieści ukazała się niedawno książka, która jest próbą literackiego ujęcia doświadczeń i wiedzy z ostatnich 30 lat bolszewickiego panowania nad naszą ojczyzną, próbą nie tylko opisania ich, lecz również udowodnienia, że bolszewikom można się skutecznie przeciwstawić, jeśli się tego naprawdę chce. Jest nią „Punkt Lagrange’a” autorstwa Jacka Szczyrby.
Mam za sobą dostatecznie dużo lat życia w peerelu (w Warszawie, która stanowi znaczącą scenę powieści), aby móc potwierdzić przedstawione przez autora wydarzenia i zjawiska. Powieść Jacka Szczyrby jest na wskroś realistyczna, sceneria odpowiada prawdzie, a zdarzenia i postaci są bardzo wiarygodne. Na tyle, że ów realizm wydaje mi się wynikać z własnych przeżyć autora. Lektura powieści wciąga nie tylko dlatego, że jej akcja jest dynamiczna i w wielu miejscach nieszablonowa, co jest wielkim atutem, lecz przede wszystkim dzięki jej autentyzmowi. Józef Mackiewicz uważał, że tylko to jest interesujące, co jest prawdziwe i powieść Jacka Szczyrby jest tego kolejnym potwierdzeniem.
Postaci, zdarzenia i miejsca w „Punkcie Lagrange’a”, to jedno, a czym innym jest, że w książce znakomicie została zobrazowana strategia działania bolszewików. Nie realizują jej oni w sposób tajny. Jest dobrze widoczna dla każdego, kto zechce się jej dokładniej przyjrzeć, a w powieści Jacka Szczyrby symbolicznie opisuje ją bolszewik-czekista, dla którego stanowi zadanie do wykonania. Chociaż bolszewicy nierzadko otwarcie mówią o swoich celach, a ich strategii nie skrywa zasłona tajemnicy, jak dotąd mało która z przyszłych ofiar bolszewizmu zechciała uznać go za śmiertelne zagrożenie dla siebie, najczęściej kojarząc je z rosyjskim zagrożeniem imperialnym. Gdy zaś już stała się jego ofiarą, wolała mamić się mirażem „ludzkiej twarzy socjalizmu”, niż przyjąć postawę zdecydowanego i konsekwentnego sprzeciwu. I chociaż bolszewicy ani nie są geniuszami, ani nie mają innych cech, które wyróżniałyby ich ponad przeciętną (są raczej poniżej przeciętnej: działają szablonowo i popełniają błędy), to w stosunku do tych, nad którymi chcą mieć lub mają władzę, łatwo udaje się im swoje cele realizować. Wykorzystują słabe strony przeciwnika (np. jego pacyfizm), jego polityczne skłonności (np. nacjonalizm) oraz dezinformują go (np. „ewolucją komunizmu”), a on zwykle ulega im bez stawiania poważniejszego oporu. Obydwa motto powieści doskonale oddają ten stan rzeczy. Zarówno pierwsze, autorstwa Sun Tzu („Sztuka Wojny”), które mówi, że szczytem jest zwycięstwo osiągnięte bez potrzeby walki, jak i drugie autorstwa Jurija Bezmienowa („List miłosny do Ameryki”), które uświadamia wolnemu światu, że bolszewicy prowadzą z nim tego typu wojnę oraz ukazuje jej oblicza.
Konkretną treść powieści, jak również dokładne zapoznanie się z zaprezentowanym przez jej autora opisem bolszewickiej strategii, pozostawiam czytelnikowi. Pozwolę sobie tylko na jedną uwagę. Na kartach powieści, do pojęcia Punktu Lagrange’a autor odnosi umiejscowienie naszego kraju w przestrzeni geopolitycznej rywalizacji współczesnych mocarstw (jakkolwiek nie robi tego słowami głównego bohatera, lecz jego śmiertelnego wroga – bolszewika). Ponieważ zdefiniowany w astrofizyce punkt Lagrange’a (punkt libracyjny), jest miejscem przestrzeni, w którym siły grawitacyjne dwóch ciał równoważą się (znoszą), co umożliwia bardzo małemu wobec nich, trzeciemu ciału pozostawać w tym układzie w stanie spoczynku, mogłoby dla kogoś stąd wynikać, że Ameryka pragnie mieć znaczący wpływ na to, co się w naszym kraju i z nim dzieje, że jej politycznym elitom zależy dziś na wolnej Polsce. Czy jednak naprawdę tak jest? Przede wszystkim weźmy pod uwagę fakt, że Stany Zjednoczone rządzone wówczas przez prezydenta Reagana – w powszechnym odbiorze antykomunistę – i wypromowanego przezeń jego następcę, bez istotnych sporów i dyskusji za to z głośnym aplauzem, zaaprobowały sowiecką pierestrojkę (wcześniej komunistyczno-chińską „przemianę” gospodarczą), a wkrótce potem jej peerelowską odmianę oraz wszystkie pozostałe. Zdecydowanie wsparły przy tym działania bolszewików, które posłużyły dezinformacji zniewolonych przez nich narodów, a polegały na stworzeniu pozorów w miejsce rzeczywistej wolności. W interesie Stanów Zjednoczonych był zatem taki właśnie stan rzeczy, a nie rzeczywiste zniszczenie komunizmu na świecie, w tym w naszym kraju. Dziś, gdy pierestrojka stała się faktem dokonanym, a same USA w ogromnym stopniu ulegają bolszewickiej zarazie, tym bardziej nie powinniśmy oczekiwać zmiany ich polityki na inną. Zaangażowanie amerykańskie w naszym kraju jest, w relacji do innych, niewielkie i ma przede wszystkim wymiar gospodarczy. Sądzę, że jest to bardzo odległe od chęci zapewnienia tu politycznej równowagi sił. Przy tym wszystkim, same USA są przedmiotem zmasowanego ataku ze strony bolszewików u siebie i na świecie. Nie podejmują zdecydowanej obrony, nie mówiąc już o kontrofensywie. Wydarzenia ostatnich lat oraz bieżący rozwój wypadków, pokazują, że Amerykanie nie mają woli, by otwarcie i skutecznie przeciwstawiać się bolszewikom poza swoimi granicami. Nie mają woli przeciwstawiać się im nawet u siebie, bowiem sami ulegają coraz bardziej bolszewickim trendom. Ponieważ nie dążą do utrzymania równowagi sił tam, gdzie ona wcześniej istniała, nie sądzę, aby chcieli zmieniać swoje podejście do Europy Środkowo-Wschodniej. Odpowiada im status quo, stan jaki tu wytworzyli bolszewicy i korzystanie z możliwości, jakie od nich uzyskali wspierając pierestrojkę.
Peerel należy do bolszewików, jest ich wytworem. Jego przynależność do Sojuszu Północnoatlantyckiego wprowadza jeszcze jeden znaczący składnik dezinformacji. Pozwala on bolszewikom jeszcze bardziej przekonać Polaków do tezy, że żyją w wolnym kraju. NATO w oczywisty sposób nie jest już tym samym, czym było przed pierestrojką. Jej ostrze w wielkiej mierze skierowane zostało przeciw sojuszowi i w efekcie tego bardzo się on zmienił. Po swojej transformacji, pakt atlantycki jest dziś siłą stricte polityczną, wewnątrz której toczy się rozgrywka pomiędzy jej uczestnikami. Militarne znaczenie NATO jest pozorne (mają je USA, lecz swojej siły używają indywidualnie i tylko w swoim interesie), a ciągłe propagandowe ataki bolszewików na sojusz mają za cel jeszcze bardziej go „zmiękczyć”. Przy tym wszystkim sami bolszewicy zajmują dziś w jego instytucjach wiele kluczowych pozycji. Do sojuszu należą obecnie niemal wszystkie europejskie, „przebudowane” kraje komunistyczne wraz z ich odpowiednio wcześniej wyszkolonymi kadrami i służbami wojskowymi, zaś czekiści władający w Moskwie, mają przyznany specjalny status.
Wszystko to łącznie, moim zdaniem, nie daje podstaw do twierdzenia, że USA lub komukolwiek innemu zależy dziś na wolności naszego kraju oraz że ktokolwiek, poza bolszewikami, chce wpływać na jego położenie w geopolityce, starając się przyciągnąć go do siebie. Jesteśmy więc w punkcie przestrzeni, gdzie skupiają się siły mocarstw, lecz nie jesteśmy w geopolitycznym „zawieszeniu”. Wciąż pozostajemy na bolszewickiej orbicie. Wniosek końcowy z moich uwag jest taki, że chcąc pokonać bolszewików, nie powinniśmy liczyć na innych. Powinniśmy polegać przede wszystkim na sobie i na wszystkich tych, którzy szczerze tego pragną, niezależnie od tego jakiej są narodowości. Potwierdzają mi to słowa jednej z postaci z powieści Jacka Szczyrby, wypowiedziane w jej, nie mniej realistycznym, epilogu:
My wszyscy tu jedną niedolę cierpimy, nie rozróżnić kto bardziej ukrzywdzony. Polak, Rusek, my wszyscy ofiary tej samej zarazy.
Dobrze powiedziane, prawda? Dla mnie „Punkt Lagrange’a” to punkt wyjścia.
*
Ostatni istotny okres oporu wobec komunizmu miał miejsce po wprowadzeniu w peerelu stanu wojennego a jego najbardziej radykalnym i znaczącym przejawem była Solidarność Walcząca. W owym czasie Polacy przejawiali jeszcze wolę pokonania komunizmu. Jakkolwiek nie była ona przeważająca, starano się jednak mu przeciwstawić i poznać jego mechanizmy, aby skutecznie z nim walczyć. Zmieniło się to diametralnie w wyniku bolszewickiej prowokacji „okrągłego stołu” i jej następstw. Chociaż nie brakowało takich, którzy głośno przed nią przestrzegali, także SW wkrótce zaniechała oporu. Jej założyciel i przywódca wziął udział w „wyborach” do instytucji okrągłostołowego tworu, jednocześnie głosząc, że jest w opozycji do tegoż „okrągłego stołu”. Celem uzasadnienia tego sofizmatu, uznano głoszoną przez bolszewików i ich agenturę wpływu tezę, że komunizm w peerelu upadł na skutek własnej słabości i niewydolności. Nie dyskutowano zasadniczo tej kwestii, nie analizowano faktów i nie zastanawiano się nad możliwością przeprowadzania przez bolszewików operacji wzorowanej na leninowskim NEP-ie, której celem jest dostosowanie się do powstałych na świecie warunków, aby wzmocnić bolszewizm i powiększyć jego zdobycze. Tym samym Polacy powszechnie przyjęli dezinformację za rzeczywistość i stawiany przez nich opór wobec bolszewizmu całkowicie zanikł. Wkrótce przestano dostrzegać w bolszewizmie zagrożenie dla siebie i dla świata, zamiast tego najczęściej zmieniając optykę na narodowo-patriotyczną, w której zagrożeniem są zawsze narody i państwa a nie totalna władza. Niemało Polaków zrezygnowało z oporu także w wyniku rozczarowania postawą swoich elit, co również jest wielkim sukcesem bolszewików.
Dziś, wobec braku alternatywy politycznej dla pierestrojkowej kontynuacji peerelu, zdecydowaną większość Polaków interesuje jedynie bezrefleksyjne hic et nunc. Fatalna fikcja rozprzestrzeniła się na wszystkich. W surrealistycznej atmosferze powszechnego zakłamania dominuje zabawa i „robienie” interesów (drobnych, bo te duże są w gestii bolszewików i ich zaufanych), co także zostało świetnie sportretowane przez Jacka Szczyrbę w jego powieści.
Oczywistym jest, że bez znajomości faktycznego stanu rzeczy nie można podejmować jakichkolwiek sensownych działań. Nawet najbardziej gorzka wiedza jest więc lepsza od żadnej wiedzy albo od fałszu. Polskie elity patriotyczno-narodowe (zwące się jeszcze niekiedy także antykomunistycznymi i/lub niepodległościowymi) nie tylko nie starają się wytłumaczyć Polakom istoty rzeczy, ale same pogrążają się w myśleniu życzeniowym. Do tego stopnia, że czynnie podtrzymują system władzy w peerelu, osobiście uczestnicząc w jego instytucjach i nakłaniając pozostałych do udziału w jego „wyborach” bez możliwości realnego wpływu na jego istotę. Ma to katastrofalne skutki dla nowych pokoleń oraz dla sprawy wolności naszego kraju i innych krajów. Obecnie, większość naszych rodaków, którzy określają się jako antykomuniści, w tym wielu niegdysiejszych aktywnych przeciwników komunizmu, dostępną im wiedzę o bolszewizmie ignoruje lub traktuje wybiórczo. Według nich komunizm w naszym kraju już upadł, Polska odzyskała niepodległość, a Polacy są wolni. Problemem jest co najwyżej „postkomunizm”, zagrożenie zupełnie innego rodzaju, które można zlikwidować lub zneutralizować. Nie chcą więc przyjąć do wiadomości tego, co wynika z doktryny oraz z praktyki bolszewizmu od chwili jego zaistnienia na świecie: dostosowywania się bolszewików do bieżących warunków, stosowania przez nich podstępu i prowokacji oraz możliwości zmiany „skóry” ich systemu władzy, bez zmiany jego istoty i celów. Okrągłostołowy „ustrój” stworzony przez komunistów widzą jedynie powierzchownie i o ile ma on związek z kwestią narodowo-patriotyczną, natomiast jego istotę ignorują. W rezultacie, w ostatnim czasie, dla niektórych z nich nawet „postkomunizm” się skończył w wyniku kolejnych peerelowskich „wyborów”. Dla nich były to bowiem wolne wybory w wolnej Polsce. Przy tym wszystkim są wśród nich tacy, którzy dodatkowo uważają się za autentycznych realistów i takimi się publicznie ogłaszają. Tymczasem rzeczywistość peerelowską zastępują przez wishful thinking, a efektem takiej ich postawy jest jedynie uwiarygodnianie i przedłużanie trwania bolszewizmu oraz ciągłe wzmacnianie go w naszym kraju.
Jacek Szczyrba nie jest, na szczęście, osobą, która do opisanego powyżej kręgu chciałaby należeć. Ze swojej wiedzy i talentu robi użytek w postaci świetnej powieści (swoją drogą jest ona znakomitym materiałem na film!), dążąc do przekonania nas, abyśmy przyjęli rzeczywistą postawę antybolszewicką. Prezentuje scenariusz, w którym skuteczna walka z bolszewikami jest możliwa. Pokazuje, że z góry skazanej na klęskę postawie polrealistycznej można przeciwstawić realną alternatywę. Jest nią postawa integralnego sprzeciwu wobec bolszewizmu i rzeczywistej chęci pokonania go. W postawie tej nie ma miejsca na poddanie się prądom czy nakazom środowiska oraz na oszukiwanie siebie i innych. Brak tej postawy wśród Polaków oraz na świecie poskutkuje tym, że bolszewicy osiągną swoje cele, jakimi są totalna władza i sowietyzacja ludzkości. I choć epilog powieści jest przygnębiający i smutny, autorowi „Punktu Lagrange’a” należą się za ten przekaz słowa wdzięczności. Jest to jego debiut literacki – debiut znakomity. Tę książkę koniecznie trzeba przeczytać!
„1946”
Rok 1946 był dla świata rokiem przełomowym (w Internecie znalazłem informację o opisującej to, innej książce o tym tytule*). W tym właśnie czasie, zwycięskie w wojnie z narodowo-socjalistycznymi Niemcami wolne kraje świata, w sojuszu z jeszcze bardziej im wrogim Związkiem Sowieckim, zaakceptowały ostatecznie stan zniewolenia przez bolszewików połowy kontynentu europejskiego (skonstatował to wówczas nie kto inny jak Winston Churchill 5 marca 1946 w swojej słynnej mowie), co pozwoliło sowietom na dalsze szerzenie bolszewizmu w innych częściach globu. Ten sam rok, w nie mniejszym stopniu, był przełomowym również dla Polaków pod nową, o wiele bardziej niszczycielską, komunistyczną okupacją. Nasze państwo przestało definitywnie istnieć, zastąpione komunistycznym tworem z polskimi bolszewikami u władzy. Co gorsza, doszło wtedy do zaakceptowania tego faktu przez większość narodu pod, nie tylko mikołajczykowskim, przewodem. Nieliczni antybolszewicy, którzy walczyli, ponieważ uważali, że komunizm jest śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla Polaków, ale dla całej ludzkości, mogli już tylko, jak to ujął Poeta, „dać świadectwo”.
Bohater powieści Józefa Mackiewicza „Nie trzeba głośno mówić”, Henryk, zdecydował się opuścić ojczyznę w chwili, gdy śmiertelny wróg – sowieci – zniewalali ją z pomocą żołnierzy polskiego podziemia, dla którego przywództwa był to „sojusznik naszych sojuszników”. Henryk przyłączył się do żołnierzy V Brygady Wileńskiej, którzy chcieli z bolszewikami walczyć, a nie im pomagać. Historia dopisała dla nich ciąg dalszy. To żołnierze „Łupaszki” są bohaterami powieści „1946”.
Opisane w niej zdarzenia miały miejsce w tytułowym roku, choć w niektórych miejscach wykraczają poza ten czas. Dzięki precyzji ich opisu i dbałości o szczegóły scenerii, w której mają miejsce, „1946” jest powieścią nie mniej realistyczną, niż przedstawiona przeze mnie wcześniej. W tym sensie, nie mniej mackiewiczowską. Postaci są z krwi i kości, zaś niektóre z nich to autentyczne postaci historyczne. Antybolszewickie poglądy i postawy ludzi tej miary co profesor Marian Zdziechowski, pułkownik Wacław Lipiński czy Sergiusz Piasecki nie są powszechnie znane i nie są doceniane. Szczególnie znaczące są tu poglądy pierwszego z nich. Profesor Zdziechowski, na długo przed wojną, głośno przestrzegał przed bolszewizmem oraz wzywał do przeciwstawienia się mu**. Został jednak przez elity państwa zignorowany, a po latach nieomal zapomniany. Z kolei pułkownik Lipiński, od kiedy bolszewicy zaczęli bezpośrednio zagrażać Polsce, starał się zorganizować Polaków celem przeciwstawienia się im. Niestety, nie udało mu się tego dokonać. Polacy nie wsparli nielicznych antybolszewików, poparli za to licznych komunistycznych poputczyków.
Choć nazwiska Danuty Siedzikówny „Inki” i Zdzisława Badochy „Żelaznego” są dziś znane w środowisku patriotycznym, niewielu kojarzy ich postaci z czystą postawą antybolszewicką, są raczej bohaterami narodowej sprawy. To, jakimi byli ludźmi, nie zajmuje wielkiej uwagi patriotów i narodowców. To, o czym mogli myśleć przed śmiercią czy w chwili śmierci, dużo mniejszą. To, dlaczego zdecydowali się walczyć z bolszewikami, nie zajmuje w istocie żadnej uwagi. Autor „1946” bardzo sugestywnie i realistycznie przybliża te kwestie. Jego powieść zadedykowana jest właśnie „Ince”, tej która „zachowała się jak trzeba”, pozostając dobrą i niewinną do śmierci.
Esencję powieści stanowią rozważania autora dotyczące sensu i znaczenia sprzeciwu wobec bolszewickiej zarazy, a także postaw wobec niej. Lektura tych fragmentów wymaga nie tylko skupienia, ale także głębszego przemyślenia. Jest tego warta, bo pomoże zrozumieć przesłanie powieści, w którym jest miejsce na sprawę znaczniejszą niż sprawa polska, na Universum. Jest przesłaniem uniwersalnym, ponieważ bolszewizm nie jest jedynie zagrożeniem dla takiego czy innego narodu, lecz zagrożeniem dla całej ludzkości, dla naszej cywilizacji. Aby to zrozumieć, należy cofnąć się do jej źródeł i autor tam właśnie nas kieruje. Sam z determinacją poszukuje prawdy, głośno rozmyśla, a to oznacza, że godzi się na wszelką dyskusję. Dyskusja bowiem (sądzę, że przede wszystkim ta we własnych myślach), wybitnie sprzyja poszukiwaniu prawdy, zaś dobre lektury temu właśnie służą. Odkładając na bok tezę, że Historia jest nauczycielką życia, czy nie jest prawdą, że bywa ona autorką najciekawszych książek? Powieść kończą, kruszące lód dźwięki fortepianu.
*
Dlaczego tych, którzy walczyli z bolszewikami, przeciwko ich anty-cywilizacji, nazywa się dziś „żołnierzami wyklętymi”? Mówi się o nich, łącząc z tymi, którzy do bolszewików strzelali z innych powodów i po ekshumacji do narodowej pamięci, wszystkich wrzuca się z powrotem do jednego „grobu pamięci”. Tym drugim chwała za to, że z bolszewikami ostatecznie walczyli, lecz czyja postawa i motywacja powinna być nam bliższa? Czyja jest ważniejsza? Czy nie zrównuje się ich wszystkich ze sobą po to, aby pomniejszyć znaczenie postawy tych, którzy chcieli bolszewizm pokonać, walcząc z nim nie tylko w imię Polski, ale w imię całej ludzkości? Czy Polacy nie nazywają ich mianem wyklętych dlatego, że sami wykluczyli ich ze swojej tożsamości, gdy po ostatnim z nich „został na zawsze żółtawy mocz i ten trop wilczy”? Tak bowiem okazało się dla narodu wygodniej i bezpieczniej, co wkrótce potem potwierdziło się w wezwaniu jego duchowego przywództwa do powszechnego, modlitewnego śpiewu „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie” w odniesieniu do peerelu. Dziś, ten sam naród powołuje się na tych żołnierzy, aby uzasadnić swoją akceptację pierestrojkowego tworu i nazywanie go „wolną Polską”, tym samym ostatecznie grzebiąc ich czyny i motywy. Odnalezieni, uroczyście ekshumowani, ich szczątki powiezione na lawetach celem uroczystego pochówku, a wokół ich grobów nie tyle pełno pomników ich wrogów bolszewików (w istocie ich tam nie brakuje!), co pełno zakłamania. Czy dlatego chowa się ich uroczyście wśród bezbożnych katów, że po śmierci wszyscy jesteśmy równi przed Bogiem, czy też tak wygląda dziś polska pamięć i nasza rzeczywistość? Czy nie robi się tego z tej przyczyny, że jak mówi fragment cytatu rozpoczynającego powieść wszyscy jesteśmy skażeni bytowaniem w świecie wypełnionym fałszem? Nie chcemy spojrzeć prawdzie w oczy i poznać rzeczywistej Historii, zamiast tego pusząc się przed sobą i przed światem, że w strukturach oporu wobec bolszewików w naszym kraju, w ciągu 10 lat przewinęło się 250 tysięcy ludzi. Niewiele lub zgoła nic przy tym nie wiedząc o, na przykład, oporze antykomunistycznym Litwinów czy Rumunów. Oporze w znacznie gorszych warunkach, lecz lepiej zorganizowanym, w swojej istocie znaczniejszym. Wstęp powieści powinien przeczytać i zapamiętać każdy, kto odwołuje się do oporu Polaków z pierwszych lat bolszewickiego zniewolenia.
Jak uzasadnić postawę sprzeciwu wobec totalnego zła i czy ma ona sens wówczas, gdy jest indywidualna, pod prąd głównego nurtu? Czy postawa „Inki”, „Żelaznego” i pozostałych miała znaczenie? Czy postawa Janka, głównego bohatera „1946”, i pozostałych miała znaczenie? Czy nierzadko osobiste dramaty jakie przeżywali, mogły zmienić ich wybór? Czy potrafili się odrodzić po swoim upadku? Czy ci młodzi ludzie starali się również cieszyć życiem? Jak wyglądała ich walka? Odpowiedź na te pytania zawarta jest na stronach powieści „1946”. Jeśli po jej przeczytaniu, ktoś w dalszym ciągu je sobie zadaje proponuję mu sięgnąć do poezji Zbigniewa Herberta.
Płynę pod prąd a oni ze mną
nieubłaganie patrzą w oczy
uparcie szepczą słowa stare
jemy nasz gorzki chleb rozpaczy
______
* http://victorsebestyen.com/books/show/1946-the-making-of-the-modern-world/ (Podaję ten link jedynie jako ciekawostkę. Zachęcam do krytycznego zgłębiania historii przez porównywanie wielu źródeł.)
** przykłady publicystyki Mariana Zdziechowskiego zamieszczone są na stronie Wydawnictwa Podziemnego: http://wydawnictwopodziemne.rohnka5.atthost24.pl/category/marian-zdziechowski/