U pana Horowitz lemoniade stał w miednic
Młody człowiek z tajemniczej „redakcji podziemnej” zaprosił mnie na wykład amerykańskiego profesora. Ze zdziwieniem zauważyłem, że młody redaktor nie jest już wcale taki młody. Jest wręcz stary, co natchnęło mnie melancholią, czyniąc wiekowym. „Sędziwy chrzan”? To nie brzmi dumnie. Amerykański profesor tymczasem, sprężyście młodzieńczy, mówić miał o zagładzie Żydów. Prawdę mówiąc, nasłuchałem się o zagładzie dość, o Żydach też, a na domiar złego nie mam wiele szacunku dla głębi zrozumienia amerykańskich profesorów. Ale ten szczególny profesor, Tymoteusz Sznajder, ma dobrze w głowie, więc pofatygowałem się, choć niechętnie.
Londyński uniwersytet jest w remoncie, sala nabita słuchaczami i wszystko to, do spółki z tematem wykładu, złożyło się na zjawisko, które współczesna nauka o mózgu nazywa reminiscence bump. Tylko ludzie podeszli wiekiem mają szansę na przeżycie takich radości. Bo oto nagle przeniesiony zostałem do innych, szczęsnych czasów. Dzięki przypadkowemu skojarzeniu i reminiscencji stanął przede mną inny świat, a z niego przyszedł do mnie przedpotopowy ni to wiersz satyryczny, ni to szmonces.
A w Otyni, wielki sali,
Gdzie sie jedne ściany wali,
W nowe spodni i trzewiki
Ubrali sie urzędniki.
Snyder mówił pięknie i elokwentnieo czasach przed potopem. Mówił o przyczynach zagłady tamtego świata. O biologizmie ideologii. O antynaukowym scjentyzmie. O anarchistycznym państwie. Mówił o wykształconych zbrodniarzach z doktoratami i o dwóch niewykształconych bandytach, Stalinie i Hitlerze. O podwójnej okupacji, która dopiero umożliwiła Całopalenie Żydów. A ja odbiegałem myślą do innego świata, do kolorowego świata polskich Żydów. Przez wieki całe nie sposób było wystawić sobie Polski bez Żydów. Byli obecni w każdej dziedzinie życia, w każdym miasteczku i mieście, i ta barwna różnorodność zeszła się w wielkiej sali w Otyni.
Kużdy przyniósł coś w kieszeni,
Co by było do zjedzeni.
Ten dał śledzi, ten pierogi,
Ten dał kurze cztery nogi,
A u pana Horowitz
Lemoniade stał w miednic.
Język polski jest dziś w takim pohańbieniu, że rzadko kto wie, jak to przeczytać. Nikt już nie rozumie, że ostatnie dwa wiersze trzeba akcentować na ostatnie sylaby, nie tylko dlatego, że inaczej się nie rymują, ale także ponieważ tak właśnie wymówiliby te wyrazy polscy Żydzi.
Jajki bajki kużdy powi,
Co sie żaden z nich nie dowi,
A od taki bagatelki
Jest nieszczęści czasem wielki.
Miałem być Winkelriedem, paść wśród zawodu; herosem, albo choćby bohaterem w historycznym eposie, główną postacią w kostiumowym romansie, a stałem się ofiarą. Żebyć choć ofiarą Historii. Ale nie. Nawet nie ofiarą historii, nawet nie ofiarą losu. Jak ostatni wymoczek, stałem się przedmiotem machlojek, ofiarą gry w dwa ognie, w berka podczas spotkania na szczycie i w zbijaka na Checkpoint Charlie. Ofiarą nieporozumień, ofiarą przekładania zapałek na stole. Nieudaczną ofiarą Rzeczywistości.
Opresja Rzeczywistości przybrała we współczesnym świecie kształt błyszczących elektronicznych gadżetów. Ale Rzeczywistość zawsze była niewybaczalna. Współczesność telefonów komórkowych, kamer na każdym rogu ulicy i ekranów przesłaniających świat, nie jest bardziej obraźliwa niż codzienność ludzkiej egzystencji w którymkolwiek z ostatnich czterdziestu stuleci. Jest równie obelżywa, ale mniej rzeczywista. Zanurzeni jesteśmy więc w nierzeczywistej rzeczywistości, w lunarnym świecie odbić. Telefon z aparatem, wystawiony na drągu zastępuje introspekcję. Brednia złożona ze 140 liter ma być refleksją, a pożal się Boże wirtualne redakcje podziemne – namiastką wymiany myśli.
Danser podniósł się powoli.
Był jak tyczka wyt fasoli.
Ręki kurzu z głowy zmiecił,
Porwał w tańcu, i polecił.
Syreni śpiew przeszłości. Ale piękne syreny nie wzywają już zbłąkanych żeglarzy, nie wiodą wędrowców na pokuszenie, tylko siedzą w wyuzdanych pozach na scenie tanich nocnych kabaretów. Ów danser był pewny siebie, bo miał chucpę przedwojennego Żydka, miał zadzierzystość świata skazanego na zagładę. „Porwał w tańcu, i polecił…” A potem, od razu nad głową grzmotnęło do walca, na życie, na śmierć, i „ruszył świat do tańca, świat, co w ramiona mi wpadł”. Jeden danser poszedł do Treblinki, a drugiego powieźli na Kołymę; jeden walczył wraz z Mieczysławem Biegunem o państwo żydowskie w Palestynie, a drugi ukrywał się w kanałach; jeden umarł z głodu w getcie, a inny wstąpił do kompartii.
Mazurek już był ku połowi,
Gdy ona do niemu powi:
‘Niech no pan popatrzy z bliska,
Co mi tak do nogi śliska.’
On prowadzi ją za piec,
Co by w sali nie był hec.
I od spodka
Zajrzał jej do środka.
Polscy Żydzi też padli ofiarą machlojek i nieporozumień. Jedni chcieli ich posłać na Madagaskar, inni oczyścić planetę z żydowskiego myślenia w kategoriach uniwersalnych. Ale Endlösung nie było nieporozumieniem. Snyder opowiadał o tym, jak zbieg okoliczności doprowadził do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, ale pokazał też, że jej przyczyny leżały głębiej, w biologicznym redukcjonizmie obrazu świata jednego człowieka.
Ona widzi te robote
I ucieknić ma ochote.
A jak człowiek bywa w bidzi
To za dwa człowieki widzi.
Tak i ona w jednej chwili
Umyśliła te sposoby i krzykniła:
‘Rozbójniku!
Coś mi zrobił na trzewiku!?
Komitetu! On mi plami!
Każ wynaszać mu za drzwiami!’
Większość Żydów niemieckich przeżyła wojnę, większość Żydów polskich zginęła. Nasze intuicje na temat Holocaustu są z gruntu fałszywe, twierdził Snyder. Myślimy o nazistowskiej ideologii, ale większość morderców nie była ani nazistami, ani nawet Niemcami; myślimy o niemieckich Żydach, ale większość ofiar żyła poza Niemcami, a większość niemieckich Żydów przeżyła. Obozy koncentracyjne? – większość ofiar nigdy się w nich nie znalazła. Auschwitz jest symbolem zagłady, ale wcale nie jest typowe. Winimy państwo, wszechpotężny Reich, tępą eichmanowską biurokrację, nikczemną buchalterię śmierci, ale masowe morderstwa były możliwe tylko tam, gdzie zniszczono aparat państwa, a biurokracja w wielu wypadkach przyczyniła się do ratowania Żydów; winimy narody, narodowe cechy wrodzone samym Żydom bądź Polakom, Niemcom albo Ukraińcom, a tym samym akceptujemy podstawową przesłankę ideologii Hitlera.
On się zmieszał w te sekundy,
Zdjął se z kołka swoje bundy,
Czapke wyjął se z kieszeni
I wychodek zrobił z sieni.
Amerykański profesor wskazywał na wiele źródeł hitlerowskiej ideologii, ale nie zatrzymał się przy najbardziej oczywistym: teorii ewolucji Darwina. Gdybym miał jednej osobie przypisać odpowiedzialność za przekleństwo XX wieku, to nie mianowałbym Marksa, ani Freuda, ani tym mniej Einsteina, jak czynią niektórzy, ale Darwina. To jego koncepcje wpłynęły na stworzenie leninowskiej praktyki walki klas i pozwoliły XX-wiecznym marksistom utrzymywać, że materializm historyczny ma charakter „naukowy”. To darwinizm pomógł sformułować pojęcie wolnego rynku jako mechanizmu bezwzględnej konkurencji, który zezwala na zniszczenie słabszego. To Darwin przyczynił się do uznania przeżycia, samego utrzymania się przy życiu, jako wartości. Dla Hitlera „walka” nie była metaforą, ale esencją życia, samą rzeczywistością. Rasy zmuszone były walczyć, nie miały wyboru. Jak mówił Snyder: „Dla Hitlera godny cel nie uświęca krwawych środków, bo nie ma żadnego celu, żadnego kresu, jest tylko krwawa walka.” Rasy były w oczach maniaka jedyną prawdą, a jednostki tylko przejawami. Narody też. W jaki sposób przyszło nazistom do głowy, że są rasowo wyżsi, pozostaje do dziś tajemnicą. Ariański władca miał przecież być wysoki jak Goebbels, szczupły jak Göring i jasnowłosy jak Hitler. Jeśli ktoś powinien był zmieszać się za cały ten hec i „wychodek zrobić z sieni”, to tylko Charles Darwin ze swoją redukcją duchowości do biologii i nawrotem do pogaństwa. Tymczasem Darwin ma we współczesnym świecie naukowym status sekularnego świętego.
A na sali krzyczy damy:
‘Gewałt mamy!’
Mama mówi: ‘Brać powoli,
Bo jej pewnie w środku boli.
Ona pewnie sie ścieśniła
I w żołądku udusiła.’
Podstawowa teza Snydera jest następująca: zagłada Żydów mogła nastąpić tylko dzięki uprzedniej zagładzie państw. Anschluss Austrii dał tego pierwszy przykład, a gruntowna anihilacja państwa polskiego przez podwójną okupację we wrześniu 1939 roku była ostatecznym dowodem. Metodyczna anarchia esesmanów z Einsatzgruppen skierowana była pierwotnie przeciw polskiej inteligencji, a nie przeciw Żydom, ale jeszcze raz dowiodła, że wszystko jest możliwe na dzikich polach bezpaństwowości, aż do anarchistycznej metodyczności włącznie. Aparat państwowy, nawet wówczas, gdy państwo było tylko marionetką w rękach Hitlera, mógł bronić – i zazwyczaj bronił, jak wskazuje Snyder – „swoich” Żydów. Nie wspomniał jednak Snyder o tych niezliczonych godnych, odważnych ludziach, którzy ratowali ściganych jak zwierzęta Żydów, ponieważ tak im nakazywało sumienie. Uważali to za swój obowiązek, za wymóg przyzwoitości. Bolało ich w środku, że nie ma państwa, ale bardziej bolało, że prześladuje się niewinnych ludzi. Darwinowski rachunek utylitarny mógł im sugerować, że opłaca się wydawać Żydów na rzeź, ale słowa Jezusa kazały postępować wbrew rachunkom płaskiej korzyści: „Byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić; przybyszem byłem, a przygarnęliście mnie; nagi – a odzialiście mnie; zachorowałem, i odwiedziliście mnie; znalazłem się w więzieniu, a przyszliście do mnie.”
A na sercu, z lewej strony,
Leżał jajnik rozduszony.
Nie ma już tamtej Polski. Nie ma tamtych urzędników ani wielkiej sali w Otyni, nie ma miednicy z lemoniadą i nikt nie pamięta takich wierszyków. Nie ma tych oficerów polskiego wywiadu, którzy szkolili Menachema Begina i Avi Sterna w metodach walki terrorystycznej i nikt ich nie chce pamiętać. W izraelskiej hagiografii Irgunu i Lehi zapomina się o polskich związkach, polskiej pomocy i polskich przyjaciołach, ale być może wobec ogromu endeckiego antysemityzmu powinniśmy im to wybaczyć. W Polsce nikt już w ogóle niczego nie pamięta. Polska leży rozduszona wraz z milionami polskich Żydów. Ale płakać nam trzeba nad tym, że totalitarne państwa, niosąc anarchię bezpaństwowości rozdusiły też pojedynczego człowieka. Przedmiotem rozważań Akwinaty i Spinozy, Wittgensteina i Ingardena, nie był człowiek w ogóle, ani ludzkość, ale ten oto jednostkowy byt. Uniwersalne kategorie myślenia nie są żydowskim spiskiem, ale jedynym godnym sposobem myślenia o człowieku.