Sowiecka strategia dzisiaj
Kilka uwag wokół „Szpalerów autorytetów”
Głównym wątkiem tekstu „Szpalery autorytetów” Pana Michała Bąkowskiego jest polemika z dość powszechnym w polskiej publicystyce antykomunistycznej i prawicowej nurtem, który łączy dwie sprzeczności: mówienie o fałszywości upadku komunizmu, a jednocześnie nadawanie neokomunistycznym tworom państwopodobnym cech typowych dla suwerennych, niepodległych państw.
Wątkiem niejako pobocznym, ale ważnym, zajmującym około połowę artykułu, jest odcinek sowieckiej długoterminowej strategii realizowany obecnie przez kagiebowską ekipę Putina. Podstawowym, węzłowym problemem jest to, że komunizm dokonał w latach 1989-1991 transformacji w system, który można określić mianem neokomunizmu albo komunizmu ukrytego. Nie jest niczym „tajnym specjalnego znaczenia” i zostało udowodnione przez historyków i politologów, że operacja transformacji ustrojowej została przeprowadzona przez KGB i podległe mu bezpieki w demoludach. Gołym okiem widać, że właściwie we wszystkich krajach byłego ZSRS i bloku komunistycznego rządzi (bardziej lub mniej zakulisowo) przetransformowana komunistyczna nomenklatura i bezpieka. Strategia zakładająca transformację ustrojową komunizmu została stworzona co najmniej w latach ’60, a jej zarys formułowali między innymi już Stalin i Beria. Jak wygląda ta strategia dzisiaj?
Pan Michał Bąkowski twierdzi między innymi, że obecna strategia i taktyka polityczna realizowana przez Putina, a oparta na teoriach Aleksandra Dugina, Siergieja Karaganowa, ale i Jewgienija Primakowa (generała KGB, zmarłego kilka dni temu) to prosta kontynuacja, jeśli nie powiedzieć klisza, strategii i taktyki „ojców założycieli” Sowietów: Lenina, Trockiego i Stalina. Jest w tym sporo racji, po pierwsze dlatego, że celem komunizmu jest władza nad światem, a po drugie dlatego, że światowy układ geopolityczny niewiele zmienił się od czasów Lenina i Stalina. Nawiasem, można wręcz rzec, że obecny porządek światowy jest rezultatem nie drugiej, lecz pierwszej wojny światowej…
I tak na przykład, Unia Europejska ma całkowicie współgrać z sowiecką strategią, a właściwie być realizacją jednego z celów tejże; chodzi o to, by ZSRS/Rosja Sowiecka były w stanie „zhołdować” (opanowaną przez socjaldemokratów, użytecznych idiotów i agenturę) Europę w taki czy inny sposób. Niekoniecznie dokonując podboju, niekoniecznie chcąc uzyskać kontrolę nad podbitym terytorium: zwłaszcza, jeśli nie jest to możliwe, bolszewikom od Lenina do Putina wystarcza swego rodzaju kontrola strukturalna przy użyciu „spinaczy” łączących Rosję Sowiecką z Europą – punktów będących ogniskami permanentnego chaosu. Pan Michał Bąkowski słusznie zresztą stwierdza:
„Wiele mówi się o zmniejszeniu się strefy wpływów sowieckich w Europie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Warto jednak zwrócić uwagę, że posiadając ogromną koncentrację sił militarnych na czterech przyczółkach daleko odsuniętych od „Rosji” właściwej, w Królewcu, w Transdniestrii, na Krymie i na Kaukazie, Putin może sobie pozwolić na odgrywanie roli słabeusza. Tradycyjnie ważne dla rosyjskiej (carskiej) polityki imperialnej strefy: Inflantów i Kurlandii, Besarabii i Morza Czarnego oraz Kaukazu, Putin kontroluje w zupełności, ale co ważniejsze, sprawia wrażenie, jak gdyby ich nie kontrolował. Może więc poświęcić się obnażaniu słabości zarówno Niuni Europejskiej jak i NATO, które nie kiwną palcem w obronie terytoriów państw bałtyckich czy Ukrainy, bez wielkiego ryzyka dla własnej pozycji.
Tym samym wzmacnia chęć polityków europejskich – którzy i tak byli chętni – do szukania z nim kompromisu. Taki, i tylko taki, jest sens wydarzeń na Ukrainie. (…)”
Warto w tym miejscu stwierdzić, że „bezpieczniki” w postaci Kaliningradu, Naddniestrza, Abchazji, Osetii Południowej, czy wreszcie Krymu (z elaboracją rakiet zdolnych przenosić głowice nuklearne i dosięgnąć Rumunii czy czarnomorskiego wybrzeża Turcji), Donbabwe i Ługandy mają – póki co – znaczenie nie tyle strategiczne i operacyjne, co psychologiczne. Chodzi przede wszystkim o zastraszenie demoliberalnego i pacyfistycznego Zachodu (zwłaszcza Europy) samą tylko możliwością użycia siły – czy to wywołania konfliktu lokalnego w centrum spokojnej Europy, czy to konfliktu na skalę światową.
Pan Bąkowski konkluduje geopolityczny wątek swojego artykułu w jednym z komentarzy pod tekstem, pisząc, że stawką w sowieckiej geostrategii jest Europa. Jednak moskiewski „kierunek zachodni”, jest zaledwie częścią większego projektu geopolitycznego, w którym główną stawką jest Eurazja.
„Blok Eurazjatycki” i „świat wielobiegunowy”, czyli blok komunistyczny-bis
Zanim dokładniej omówimy eurazjatyckie, a tym samym światowe cele strategii Władimira Putina, sięgnijmy do prognoz Anatolija Golicyna:
„Po pomyślnym i skutecznym wykorzystaniu „strategii nożyczek” w celu wspierania komunistycznej strategii w Europie i w Trzecim Świecie, w okresie początkowym finałowej fazy dalekosiężnej polityki, można oczekiwać pojednania chińsko-sowieckiego. Jest to zaplanowane, oraz sygnalizowane ze strony dalekosiężnej polityki i strategicznej dezinformacji związanej z rozłamem. Blok Komunistyczny, ze swoimi świeżymi nabytkami w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej, już jest silny. Wsparte przez Europę wpływy sowieckie, oraz popierane przez Amerykę wpływy chińskie, mogłyby w przyśpieszonym tempie doprowadzić do nowych zdobyczy w Trzecim Świecie. Niedługo komunistyczni stratedzy będą mogli nabrać przekonania, że równowaga sił w świecie przechyliła się nieodwracalnie na ich korzyść. W takim przypadku mogliby równie dobrze postanowić o chińsko-sowieckim „pojednaniu”. „Strategia nożyczek” ustąpiłaby przed strategią „jednej zaciśniętej pięści”. W takim momencie jednostronny przechył dawnej równowagi politycznej i wojskowej byłby już dla wszystkich w pełni widoczny. Zbieżność nastąpiłaby nie pomiędzy dwiema równorzędnymi częściami, ale odbywałaby się na warunkach dyktowanych przez Blok Komunistyczny. (…)” [1]
W kolejnym podrozdziale, zatytułowanym „Światowa federacja komunistyczna”, Golicyn pisze m.in.:
„Integracja Bloku Komunistycznego nastąpiłaby w sposób przewidziany przez Lenina, gdy została utworzona III Międzynarodówka (komunistyczna). To oznacza, że Związek Sowiecki i Chiny nie wchłonęłoby jedno drugiego, ani też innych krajów. Wszystkie kraje europejskiej i azjatyckiej strefy komunistycznej, wraz z nowymi państwami komunistycznymi w Europie i w Trzecim Świecie, po-łączyłyby się w ponadnarodową, ekonomiczną i polityczną federację komunistyczną. (…) Współpraca polityczna, ekonomiczna, wojskowa, dyplomatyczna i ideologiczna pomiędzy wszystkimi państwami komunistycznymi, obecnie częściowo skrywana, stałaby się jawnie widoczna. (…) W nowej, światowej federacji komunistycznej zniknęłyby różne rodzaje komunizmu, występujące obecnie; zostałyby zastąpione przez jednolity, rygorystyczny i karny gatunek leninizmu. Ten proces byłby bolesny. (…) W rzeczywistości tej można byłoby spodziewać się ponownego uzewnętrznienia wszystkich totalitarnych cech, znanych z wczesnych etapów sowieckiej rewolucji i powojennych lat stalinowskich w Europie Wschodniej, przede wszystkim w krajach nowo zdobytych po wojnie dla komunizmu. Niekwestionowany, prawdziwy monolit komunistyczny zdominowałby cały świat.” [2]
Mimo, że książka ta została wydana w roku 1984, prognozy Golicyna okazały się na tyle trafne, że nieścisłości okazują się w zasadzie szczegółami technicznymi, ewentualnie przeszacowaniem czasu realizacji konkretnych posunięć. ZSRS/Federacja Rosyjska i komunistyczne Chiny przekształciły swoją strategię geopolityczną ze „strategii nożyczek” w strategię „zaciśniętej pięści”. Sojusz, istniejący pod zasłoną dymną pozorowanych konfliktów i rozłamów przekształcił się w sojusz oficjalny, w ramach którego otwierane są coraz to nowe obszary współpracy na poziomie politycznym, dyplomatycznym, wojskowym oraz gospodarczym.
Założenia sowieckiej strategii opierają się na chłodnej, geopolitycznej kalkulacji i wspólnych, mocarstwowo-globalistycznych interesach kremlowskich czekistów i chińskich aparatczyków partyjnych. Jeśli Federacja Rosyjska chce uzyskać i utrzymać status światowego mocarstwa – co jest oczywiście ważnym założeniem bolszewickiego planu – musi uzyskać kontrolę nad Europą. Do tego jednak konieczne jest posiadanie głębokiego zaplecza strategicznego w Azji, nie tylko podbitych jeszcze w czasach carskich Syberii i Dalekiego Wschodu, ale także zaplecza w postaci potężnego sojusznika. Dlatego najważniejszym kierunkiem polityki zagranicznej Rosji Sowieckiej jest sojusz z komunistycznymi Chinami (nawet za cenę możliwej wasalizacji wobec Pekinu), a następnie, wspólnie z ChRL, utworzenie i rozbudowa „Bloku Eurazjatyckiego”, pozbawienie USA roli dominującego mocarstwa i w końcu – realizacja koncepcji „świata wielobiegunowego”.
„Światową federację komunistyczną” można utożsamić właśnie z „projektem eurazjatyckim” i projektem „nowego, wielobiegunowego porządku świata”. Obejmuje on nie tylko ścisły obszar Eurazji – w istocie jest to sieć formalnych i nieformalnych sojuszy o zasięgu światowym. Najważniejsze elementy tego układu geopolitycznego to: oś Moskwa-Pekin (pełniąca rolę centrum), Szanghajska Organizacja Współpracy, grupa BRICS (bardziej adekwatnym skrótem byłby CRIBS), Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, Eurazjatycka Unia Gospodarcza, będąca w fazie planów Chrlowska inicjatywa „Nowego Jedwabnego Szlaku”, a także sojusze nieformalne i pozablokowe, na przykład więzy łączące Rosję Sowiecką z Unią Europejską i krajami Europy Zachodniej z osobna (zwłaszcza z Niemcami czy Francją i last but not least Grecją), czy też orkiestrowanie tzw. „osi zła”.
Pan Michał Bąkowski pisze o koncepcji Stalina i Lenina, która polegała na utworzeniu autonomicznych „federacji” (sowieckiej i niemieckiej) pod wodzą Kominternu i o tym, że współczesne geopolityczne doktryny sowieckie – autorstwa Dugina, a wdrażane przez Putina – są ich cliché. Do czego sprowadza się cel i działalność struktur takich, jak SCO, BRICS, ODKB i innych wyżej wymienionych? Są one w istocie mniej lub bardziej powiązanymi ze sobą „federacjami”, zjednoczonymi pod sztandarem „projektu eurazjatyckiego” oraz „świata wielobiegunowego”, operującymi pod wspólnym patronatem Moskwy i Pekinu. Nie są to jedynie konwencjonalne bloki imperialne czy organizacje międzynarodowe, ale wyspecjalizowane organizacje, z przypisanym sobie podziałem ról. Poniżej, pokrótce scharakteryzujmy najważniejsze z nich.
Członkami pełnoprawnymi Szanghajskiej Organizacji Współpracy są Chiny, Federacja Rosyjska, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan i Kirgistan; obserwatorami – Pakistan, Indie, Mongolia, Iran i Afganistan, a partnerami dialogowymi Białoruś, Sri Lanka i Turcja. Głównymi rozgrywającymi są ChRL oraz Rosja Sowiecka, a rdzeniem SCO jest współpraca pomiędzy tymi państwami – zwłaszcza w zakresie bezpieczeństwa, geopolityki, dyplomacji czy spraw wojskowych. Najważniejsze cele SCO to: wspólne zdobycie i sprawowanie kontroli nad kontynentem eurazjatyckim przez ChRL i Rosję Sowiecką, stworzenie eurazjatyckiego kontrapunktu dla NATO i innych organizacji polityczno-wojskowych Zachodu, a także szeroka współpraca pomiędzy krajami członkowskimi. W dalszej perspektywie SCO będzie prawdopodobnie ewoluowało w kierunku przekształcenia się w eurazjatyckie „superpaństwa”, mające być jednocześnie odpowiednikiem NATO i Unii Europejskiej. Zakładane cele Szanghajskiej Organizacji Współpracy staną się bliższe realizacji, a sama ta organizacja silniejsza i bardziej niebezpieczna, jeżeli status pełnoprawnego członka uzyskają Indie, Pakistan czy Iran.
Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym i tworzona Eurazjatycka Wspólnota Gospodarcza są organizacjami, mającymi zreintegrować i skonsolidować wokół moskiewskiej centrali kraje byłego ZSRS, zarówno na poziomie polityczno-wojskowym, jak i ekonomicznym.
Celem BRICS, której członkami są: ChRL, Rosja Sowiecka, Indie, Brazylia i RPA, jest stworzenie przeciwwagi ekonomicznej dla obecnego światowego systemu gospodarczego, który oparty jest o gospodarkę Stanów Zjednoczonych i o dolara. Zdaniem profesora Olavo de Carvalho, chodzi o osłabienie amerykańskiej waluty i zastąpienie jej – w rozliczeniach międzynarodowych, najpierw pomiędzy członkami organizacji – koszykiem walut lokalnych, przede wszystkim chińskim yuanem i rublem, rozważany jest również pomysł utworzenia nowej, ponadnarodowej waluty. BRICS to również platforma do rozwijania przez ChRL i Rosję Sowiecką współpracy o charakterze polityczno-wojskowym z Indiami oraz sojusznikami na innych kontynentach.
Przedsięwzięciem komplementarnym dla BRICS na poziomie ekonomicznym jest utworzony z inicjatywy Pekinu AIIB, w którym Rosja Sowiecka od razu uzyskała status uprzywilejowanego członka.
Rosja Sowiecka i ChRL wspierają również próby integracji krajów Ameryki Południowej (Forum São Paulo, Alternatywa Bolivariańska), opanowanych w ciągu ostatnich kilkunastu lat przez latynoamerykańskich bolszewików.
Tandem Moskwa-Pekin jest też faktycznym centrum tzw. „Osi Zła”, czyli państw i organizacji stosujących terroryzm. Zarówno terroryści islamscy, jak i kraje takie jak Korea Północna, Iran czy Pakistan służą do wiązania sił Zachodu (zwłaszcza USA) albo czynienia tego, czego Putinowi czy komunistom chińskim otwarcie czynić nie można.
Od całkiem niedawna jesteśmy świadkami powstawania nowej inicjatywy, mianowicie „Nowego Jedwabnego Szlaku”. Ma to być sieć połączeń transportowych i logistycznych łączących Chiny z Europą, a przebiegających przez środkowoazjatyckie „stany” oraz europejską część Rosji Sowieckiej. Autorem tej inicjatywy są władze komunistycznych Chin, docelowo ma ona połączyć się z sowieckim projektem Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej oraz SCO.
To właśnie projekty Bloku Eurazjatyckiego/Bloku Kontynentalnego oraz „nowego, wielobiegunowego porządku świata” są instrumentami pozwalającymi ChRL i Rosji Sowieckiej wspólnie trzymać świat na haku i pod kluczem.
Europa (w cieniu Kremla), USA i wojna na Ukrainie
Uwzględniając kontekst globalny, możemy powrócić do kwestii europejskiego odcinka sowieckiej strategii i taktyki. Co jest jej najważniejszym punktem, pominiętym w artykule Pana Michała? Znów przywołajmy Anatolija Golicyna, który pisał o dążeniach do utworzenia „neutralnej, socjalistycznej Europy”. Warunkiem sine qua non do osiągnięcia tego celu jest zerwanie więzi euroatlantyckich, zmniejszenie znaczenia NATO (albo jego całkowita marginalizacja i likwidacja) oraz wycofanie amerykańskich wojsk z kontynentalnej Europy. Powstałaby wówczas zjednoczona, eurazjatycka przestrzeń strategiczna, której głównymi częściami byłyby ChRL, Rosja Sowiecka i sfinlandyzowana, czy wręcz zwasalizowana przez Moskwę Europa.
Integracja europejska sama w sobie nie oznacza sowietyzacji Europy. Groźne natomiast jest to, że na pewnym etapie procesy integracyjne i instytucje polityczne – zarówno UE, jak i jej państw członkowskich (lewackie trendy w UE są tak naprawdę funkcją polityki poszczególnych jej członków) – zostały przejęte przez tzw. „Pokolenie ‘68” socjalistów, eurokomunistów i lewaków. Promowanie mordowania nienarodzonych dzieci czy eutanazji, ideologia „gender”, nadawanie przywilejów wrogim wobec Europejczyków mniejszościom narodowym, rasowym, religijnym czy dewiantom, antyamerykanizm, antychrystianizm, robienie geszeftów z chińskimi i rosyjskimi bolszewikami, dyryżyzm i centralizm – wszystko to niszczy Europę, tym samym przyczyniając się do przybliżania realizacji sowieckiej strategii.
Ale strategia bolszewicka w Europie ma też drugą stronę medalu. Od kilku lat sowieciarze realizują alternatywną, a raczej równoległą taktykę, którą umownie można określić mianem „prawicowego NEP-u”. Polega on na wykorzystaniu ruchów prawicowych, konserwatywnych, chrześcijańskich (zwłaszcza monarchistów, tradycjonalistów integralnych i tradycjonalistów katolickich), nacjonalistycznych i eurosceptycznych (nawet deklarujących antykomunizm, czy przed 1989 faktycznie zasłużonych w walce z komunizmem) w celu realizacji sowieckich celów geopolitycznych w Europie. W dezinformacyjnej narracji, Federacja Rosyjska będąca kontynuacją ZSRS, pod wodzą pułkownika KGB i FSB pozującego na „chrześcijańskiego cara” i „autokratę”, przedstawia się jako obrońca tradycyjnej cywilizacji europejskiej przeciwko lewackiemu, demoliberalnemu i skorumpowanemu establishmentowi (zarówno europejskiemu, jak i amerykańskiemu) czy „banksterom” i globalistom z jednej strony oraz islamskiej barbarii z drugiej.
Jednocześnie Moskwa wspiera anty-establishmentową europejską lewicę, dążąc do realizacji jednej z ważniejszych koncepcji autorstwa Aleksandra Dugina – „sojuszu ekstremów”.
Efekty są już widoczne. Większość znaczących partii nacjonalistycznych w krajach Europy sympatyzuje z Putinem i Rosją Sowiecką wprost lub przejawiając postawę przychylnej neutralności. Partie polityczne takie, jak greckie ANEL, Złoty Świt i lewicowa Syriza, francuski Front Narodowy Le Pena, neonazistowska NPD i Die Linke w Niemczech, UKIP czy też separatyści szkoccy – to tylko niektóre z określanych jako antysystemowe partii europejskich mających wsparcie ideologiczne, logistyczne i finansowe z Moskwy. Kongresy europejskich, chrześcijańskich konserwatystów organizuje zaś nie kto inny, tylko Aleksandr Heliowicz Dugin.
Sojusznikiem Rosji Sowieckiej na Węgrzech są już nie starzy, zużyci komuniści i komliberałowie, ale prawicowy premier Viktor Orban i nacjonaliści z partii Jobbik. Prawdopodobnie Węgry są dla sowieciarzy swego rodzaju poletkiem eksperymentalnym do potencjalnego, przyszłego (w razie rozpadu UE) zarządzania swoimi strefami wpływów nie za pośrednictwem rodzimych, „czystych” bolszewików czy agentury wpływu, tylko sił – jak się okazuje, pozornie – prawicowych, patriotycznych i narodowych.
Znamienny jest też fakt osuwania się Kościoła Rzymskokatolickiego w stronę Wielkiego Szatana z Moskwy – szukanie sojusznika w walce z lewactwem w kontynuacji „Żywej Cerkwi”, „pojednanie” Kościoła polskiego z czekistowskim patriarchatem czy ostatnie, niepokojące gesty papieża Franciszka podczas wizyty w Boliwii.
Niestety, coraz większa ilość konserwatystów i nacjonalistów daje się zwieść putinowskiej dezinformacji i nie dostrzega bolszewickiego, czyli de facto antytradycyjnego i antynarodowego oblicza kagiebowskiego reżymu. Choćby tego, że w Rosji Sowieckiej dopuszczalne prawnie i szeroko stosowane jest mordowanie nienarodzonych dzieci (nawet w zaawansowanej ciąży), a wśród elit powszechne są praktyki sodomickie i pedofilia. Konserwatywni i nacjonalistyczni użyteczni idioci i płatni, regularni agenci pomijają milczeniem również to, iż właśnie Rosja Sowiecka depcze suwerenność wielu narodów. O wiele częściej i w stopniu o wiele większym, aniżeli USA, Niemcy, zachodni globaliści (od lat zresztą współpracujący z sowieciarzami) czy Izrael…
Taktyka ta również nie jest dla bolszewików niczym nowym, choć od czasów pieriestrojki jest używana na taką skalę dopiero od paru lat. Bolszewizm/komunizm cechuje tak naprawdę nihilizm i relatywizm – główną ideą bolszewizmu jest zdobycie, sprawowanie i utrzymanie władzy i w tym celu bolszewicy skłonni są do wspierania każdego ruchu politycznego. Popieriestrojkowy neokomunizm doprowadził tego rodzaju polityczną maskirowkę do perfekcji.
Kolejnym instrumentem wywierania nacisku na Europę i Zachód – oprócz utrzymywania przyczółków w eksklawie Królewieckiej, Naddniestrzu, Donbasie i Krymie – jest wykorzystanie w roli strategicznego „straszaka” wojującego islamu i groźby islamizacji Europy. Jak dotąd szczytem tegoż jest powstanie i ekspansja Państwa Islamskiego oraz samozwańczego Kalifatu, których wpływy sięgają już praktycznie całego świata islamu.
Moskwa może w takim układzie rozgrywać następującymi pionkami: (a) tradycyjnie prosowieckim politycznym „mainstreamem”, (b) prawicą, nacjonalistami oraz antysystemową lewicą oraz (c) islamistami. Dla mainstreamu, czekiści będą się jawić jako obrona przed demonami nacjonalizmu, dla konserwatystów i nacjonalistów – obrońca przeciwko „zgniłemu Zachodowi” i islamizacją Europy.
W całym tym kontekście, głównym problemem elit amerykańskich nie jest wcale, jak pisze Pan Michał, izolacjonizm, rzekomo popularny w amerykańskich środowiskach prawicowych.
Podstawowym, regionalnym i globalnym jednocześnie, interesem USA jest to, by żadne mocarstwo eurazjatyckie lub/i sojusz mocarstw eurazjatyckich nie uzyskało kontroli nad całym kontynentem eurazjatyckim, gdyż oznaczałoby to – zgodnie z mackinderowskimi i spykmanowskimi paradygmatami geopolitycznymi – obalenie mocarstwowej pozycji Stanów Zjednoczonych. Poza tym – jako mocarstwo zależne przede wszystkim od ekonomii – USA zainteresowane są w zabezpieczeniu sobie źródeł zasobów naturalnych, rynków zbytu oraz tras ich przerzutu.
Głównym problemem elit amerykańskich jest to, że o ile są one w stanie dostrzec strategiczne – zarówno regionalne, jak i globalne – zagrożenie ze strony ZSRS/współczesnej Rosji Sowieckiej i ChRL, o tyle nie są w stanie zrozumieć, że równoznaczne jest to z zagrożeniem wciąż istniejącym komunizmem. Zagrożeniem dla „światowego pokoju” – w optyce USA, ale i pozostałych państw zachodnich – wcale nie jest bolszewizm, ale Putin atakujący Ukrainę i ostrzący sobie zęby na Polskę, kraje bałtyckie i skandynawskie, względnie chińscy aparatczycy i generałowie chcący opanować rejon Pacyfiku Zachodniego czy też „państwa bandyckie”. Kolejnym zagrożeniem, skądinąd słusznie dostrzeganym przez amerykańskich konserwatystów jest globalistyczny islam. Prawicowy establishment amerykański, poza małymi wyjątkami, nie rozumie jednak tego, że wyżej podane zagrożenia to w dużej mierze elementy bolszewickiej, długofalowej strategii…
Czy jedynym sensem agresji sowieckiej na Ukrainie jest zmuszenie Zachodu do dalszych kompromisów z towarzyszami z Kremla i Łubianki? Wydaje się – analizując przebieg wojny – że celem nie jest żaden „marsz separatystów na Kijów i Lwów” czy ponowne utorowanie drogi reżymowi Janukowycza, ale przede wszystkim utrzymanie Ukrainy w stanie permanentnej destabilizacji. A zatem, konflikt ten może mieć jeszcze cel wewnętrzny, w odniesieniu do strefy sowieckiej – zastraszenie sił opozycyjnych i zapobieżenie ewentualnym buntom przeciwko sowieckiej władzy i dominacji Moskwy, gdyż konsekwencją może być wojna ze wszystkimi jej konsekwencjami.
_____
1. Anatolij Golicyn, „Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji”, Warszawa 2007, s. 508
2. Ibidem, s. 509 – 510