Zamknij
Michał Bąkowski

Szpalery autorytetów

8 czerwca 2015 |Michał Bąkowski, Ósmy krąg Aleksandra Ściosa, Szpalery autorytetów
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2015/06/08/szpalery-autorytetow/

Sięgam po teksty Mackiewicza z Nudis verbis, ponieważ nie ma w polskiej literaturze politycznej rzeczy równie uniwersalnych dla opisania naszej obecnej sytuacji.

Jakże rzadkie to słowa. I jakże słuszne. Napisał je Aleksander Ścios w artykule z września 2014 roku.* Stwierdził dalej, że o ważności słów Mackiewicza świadczy „miara historycznej weryfikacji i sprawdzalności jego prognoz politycznych”, obok nienawiści politycznych wrogów. „Gdzie przebiega analogia, między powojennymi diagnozami pisarza, a naszą współczesnością i co wspólnego z obecnym położeniem Polski może mieć opis realiów sprzed 60 lat?” pyta Ścios i natychmiast przytacza słynny fragment z artykułu Nudis verbis, w którym Mackiewicz odmalowuje obraz pochodu Polaków, z pieśnią na ustach, poganianych przez hitlerowców w bolszewicką przepaść, gdy szpalery autorytetów konspiracji pilnują „z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł”.

Podzielam opinię Ściosa. Fragment ten zawsze wydawał mi się odnosić do współczesności, odkąd czytałem go po raz pierwszy w późnych latach 80. Ten sam „szpaler autorytetów”, choć tym razem bez pistoletów w garści, namawiał Polaków w roku 1989, by nie wyłamywali się z pochodu, pilnowali potem, by nie przekroczyć grubej kreski, namalowanej czerwoną farbą, a wyznaczającej drogę ku przepaści. Zamykali usta każdemu, kto pragnął ostrzegać. I czynią to samo do dziś, z każdym śmiałkiem, który zechce wątpić w iiirp.

Ale o ile ja położyłbym nacisk na te szpalery autorytetów, to Ścios zwrócił uwagę na inne elementy obrazu. Oto w jego interpretacji, „hitlerowskich siepaczy” zastąpili dziś „szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele”, a „przepaść bolszewicka” jest już tylko „koleiną”, niezmienioną od dziesięcioleci. Muszę przyjąć tę drugą poprawkę Ściosa. Moja interpretacja była fałszywa, bo Polska spadła w bolszewicką przepaść w latach 1944-45, nie może więc nadal iść w jej kierunku. Ma rację Ścios, że jest to już tylko ta sama, nudna, szara koleina w błotnistej drodze donikąd, jaką jest prlowska pseudo-polityka.

Wróćmy jednak do Mackiewiczowskiego obrazu. O ile ja skoncentrowałbym się raczej na nieprzemijającej aktualności tych szpalerów polskich intelektualistów, pilnujących by nikt się nie wyłamywał z narodowej solidarności, to emfaza u Ściosa spoczywa na Angeli Merkel jako odpowiedniku hitlerowskich siepaczy. Czy słusznie?

Ilekroć wdaję się w dyskusję na temat współczesnego prlu, to zawsze słyszę w pierwszym rzędzie, że nie można nazywać tego prlem, bo nie ma żadnego fizycznego przymusu. Z mojego punktu widzenia, to tylko tym gorzej, że bez przymusu, z własnej nieprzymuszonej woli, przytłaczająca większość mych rodaków uznała prl za Wolną Polskę. Ale jeśli zgadzamy się, że przymusu nie ma żadnego, to jak można porównywać brutalną okupację niemiecką – której bezmyślność obwiniał Mackiewicz za tworzenie skutecznej propagandy sowieckiej w okupowanej Polsce – z polityką Merkel? Pisze dalej Ścios:

Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.

Czy mi się zdaje, czy Ścios przeczy sam sobie? Albo jest to pseudo-państwowy, bolszewicki twór, w pełnej ciągłości instytucjonalno-prawnej z prlem, albo Rzeczpospolita, z której istnieniem nie mogą pogodzić się Niemcy. Albo beznadziejna „koleina”, albo państwo polskie.

Co więcej, nie spotkałem w życiu Niemca, który miałby jakiekolwiek problemy z „istnieniem” Polski, natomiast miałem nieszczęście spotkać wielu Polaków o jednoznacznie antyniemieckim nastawieniu. Należy do nich najwyraźniej także Aleksander Ścios. Ma prawo. Tylko że taka postawa, prowadzi go do interpretacji Mackiewicza w wyraźnej sprzeczności z postawą Mackiewicza. Józef Mackiewicz pisał wielokrotnie, że nie jest ani antyrosyjski, ani filorosyjski, ani antyniemiecki, ani proniemiecki – jest w zamian anty-bolszewikiem i anty-hitlerowcem. Patrzenie na ościenne narody jako na „odwiecznych wrogów” ma długą historię w polskiej publicystyce, ale nie ma uzasadnienia, gdy wszystkie narody Europy zagrożone są w tej samej mierze przez tego samego wroga. Zagrożenie to nie ma charakteru narodowego i takie jest w moim przekonaniu, główne przesłanie Mackiewicza, naczelny powód nieprzemijającej aktualności jego pism.

Ścios nie interesuje się ponadnarodową groźbą, widzi tylko rozgrywkę między Niemcami i Rosją. Rozgrywkę, której przedmiotem są Polska i Ukraina:

Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.

„Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski,” czytam dalej w zdumieniu, „wchodzi w ostatnią fazę.” Puk, puk. Jest tam kto? Ścios pisał te słowa we wrześniu ubiegłego roku, więc zachodzę w głowę, co dokładnie wydarzyło się w roku 2007, co zasługiwałoby na miano rozpoczęcia „planu wasalizacji Polski”? Czyżby naprawdę Ścios, inteligentny, oczytany i wnikliwy, a na dodatek uważny czytelnik Mackiewicza, nie zauważył, że Polska została zwasalizowana w latach 40. ubiegłego stulecia? Szydło wyłazi z worka bardzo prędko: okazuje się, że w 2007 roku zwycięstwo wyborcze jakiejś platformy zostało przyjęte entuzjastycznie przez socjalistów wszystkich maści, i to był znak „wasalizacji Polski”. Innymi słowy, cytaty z Mackiewicza zostały zaprzęgnięte do rydwanu partii politycznej, która przegrała w prlowskich „wyborach” z tą jakąś platformą. Wynika z tego jasno, że gdyby inne były wyniki wyborów w roku 2007, to Ścios nie byłby mówił o wasalizacji Polski. A zatem coś, co pierwotnie nazwał beznadziejną „koleiną”, nagle nabrało mocy stwórczej.

Ścios deliberuje następnie na temat „georealizmu”. Jeżeli dobrze rozumiem, koncepcję tę sprowadza do wiary, że „Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle.” Jego krytyka geopolitycznego pseudo-realizmu jest oczywiście słuszna, podobnie jak dosadne słowa na temat mitów polskiej racji stanu, że mianowicie bezpieczeństwo Polski opiera się na sojuszu z zachodnią Europą i geopolityczną zgodą między Niemcami a Rosją. Miałby jeszcze więcej racji, gdyby tylko Polska istniała jako podmiot w tych wszystkich rozważaniach. Ale przecież nie istnieje.

Dlaczego więc to wszystko tak bardzo mija się z rzeczywistością? Ponieważ w przeciwieństwie do Mackiewicza, Ścios nie zauważa istnienia ponadnarodowego czynnika: komunizmu. Zastępuje „ustrój komunistyczny” „rosyjskim mirem narzuconym światu przez kremlowskich bandytów”, sowiety zastępuje konsekwentnie „Rosją”, jak wszyscy na świecie – i nie zauważa, że przy takich zmianach cała jego interpretacja słów Mackiewicza staje się karykaturą.

Strategia Putina jest pod wieloma względami interesująca, i powrócę do niej za chwilę. W żadnym jednak razie, nie można powiedzieć, że koncepcja „ruskiego miru” zastąpiła ustrój komunistyczny, ponieważ jest to tylko taktyczna wolta, jedna z setek jeśli nie tysięcy takich taktycznych hopsztosów dokonanych przez bolszewików w ciągu ubiegłych prawie stu lat.

Ścios jest zdania, że zamiast szukania sojuszników w Europie, Polska powinna związać się ścisłym sojuszem z Ameryką, poza strukturami NATO. Świetny pomysł. Ale po pierwsze zakłada, że Polska jest niepodległa i suwerenna, czemu Ścios (jak mi się zdawało) wcześniej zaprzeczył w tym samym artykule, a po drugie, że Ameryka zachce wejść w taki układ z Polską. To drugie założenie, opiera się na błędnym przekonaniu, że Stany Zjednoczone są jakoś zasadniczo różne od zachodnioeuropejskich socjaldemokracji, gdy w istocie nie są. Wszystkie argumenty – trafnie streszczone przez Ściosa – używane w Europie przeciw „drażnieniu Moskwy” mają tyleż samo, jeśli nie więcej, posłuchu w Ameryce. Co więcej, Amerykanie posiadają koncepcję izolacjonizmu, jako tradycją uświęcone stanowisko wyjściowe w polityce zagranicznej. Gotowi są wprawdzie porzucić swoją naturalną izolację dla zachodniej Europy i dla Bliskiego Wschodu, dla Ameryki Łacińskiej i dla Azji Południowo-Wschodniej – ale nie dla wschodniej Europy. Dlaczego więc mieliby zrobić wyjątek dla „Polski”, która wedle samego Ściosa jest zaledwie „hybrydą” prlu?

***

Analiza bieżącej taktyki i strategii Putina nie wydaje się doprawdy trudna. Zanim jednak przyjrzymy się Putinowi spróbujmy określić sytuację, korzenie z jakich wyrosła. Przedstawię to poniżej w kilku punktach z odniesieniem do rozlicznych artykułów publikowanych na niniejszej stronie.

  1. Rosja upadła w roku 1917 pod ciosami międzynarodowej szajki gangsterów, by nigdy się nie podnieść. Ciągłość państwowa Rosji została przerwana (por. Rosja czy sowiety).
  2. Co najmniej od wczesnych lat 60., sowieci przygotowywali długoterminową prowokację (por. Golicyn, Nosenko).
  3. Wydarzenia takie, jak „polski październik” (i inne miesiące), „praska wiosna” itp. Były sowiecką prowokacją, której celem było zdławienie antykomunizmu w każdej postaci, promocja koncesjonowanej opozycji oraz propagowanie obrazu sowietów jako „olbrzyma na glinianych nogach” (por. Polski październik i okrągły stół i Charlie Wilson).
  4. W latach 1989-91 sowieciarze przeprowadzili operację „upadku komunizmu”. W pierwszej fazie „uwolnili” demoludy, m.in. prl; w drugiej, zniszczyli partię komunistyczną; i wreszcie zainscenizowali „rozpad związku sowieckiego” (por. Nożyce, Składany komunizm, Antykomunizm, którego nie ma).
  5. Na ruinach sowietów powstać miały „wolne państwa”. Jednak żaden z tych stworów, z „Rosją” na czele, nie jest „państwem”, a wyłącznie państwo-podobnym tworem, którego raison d’etre jest utrzymanie ciągłości sowietów (por. Trzeci eszelon).
  6. Po latach kontrolowanej anarchii pod rządami Jelcyna i kgb, Putin został wywindowany na stolec przywódcy w operacji „Burza w Moskwie” (por. Burza w Moskwie).
  7. Unia Europejska jest organizacją całkowicie zgodną ze strategicznymi celami sowietów na kontynencie europejskim (por. Europa się wędzi i Wędzenia Europy ciąg dalszy).

Powyższych siedem punktów nie ma charakteru aksjomatycznego. Każdy z nich jest wynikiem racjonalnej analizy powszechnie dostępnych danych (być może z jednym wyjątkiem, o czym za chwilę) i każdy podlega dyskusji. Mało tego, powyższe punkty należy uważać zaledwie za punkt wyjścia do dalszej dyskusji.

Jedyny punkt, który do pewnego stopnia opiera się na danych niedostępnych przeciętnemu śmiertelnikowi (jak np. niżej podpisany), to hipoteza długofalowej strategii sowieckiej wysunięta przez Anatolija Golicyna na podstawie tajnych dokumentów, które widział na własne oczy w Moskwie. W moim głębokim przekonaniu, wieloletnie dociekania Józefa Mackiewicza na temat sowieckiej strategii, wskazują na istnienie tego samego planu, a jego analiza nie opierała się na uprzywilejowanym dostępie do tajnych dokumentów sowieckich.

Oprócz powyższych siedmiu punktów, które są interpretacją faktów historycznych, istnieje także nadrzędne założenie na temat istoty komunizmu: nie jest to ani centralne zarządzanie gospodarką, ani dyktatura proletariatu, ani terror i zamordyzm, ale Metoda zdobycia i utrzymania władzy (por. Przybijanie kisielu do ściany).

Na czym więc polega ciągłość sowieckiej strategii w wykonaniu Putina?

Każdy z elementów jego polityki (ale także elementy polityki poprzedników Putina) został wprowadzony w życie, bądź choćby rozważany, w pierwszych latach po bolszewickim przewrocie. Dla przykładu, wielu historyków utrzymuje do dziś, że pakt Ribbentrop-Mołotow był zaprzeczeniem leninowskich zasad. Tymczasem Lenin planował wejść w koalicję w Niemczech już w półtora roku po krwawym zgnieceniu buntu Spartakusowców. Lenin chciał porozumienia z Freikorps, którego członkowie byli odpowiedzialni za brutalny mord Róży Luksemburg. Miał wprawdzie trudności z przekonaniem niedobitków niemieckich komunistów, ale Radek był całkowicie po jego stronie, gotów, by „wykorzystać antykomunistów do ostatecznego zwycięstwa komunizmu”. Strategiczna giętkość była dla Lenina podstawowym wymaganiem. Jest to kolejny dowód, że Stalin był idealnym leninistą: plan paktu Ribbentrop-Mołotow już w roku 1920.

Najważniejsze jednak są leninowskie plany dla Europy. Jeszcze podczas trwania Wielkiej Wojny Trocki sformułował koncepcję Stanów Zjednoczonych Europy. W roku 1920, Lenin dyskutował ze Stalinem na temat związku socjalistycznych republik od Renu po Pacyfik. Stalin był sceptyczny, wskazując, że Niemcy byłyby niechętne federacji prowadzonej z Moskwy, czyli zarzucał Leninowi pominięcie „czynnika narodowego”. Kontrpropozycja Stalina miała być następująca: dwie federacje, moskiewska i berlińska, zjednoczone pod sztandarem Kominternu. Lenin odrzucił ten projekt z oburzeniem i oskarżył Stalina o nacjonalistyczne odchylenie, na co Stalin odparł, że bolszewicy muszą być inteligentni, jeśli chcą skomunizować Europę – czyli uczył Lenina leninizmu.

W krótkim spięciu między tytanami bolszewizmu, mamy zarys koncepcji Dugina, Karaganowa i wszystkich innych sowieckich strategów dnia dzisiejszego. W każdym wypadku, którąkolwiek wykładnię przyjąć za słuszną – wspólny europejski dom czy też dwie równoległe federacje na wspólnych zasadach – zjednoczenie Europy jest w oczach bolszewików krokiem w pożądanym kierunku.

Leninowska strategia opierała się zawsze na jednym niezmiennym punkcie: władza jest najważniejsza. Jeśli nie można w pełni kontrolować sytuacji, to trzeba szukać w niej sojuszników (kto nie przeciw nam, ten z nami), ale kiedy kontroluje się sytuację w pełni, należy byłych sojuszników likwidować (kto nie z nami, ten przeciw nam). Lenin nie miał nigdy kontroli nad Europą, więc gotów był wejść w układ z każdym. Kiedy przejmował kontrolę nad jakąkolwiek strefą, to powoli zaciskał kleszcze. Putin nie postępuje inaczej.

Stosunek Putina do Niuni Europejskiej jest analogiczny do stosunku Lenina do socjaldemokracji: jest to stosunek najwyższej pogardy.

Wiele mówi się o zmniejszeniu się strefy wpływów sowieckich w Europie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Warto jednak zwrócić uwagę, że posiadając ogromną koncentrację sił militarnych na czterech przyczółkach daleko odsuniętych od „Rosji” właściwej, w Królewcu, w Transdniestrii, na Krymie i na Kaukazie, Putin może sobie pozwolić na odgrywanie roli słabeusza. Tradycyjnie ważne dla rosyjskiej (carskiej) polityki imperialnej strefy: Inflantów i Kurlandii, Besarabii i Morza Czarnego oraz Kaukazu, Putin kontroluje w zupełności, ale co ważniejsze, sprawia wrażenie, jak gdyby ich nie kontrolował. Może więc poświęcić się obnażaniu słabości zarówno Niuni Europejskiej jak i NATO, które nie kiwną palcem w obronie terytoriów państw bałtyckich czy Ukrainy, bez wielkiego ryzyka dla własnej pozycji.

Tym samym wzmacnia chęć polityków europejskich – którzy i tak byli chętni – do szukania z nim kompromisu. Taki, i tylko taki, jest sens wydarzeń na Ukrainie. A „wybory” w prlu czy „awans” jakiegoś prlowskiego politruka w strukturach Niuni (o czym pisze Ścios), są pozbawione jakiegokolwiek znaczenia w strategicznej grze.

_____

* http://bezdekretu.blogspot.co.uk/2014/09/nudis-verbis-1-diagnoza.html

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2015/06/08/szpalery-autorytetow/
Kategorie: Michał Bąkowski, Ósmy krąg Aleksandra Ściosa, Szpalery autorytetów
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2015/06/08/szpalery-autorytetow/