Zamknij
Andrzej Dajewski

O pewnym, często spotykanym <i>motto</i>

24 lutego 2015 |Andrzej Dajewski, Masowe niecnotki
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2015/02/24/pewnym-czesto-spotykanym-motto/

Współcześni polscy patrioci (mam na myśli ogół tych, którzy obecnie określają się jako „środowiska niepodległościowe”, „środowiska narodowe” i „środowiska konserwatywne”, stanowiąc w większości tzw. bazę dla funkcjonującej w ramach systemu władzy, partii politycznej Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza) bardzo często i chętnie przywołują Mackiewiczowskie motto: „jedynie prawda jest ciekawa”. Gdy je słyszę lub czytam w patriotycznym ujęciu, mam jednak mieszane odczucia. Józef Mackiewicz boleśnie doświadczył ceny swojej „ciekawości prawdy” ze strony tych, którzy na powojennej emigracji określali patriotyczny wzorzec postępowania, zaś obecnie zostali wyniesieni na patriotyczny piedestał. Realizowano wobec niego gwałtowną i głęboko nieuczciwą nagonkę, chociaż opisywał wiele wydarzeń zgodnie ze swoimi osobistymi doświadczeniami i wiedzą, będąc ich uczestnikiem albo świadkiem. Przedstawiał je jednak wbrew obowiązującej patriotycznej wykładni i to właśnie stało się powodem, dla którego został tak potraktowany. Każdy ma prawo mieć inne zdanie, lecz temu aby je wyrazić, służy dyskusja i polemika. Zamiast tego, „w imieniu Rzeczypospolitej” starano się oczernić Mackiewicza i jak najbardziej mu zaszkodzić, posługując się przy tym pomówieniami i kłamstwem. Na takie potraktowanie naraził się nie tylko tym, co opisywał w odniesieniu do polskich dziejów najnowszych. Jeszcze bardziej naraził się tym, że otwarcie i głośno sprzeciwiał się obowiązującej wobec komunistycznego zniewolenia Polski, postawie polrealistycznej, patriotycznej większości, zdecydowanie ją przy tym krytykując. Kwestię wolności widział bowiem w odniesieniu do całej ludzkości a nie w odniesieniu do jednego narodu czy kraju.

Czy to co stwierdziłem powyżej oznacza, że patrioci nie powinni powoływać się na Józefa Mackiewicza? Wcale tego nie oznacza. Moim zdaniem, skoro się na niego powołują, powinni stosować Mackiewiczowskie zasady w praktyce. Czyli, skoro „jedynie prawda jest ciekawa”, to nie ma i nie powinno być żadnych kwestii związanych z ojczyzną, których się nie bada i na których temat się nie dyskutuje albo też takich, o których „nie trzeba głośno mówić”. Powinny liczyć się wszystkie znane fakty, bez żadnego wyjątku. Skoro czuję się związany z moją ojczyzną i zależy mi na niej, to tym bardziej powinienem poznać pełną prawdę na jej temat. Przede wszystkim wtedy, gdy jest zniewolona, ponieważ chcąc działać skutecznie celem odzyskania jej wolności powinienem dysponować jak największą wiedzą. Tak rozumiem Mackiewicza.

Mam wielu znajomych którzy określają się jako patrioci. Nie mam wątpliwości, że szczerze zależy im na tym, aby Polska była wolnym krajem a Polacy – wolnym narodem. Wolnym, tzn. takim, który z własnej woli i przy pełnej swobodzie wyboru, decyduje o swoim losie.

Takie określenie wolności narodowej jest jednak bardzo ogólnikowe i brzmi trywialnie. Cóż bowiem oznacza pełna swoboda wyboru? Czy sama możliwość nieskrępowanego decydowania „tak, jak się podoba”, wystarcza i czy istnieją jakieś założenia, których spełnienie czyni je warunkami koniecznymi dla owej swobody wyboru? Czy dotyczy ona wyłącznie narodowej wspólnoty jako zbioru i czy jest w tej formule miejsce dla jednostki? Są także normy moralne, do których powinniśmy się stosować, aby nasze postępowanie można było określić jako słuszne i uzasadnione. A co z naszą wiedzą na podstawie której podejmujemy decyzje? Czy ona również powinna podlegać suwerennemu, wolnemu wyborowi? W tzw. środowiskach patriotycznych, powszechnie twierdzi się że tak. Twierdzi się, ale równie powszechnie, w praktyce się tego postulatu nie realizuje.

*

„Ciekawość prawdy” ma swoje praktyczne znaczenie i polityczne konsekwencje. Czy można stwierdzić, że ktoś, kto nie chce wykorzystać wszystkich znanych faktów i/lub tworzy w to miejsce zestaw zasad „patriotycznej poprawności”, jest „realnym politykiem”? Może się on za takiego uważać, ale czy tak jest naprawdę? Oparcie się na pełnej, dostępnej i potwierdzonej wiedzy – na faktach – to podstawa do podejmowania właściwych decyzji politycznych. Jak już napisałem, moim zdaniem, jeśli chcemy żyć w wolnej ojczyźnie, musi to być warunek sine qua non. Dlaczego jednak tak nie jest? Dlaczego pewnych kwestii w obowiązującym modelu patriotyzmu nie dopuszcza się do dyskusji, o ile nie pasują do jego definicji, a innym się z góry zaprzecza bez dokładniejszego zbadania dostępnej wiedzy na ten temat?

Za symptomatyczny przykład niech posłuży kwestia polskich dziejów i ich interpretacji. Jestem przekonany, że mamy w nich nie tylko wiele czynów bohaterskich ale także wiele czynów haniebnych. Jak każdy naród, który jest przecież zbiorem różnych charakterów, dobrych, złych i (w zdecydowanej większości) pośrednich. W przeciwnym przypadku, byłoby to dla mnie nienaturalne. Kwestia czynów haniebnych w polskiej historii jest jednak w środowiskach patriotycznych bardzo „niepoprawna”. Nie dopuszcza się do krytyki błędów i złych czynów albo ucisza się takie głosy. Jeśli ktoś naruszy obowiązującą, patriotyczną wykładnię polskich dziejów, inni patrioci go potępiają, a nawet wykluczają ze swojego grona. Obowiązuje patriotyczna dyscyplina. Tak działa mechanika każdego kolektywu. W efekcie, tylko nielicznych stać na odwagę przeciwstawienia się środowisku, do którego się z własnej woli przystąpiło.

W obowiązującym kanonie patriotycznym jest niemało historycznych „białych plam” i „poprawnych patriotycznie” interpretacji. Dotyczą one całej polskiej historii, zaś szczególnie dużo jest ich w historii XX-wiecznej, która zawiera w sobie wiele kluczowych wydarzeń, mających bezpośredni związek z aktualną rzeczywistością. I tak na przykład fakt, że Polacy nie tylko umożliwili przetrwanie bolszewikom, zdradzili ukraińskich i rosyjskich sojuszników, dokonali wraz z bolszewikami rozbioru Ukrainy i Białorusi (traktat ryski 1920-21), ale również pozostawili na pastwę sowieckiego losu (i częstokroć rychłą śmierć) mieszkańców tych ziem (w tym innych Polaków) [1], nie jest dyskutowany, zaś fakt, że Armia Krajowa na rozkaz swojego dowództwa pomagała zdobywać sowietom swój kraj (1944) jest najczęściej interpretowany jako uczestnictwo w jego wyzwalaniu (Wilna, Wołynia i Lwowa). To nieistotne, że oczywiste chęci okazały się w rzeczywistości „pobożnymi życzeniami”, a końcowy efekt w postaci likwidacji polskich uczestników owego „wyzwalania” był łatwy do przewidzenia. Dyskusja na ten temat w patriotycznym kręgu kończy się zwykle stwierdzeniem, że „ratowali kraj” i że „chcieli jak najlepiej”, lecz sowieci nas skrzywdzili, a wiarołomny Zachód nas zdradził. Nie było przy tym żadnej winy własnej. Czy jednak tak było naprawdę? Czy Akcja „Burza” nie była poważnym błędem, czy nie była wbrew narodowym interesom, za to w interesie komunistów, którym łatwiej było zniewolić Polskę? W późniejszym czasie, już w trakcie komunistycznego zniewolenia, Polacy masowo wyrazili swoją zgodę na istniejący stan rzeczy, wznosząc otwarte wiwaty na cześć Gomułki i jego towarzyszy partyjnych (tzw. „polski październik 1956”). Dziś równie powszechnie, w środowiskach patriotycznych uznaje się, że było to przełomem narodowym i chwali się ten fakt jako przejaw narodowych, wolnościowych dążeń. W miejsce rzetelnej i uczciwej dyskusji na ten temat tworzy się jedynie mitologię. Mackiewicz napisał również takie zdanie: „Każda sztuczna legenda ma w sobie coś z upartej, pnącej rośliny, która chwyta za byle podstawioną jej podpórkę, by opleść się wokół rzeczywistości”.

*

Dopiero co odbyły się (wkrótce ponownie się odbędą) kolejne „wybory” – praktyczna realizacja „polskiej demokracji” na lokalnej, pierestrojkowej scenie. Jej scenografia i główni aktorzy zostali bowiem dobrani ćwierć wieku temu w szczytowej fazie pierestrojki i dobór ten pozostaje trwały. Owa praktyczna realizacja sprowadza się do czynnego udziału Polaków w „życiu politycznym kraju” i „wybieraniu reprezentantów narodu” celem „rządzenia”. Biorąc pod uwagę fakt, że obecna tzw. III RP jest w istocie, pod każdym względem kontynuacją PRL (w sensie prawa międzynarodowego przede wszystkim, ale w nie mniejszym zakresie wewnętrznie), co w pełni uprawnia do nazywania jej w dalszym ciągu peerelem, dla patrioty polskiego jej instytucje powinny pozostawać obce – ich geneza oraz fikcyjność ich funkcjonowania są przecież oczywiste i nie ma praktycznie dnia, aby nie było to w jakiś sposób potwierdzane. W środowiskach patriotycznych, nie toczy się jednak żadna dyskusja na ten temat. Zamiast tego następują, ponawiane niezmiennie od wielu lat, próby „naprawy” owego, zdefiniowanego i „zmodernizowanego” wedle komunistycznej woli, systemu władzy. W rezultacie, ulega on jedynie wzmocnieniu i utrwaleniu, stając się przy tym podstawą dla patriotycznego wzorca postępowania jako „wolna Polska”. Jednym z przejawów tego podejścia jest właśnie gremialne uczestnictwo patriotów w „wyborach”. Pomimo pozornych sukcesów (trzykrotnego „wygrania ich” i „rządzenia”), określone wcześniej przez nich cele pozostają jednak wciąż niespełnione, a „sukcesy wyborcze” nie skutkują żadną znaczącą zmianą. Niewiele bowiem udaje się zdziałać, system pozostaje taki sam, jeszcze bardziej uwiarygodniony i utrwalony. Tak został „zaprojektowany”. Ponieważ przyjęta strategia nie jest skuteczna zaś nikt z tych, którzy ją stosują, nie chce przyznać, że opiera się ona na błędnych założeniach, pozostaje tylko złudna nadzieja, że kiedyś się jednak uda i ciągła konieczność uzasadniania własnych racji. Racje te oparte są zwykle na twierdzeniu, że ci którzy nie biorą udziału „odmrażają sobie uszy”, bo „nie decydują” (cokolwiek owo „decydowanie” oznacza). Z tego stwierdzenia ma wynikać, że ci, co wybierają spreparowaną fikcję, nie tylko niczego sobie taką postawą nie „odmrażają”, ale i niczym się nie „oparzają”… Efekt końcowy jest taki, że wobec coraz większego rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością, w środowiskach patriotycznych uzewnętrznia się frustracja oraz pojawiają się emocje. Skutecznie przysłania to zdolność chłodnej i spokojnej analizy przyczyn. Nie tylko, nie dopuszcza się do rzeczowej dyskusji nad kluczową kwestią zdefiniowania obecnej rzeczywistości, ale nie uwzględnia się faktów, które nie pasują do przyjętej postawy. W rezultacie tego, najnowsze „zawołanie bojowe” brzmi dzisiaj: „dopilnujmy tych wyborów!” Inaczej rzecz ujmując: „angażujmy się jeszcze bardziej!”

W czym tkwi błąd takiego rozumowania i takiej postawy? Czy nie tkwi on właśnie w założeniach do przyjętej strategii postępowania? W uznaniu, że tzw. III RP to wolna Polska, bez zastanowienia się nad istotą tego zrównania? Tzw. elity patriotyczne określają zasady, dostarczają potrzebnej wiedzy oraz nadają znaczenie pojęciom. Skoro uznają one, że „III RP” jest wolną Polską to dla każdego, mniej zorientowanego patrioty wynika z tego, że powinien brać udział w jej instytucjach. Jest to nawet wyrażane wprost. W trakcie dyskusji na temat jednego ze swoich „wyborczych” tekstów [2], powszechnie uznany w środowisku patriotycznym bloger Aleksander Ścios, pomimo ostrej krytyki systemu władzy i trafnego zdefiniowania go (co rzadko ma miejsce), napisał jasno i wyraźnie: „trzeba głosować!” Czy zatem, nie tak właśnie owe elity definiują rzeczywistość?

Lecz „równia pochyła ma swoje prawa”. Dochodzi więc już do kuriozalnych sytuacji, gdy ujawnienie peerelowskiej agenturalności prof. Kieżuna (powstańca warszawskiego, wykreowanego w ostatnich latach na „patriotyczną ikonę”) przez jednych patriotów, skutkuje zbiorowym odporem innych patriotów, pomimo faktu, że od lat powszechnie znana jest jego uległość wobec zniewalającego kraj i społeczeństwo komunizmu. Ta, w istocie swojej służba (m. in. szkolenie komunistycznych kadr, książki promujące „realny socjalizm”) nie okazała się kwestią najważniejszą. Ważniejsza od niej stała się kwestia jego agenturalnej przeszłości i na niej właśnie skupiły się niemal wszystkie tzw. patriotyczne elity, prowadząc pomiędzy sobą burzliwą dyskusję na ten temat. Wielu interesuje i wystarcza tylko wiedza, że nie donosił. Wielu interesuje i wystarcza tylko wiedza, że donosił… Charakterystyczna jest też reakcja środowisk patriotycznych, gdy ktoś z „zewnętrznego kręgu” zechce krytykować kogoś z „kręgu wewnętrznego”. Krytyka, który odważa się na taki krok spotyka zwykle „patriotyczne wykluczenie” [3].

*

Wygląda więc to wg mnie tak, że Mackiewiczowskie motto stało się jedynie listkiem figowym dla zamaskowania doraźnego traktowania kwestii poszukiwania prawdy. Nie zgadzam się z podejściem, w którym prawda może być dozwolona albo nie dozwolona, chciana albo nie chciana, można jej dochodzić albo nie dochodzić oraz może być dozowana zależnie od bieżących potrzeb i bieżącej koniunktury. W ten sposób staje się półprawdą, ja natomiast chcę wiedzieć i zrozumieć jak najwięcej. Dlatego, że zależy mi na mojej wolności osobistej i na wolności świata w którym żyję, a bez pełnej wiedzy nie będę w stanie tego celu osiągnąć.

Historia Polski zaprzecza twierdzeniu, że „tylko mój naród stanowi mój kraj i tylko on się liczy”, lecz na skutek bardzo silnego wpływu tzw. nurtu narodowego (począwszy od chwili pojawienia się tej ideologii), polscy patrioci bardzo często czynią z tego twierdzenia definicję. Takie podejście ma swoje implikacje. Widząc rzecz tak wąsko, nierzadko, swoje interesy stawiają ponad interesy innych narodów (najczęściej sąsiednich) nawet wówczas, gdy interesy te są od siebie wzajemnie zależne. Tłumaczą to często w ten sposób, że „inni też tak robią”. To fakt. Nacjonalizmy nakręcają się wzajemnie, co też doskonale znamy z własnej historii w XX wieku.

Chociaż Rosjanie od niemal 100 lat znajdują się pod bolszewicką niewolą, a ich wolność jest obecnie bez wątpienia związana z naszą wolnością, nie tylko nie stanowi to żadnego powodu do refleksji i dyskusji lecz przeciwnie: robi się z tego narodu „odwiecznego wroga”, odpowiedzialnego także za naszą aktualną sytuację. Nie chce się dostrzec tego, że podbój komunistyczny dotyczy całego świata a jego pierwszą ofiarą stali się właśnie Rosjanie. Ponieważ ważniejsza od tego faktu okazuje się kwestia opresji zaborczej Imperium Rosyjskiego z XIX wieku, co wynika z ustalonej patriotycznej hierarchii pojęć, więc aby to pasowało do obowiązujących tez, utożsamia się Rosjan z bolszewikami, którzy ich zniewolili. Imperium Rosyjskie nie istnieje jednak faktycznie od niemal wieku, zaś w jego miejsce powstało imperium sowieckie w ramach międzynarodowego komunizmu, którego uczestnikami od samego początku byli i w dalszym ciągu pozostają członkowie praktycznie wszystkich narodów (polscy komuniści są w nim „dość mocno” reprezentowani). Chociaż to nie narodowość stanowi o komunizmie, nie przeszkadza to wyznawcom ideologii narodowej w szukaniu jego źródeł w innych narodach i utożsamiania go z nimi. Wobec takiej interpretacji, w obowiązującej patriotycznej wykładni dziejów twierdzi się, że Imperium Rosyjskie i Sowiety to „ta sama Rosja” i że sowiecki komunizm to nic innego jak „czerwony carat” rosyjski. Pierestrojkowa „modernizacja” Sowietów i nazwanie jej rezultatu „Rosją” nie powoduje zatem żadnej refleksji. Nie zgadzam się z takim utożsamianiem i uważam, że jest z gruntu błędne. Wynika z fałszywych założeń.

Bolszewicy bardzo ostro krytykują i zwalczają nacjonalizmy, ale bez nich byłoby im znacznie trudniej osiągnąć swój cel, którym jest opanowanie całego świata. Istnienie nacjonalizmu oraz jego zasady wykorzystywali skutecznie od chwili utworzenia swojego systemu władzy i bez przerwy to robią. Wiedząc z góry jaka będzie reakcja, postępują tak, aby łatwo i bez ponoszenia zbytniego ryzyka uzyskać oczekiwany skutek. Rozgrywają też nacjonalizmy pomiędzy sobą. Czy istnieje jakiś sposób, aby temu się sprzeciwić skoro dążenie do szukania i publikowania prawdy staje się jedynie pozorem?

Wśród czytelników mojego tekstu mogą znaleźć się tacy, którzy potraktują go ad personam. Ich prawo. Jestem gotów do dyskusji na temat tego co napisałem. Celem wyjaśnienia i uzasadnienia moich poglądów powtórzę jednak to, co wyraziłem w jednym ze swoich komentarzy w ostatnim czasie:

Żal mi jest każdej części świata, którą zajmują komuniści-bolszewicy (w dowolnej fazie ich „rozwoju”). To jest dla mnie znacznie ważniejsze niż taka czy inna opresja między-narodowa bo ma znaczenie ogólnoświatowe. Bez wolnego świata mój kraj długo jeszcze wolny nie będzie. Najbardziej, rzecz jasna, żal mi jego ale poza tym także każdego innego. Wszystkich, gdzie ludzie tracą wolny wybór i wolną wolę. Jako Polakowi – nie tylko i wyłącznie Polski.

______

1.http://wydawnictwopodziemne.rohnka5.atthost24.pl/category/cykle/piszcie-do-mnie-na-berdyczow/

2.http://bezdekretu.blogspot.com/2014/11/ruskie-serwery-i-swojska-gupota.html

3.https://www.youtube.com/watch?v=uB_uJ2AcE0g

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2015/02/24/pewnym-czesto-spotykanym-motto/
Kategorie: Andrzej Dajewski, Masowe niecnotki
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2015/02/24/pewnym-czesto-spotykanym-motto/