Zamknij
Marian Zdziechowski

Konserwatyzm a demokracja

13 listopada 2014 |Marian Zdziechowski, Marian Zdziechowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2014/11/13/polski/

I

Dzieje Europy toczyły się od czasów rewolucji francuskiej pod znakiem idei demokratycznej. Dziś idea ta jest ideą martwą. Spełniło się w jej zakresie kierujące historią nieubłagane, żelazne, powiedzmy, straszne prawo logicznej konsekwencji, mocą którego żadna idea nie zejdzie z widowni, dopóki nie wyczerpie całej zawartości swojej, dopóki od wniosku idąc do wniosku, nie dojdzie do tego kresu, w którym staje się absurdem. Idea demokratyczna już się wyczerpała, już doszła do absurdu, przeistaczającego ją w przeciwieństwo tego, czem jest w istocie swojej. Świadczy o tym Rosja.

W istocie swojej idea demokratyczna zlewa się z chrześcijańską ideą braterstwa, jest ową powszechnością ludzką, za którą wzdychali sprawiedliwi wszystkich czasów i narodów, ale realizowana w sposób mechaniczny, stosowaniem gwałtu, nie cofającego się przed żadną obrzydliwością, stworzyła w Rosji „maszynerię wspólnoty,” jak się wyraził Fr. W. Förster, „bez ducha wspólnoty” czyli krwawą karykaturę, jaką jest panowanie najgorszych, tych, co łącząc przebiegłość z okrucieństwem, umieli drogą terroru zagarnąć władzę i terrorem ją utrzymują, aby płaszczem idei przykrywać swoje własne najpodlejsze zawiści, nienawiści, namiętności.

Z Rosji, raczej z Sowdepii, bo Rosji dziś nie ma, ów krwawy absurd umiejętnie rozciąga sieci swoje nad nami, nad Europą. Poddanie się jemu dowodziłoby, że rozkładamy się i gnijemy, że śmierć stuka do drzwi. Jeśli w organizmie naszym są jeszcze jakieś pierwiastki zdrowia, to reakcja nastąpić musi – i reakcji tej dopomóc jest powinnością ludzi uczciwych i rozumnych.

Działanie idei, gdy już się stała, lub bliska jest absurdu, porównać można z działaniem chorobotwórczych mikrobów – z tą różnicą, że mikroby fizyczne dokuczają, dręczą i organizm stawia opór napaściom niewidzialnych wrogów, niosących cierpienie i śmierć, mikroby zaś duchowe upajają, odurzają i pod wpływem narkotyku człowiek uświadamiać sobie przestaje i czuć, jak mu one myśl i wolę stopniowo trują. Ten brak odporności względem panującej atmosfery ideowej sprawdzamy codziennie, na każdym kroku, nawet u jednostek wybitnie inteligentnych, aż trudno nieraz zrozumieć, jak może człowiek umiejący myśleć tak bezmyślnie iść z prądem, który jego najżywotniejszym interesom bezpośrednio grozi. Polityk, który goni z tłumem, choć wie, że nie po stronie tłumu jest słuszność, obywatel, który się przyłącza do każdej sprawy, będącej popularną w danej chwili, są to – powiedział Australijczyk Stephen [1] – „tchórze i zdrajcy nowej ery”, tj. tej, która powinna nastąpić.

Umysły głębsze od dawna, od połowy wieku zeszłego i przedtem, przewidywały to, co dziś się stało, i zastanawiały się nad środkami zaradczymi przeciw niebezpieczeństwu, jakie sprowadzi demokracja, gdy odrzuci hamulce rozumu i sumienia. Jeden z najsubtelniejszych pisarzy szwajcarskich, H. Fr. Amiel [2], pisał w roku 1851, że przyszły statystyk, badając epokę naszą, stwierdzi rosnący postęp, przyszły zaś moralista – stopniowy rozkład: progrés des choses, déclin des âmes. Dlaczego? Bo idea demokratyczna spoczęła dziś na fikcji, że „większość ma za sobą nie tylko siłę, ale i rozum, że posiada mądrość, a zatem także i prawo stanowienia o wszystkim”. Fikcja ta zrodziła głosowanie powszechne, które pisarz, nigdy nie posądzony o „reakcjonizm”, Gustaw Flaubert, nazywał la honte de l’esprit humain [ze szkodą dla ducha ludzkiego]. Fikcję tę prostolinijnie rozwijając, dobrnęliśmy – mówi Amiel – do nonsensu, że im więcej postawimy obok siebie głupców, błaznów, zacietrzewieńców, nawet łotrów, tem większe wytryśnie stąd światło. „Czy nie jest – melancholijnie zapytywał on – niwelacja powszechna prawem natury, a życie uganianiem się ślepym za negacją życia?” I jakże trafnie, patrząc na Komunę Paryską w r. 1871, zapisywał w dzienniku swoim, że: „komunizm międzynarodowy niczym innym nie jest, jak kwaterunkiem nihilizmu rosyjskiego, a ten będzie wspólnym grobem ras starych, jak rasa łacińska i ras niewolniczych, jak Słowianie”.

Następstwa zasady powszechnego głosowania przejmowały grozą Karola Secrétana [3], którego zaliczamy do najgłębszych i najszlachetniejszych filozofów nowoczesnych. Przedmiotowi temu poświęcił on dzieło swoje: La Civilisation et la Croyance. Widząc i przewidując, że losy państwa i społeczeństwa coraz bardziej zależeć będą od pożądań i namiętności tłumów, podjudzanych i prowadzonych przez niesumiennych prowodyrów, trapił się zmorą możliwej bliskiej ruiny gmachu społecznego i zaprzepaszczenia w rzekach krwi wszystkiego, co w cywilizacji najlepsze, najwyższe. Więc co robić? Nadzieja jedyna – w umysłach i charakterach wysokiego poziomu. Czyli wychować trzeba ludzi przejętych świadomością swojej powinności społecznej. Świadomość zaś powinności, wiara w jej absolutne znaczenie jest wiarą w absolutne Dobro czyli w Boga: „Szukamy istoty doskonałej, pragniemy jej i potrzebujemy, wiara w Istotę doskonałą utrzymuje nas i stwarza”. Złudzeń Secrétan nie miał jednak żadnych; wiedział, że niewiele się znajdzie owych jednostek wyższych, o których marzył, ale od nich, tylko od nich zawisło ocalenie świata, tylko ich wspólny wysiłek może postawi jakąś tamę już zalewającemu nas falą rozhukaną najazdowi barbarzyństwa wewnętrznego, od którego, według Renana, zginie cywilizacja nasza. Niepodobna się nie zgodzić z Secrétanem, że ideę demokratyczną, która dziś utknęła w bolszewictwie, zwalczać można tylko podnoszącą nas ponad proch rzeczy ziemskich ideą religijną, ideą człowieka stworzonego na wzór i podobieństwo Boże, ideą człowieczeństwa przeciwstawianego bestializmowi najpodlejszych instynktów i pożądań, tą nieustępliwą – mówi Förster – mocą sumienia, której wspaniały symbol mamy w Antygonie Sofoklesa, tej strażniczce potęg moralnych, trwającej niezłomnie wobec Kreona, tj. w obliczu zastępców pisanego prawa „przy potężnym wieczystym prawie bogów” – i tylko tam „gdzie w duszach obywateli włada Antygona”, może być mowa o mocnych podwalinach porządku społecznego i państwowego.

Na podwalinach tych powinno się trzymać, jak to sama nazwa wskazuje, każde stronnictwo zachowawcze. Ono zachowuje, ono stoi na straży tych odwiecznych wrodzonych konieczności duchowych i tych opartych na nich zasad, które człowieka czynią człowiekiem, tj. istotą noszącą w sobie obraz i podobieństwo Boże, tem samym ideę człowieczeństwa podnosząc przeciwko bolszewickiej idei bestializmu tkwiącego w materializmie historycznym Marxa, ono ratuje od barbarzyństwa, a zatem nie jest i nie może być bezrozumną jakąś reakcją. Przeciwnie, historia naucza, że inicjatywa do reform bardzo postępowych szła nieraz od stronnictw zachowawczych; dzień każdy przynosi nowe potrzeby – i potrzeby te należy uwzględniać, ale zarazem należy umieć je uzgodnić z nakazami sumienia, czyli, mówiąc konkretnie, oświetlać je światłem Dekalogu i Ewangelii. I dodajmy do tego, że dziś jest łatwiej, niż kiedyś, iść w imię polityki chrześcijańskiej przeciw bolszewictwu z jego hasłem dyktatury proletariatu, gdy wiemy i widzimy na przykładzie Rosji, co pod tym hasłem się kryje.

Niestety, groźną w następstwach swoich jest także bezideowość tych, którzy bolszewictwu umieją przeciwstawić tylko nacjonalizm (a nie patriotyzm), czyli jednej namiętności drugą, też do niskich instynktów przemawiającą. Ci u nas, co na prawicy Sejmu zasiadając, wysunęli hasło naród, tym hasłem hipnotyzują szerokie masy i piętnują, jako nienarodowe, to wszystko, w czym nie brali udziału i czym nie kierowali, „rzucili tym samym – według słów jednego z najznakomitszych u nas umysłów politycznych, autora Wskrzeszenia Państwa Polskiego, Michała Bobrzyńskiego – płonącą żagiew w życie nasze publiczne”.

II

Wobec niektórych pozornych podobieństw między konserwatyzmem, a tak zwaną u nas narodową demokracją, obawiać się należy, że ludzie pokrewnego z nią sposobu myślenia mogliby się znaleźć w szeregach stronnictwa konserwatywnego, jeśliby się ono utworzyło, i mogliby je zepchnąć z właściwej drogi, a pchnąć ku celom nie mającym nic wspólnego z konserwatyzmem.

Przed chwilą przytoczyłem słowa Bobrzyńskiego. Wobec przerażającej w rozmiarach swoich nadprodukcji książkowej, co do której uczony francuski P. Stapfer [4] jeszcze w wieku zeszłym przepowiadał, że bliski jest czas, gdy dla umieszczenia tego wszystkiego, co się drukuje, potrzebne będą nie gmachy biblioteczne, lecz całe kwartały w miastach stołecznych – wobec ogromnej ilości książek, które my, literaci, czytać musimy, nie ma podobieństwa polegać na własnej pamięci. Czytając przeto podkreślam to, co najważniejsze – i podkreślając, czytałem wspomniane dzieło. Niedawno zajrzałem do tomu drugiego, do ustępów w nim podkreślonych i oto z tego ścisłego a suchego zestawienia faktów, jakiem jest Wskrzeszenie, powstał przede mną żywy, a w niejednym szczególe zastraszający obraz tych kilku lat istnienia niepodległej Polski. Niektóre z tych szczegółów warto dziś przypomnieć.

W dniu 4 listopada 1918 r. rząd, będący wówczas u władzy, wydaje jedyną w swoim rodzaju odezwę rewolucyjną wymierzoną przeciwko Radzie Regencyjnej, z ramienia której sam u steru władzy stał. Odezwa ta pisana według wzorów manifestów sowieckich wywiesza hasło „Polski ludowej”, apeluje do „pracującego ludu polskiego”, i zapowiada że „pracujący lud” (trudowoj narod) utworzy nowy rząd. I tę na wskroś demagogiczną odezwę, opartą na ciasnej podstawie partyjno-narodowej, nie zaś ogólno-narodowej, na której stała Rada Regencyjna, podpisują członkowie ziemiańscy rządu Świeżyńskiego. „Tym samym okazali – mówi autor Wskrzeszenia – że ich warstwa społeczna przestała być w budowie państwa polskiego czynnikiem samodzielnym, że w budowie tej historyczna tradycja polska i zasady konserwatywne nie znajdą odważnego obrońcy.” Przyznajmy ze wstydem, my, z pomiędzy tu obecnych, którzy do warstwy tej należymy, że wyrok ten jest słuszny. Oby nie zatwierdziła go przyszłość.

W kilka dni po odezwie tej obejmuje władzę Piłsudski. Ogłasza program „górujący niezmiernie nad programem Świeżyńskiego” tym, że jest wolny od pierwiastka demagogicznego. Ale nie mając możności stworzenia rządu koalicyjnego z powodu niezgody stronnictw, woli oprzeć się na karnych i oddanych jemu socjalistach oraz bliskich im radykalnych ludowcach. Prezydenturę gabinetu otrzymuje Moraczewski. Ten z pośpiechem wydaje najdemokratyczniejszą w świecie ordynację wyborczą, która nieszczęściem Polski się stała i nie wiemy jak ją naprawić, jak z nieszczęścia się wydobyć. Sejm, który jej zawdzięczamy, stał się najbardziej znienawidzoną i wzgardzoną w Polsce instytucją i powszechnie u nas przeklinają Moraczewskiego, jako twórcę ordynacji. Twórcą jej jednak nie jest; gabinet socjalistyczny znalazł projekt ordynacji gotowy, jako spuściznę po rządzie narodowo-demokratyczno-ziemiańskim Świeżyńskiego. „Byłoby nie do uwierzenia – pisze Bobrzyński – gdyby tego nie stwierdził sam Głąbiński. [5]”

A teraz uprzytomnijmy sobie ówczesne położenie Polski pod względem stosunku do sąsiadów: wszędzie na wschód od Wilna panowali bolszewicy; Wilno mieli Niemcy lada dzień im oddać; do Lwowa szturmowali Ukraińcy; wojska prawie nie było, we Francji zaś armia gen. Hallera urosła do sześciu dywizyj. Naczelnik państwa zażądał wysłania jej pod jego rozkazy. Ale Komitet Paryski, któremu przewodniczy Dmowski, nie uznaje Rządu polskiego, a sam wówczas jest jeszcze uznawany przez Ententę. Wysłaniu armii przeszkadza, aby ją uratować od Naczelnika państwa. Ale „wskutek tego Galicja wschodnia i Lwów krwawiły się wojną domową przez długie miesiące, a księstwo Cieszyńskie padło ofiarą czeskiego najazdu.”

W tym czasie Komitet wysyła do Polski St. Grabskiego pod pozorem „porozumienia się ze wszystkimi czynnikami”. Podróż ta i „porozumiewanie się” daje w wyniku zdwojoną w szeregach narodowej demokracji i jej przyjaciół nienawiść nie tylko do Naczelnika państwa i jego socjalistycznego gabinetu, ale do wszystkich byłych aktywistów, choćby należeli do konserwatystów czy umiarkowanych demokratów; „wmawiano w społeczeństwo, że trzeba ich usunąć, aby nie straszyć koalicji”. Koalicja jednak tego, co już było i przeszło nie lękała się i chciała – zwłaszcza Francja – mieć Polskę jednolitą, nie zaś szarpaną przez partie – i oto ten, którego imię figurowało zapewne na pierwszym miejscu w ułożonej liście proskrypcyjnej, były prezes N.K.N. Wł. L. Jaworski [6] otrzymuje w roku zeszłym wysokie odznaczenie ze strony Rządu francuskiego: Komandorię Legii Honorowej.

W styczniu 1919 r. nastąpiło otwarcie konferencji pokojowej. Co robi Dmowski powołany przez Radę Najwyższą do przedstawienia żądań polskich? Pisze memoriały, które „w połowie tylko – słowa Bobrzyńskiego – zajmowały się sprawą polską, w drugiej zaś połowie – koniecznością rozbicia Austro-Węgier” [7]. To drugie jest jego myślą ukochaną, znowu „nie do uwierzenia”, ale Dmowski sam potwierdza, iż od dawna rozumiał, że niepodległej Polski nie będzie bez rozwalenia przestarzałej budowy monarchii Habsburgów i od dawna w swym działaniu politycznym tym celem się kierował. Jaki zaś związek między jednym a drugim jest to jego tajemnicą, którą w książce swojej wyjaśnić próbował, ale nie umiał. Inni przeciwnie, widzieli właśnie w utrzymaniu Austro-Węgier ochronę dla nas przeciw Niemcom i Rosji. I Austro-Węgry – ten przedmiot „osobliwej nienawiści Dmowskiego” przestały istnieć; Dmowski osiągnął całkowity tryumf, pracę jego nad utworzeniem państwa Czecho-Słowackiego uwieńczyło powodzenie. I cóż? Czesi otrzymują od Koalicji mandat do administrowania Rusią Węgierską. Polska w ten sposób traci po przejściu Słowacczyzny do Czech jedyny punkt bezpośredniego zetknięcia z Węgrami, tym jedynym państwem, z którym nas łączy ścisła wspólność interesów, które w razie nowej zawieruchy byłoby jedynym naszym sprzymierzeńcem, Czesi zaś wytężają wszystkie siły, ażeby granicząca z Rusią Węgierska Galicja Wschodnia odpadła od Polski, za rzecz najpilniejszą dla siebie uznając wspólną granicę z Rosją. Słowem, Polska otoczona, ściśnięta zewsząd przez obce jej i wrogie potęgi, znalazła się, dzięki staraniom Dmowskiego i jego przyjaciół, w sytuacji politycznej najgorszej, jaka się da pomyśleć. – To jedno. – Nie zapomnijmy o drugim, o tem mianowicie, że swoim jaskrawym antysemityzmem Dmowski lekkomyślnie się naraził wpływowym na konferencji Żydom: „cały obóz żydowski stanął wrogo wobec Polski we wszystkich poczynaniach jej delegata”, a wynikiem tego jest traktat narzucony Polsce, a zabezpieczający tzw. prawa mniejszości narodowych. „Polska niepodległa – pisze autor Wskrzeszenia – przestawała nią być naprawdę, skoro obce rządy pod łatwym pretekstem mogły do jej spraw wewnętrznych się mieszać…”

D.C.N.

Przypisek redakcji [Słowa]. Drukując artykuł czcigodnego autora zastrzega redakcja Słowa, że uznając zasady w nim wyrażone za sztandarowe i programowe konserwatyzmu polskiego, nie w zupełności się zgadza na niektóre polityczne, polityczno-historyczne i polityczno-osobiste wywody w nim zamieszczone.

Słowo (Wilno), nr 159, 11 lipca 1926

Przedruk w: Od Petersburga do Leningrada, Wilno 1934

_______

  1. „Democracy and Character”. Cytuję wedł. Etyki i polityki Förstera w opracowaniu Józefa Mirskiego (Lwów, 1926). [przypis Autora, 1926]

  2. Henri-Frédéric Amiel – filozof szwajcarski, piszący po francusku. Autor słynnego Dziennika intymnego. [przyp. redakcji wp]

  3. Charles Sécretan – filozof szwajcarski XIX wieku, który m.in poprzez dzieło pt. Cywilizacja i wiara miał duży wpływ na tzw. neoidealizm rosyjski Bierdiajewa i Sołowiowa. [przyp. wp]

  4. Philippe Albert Stapfer – kolejny filozof szwajcarski, piszący po francusku i osiadły we Francji. Bliski przyjaciel Maine de Birana. [przyp. wp]

  5. Stanisław Głąbiński – polityk endecki, miał objąć urząd ministra spraw zagranicznych w rządzie Świeżyńskiego. Zginął w więzieniu sowieckim w roku 1941. [przyp. wp]

  6. Władysław Leopold Jaworski – polski polityk konserwatywny, prezes Naczelnego Komitetu Narodowego w latach 1914-16. [przyp. wp]

  7. Trafne uwagi o szaleństwie pomysłu znajdujemy u Hipolita Korwin-Milewskiego (70 lat wspomnień, Poznań 1930, s. 404-6). Por. M. Zdziechowski, „Pod wrażeniem dziejów porozbiorowych Michała Bobrzyńskiego”, Przegląd Współczesny, styczeń-luty 1932. [przyp. Autora, 1934]

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2014/11/13/polski/
Kategorie: Marian Zdziechowski, Marian Zdziechowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2014/11/13/polski/