Zamknij
Dariusz Rohnka

Contra spem

29 września 2013 |Dariusz Rohnka, Przybijanie kisielu do ściany
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2013/09/29/contra-spem/

„…hasłem wszystkich zgoda będzie i ojczyzna nasza…”

Trudno dociec z jakiego powodu w 1927 roku usunięto powyższy fragment z oryginalnego tekstu. Czyżby młoda sanacyjna władza bała się prostych skojarzeń, cofających pamięć do niedawnego majowego zamachu, oskarżeń o postępowanie wbrew uświęconej tradycji? Czy tylko z tego powodu okaleczono, było nie było, drogocenny tekst?

Jakkolwiek nie brzmiałaby odpowiedź, jedno wydaje się pewne – czyniąc tak nie postąpiono zgodnie z „duchem narodu”, ukształtowanym w XIX wieku duchem więzi, wspólnoty, jednomyślności; duchem, który zaledwie kilkanaście lat później wyda cierpki owoc narodowej dyscypliny. Nie postąpiono zgodnie z „duchem”, ale chyba także nie z „logiką dziejów”. Z logiką, która nakazuje przecinać węzeł gordyjski, gdy nie dostrzec na widnokręgu widoków na mniej radykalne rozwiązanie. W tym konkretnym przypadku ucięto po prostu fragment Hymnu. Przewrót majowy był efektem analogicznego myślenia, tyle że na znacznie poważniejszym planie.

„…nigdy naród nie zginął w wojnie domowej, niejeden zaś wzmacniał się i odradzał…” – pisał sto lat wcześniej mądry Chateaubriand. Tak też może myślał Piłsudski, ale pomyślawszy, zatrzymał się w pół kroku. Coś mu nie pozwalało dokończyć rozpoczętego dzieła. Cóż to mogło być, rzecz jasna nie sposób dociec z absolutną pewnością. Pozostają domysły. Osobiście, stawiałbym na przywiązanie do pozorów, albo raczej chroniczny lęk przed ich utratą.

Życie Piłsudskiego upływało w cieniu pozorów (co mi się samemu wydaje w tej chwili myślą mocno paradoksalną). Bo czy nie sprawianiem pozorów była jego działalność na rzecz socjalizmu, czynu zbrojnego, federacji, w końcu też demokracji? Czy nie pozorami podszyta była jego organiczna niechęć do przeważenia szali zwycięstwa na stronę białej Rosji? Czy za trzynastoletnim fiaskiem politycznej sanacji, a w istocie epoki politycznego matactwa, nie skrywa się pozór demokratycznego ustroju? Myśl, że przez całe swoje intrygujące życie wysiadał Józef Piłsudski z nieistniejącego tramwaju wydaje mi się trafna. Socjalizmu nigdy nie traktował poważnie; opieszałość przygotowań do czynu zbrojnego dobrze ilustruje obojętność, na jaką żołnierze Komendanta natknęli się tuż za rogatkami Krakowa; policzek zadany Litwinom w postaci „buntu Żeligowskiego”, zdrada ukraińskiego sojusznika oraz ryska hańba mówią wszystko o jego idei federacyjnej; maj 1926 określa stosunek Piłsudskiego do demokracji. Cała reszta, wizerunkowa otoczka, czy jak się utarło mawiać – legenda, to właśnie tylko gra pozorów. Ironia losu, że jedyny człowiek w tym kraju, który miał szansę w przeszłym stuleciu na zbudowanie trwałego politycznego bytu, okazał się pozorantem. Kimś, kto mimo wielkiego wybujałego ego, nie miał odwagi spojrzeć prawdzie w oczy. Z ironią czy bez, uczmy się na błędach.

I jak tu (z takim bagażem najgorszych doświadczeń, pomimo całkiem przecież obiecujących okoliczności) ufać w zwycięstwo „przeciw nadziei”? Czy nie jest to tylko gra pozorów, budowanie optymizmu na pesymistycznych fundamentach? Czy rachunek sił i środków, niekonsekwencja oraz notoryczny brak woli nie skazują nas nieodwołalnie na porażkę? A jednak widmo antybolszewickiej ufności krąży bezustannie nad Wydawnictwem Podziemnym. Wyrywa z niebytu całe antybolszewickie armie, sen zamienia w projekcję rzeczywistości.

Podobnie jak kilka osób wypowiadających się na tutejszym forum, i ja jestem pod wrażeniem doskonałego tekstu p. Orła; prowokacyjnej śmiałości z jaką nie zawahał się przerysować istniejącego stanu rzeczy. Powstała dzięki temu nader przyjemna iluzja, że są nas miliony i że mamy do tego realną potencjalną moc. Czy jest to zresztą tylko iluzja? Czy nie ma p. Orzeł racji dochodząc do atrakcyjnego wniosku, że miliony ludzi u nas (i na całym świecie) widzą absurd bolszewickiego panowania? Cóż nam szkodzi zaufać, że to materiał ludzki, z którym wyleczyć można z bolszewizmu świat?

Ryzyko jest i to dość oczywiste. Ryzyko upłynnienia (w oceanie prozaicznego malkontenctwa) całkiem bodaj wartościowej antybolszewickiej idei. Z kogo bowiem składa się owa armia niezadowolonych? Czyżby to byli nihiliści w typie rewizjonistów 4 czerwca, negujący istnienie iii rp, którym się wcale nie wydaje, że żyją w „niepodległym”, choć nie całkiem „suwerennym”, kraju? Czy wielu takich zatraceńców możemy policzyć? Czy może o podobnych indywiduach wcale nie ma tu mowy? Może chodzi jedynie o krytyków „rządu”, albo o zwolenników „konkurencyjnej opcji”, słuchaczy tego lub owego radia, czytelników takiej czy siakiej „prawicowej” gazetki, której redaktorów pragnie się hołubić za odkrywanie coraz to nowych dziur w durszlaku?

„Nie ma bowiem niebezpieczniejszych komunistów jak komuniści, którzy nimi być nie myślą” – pisał w 1849 roku Antoni Szymański, publicysta i działacz polityczny okresu „wiosny ludów”, który z wyznawcami komunistycznej utopii miał do czynienia na co dzień. Szymański mówił tak: nie wyobrażajcie sobie, że jesteście nosicielami pięknej idei; wasze myślenie jest „niebaczne”, jest „płoche”, ale to was nie usprawiedliwia, nie zwalnia od winy. Komunizm jest największym wrogiem wolności, dlatego wobec ludzi, którzy tę ideę wspierają, świadomie czy nieświadomie, nie może być pobłażliwości.

Mnie się ta myśl wydaje bezcenna. Nie dajmy się zwieść pozorom ludzkiej przyzwoitości. Nie zawieszamy poprzeczki zbyt wysoko. Nie trzeba wielkich myślowych kwalifikacji, żeby dostrzec bolszewicki absurd, ważne jeszcze co się z tą wiedzą robi; czy jej się aby nie kamufluje w skrytości umysłu przed samym sobą; czy wyciąga się wnioski? Antybolszewizm pozostanie żywą ideą tylko wówczas, jeśli zachowamy kanciastą granicę podziału. W tej grze nie ma miejsca na pionki w odcieniu szarości. Na połowiczność i półśrodki, pół-antybolszewickie poglądy. Musimy wciąż pamiętać z jak niezwykłym wrogiem mamy do czynienia. Nie szukajmy sojuszy tam, gdzie ich nie ma, gdzie bolszewicka mentalność, jeśli nawet nie króluje, jest u siebie w domu. Pamiętajmy o uwadze Antoniego Szymańskiego. Rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Nie bójmy się polaryzacji, gdy zgoda nie jest możliwa.

Przewodnia myśl p. Orła wydaje mi się trudna do przecenienia; jest myślą poszukującą, ekspansywną, wykraczającą poza ramy akademickiej dyskusji. Nie wiem czy może nas dokądkolwiek zaprowadzić, ale jest tego rodzaju „eksperymentem myślowym”, który zasługuje na najwnikliwszą uwagę. 

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2013/09/29/contra-spem/
Kategorie: Dariusz Rohnka, Przybijanie kisielu do ściany
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2013/09/29/contra-spem/