Zamknij
Dariusz Rohnka

O wolności

1 lipca 2012 |Dariusz Rohnka, Narodziłeś się w Polsce ludowej, Piaskownica
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2012/07/01/o-wolnosci/

Właściwie słuszniej byłoby napisać „o wolności w peerelu”, doszedłem jednakże do, przyznaję, przebiegłej antycypacji, że treści opatrzonej równie parszywym tytułem żaden zdrowy na umyśle i duszy czytelnik Wydawnictwa Podziemnego wziąć do ręki i przeczytać ochoczo nie zechce. Stąd tytuł nieadekwatny, sugerujący próbę podjęcia tematu nader poważnego, przekraczającego, rzecz jasna, skromne ambicje piszącego te słowa.

Zapytasz wysubtelniony czytelniku słusznie: skoro owa peerelowska substancja taka obrzydliwa, sparszywiała, źle pachnąca i niemiła po cóż w niej pióro nurzać, mieszać, atmosferę zatruwać? Na tak bałamutne pytanie odpowiedź może być tylko jedna: bywa, że sytuacja wymaga od nas poświęcenia, babrania się w nieczystościach, gdy – podobnie jak chirurg operujący jakąś tam gnijącą kichę – zmuszeni bywamy do podjęcia drastycznych kroków. „Wolność w peerelu”, a raczej zagadnienie czy ona jest czy jej całkiem nie ma, czy być może, dla kogo, w jakich okolicznościach, dokładnie taką sytuację wytwarza.

Przejdę do rzeczy. Do bezpośredniego impulsu, który tekst poniższy spowodował. Impulsem tym był odrobinę – wedle mnie – kontrowersyjny fragment ostatniego artykułu Michała Bąkowskiego, w którym zaprezentował myśl następującą:

Mackiewiczowska teza, że osobista wolność jest ważniejsza niż wolność narodu lub państwa, wydaje mi się słuszna. Weźcie sobie pseudo-suwerenne państwo demokratyczne, a dajcie mi w zamian cesarsko-królewską wolność i poszanowanie prawa. Nazywam dzisiejsze wcielenie prlu „najlepszym z prlów”, bo bez wątpienia ludziom żyje się lepiej, czują się wolni, cokolwiek by to miało znaczyć.

Zacznijmy od niewątpliwych racji, przemawiających na rzecz takiego dokładnie poglądu. Bo czyż istotnie peerel obecny, nazywany „drugim” (sam podobnego rozróżnienia staram się nie stosować), barwny i kolorowy, wesoły (a może tylko prześmiewczy), modernistyczny całą swoją sparszywiałą gębą (pewien typ przymiotników nie chce mnie jakoś opuścić), czyż taki peerel nie jest istotnie lepszy od szarego, zgrzebnego monstrum znanego lepiej lub gorzej wszystkim tym, którzy przetrwali na tym padole nieco dłużej niż ćwierć wieku? Czyż nie żyje się teraz po prostu lepiej? I choć nie może być oczywiście mowy o wielkiej jakościowej odmianie, o jakiejś tam „Wolnej Polsce”, którą nam co dzień obwieszczają najbardziej zatwardziali naprawiacze tutejszego bolszewizmu, czy sam już przyrost ilościowy dóbr wszelkich nie stanowi o przewadze teraźniejszości?

„Chleba i wolności” (chleba na pierwszym miejscu) – tak wołali antykomunistyczni manifestanci w czerwcu 1956 roku w Poznaniu. I oto proszę, przyszedł rok 1989 i tego chleba aż nadto, do wyboru i koloru. Podobnie wiele atrakcyjnych łaszków, nieznanych wcześniej rozrywek, licznych hedonistycznych możliwości. Prawda, że nie dla wszystkich owe dobra obfite, że w pierwszych przynajmniej latach „transformacji” dla posesjonatów nomenklaturowych spółek oraz ich akolitów głównie, dla całej reszty niemal – kłujący w oczy widok cudzego bogactwa, dajmy jednak spokój mniej istotnym drobiazgom. Nie o to tu idzie.

Zgódźmy się zatem chętnie z Michałem Bąkowskim – ludziom żyje się lepiej. Boć przecie lepiej jest jeść niż nie jeść, ubierać się w rzeczy niż chodzić w łachmanach, wakacje spędzać na Seszelach lub innych Ibizach, a nie bąki zbijać w jakimś tam Zapyziewie. Powinniśmy się także zgodzić z kolejnym twierdzeniem, tym mianowicie, że ludzie „czują się wolni”, a zgodziwszy się i na to, spojrzeć sobie w lustro i zapytać nieśmiało: o co tu autorowi (czyli mnie) właściwie chodzi? Czyżbym (o ja przebiegły!) wynalazł był właśnie nową technikę polemiczną, polegającą na przytakiwaniu?

Liberum arbitrium

Diabeł, jak to zwykle, tkwi w szczegółach. Pochylmy się zatem przez moment nad właściwym sensem naszego problemu. Cóż tu mamy? M. in. wyraźną sugestię, że owo, odczuwalne wyraźnie w peerelu „poczucie wolności” jest czymś w rodzaju… chciałoby się napisać – wartości, ale ponieważ to całkiem wykluczone (o czym za moment), określmy owo „wolnościowe czucie” nieco mniej kontrowersyjnie, jako dodatnią cechę peerelowskiej „rzeczywistości”. Czy możliwe jest, żeby to był pogląd słuszny?

Niewątpliwą rację miał Michał Bąkowski (prawda, że dziwna polemika?), gdy pisał jakiś czas temu:

Wolność jest formą działania. Jako taka jest warunkiem odpowiedzialności, winy bądź zasługi i całego tego obszaru, który nazywamy moralnością. Wolność jest niezwykle ważna, bez niej nie można mówić o człowieku jako podmiocie, bo działania nie-wolne są bez znaczenia.

Cóż z tego wynika? Przede wszystkim całkiem niezwykłe znaczenie wolności, która, co prawda, jak w nieco innym miejscu świetnie uzasadnia Michał Bąkowski*, sama w sobie nie jest żadną wartością, ale jednak niezmiernie ważnym warunkiem realizacji podmiotowych działań człowieka. Działania człowieka nie-wolnego „są bez znaczenia”, nie liczą się. Pozostaje w tej sytuacji rozstrzygnąć, który z tych dwóch przypadków (wolny, nie-wolny) bardziej pasuje do przeciętnego człowieka tutejszego.

Skupmy się raz jeszcze na owym „poczuciu wolności”, charakteryzującym en masse peerelowskich obywateli? Czy to dobrze, czy źle, że owo „poczucie” w ogóle występuje? A może ono samo stanowi niejaką wartość? Czy fakt, że czyni peerel „najlepszym” samo w sobie nie przesądza sprawy? A może jest całkiem inaczej: może nie należy szacować kwestii „poczucia wolności” w oderwaniu od dziedziny świadomości?

O jakim „poczuciu wolności” mówimy? Nie dotyczy ono przecież wolnych ludzi w wolnym kraju. To poczucie pozbawione jakichkolwiek realnych podstaw, z gruntu fałszywe. Nie niesie ze sobą żadnych cech dodatnich, stanowi za to wymowny dowód bolszewickiego zniewolenia. Wolność, a zatem i „poczucie wolności” mogą być osiągnięte tylko przez człowieka rozumnego, takiego, który potrafi uświadomić sobie własne tu i teraz, określić mniej lub bardziej precyzyjnie swoje miejsce w świecie. „Poczuciu wolności” w znaczeniu wolności w wolnym „postpeerelowskim” kraju atrybutu słuszności rzecz oczywista przypisywać nie można. Nie wynika z rozumnej analizy rzeczywistości, już raczej z odmiennego stanu umysłu, urojenia, rodzaju zbiorowej fantasmagorii. Dlatego osobiście, gdybym miał już wartościować dwie kolejne fazy peerelu (a jestem od podobnych chęci jak najdalszy) wybrałbym zdecydowanie tę pierwszą, zgrzebną i zamordystyczną.

Nie musimy koniecznie oddzielać duszy od ciała, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, co więcej waży na szalach egzystencji: duch czy materia? Choć zdecydowana większość ludzi w realnym życiu wybiera materię, mało kto byłby skłonny właśnie jej przypisywać pierwszeństwo. Jeśli zatem zapytamy, co ważniejsze, czy materialny poziom życia czy też poziom indywidualnej świadomości, także wówczas nie wzbudzimy nadmiernej dyskusji. To że tu i teraz żyje się bogaciej (zakładając warunkowo, że to prawda), nie ma – rzecz prosta – większego znaczenia w zestawieniu z zagadnieniem poziomu świadomości w dwóch odsłonach peerelu.

Decydująca będzie umiejętność rozumnej oceny rzeczywistości, od niej uzależniony jest poziom naszej intelektualnej i duchowej egzystencji: czy będzie nas stać na dokonywanie wolnego wyboru, czy raczej zadowolimy się instynktem stadnym. W tej płaszczyźnie rozumowania nie może być nawet cienia wątpliwości, w którym z „dwóch” peerelów żyło się i żyje rozumniej, a więc i wolniej, rzecz oczywista, także „lepiej”.

Dusza powinna być wolna

Tak mawiał Sokrates. Niestety rzeczywistość bywa dość odległa od postulatu greckiego filozofa. Może dlatego warto zejść na chwilę na ziemię i zastanowić się przez moment, czy aby na pewno nie popełniamy błędu naiwności, automatycznie przypisując werbalnym deklaracjom prawdziwe znaczenie? Czy rzeczywiście jest tak, że wszyscy nagle, ni stąd ni zowąd, w tym „lepszym” rzekomo peerelu zbaranieli, utracili bezpowrotnie zdolność rozumowania, umiejętność trafnego odczytywania rzeczywistości, „poczuli się wolni” nagle i niespodziewanie, za to całkowicie szczerze, czy też kryje się za tymi deklaracjami jakaś całkiem jeszcze inna, smętna prawda? Czy, słowem, to zbiorowe zbęcwalnienie czy tylko grzeszne wyrachowanie, chęć przystosowania się, mimikra?

Nie chcę w tej chwili tej kwestii rozstrzygać, formułować odpowiedzi obarczonych potencjalnym błędem. Więc nie odpowiem na pytanie ilu, wedle mnie, w czterdziestomilionowej masie peerelowskich obywateli znaleźć można życiowych Makiaweli. Nie o liczby tu idzie, których zresztą nikt precyzyjnie podać nie jest w stanie, ani tym bardziej kto w niniejszych zaczątkach dyskusji ma rację. Chodzi jedynie o spójną, przekonującą odpowiedź na nader drażniące pytanie: skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?


Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2012/07/01/o-wolnosci/
Kategorie: Dariusz Rohnka, Narodziłeś się w Polsce ludowej, Piaskownica
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2012/07/01/o-wolnosci/