Zamknij
Dariusz Rohnka

Golicyn, Nosenko i kilka zapomnianych drobiazgów IV

17 września 2011 |Dariusz Rohnka, Golicyn Nosenko i kilka drobiazgów
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/09/17/golicyn-nosenko-i-kilka-zapomnianych-drobiazgow-iv/

Nosenko i Oswald – trzy koncepcje

Już we wrześniu 1964 roku Komisja Warrena zawyrokowała, że Oswald przeprowadził zamach na amerykańskiego prezydenta samodzielnie (czyż nie zdumiewająca pewność siebie?), ale pomimo to, od początku istniały bardzo poważne przesłanki, wskazujące na sowiecki udział, czy choćby tylko inspirację. Na kilka tygodni przed zamachem, we wrześniu 1963 roku, Oswald spotkał się w Meksyku, w tamtejszej sowieckiej ambasadzie z konsulem Walerijem Kostikowem, który obok pracy konsularnej, pełnił także służbę jako oficer KGB w Wydziale 13, wydziale „od mokrej roboty”, tzn. od politycznych zabójstw. Powtórzmy: domniemany zabójca prezydenta na kilka tygodni przed zamachem spotyka się z sowieckim ekspertem od politycznych morderstw. Przypadek? Szef amerykańskiego kontrwywiadu był przekonany, że nie.

Niestety, nie da się zweryfikować trafności podejrzeń Angletona oraz innych osób, ani wyjaśnić roli jaką miał do odegrania Nosenko, sposobu w jaki sowieci zareagowali na dezercję Golicyna i jak głęboko sięgały ich obawy w związku z tym ostatnim wydarzeniem – bez choćby tylko pobieżnego zagłębienia się w przypadek Oswalda oraz jego związku z aktywnością Nosenki. „Niestety”, ponieważ znalezienie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie kim był Oswald i jaka była jego faktyczna rola wydaje się, biorąc pod uwagę ogrom związanego z tą sprawą materiału, praktycznie niemożliwe. Być może jednak choćby tylko postawienie w tej sprawie wiarygodnej tezy, pozwoli na bardziej wnikliwe rozpatrzenie przypadku Nosenki.

Wyodrębnić można trzy alternatywne warianty powiązań między Oswaldem i Nosenką. Każdym z nich zajmiemy się osobno. W pierwszym z nich, zbudowanym w dużej mierze w oparciu o informacje Nosenki, Oswald występuje jako bardzo mało istotna i równie mało interesująca persona, zagubiony młody Amerykanin, niezadowolony z dotychczasowego życia malkontent, poszukujący nowych wrażeń, może kierunków rozwoju, który decyduje się na krok, jak na Amerykanina na przełomie szóstej i siódmej dekady XX wieku, wyjątkowo egzotyczny, prosząc władze sowieckie o pozwolenie pobytu na terytorium ZSRS. Tak, w przybliżeniu wygląda, oficjalna wersja samego Oswalda, Nosenki i władz sowieckich. Charakteryzuje się jednak niebywałą ilością słabych punktów. Wersja ta opiera się głównie na 2 źródłach i jednej, niezwykłej sugestii. Po pierwsze, na pamiętnikach Oswalda, który zrelacjonował w nich swój pobyt w Związku Sowieckim; po drugie, na zeznaniach Nosenki, składanych w pierwszych miesiącach 1964 roku (kilka tygodni po zabójstwie Kennedy’ego) oraz na nieoficjalnej sugestii władz sowieckich z roku 1978, że mianowicie, najbardziej kompetentnym źródłem, jeśli idzie o aktywność Oswalda w Związku Sowieckim, jest nie kto inny, a ich były własny człowiek, dezerter Jurij Nosenko.

Po raz pierwszy Nosenko zeznawał w sprawie Oswalda na początku 1964 roku, był w tym czasie także poddawany testom przy pomocy wykrywacza kłamstw. Wypadł skrajnie niewiarygodnie.

Nosenko zeznał, że gdy w 1959 roku podczas pobytu w Moskwie Oswald poprosił o możliwość pozostania na terenie Związku Sowieckiego nie chciano nawet słyszeć o takiej możliwości, a zdanie zmieniono dopiero w wyniku próby samobójczej, jakiej miał rzekomo dokonać Oswald w swoim hotelowym pokoju. Nosenko utrzymywał, że KGB w ogóle nie interesowało się Oswaldem. Zapytany wprost dlaczego KGB nie było zainteresowane przesłuchaniem Oswalda na temat amerykańskiej piechoty morskiej, czy na temat amerykańskiej instalacji radarowej w Japonii (podczas swojej służby wojskowej Oswald obsługiwał właśnie te urządzenia), Nosenko odpowiedział, że KGB nie wiedziało nawet, że Oswald był kiedykolwiek w Japonii. Dla przesłuchujących Nosenkę agentów CIA było oczywiste, że Nosenko kłamie. Wywiązał się następujący dialog:

Pytanie: Dlaczego tego nie wiedzieli? Pytali go?

Odpowiedź: Nikt nie będzie rozmawiał z osobą, która nie jest normalna. KGB boi się.

Pytanie: Co Pan rozumie pod słowem „boi się”. Przecież na tym polega praca KGB.

Odpowiedź: Nie miałem na myśli, że bali się w tym znaczeniu. KGB boi się, ponieważ rozmawianie z kimś takim, angażowanie się w tego rodzaju kontakt, spowoduje wielki ból głowy.

Tego rodzaju wymówka najwyraźniej nie przekonała agenta prowadzącego przesłuchanie. Dociekał dalej:

Pytanie: Czy ktokolwiek, kiedykolwiek usiadł z tym człowiekiem i zajął się jego życiorysem? Poprosił o spisanie historii jego życia, każdego miejsca, w którym mieszkał, pracował, wszystkiego, co kiedykolwiek robił. Jeśli odbywał służbę wojskową, to kiedy, jaką, gdzie, wszystko?

Odpowiedź: Nigdy. Nikt tego nie zrobił.

Pytanie: Nie mogę w to uwierzyć… Ten człowiek mógł spędzić pięć lat swojego życia pracując dla amerykańskiego wywiadu. Być może przez cały czas swojej służby w piechocie morskiej pracował dla wywiadu. I KGB nie miałoby o tym wiedzieć?

Odpowiedź: To nie zostało zrobione. Nigdy nie rozmawiał z żadnym oficerem KGB ani w Moskwie, ani w Mińsku.

Nie było powodu, aby wierzyć Nosence. Jego opowieść o zadziwiającej obojętności sowieckich służb wywiadowczych była wyjątkowa niedorzeczna. Nie wierzono mu także ze względu na analizę materiału zebranego na wykrywaczu kłamstw. Taki była stan wiedzy na temat wiarygodności Nosenki w połowie lat 60.

Do tematu powrócono po czternastu latach. Podczas prac Komisji Izby Reprezentantów ds. Zabójstw (The United States House of Representatives Select Committee on Assassinations – HSCA) poproszono eksperta do spraw badań z zastosowaniem poligrafu, Richarda O. Arthera o metodologiczną i merytoryczną analizę testu przeprowadzonego z udziałem Nosenki w 1964 roku oraz kolejnego z października 1966 roku, a także testu ostatniego, z 1968 roku. Wyniki tej analizy okazały się więcej niż ciekawe.

Arther rozpoczął swoją pracę od uważnego prześledzenia zapisów na tzw. „czystej karcie”, na której zapisana została jedynie amplituda reakcji przesłuchiwanego na poszczególne pytania. Zaznaczył miejsca, w których wyniki były najbardziej dynamiczne i porównał je z pełnym zapisem przesłuchania. Okazało się, że Nosenko kłamał „najmocniej” tam, gdzie wymienione było nazwisko Oswalda. Zdaniem Arthera wynik był bardzo „wyraźny”, mimo „emocjonalnej niewydolności” Nosenki (Arther miał zastrzeżenia do długości testu, który trwał aż cztery i pół godziny).

Kolejny test przeprowadzono 18 października 1966 roku. W tym przypadku skupiono się przede wszystkim na pytaniach związanych z Oswaldem. Na 32 pytania związane z tym nazwiskiem, kłamstwo odnotowano w 10 przypadkach. Arther wyodrębnił te dziesięć pytań w oparciu o tę samą metodę „czystej karty”. Warto je przytoczyć (przypominam, że we wszystkich tych przypadkach Arther odnotował kłamstwo):

1. Czy dostał pan specjalne instrukcje, co mówić Amerykanom o przypadku Oswalda? (Nie)

2. Czy Oswald został zwerbowany przez KGB jako agent? (Nie)

3. Czy KGB uważało, że Oswald jest nienormalny? (Tak)

4. Według pana wiedzy, czy Oswald rozmawiał z oficerem KGB w Meksyku?

5. Czy pana związek ze sprawą Oswalda stanowi część pana legendy? [w punkcie 4 jak i w punkcie 5 brakuje niestety odpowiedzi Oswalda – wiemy jedynie, że kłamał]

6. Czy słyszał pan o Oswaldzie przed zabójstwem prezydenta Kennedy’ego? (Tak)

7. Czy słyszał pan o Oswaldzie wyłącznie po zabójstwie prezydenta Kennedy’ego? (Nie)

8. Czy rozkazał pan osobiście …………………. w 1959 roku zebranie materiałów na temat Oswalda? (Tak)

9. Czy KGB poinstruowało pana, aby pan nam powiedział, że Oswald był złym strzelcem? (Nie)

10. Czy KGB udzieliła Oswaldom jakiejkolwiek pomocy, gdy opuszczali Związek Sowiecki? (Nie)

Na zakończenie Arther przeanalizował jeszcze jeden test na wykrywaczu kłamstw, przeprowadzony w sierpniu 1968, gdy – o czym wiemy – pracownikom Agencji chodziło już tylko o potwierdzenie wiarygodności Nosenki, o nic więcej. Tym razem były tylko dwa pytania na temat Oswalda i przy obu Nosenko wypadł celująco:

1. Czy przeglądał pan właściwie teczkę KGB dotyczącą Oswalda? (Tak)

2. Czy Lee Harvey Oswald otrzymał od KGB jakiś trening czy zadanie? (Nie)

Arther stanowczo skrytykował metodologię obu pytań. Pierwsze z nich pozbawione było tak ważnego elementu jak data. Nosenko zeznawał, że znał teczkę Oswalda jeszcze przed zabójstwem, dlatego stosowna data powinna się znaleźć w pytaniu. W innym wypadku, Nosenko mógł zapoznać się z teczką w dowolnym terminie, a ten nie mógł mieć wpływu na poprawność jego odpowiedzi. Równie poważny błąd metodologiczny popełniono przy okazji drugiego pytania, które składało się z dwóch pytań. W takiej sytuacji, jak przekonuje Arther, gdy testowana osoba odpowiada zgodnie z prawdą na jedno z pytań, a na drugie kłamliwie, generalnie jego odpowiedź wypadnie poprawnie.

W świetle analizy Arthera, w świetle innych poszlak i dowodów, kwestia wiarygodności Nosenki, we wszystkich związanych z tym nazwiskiem sprawach, już dawno powinna być rozstrzygnięta, jednoznacznie i bezdyskusyjnie. Tak się jednak nie stało ani pod koniec lat 60., gdy Nosenko zdobywał oficjalny status uciekiniera godnego zaufania, ani pod koniec lat 70., w trakcie kolejnych przesłuchań HSCA. Mimo stuprocentowych dowodów przemawiających na niekorzyść tego potrójnego agenta, Nosenkowe kłamstwo kwitło i kwitnie bez przeszkód.

Nosenko, który kłamał od początku do końca w trakcie wszystkich rozmów, przesłuchań, testów, uczynił z tego kłamstwa mechanizm obrony, a kluczem do tego mechanizmu było nic innego tylko „szczere” przyznanie się do kłamstwa, choć, rzecz jasna, nigdy nie przyznał się do kłamstwa zasadniczego, tj. że był nasłanym „potrójnym” agentem. Występując przed Komisją w 1978 roku Nosenko przyznawał się m. in. do następujących kłamstw: kłamstwa dotyczącego stopnia służbowego w jakim służył; „ideologicznych” (a nie materialnych) motywów swojej dezercji (miał obawiać się, że Amerykanie nie uwierzą w motyw „ideologiczny”); w sprawie depeszy odwołującej go rzekomo z Genewy. Podobnie jak bardzo liczni obrońcy jego sprawy, wskazywał na różnorakie „okoliczności łagodzące” związane z długim pasmem kłamstw i niekonsekwencji, jakich dopuszczał się podczas kolejnych zeznań. Tak więc, zależnie od daty i okoliczności, Nosenko zeznawał pod silnym wpływem alkoholu, halucynogennych narkotyków, pod nieustającą psychiczną presją ze strony przesłuchujących, a nawet pod wrażeniem pewnego rodzaju tortury ze strony agencyjnego lekarza (który miał przez dziesięć minut poprzedzających badanie poligrafem trzymać palec w anusie Nosenki).

Jak wiadomo, żadna z zastosowanych technik nie pomogła wydobyć z Nosenki zasadniczej prawdy, choć – wedle Bagleya – był przynajmniej jeden moment w trakcie długotrwałych przesłuchań, gdy Nosenko był bliski załamania. Jednak brak przyznania się miał jak najbardziej racjonalne podstawy. Po pierwsze – ów dziwny upór przyczynił się do jego uwolnienia i rehabilitacji. Po drugie – bez jednoznacznego przyznania się – sprawa zawsze może podlegać dyskusji, otwierając furtkę dla niekończącej się liczby domysłów i spekulacji.

A jednak nie dajmy się zwariować. Rola Nosenki, jako potrójnego agenta, jest oczywista. Ufff… chciałoby się powiedzieć. Ale, no właśnie – co z tym fantem począć dalej?! Słusznie możemy podejrzewać, że dopiero teraz wzniesienie, na które dzielnie wspinamy się od niejakiego czasu, robi się istotnie strome.

Mowa była jakiś czas temu o trzech różnych wariantach sprawy Oswald-Nosenko. Pierwszy, autorski nosenkowo-oswaldowski, firmowany także przez obrońców sowieckiego agenta jak i samych sowietów, został opisany powyżej. Teraz przyjrzyjmy się drugiemu, reprezentowanemu – przynajmniej na użytek naszej krótkiej relacji – przez autora książki o Oswaldzie Legend: The Secret World of Lee Harvey Oswald Edwarda J. Epsteina. Czego dowiadujemy się tym razem?

Epstein sięga znacznie głębiej, do okresu służby wojskowej Oswalda w amerykańskiej bazie wojskowej w Japonii, wysuwając interesującą tezę, wedle której sowieci zwerbowali Oswalda jeszcze w Japonii, gdzie Oswald pracował przy systemie radarowym, służącym między innymi do obsługi samolotu szpiegowskiego U-2. Oswald dysponował wiedzą, bez której zestrzelenie samolotu szpiegowskiego U-2 z Powersem na pokładzie było praktycznie niemożliwe (co potwierdza zresztą sam Powers). Co więcej, z odtajnionej korespondencji Oswalda (do brata) wynika, że Oswald widział Powersa w Moskwie. Jak inaczej mógłby to zrobić, jeśli nie w ścisłej współpracy z sowieckimi służbami? Samolot Powersa został zestrzelony w maju 1960 roku, a więc w czasie, w którym Oswald przebywał na terenie Związku Sowieckiego. Istnieje jeszcze jeden trop, który zdaje się ostatecznie przesądzać kwestię. W materiałach pozostawionych przez Oswalda (m. in. w jego książce adresowej) agenci CIA natrafili na nazwisko agenta KGB, Pawła Wołoszyna, którego działania dziwnie korespondowały z aktywnością Oswalda. Jako oficer KGB, Wołoszyn przebywał na Dalekim Wschodzie, w okresie w którym Oswald odbywał swoją służbę wojskową w Japonii; w 1959, kiedy Oswald decydował się na ucieczkę do Związku Sowieckiego, Wołoszyn równie dziwnym trafem odwiedził właśnie Kalifornię (gdzie Oswald mieszkał); podczas przyjazdu Oswalda do stolicy kraju rad, Wołoszyn był akurat w Moskwie; trzy lata później, gdy Oswald postanowił wrócić do Stanów Zjednoczonych, Wołoszyn znalazł się w Amsterdamie, przez który prowadziła droga powrotna zabójcy prezydenta. Angleton miał to skomentować następująco: „gdy cztery drogi prowadzą w to samo miejsce, to jest w tym przyczyna, a nie zbieg okoliczności.”

Epstein oparł swoje badania i wnioski na podstawie ponad 200 wywiadów i rozmów, jakie przeprowadził z ludźmi w taki czy inny sposób związanymi ze sprawą Oswalda. Przynajmniej trzy spośród tych osób zmarły w wyniku niecodziennych wydarzeń w trakcie pracy nad książką. W lecie 1977 roku zginął Powers, w którego śmigłowcu skończyło się paliwo podczas lotu nad Los Angeles. Zginął William C. Sullivan, były szef kontrwywiadu FBI, zastrzelony podczas incydentu na polowaniu w tym samym roku (Sullivan dostarczył Epsteinowi szczególnie cennych informacji na temat Fedory). Zginął bliski przyjaciel Oswalda po jego powrocie ze Związku Sowieckiego, George De Mohrenschildt, który zapewne inwigilował Oswalda na zlecenie którejś z agencji, najprawdopodobniej CIA. Mohrenschildt, autor obszernych wspomnień poświęconych Oswaldowi, zastrzelił się drugiego dnia zaplanowanego na cztery dni wywiadu oraz na chwilę przed swoimi zeznaniami przed komisją kongresową. Jednak Epstein oparł się pokusie doszukiwania się związku pomiędzy tymi zgonami i jego pracą. Być może słusznie. Być może nie. Jeśli nawet, co prawdopodobne, nie posunięto się aż tak daleko, aby mordować istotnych świadków, wiadomo przynajmniej, że starano się, do pewnego momentu, sprowadzić Epsteina na manowce. A chciano to uczynić przy pomocy nie kogo innego, a samego Jurija Nosenki, którego ówczesna CIA podsunęła Epsteinowi w charakterze wiarygodnego źródła.

Ustalenia Epsteina na temat Oswalda, jego życiorysu i działań bardzo daleko odbiegają od obrazu pozostawionego przez Nosenkę, także od tego co mówił na swój temat sam Oswald. Nosenko, wspierany zresztą intensywnie przez inne sowieckie źródła, m. in. przez niejakiego Szuszkiewicza – rzekomego „demontera” (wspólnie z Jelcynem i z Krawczukiem) Sowieckiego Związku późną jesienią 1991 roku – utrzymywał z uporem, że Oswald był osobą bez najmniejszego znaczenia, którą nikt nie miał zamiaru się interesować, która z łaski i z obawy przed kolejną próbą samobójczą, otrzymała pozwolenie na pozostanie w granicach ZSRS.

Epstein ustalił co innego. W Mińsku Oswald mieszkał w okazałym apartamencie z dwoma tarasami i widokiem na rzekę, chadzał do opery, spotykał się z pięknymi kobietami i miejscowymi oficjelami. Był kimś w rodzaju lokalnej atrakcji. Żył w luksusie, choć – rzecz jasna – był to luksus na miarę ówczesnych sowieckich realiów. Obraz zdumiewająco odmienny od tego, co sam o sobie pisał Oswald. Przede wszystkim nasuwający silne przypuszczenie o braku racjonalnych przesłanek, dla których Oswald koniecznie chciał opuścić sowiecki raj. Nie żyło mu się tam źle, przynajmniej jeśli mierzyć jego tamtejszą egzystencję miarą porównania do poziomu życia innych podsowieckich obywateli. Jeśli wrócił do Stanów Zjednoczonych (w których nie mógł liczyć nawet na cień podobnych przywilejów) to dlatego, że taki otrzymał rozkaz.

W swoim dzienniku Oswald pozostawił inny obraz swojego pobytu w Mińsku. Opisał swoje życie tam jako szare, beznadziejne, pisał o rozczarowaniu, depresji, nawet o myślach samobójczych. Czyżby kłamał? Oczywiście, łatwo sobie można wyobrazić sytuację, w której delikwent woli zgrzebne życie na wolności, aniżeli luksusy w sowieckiej klatce, nawet złotej. Czy jednak można stosować podobną regułę w odniesieniu do Oswalda? Czy stosowałby wówczas zabieg intensywnego odbarwiania swojego kolorowego mińskiego życia? Podobnie jak Epstein, szczerze wątpię.

Epstein ma jeszcze jeden argument. Tzw. „dziennik” Oswalda został sfałszowany, przy udziale samego „autora”. Epstein przekazał „dziennik” do analizy grafologicznej, która wykazała, że całość została napisana w trakcie zaledwie dwóch posiedzeń, na krótko przed powrotem Oswalda do Stanów Zjednoczonych w 1962. „Dziennik” był pisany pod dyktando. Jest pełen błędów rzeczowych, brakuje w nim za to błędów ortograficznych i stylistycznych charakterystycznych dla Oswalda. Nie ma wątpliwości, że „dziennik” miał stanowić część legendy, przygotowanej dla Oswalda przez jego sowieckich zwierzchników na potrzeby jego dalszej pracy operacyjnej. Na podstawie lektury tego „ historycznego dziennika” – takim tytułem opatrzył Oswald swoje dzieło – mogę z całą pewnością potwierdzić przekonanie Epsteina o apokryficznym charakterze tego tekstu. Ciekawą poszlaką wydaje się zapis z 5 stycznia 1960, nazajutrz po tym jak Oswald otrzymał zgodę na pozostanie. Zapis brzmi następująco:

I go to Red Cross in Moscow for money with Interpreter (a new one). I receive 5000 rubles, a huge sum!! Later in Minsk I am to earn 70 rubles a month at the factory.

Pomijając kwestię, skąd tak wczesna wiedza ile będzie zarabiać w fabryce w Mińsku (przy obowiązujących ówcześnie gospodarczych „regułach” da się to pewnie wyjaśnić), wypada zwrócić uwagę na pewne sumy. Kwota 70 rubli miesięcznej pensji pozostaje w oczywistej sprzeczności z wyjątkowo wysokim poziomem mińskiego życia Oswalda. Średnie uposażenie w latach 60. w sowietach wynosiło ok. 100 rubli, ale dopiero od 1 maja 1961 roku (a więc, prawie półtora roku później od daty zapisanej w „dzienniku”), gdy w ZSRS przeprowadzona została denominacja rubla w stosunku 10 do 1, co oznacza, że realnie (przyjmując wskaźniki z 1 maja 1961 roku) musiałby Oswald zarabiać w Mińsku, w styczniu 1960 roku, nie siedemdziesiąt, a około siedmiu rubli. 7 rubli! Nic dziwnego, że chciało mu się uciekać. Istnieją dwa możliwe wyjaśnienia: albo owe „70 rubli” to zwykły błąd literowy, albo też „historyczny dziennik” był rzeczywiście pisany pod dyktando wiosną 1962, a tak nieistotny szczegół jak przeprowadzona rok wcześniej denominacja umknął po prostu autorom tekstu.

Epstein ma oczywiście rację. A owa racja swoje konsekwencje. Bo jeśli, jak ustaliliśmy, zadano sobie duży operacyjny trud z przygotowaniem dziennika Oswalda (nawet obarczony błędami i tak jest „dziełem” robiącym wrażenie) wypada także założyć, że zainwestowano również w samego Oswalda, a jego „kariera” w charakterze robotnika w mińskiej fabryce była jedynie przykrywką. Nie tyle można „założyć”, co po prostu stwierdzić, jako pewnik. Pokuśmy się zatem o postawienie kolejnego pytania: do jakich zadań był przygotowywany?

Epstein jest przekonany, że Oswald po powrocie do Stanów Zjednoczonych nadal pracował dla sowietów. Sugerują to miejsca jego zatrudnienia. Był m. in. zatrudniony w firmie, zajmującej się opracowywaniem bardzo dokładnych map dla amerykańskiej marynarki wojennej; mapy te były przygotowywane na podstawie zdjęć satelitarnych oraz zdjęć zrobionych przez samoloty szpiegowskie U2. Ta praca z pewnością nie była przypadkowa.

Oswald, zdaniem Epsteina, nie tylko pracował dla sowietów, ale także kontaktował się z sowieckimi agentami po swoim powrocie do Stanów Zjednoczonych. Epstein wymienia m. in. list jaki napisał Oswald do Witalija A. Gierasimowa, pracownika sowieckiej ambasady w Waszyngtonie. To bez wątpienia dziwny epizod, jak wiele innych w krótkiej, ale wyjątkowo intensywnej biografii Lee Oswalda. Skoro był sowieckim agentem wysłanym w niewiadomej jeszcze misji do Stanów Zjednoczonych, dlaczego kontakty jakie nawiązywał były w tym stopniu ostentacyjne? Czyżby nie dbał o dekonspirację, a może – jak chciał w swojej fałszywej relacji Nosenko – był po prostu nie całkiem poczytalny? Tak czy inaczej, Epstein, który jest przekonany, że Oswald bezpośrednio współpracował z sowieckim wywiadem także w Stanach Zjednoczonych po powrocie, wyklucza możliwość, aby „Rosjanie” mogli zwerbować go w charakterze zabójcy prezydenta – zbyt wiele oczywistych faktów związanych z Oswaldem prowadzi wprost do nich. To niewątpliwie bardzo logiczna interpretacja, ale tylko w odniesieniu do sytuacji, nazwijmy ją tak, klasycznej, albo też klasycznego mordu, gdy przestępca-morderca za wszelką cenę stara się zakamuflować swoją tożsamość.

A co, gdy sytuacja z jaką mamy do czynienia nie jest aż tak bardzo klasyczna, gdy mordercy wcale nie zależy na ukryciu swojej tożsamości, gdy wie, że jakkolwiek wiele by śladów nie pozostawił, jego faktyczna rola i tak nie zostanie upubliczniona? W następnej części pokusimy się o próbę odpowiedzi i na to intrygujące pytanie.

 

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/09/17/golicyn-nosenko-i-kilka-zapomnianych-drobiazgow-iv/
Kategorie: Dariusz Rohnka, Golicyn Nosenko i kilka drobiazgów
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/09/17/golicyn-nosenko-i-kilka-zapomnianych-drobiazgow-iv/