Zamknij
Wojciech Nielski

Ósma praca Asterixa

10 maja 2011 |Piaskownica, Wojciech Nielski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/05/10/%c3%b3sma-praca-asterixa/

Cierpliwie czekałem, coś około dwudziestu lat, owoców wywalczonej w 1989 roku wolności. Czekałem, czekałem, a moje nadzieje coraz bardziej zmieniały się w frustrację. Jakże to? Minęło z okładem dwadzieścia lat wolności tego kraju, i co? I nic. Niby progres niebywały: granice otwarte, uczestnictwo w NATO, w Unii, PKB rośnie jak szalone. Chyba każdy z nas odczuł poprawę. Nic tylko żyć chwilą. Jak powiedział ostatnio premier tego kraju: ważne jest „tu i teraz”. Reszta jest bez znaczenia. I tylko coraz silniejsze wrażenie, że to wszystko nie tak miało być, nie o to chodziło.

Coś na kształt obrzydliwego, gomułkowskiego czy też gierkowskiego bloku mieszkalnego, jakich pełno w tym kraju. Z zewnątrz ocieplenie. Styropian pokryty kolorowym tynkiem. A w środku? W środku jak było obrzydliwie, tak jest obrzydliwie. Nic tego nie zmieni. Z założenia blok ma być obrzydliwy a mieszkania ciasne i niefunkcjonalne. Może trzeba było to wszystko zburzyć? Nie, trzeba być realistą. Burzyć nie można. Co wtedy począć z mieszkańcami bloku? Trzeba im zapewnić spokój i godziwe warunki do życia. Poza tym tak przywykli do swoich bloków, zobojętnieli na wszechobecną brzydotę, uznali otoczenie, w którym wyrośli i w które wrośli, za coś oczywistego i naturalnego, że są wręcz przeciwni jakiejkolwiek rewolucji. Są gotowi zaakceptować co najwyżej drobne ulepszenia. Własnym sumptem zaczęli wymieniać stare, drewniane okna na nowe, plastikowe. Obrzydliwe PCV na drewnopodobne panele. Oczywiście cały czas działa, praktycznie niezmieniona, administracja nie tylko tego, ale wszystkich podobnych bloków. W sumie, życie stało się całkiem znośne.

W tym wszystkim do rangi symbolu urastają warszawski Pałac Kultury i Nauki i przedwojenna ulica Próżna. Pierwszy, od niedawna wpisany na listę zabytków, chroniony jest prawem. Ta druga to fragment przedwojennej Warszawy. Przez krótki czas była w granicach stworzonego przez Niemców żydowskiego getta. Przetrwała Powstanie Warszawskie. Dziwnym trafem nie została wyburzona przez komunistów. Znajduje się nieopodal stalinowskiego szkaradztwa dominującego nad całym miastem. Nie została poddana rewitalizacji. Jak popadła w ruinę, tak nią została.

Dwadzieścia lat. Przecież po takim okresie obywatele Niemiec, tych zachodnich, cieszyli się owocami cudu gospodarczego. No cóż, przecież to Niemcy, myślę. Potrafili nawet nadspodziewanie efektywnie mordować ludzi. Ale była także IIRP. Czy to nie w ciągu dwudziestu lat zbudowano COP, Gdynię, sprawnie działającą kolej? Tak, przecież uczono mnie o tym w szkole. Co prawda była to Polska reakcyjna, na pasku imperialistów, ale osiągnęła więcej niż kraj, w którym żyję.

Jak nazwać ten kraj? Kolejna Rzeczpospolita? Nie, chociażby z prozaicznej przyczyny, że nie jest to rzecz wspólna w znaczeniu brytyjskiego Commonwealthu. Litwini, Białorusini, Ukraińcy, Żydzi i wreszcie Polacy nie tworzą na obszarze tego kraju żadnego dobra a tym bardziej wspólnego. PRL-2 czy PRL-bis? Lepiej, ale też nie. Wydarzenia lat osiemdziesiątych, zwieńczone magdalenkowymi i okrągłostołowymi umowami, wniosły nową jakość. Zawieszono wykładnię zgodnie, z którą władza sprawowana była w imieniu i dla ludu. Według mnie, najlepszym określeniem jest OTP. Trochę zapomniany, „wałęsizm” „O Take Polske” w pełni oddaje efekt walki opozycji. Koncesjonowanej przez komunistów opozycji, której celem nie było obalenie komunizmu a jedynie jego naprawa.

Znajomy pożyczył mi „Zapiski oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego. Zabawne, szczególnie opisy tych sowieckich tumanów, ale pojawił się pewien zgrzyt. Polacy faszystami? Przecież to myśmy pobili faszystów i to wraz z Armią Czerwoną, wyzwolicielką Polski. Pamiętam ze szkoły, poza tym oglądałem przygody czterech pancernych i towarzyszącego im psa. W międzyczasie usłyszałem, że pewien autorytet powiedział o jakimś pisarzu, że ten był „zoologicznym antykomunistą”. I wreszcie inny znajomy pożyczył mi „Kontrę” i zbiór „Fakty, przyroda i ludzie”. Lektura kolejnych dzieł „zoologicznego antykomunisty” i jego żony pozwoliła spojrzeć na otoczenie z całkowicie nowej, nieznanej mi perspektywy. Powoli zacząłem pojmować, dlaczego młodzież uczona jest tych samych kłamstw co w czasach PRL-u. Dlaczego nie dokonano zwrotu majątku zagrabionego przez komunistów? Dlaczego nie został zbudowany gazociąg łączący ten kraj z Norwegią? Dlaczego wicepremier rządu tego kraju negocjował umowę gazową wbrew interesom OTP? Dlaczego ten kraj nie potrafi bezpiecznie przewieźć swojego prezydenta?

Wszechobecność wszelkich: zaniechań, zaniedbań, błędów, partactw, bylejakości nie może być spowodowana jakimiś wrodzonymi wadami Polaków. Przecież wystarczy, żeby OTP gdzieś nie ingerowało, a wtedy wszystko się udaje. Otaczająca nienormalność występuje w sposób wręcz systematyczny, planowy. Świeżo naprawiona ulica musi być zaraz rozkopana, kolejny przetarg to kolejny bubel a przy tym afera, nic nie może być wykonane według planu, na czas. Przestawałem wierzyć, że komunizm upadł. Zacząłem rozumieć, że ma się całkiem dobrze, że OTP tak jak PRL zainfekowana jest bolszewicką zarazą. Lata 1989-91 nie przyniosły żadnej znaczącej zmiany. Komuniści dokonali jedynie taktycznego manewru. Rzekoma wolność jest jedynie swobodą poruszania się po świecie. Nie jest poparta ani wolnością myśli ani wolnością wyboru. Dominuje kolektywnie przyjęta wykładnia oceny historii i teraźniejszości. Upaństwowiony przez komunistów majątek pozostał pod kontrolą państwa lub trafił w ręce ludzi, których można bardzo łatwo kontrolować. Reszcie pozostawiono możliwość wyboru między partiami, które są pragmatyczne w swym działaniu, ale nie ma w nich idei Wolności. Można wybierać jedynie między takimi samymi produktami, różniącymi się wyłącznie opakowaniem. Chyba nikt już nie domaga się rozliczenia komunizmu. Chyba nikogo też nie zastanawia dlaczego komunizm nie miał swojej Norymbergii? Jeżeli komunizm faktycznie upadł, to cóż mogło być bardziej naturalne i oczywiste, niż domaganie się powszechnego i natychmiastowego rozliczenia? Chociażby dla przywrócenia słowom ich pierwotnego znaczenia. Dla potępienia wszelkich przejawów współpracy z nieludzkim systemem. Dla przywrócenia granic między złem a dobrem. Dla przerwania procesu wrastania kolejnych pokoleń w bolszewickie bagno. Czy wreszcie, dla zapobieżenia odrodzeniu się komunizmu. Tak się nie stało, ponieważ komunizm nie upadł.

Tak jak nie upadł tak samo nie zawiesił swojego najważniejszego celu. Celem pozostaje opanowanie całego świata i skolektywizowanie zateizowanych ludzi.

Obecny stan jest stanem przejściowym. Może to być okres leninowskiej pieriedyszki, może to być również etap długofalowego planu. Nie ma to znaczenia. Komunizm nie zniknął. Jest zbyt dużo „czerwonych szmat” wkoło nas.

„Z gór roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków na Wilno. W chwili, gdy pierwsze oddziały litewskie schodzą serpentyną w dolinę miasta, upstrzone jest ono jeszcze czerwonymi szmatami, które tu zatknęli bolszewicy.” („Jak to było z Litwinami”, Józefa Mackiewicza, Wiadomości 1947 nr 33 /72/ ze zbioru „Droga Pani…”, Kontra).

Był rok 1939, po ośmiu miesiącach, w czerwcu 1940, komuniści wrócili.

Dlaczego komuniści mogli pozwolić sobie na mistyfikację lat 1989-91? Ano dlatego, że skutecznie działa kilka mechanizmów. Wspomnę tylko o narodowym komunizmie i fasadowej demokracji. Obydwa mechanizmy mają odwrócić uwagę od faktu, że absolutna władza pozostała w ich rękach. Mają „zaktywizować” możliwie najszersze rzesze w umacnianiu komunizmu, włączyć je w „trud budowania”.

Narodowy komunizm jest dziełem Lenina, wprowadzonym w życie na Ukrainie i Białorusi jeszcze w czasach NEP-u. Wykorzystany przez Stalina w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Posłużył po Drugiej Wojnie Światowej spacyfikowaniu podbitych narodów. Komuniści zabierając Wolność, dali w zamian narodowy komunizm. Dzięki temu obywatele każdego z krajów dotkniętych zarazą sami stoją na straży bolszewickiego ładu. Nie potrzeba nawet bagnetów. Jak działa ten mechanizm?

„Narodowy komunizm odwołuje się formalnie do uczuć narodowych, do patriotyzmu. Ale także do narodowego ‘realizmu’, ‘neopozytywizmu’, ‘pragmatyzmu’ etc. […].

[…] następowało – jak np. w PRL – pogłębienie ‘polonizacji’. Zwłaszcza w nazewnictwie wypierającej każdy ślad obcej naleciałości, a szczególnie tak obawianej rusyfikacji; w sloganach patriotycznych; w historycznym wielbieniu (byle z pominięciem elementów ‘antysocjalistycznych’) etc. Wszystko co polskie jest dobre, a więc i komunizm polski winien być dobry!” („Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy”, Józef Mackiewicz, Kontra).

Drugi mechanizm to fasadowa demokracja. Danie poczucia posiadania wpływu na losy kraju, w którym się żyje. OTP jest krajem demokratycznym, wielopartyjnym. Tylko czy aby na pewno? Czy „wyborcy” nie zostali sprowadzeni do poziomu baranów i tylko w takiej roli mogą być akceptowani przez władzę?

„Stado baranów, podzielone na dwie czy kilka partii nie straci właściwości stada baranów nawet, wtedy, gdy owce będą dobrowolnie wybierały sobie ogony, za którymi popędzą. […]. Decyzja większości tylko wtedy zasługuje na szacunek, gdy jest konkluzją ludzi myślących samodzielnie, że w takiej to a takiej sytuacji najlepszym wyjściem jest to albo tamto.” („Semantyka i Polityka”, Wiadomości 1960 nr 42 /759/, Barbara Toporska, ze zbioru „Droga Pani..”, Kontra)

Jeżeli dodać do „jednomyślności” całkowite wyzwolenie władzy spod jakiejkolwiek kontroli to mamy do czynienia z komunizmem najwyższej próby. Komuniści przejmując władzę posiedli ją w sposób absolutny. Przestała działać odpowiedzialność monarchy przed Bogiem.

„Monarchie na całym świecie powstały w oparciu o kulty religijne. […] i dopóki formuła ‘My z Bożej łaski…’odpowiadała przeświadczeniu wypowiadającego i poddanych, posłuszeństwo królowi w niczym nie uwłaczało godności posłusznych, bo nawet niesprawiedliwość królewska zapowiadała zadośćuczynienie przed Najwyższą Instancją. Średniowieczne malunki piekła są zapełnione królami co bynajmniej nie podkopywało monarchii, gdyż przeciwnie podkreślało monarszą odpowiedzialność przed Bogiem jako rządcy przed panem.” („Semantyka i Polityka”, Wiadomości 1960 nr 42 /759/, Barbara Toporska, ze zbioru „Droga Pani..”, Kontra)

Wraz z przynoszącym coraz lepsze efekty „awansem społecznym” skolektywizowanych mas robotniczo-chłopskich komunizm mógł stopniowo przenosić akcent z opresji fizycznej na bardziej subtelną indoktrynację. Dziś indoktrynacja określana jest formułami, które nie budzą negatywnych skojarzeń. Czy będzie to Public Relations czy też inżynieria społeczna jest bez znaczenia. Ważne, że indoktrynacja spełnia rolę efektywnego narzędzia kontroli i sterowania zachowaniami „stad baranów”. Nie jest potrzebny już terror. W dodatku, odstąpienie od stosowania fizycznych opresji uwiarygodnia jeszcze bardziej teorię o upadku komunizmu. Wszyscy utożsamiający zło komunizmu z terrorem, łagodzenie tegoż drugiego uznawali za dowód na ewoluowanie, cywilizowanie się totalitarnego systemu. Zaprzestanie stosowania terroru brane jest za dowód ostatecznego upadku komunizmu. Pomija się fakt, że zło komunizmu nie leży w jego okrucieństwie a w zniewoleniu myśli i słowa. Barbary Toporska w artykule „O demokracji (1)”, Wiadomości 1970 nr 50 (1289) napisała:

„Wolność słowa nie jest do szczęścia potrzebna ogromnej większości ludzi. Ale jest potrzebna społeczeństwu.” (Ze zbioru „Droga Pani..”, Kontra)

Warto zastanowić się nad celem mistyfikacji lat 1989-91? Być może chodziło o zgaszenie ostatnich punktów oporu? Być może chodziło o przełamanie ostatnich barier powstrzymujących rozwój współpracy, kolaboracji z komunistami? Jakby nie kalkulować takie qui pro quo musiało przynieść więcej korzyści niż strat. Jak walczyć z czymś, czego już w powszechnym mniemaniu przecież nie ma? Jak oprzeć się ofercie współpracy gospodarczej, gdy komunizm przestał być wrogiem, ponieważ przestał istnieć?

Cechą komunistów jest to, że nie tają swoich celów. Zapewne na zasadzie „wkraplania” swoich idei przeciwnikom. Z czasem następuje oswojenie z najbardziej absurdalnymi koncepcjami. Wyłączane są wszelkie reakcje samoobronne. Przykładem może być walka o pokój, zakończona sukcesem. Sukcesem komunistów, oczywiście we współpracy z Wolnym Światem. Sukcesem komunistów, a więc wbrew interesom Wolnego Świata.

„Twórcą doktryny o pokojowym współistnieniu był Stalin. Opiera się ona na przesłankach: 1) Wojny nie są już nieuniknione, ponieważ ‘siły pokojowe’ wewnątrz ‘obozu imperialistycznego’ wzrosły i rosną i są w stanie wojenne decyzje rządów kapitalistycznych udaremnić; 2) Wojny przestały być warunkiem nieodzownym opanowania świata przez komunizm, ponieważ ‘siły pokojowe’ w „obozie imperialistycznym’ dopomogą do objęcia władzy przez komunistów dla ratowania pokoju; 3) ‘Współistnienie pokojowe’ nie przekreśla leninowskiego podziału na wojny ‘niesprawiedliwe’ i ‘sprawiedliwe’ i prawa komunistów do brania udziału w wojnach ‘sprawiedliwych’ (wszystkie wojny w interesie komunizmu); 4) ‘Współistnienie pokojowe’ nie jest jednoznaczne z ‘burżuazyjnym pacyfizmem’; 5) W celu wzmacniania ‘sił pokojowych’ wewnątrz ‘obozu imperialistycznego’ konieczny jest werbunek ‘stronników pokoju’ pośród wszystkich ludzi bez różnicy poglądów, wyzwania i przynależności do klas społecznych, tudzież popieranie pacyfistów i ‘pozytywnego neutralizmu’; 6) Platformą ‘ofensywy pokojowej’ mają być wszystkie międzynarodowe organizacje od ONZ począwszy, ich celom ma służyć ‘wymiana kulturalna’, ‘wymiana gospodarcza’ oraz wszystkie inne współpracy pokojowej.

Tyle Stalin. Inaczej mówiąc, chodziło mu o stworzenie w wolnym świecie czegoś w rodzaju ‘ideologii pokoju’, pokoju jako wartości samej w sobie i nadrzędnej, po to, by stronnicy pokoju ‘über alles’ odegrali rolę piątej kolumny, udaremniając obronę państw wolnych przed komunistyczną agresją.

Chruszczow do tej doktryny nic nie dodał i nic nie ujął.” („Semantyka i Polityka”, Wiadomości 1960 nr 42 /759/, Barbara Toporska, ze zbioru „Droga Pani..”, Kontra)

Po trzydziestu latach od opublikowania tego artykułu, na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, komuniści mogą zwinąć czerwony sztandar. Idea wszechświatowego pokoju zwyciężyła. Zwyciężyła na bolszewickich zasadach.

Co teraz? Szeroko pojęta współpraca? Wspólne stacje orbitalne, gazociąg Nord Stream (nurtuje mnie pytanie: gdzie się podzieli ekolodzy?), sprzedaż francuskich okrętów Mistral. Oczywiście i ta gra prowadzona jest i będzie według komunistycznych zasad.

Czy ktoś jeszcze pamięta fundamentalną tezę leżącą u podstaw budowy „kapitalizmu” w OTP, że „pierwszy milion trzeba ukraść”? Teraz obowiązuje teza, że kapitał nie ma narodowości. Kapitał komunistycznych Chin witany jest wszędzie z otwartymi rękami. Oczywiście Chiny stanowią zagrożenie. Ktoś musi czuwa

by spać mógł ktoś. Kto zwraca uwagę na zagrożenie ze strony Chin? Zagrożenie najlepiej widać z Kremla, zdecydowanie słabiej z perspektywy innych stolic. Kreml przedstawia ofertę Europie. Żeby nie popaść w uzależnienie i poddaństwo Chinom należy stworzyć Zjednoczoną Europę.

Czyż nie ma tu elementów gry w dobrego i złego policjanta? Gry od dawna wykorzystywanej przez komunistów. W ramach tej gry mieścił się „dobry Gomułka – zły Chruszczow” i jednocześnie „dobry Chruszczow – zły Mao Tse Tung”. Teraz układ trochę zmodyfikowano. Komunistyczne Chiny stanowią zagrożenie przez swoją ekspansję gospodarczą. Ekspansja ideologiczna jakby całkowicie zniknęła z pola zainteresowania Wolnego Świata. Rosja łącząc się z Unią stanowić będzie przeciwwagę dla potężnych Chin, ale nie dla komunistycznych Chin. Czyż właśnie nie dlatego, aby zwyciężyła idea Zjednoczonej Europy, zdjęto z masztów Kremla czerwony sztandar, a w jego miejsce wciągnięta została rosyjska flaga?

Koncepcję Zjednoczonej Europy przedstawił w lipcu 2010 na łamach Rossijskoj Gaziety Siergiej Karaganow. Wydaje się ona być kontynuacją gorbaczowskiego „Wspólnego Europejskiego Domu”, zresztą sam Karaganow wspomina w artykule ideę Gorbaczowa. Przed przedstawieniem szczegółów planu Zjednoczonej Europy, Karaganow zauważa niedostatki współczesnej Rosji. Dopatruje się ich w niechęci do wszelkich zmian. Niechęć jest wszechobecna tak w klasie rządzącej jak i wśród większości Rosjan. Jednak te niedostatki nie muszą być problemem w projekcie Zjednoczonej Europy, gdzie każdy z „partnerów” będzie „chronił swoich interesów i wartości. Nawet, jeśli są one różne.” Karaganow, jako „rosyjski europejczyk” wierzy w zwycięstwo europejskich, podstawowych wartości: „racjonalizmu i rozumu”. Zapewne realiści i progresiści poprą inicjatywę, tym bardziej, że nie ma mowy o wierze ani humanizmie, pojęciach należących do kategorii: passé. Teraz jest czas na oswajanie z ideą Zjednoczonej Europy.

Rzeczywiście trzeba zgodzić się ze wszystkimi, którzy wierzą w ewolucję komunizmu. Przepraszam, wierzyli, przecież komunizm upadł. Ewolucja widoczna jest gołym okiem, może nie tyle jeżeli chodzi o cel, co o metody. W Europie nie stosuje się już terroru. Przed wykonaniem operacji ofierze aplikowany jest seans hipnozy. Czerwona Armia nie musi wyzwalać kolejnych narodów.

Czy istnieje jeszcze szansa na powstrzymanie bolszewickiej zarazy?

Zawsze kiedy mam do czynienia z jakimkolwiek bezdusznym, wrogim, wskazującym ostentacyjnie swoją dominację systemem przypominam sobie jeden z filmów rysunkowych opowiadających przygody Asterixa i Obelixa. Ten, w którym Galowie dla zapewnienia pokoju całej wiosce mają udowodnić Juliuszowi Cezarowi swoje boskie przymioty. Szczególnie utkwiła mi w pamięci ósma z dwunastu prac zadanych Asterixowi. Galowie mieli zdobyć jakieś zaświadczenie. Odsyłani od urzędnika do urzędnika, zorientowali się, że dalsze działanie według reguł narzuconych przez system prowadzi do obłędu. Asterix postanawia rozbić system od wewnątrz, jego własną bronią. Prosi jednego z urzędników o wystawienie nieistniejącego zaświadczenia. Od tego momentu system zmienia kierunek swojego działania, przestaje gnębić Asterixa i Obelixa, co więcej uruchomia się proces autodestrukcji. Bardzo chciałbym móc wierzyć w możliwość odwrócenia kierunku rozwoju wydarzeń. Czyż nie byłoby to piękne? Komunizm ulegający autodestrukcji. Ci, przekonani o jego upadku zapewne niczego by nawet nie spostrzegli, żyliby dalej spokojni i zadowoleni. Jednak obawiam się, że sprawy zaszły za daleko, toczą się od zbyt dawna. Komunizm wydaje się być zwieńczeniem procesu, który zaczął się w Europie w XIII wieku, w samej Rosji znacznie później gdyż dopiero pod koniec XVIII wieku. Procesu, o którym Barbara Toporska pisze w cytowanym już artykule „Semantyka i Polityka”. Procesu demontażu mechanizmu kontroli władcy. Mechanizmu opartego na wartościach takich jak sumienie, honor czy wreszcie odpowiedzialność za słowa i czyny. Mechanizmu, w którym władca w swym działaniu nieograniczony żadną ziemską siłą podlegał transcendentnemu suwerenowi.

Nieważne czy to Bóg stworzył Człowieka czy też człowiek stworzył boga. Komuniści zaprzeczając istnieniu Boga ostatecznie rozbili ten mechanizm. W takim ujęciu komunizm jawi się nie jako źródło lecz owoc zła. Zła, któremu nie poradziłby ani rozum Asterixa ani siła Obelixa, ani rozum i siła ich obu razem wziętych. Zła, na które mimo wszystko nie wolno się zgadzać, nie wolno być „bazą” dla jego rozprzestrzeniania.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/05/10/%c3%b3sma-praca-asterixa/
Kategorie: Piaskownica, Wojciech Nielski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/05/10/%c3%b3sma-praca-asterixa/