Zamknij
Michał Bąkowski

Masowe niecnotki

20 lutego 2011 |Masowe niecnotki, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/02/20/masowe-niecnotki/

Piszę ten tekst z dwóch powodów. Przede wszystkim, ponieważ nie chcę zostawiać bez odpowiedzi pana Triariusa, którego komentarze pod moim poprzednim artykułem wywołały dyskusję. Ale także dlatego, że format internetowego komentarza jest zbyt wąski, że nie pozwala na pochylenie się nad ważniejszymi sprawami, na rozwinięcie pobocznych wątków, na konstrukcję wywodu – a w każdym razie mnie brak na to talentu. Komentarz jest dobrym miejscem, żeby w paru linijkach odeprzeć zarzut lub nawet uzasadnić odmienny pogląd, ale nie nadaje się do rozważenia problemu. A więc do rzeczy.

Triarius w kilku komentarzach na naszej witrynie, a także w krótkim tekście pt. Masowanie cnotki (który to tytuł sprawił mu wyraźnie wiele przyjemności) opublikowanym na jego własnej stronie, wyłożył pogląd, który wydaje mi się wart rozważenia. Pokrótce, jeśli dobrze go rozumiem, wykłada nam stanowisko „twardego realizmu”; nie przypadkiem „realizm” (obok „spengleryzmu” pisanego dość ekscentrycznie) jest jego ulubionym słowem – realizm najchętniej wybity wielkimi literami. „Twardy realizm” jest stanowiskiem znanym od zawsze, trzeba go jednak koniecznie odróżnić od zwykłego realizmu, który jest wymogiem stawianym każdemu politycznemu przedsięwzięciu, i który pozostawimy na boku. Nie jest to wcale stanowisko polityczne, ale raczej postawa życiowa. W dawnym prlu przybierała ona postać „naszej małej stabilizacji”, co miało oznaczać, iż trzeba zaakceptować rzeczywistość taką, jaka jest, że dość już tych romantycznych mrzonek, że lepiej oszczędzać na malucha (tj. coś na kształt auta) lub temu podobne niedorzeczności. W dzisiejszym prlu reprezentuje je choćby zaprzysiężony wróg publicystów takich jak Triarius, prezes Wielomski, który przy pomocy myślowych łamańców godzi swój rzekomy monarchizm z padaniem na kolana przed każdym wcieleniem prlu i całowaniem każdej rzeczywistości w dupę (bez cudzysłowów i bez wykropkowań), po czym nazywa to robieniem polityki. Triarius wprowadził jednakże pewną drobną poprawkę do tej starej jak świat postawy. Naczelną cechą owej postawy była po prostu ugodowość wobec władzy – wobec wszelkiej władzy.

Otóż Triarius, ze swym ekscentrycznym stylem i ekstrawaganckim słownictwem, w żadnym wypadku nie jest ugodowcem. Mówi on nam coś w tym rodzaju (powtarzam jeszcze raz, jeśli go dobrze rozumiem): wszystkie te tyrady na temat prlu bis są prawdopodobnie słuszne, ale żyjąc w tym prlu, trzeba próbować go jakoś ulepszyć, choćby głosując na braci Kaczyńskich. Wymogi życia powodują, że on sam nie ma żadnych problemów „z pogodzeniem głosowania i jednocześnie odrzucania tego całego syfa”, że pozwolę sobie zacytować jego własne słowa.

W moich oczach jest to podstawowa i mordercza sprzeczność, bo jeśli odrzucam coś, to nie mogę tego jednocześnie ulepszać; jeśli odrzucam prl, to nie mogę jednocześnie głosować w prlowskich wyborach, ponieważ to jest oczywisty absurd. Na tym więc zakończyć by się musiała nasza dyskusja, skoro obaj w zasadzie uznajemy absurdalność takiej postawy, tylko Triarius, a wraz z nim wielu innych, potrafi z tym absurdem żyć. Na tym by się skończyło, gdyby nie przyszedł Triariusowi w sukurs jeden z komentatorów pod którąś z jego stron. Pan imieniem Max napisał oto w swym komentarzu, że w debacie pomiędzy niżej podpisanym a Fymem, Ściosem et al., mamy do czynienia z klasycznym „konfliktem pomiędzy doktryną działania i niedziałania… tym razem na płaszczyźnie politycznej.” Znowu, na ile potrafię to zrozumieć, „działaniem” byłoby tu głosowanie na Pis, a „niedziałaniem” odrzucanie prlu.

To jest interesująca hipoteza, choć być może przerzuca nas niechcący w XIX wiek, do pozytywistycznej idei pracy u podstaw jako najlepszej rzekomo odmiany patriotyzmu. Oczywiście wobec zaborców cesarskich i królewskich taka praca u podstaw miała głęboki sens, tylko że Polska nie znajduje się pod zaborami, Polacy nie są rusyfikowani ani germanizowani – zostali za to niezmiernie skutecznie zsowietyzowani – nie może więc organiczne działanie u podstaw osiągnąć tego samego rezultatu wobec międzynarodowego komunizmu. W tym wypadku o wiele bardziej realnym „działaniem” wydaje się obnażanie zakłamanej łżeczywistości dzisiejszego prlu, gdy właśnie „niedziałaniem” jest bierne głosowanie na partię, której liderzy budowali fundamenty tego pseudo państwa w Magdalence. Stąd właśnie mój zarzut wobec tych, co wprawdzie obnażają, ale jednocześnie nawołują do głosowania.

Widać tu po raz kolejny, jak bardzo aktualne jest pisarstwo Józefa Mackiewicza, który utrzymywał zawsze, że zrozumienie przeciwnika musi być podstawą antykomunizmu. Twierdził z uporem, że debata „Rosja czy sowiety” nie jest sporem semantycznym, ale sporem zupełnie zasadniczym. Uznanie sowietów za „Rosję” jest równoznaczne ze skazaniem pokoleń Polaków na kontynuację prlu, bo oczywiście w niczym nie może sowieciarzom zaszkodzić, jeśli Polacy walczyć będą z nieistniejącą rusyfikacją…

Stanowisko Triariusa przypomniało mi jeszcze inną koncepcję. Pisałem o niej w 1989 roku, kiedy przed oczami zdumionego świata rozgrywały się tzw. rewolucje wschodnioeuropejskie. Jest to pojęcie minimalnego poziomu sowietyzacji. W moich oczach zdefiniowali je Heller i Zinowiew, choć mówili oni raczej o samej istocie sowietyzacji. Ich zdaniem człowieka sowieckiego cechuje „głębokie przekonanie, mistyczna wiara, że niczego nie da się zmienić; że system jest wieczny i że skazana nań jest cała ludzkość.” Mnie wydało się to raczej „poziomem minimum”, bo sowietyzacja bez wątpienia podlega stopniowaniu, zależnie od etapu. Uznanie nieodwracalności przemian wyznacza poziom minimum, który trzeba osiągnąć jak najprędzej, i do którego można się zniżyć tylko w pewnych sytuacjach, ponieważ jest to najniższy poziom bezpieczeństwa dla bolszewików.

Józef Mackiewicz opisał w Drodze donikąd scenę, w której ułomny kamieniarz przeplatał wyzwiska pod adresem bolszewików i ich rodzicieli z radosnymi okrzykami na cześć Stalina podczas manifestacji – i nie widział w tym żadnej sprzeczności, „nie miał problemów z pogodzeniem tych stanowisk”, jak by powiedział Triarius. Po manifestacji bolszewicka aktywistka odjeżdżała limuzyną:

„Kulas odmachnął jej przyjaźnie ręką i odwracając twarz do idących obok, wycedził powoli:

– Poszła ona w … mać, kurwa czerwona.

Zwolnili kroku, bo samochód obdał wszystkich kurzem. Dzień był gorący.

– Taksówką, taka ich mać rozjeżdżają… – odsapnął kulas, któremu iść było ciężko.

– A czego wrzeszczeliście ‘hurra’, w takim razie? – niespodziewanie wtrącił Paweł.

– No… A jakże inaczej?… – odpowiedział kulas i odwrócił do Pawła swą szeroką twarz, na której malował się wyraz szczerego zdziwienia.”

Zachodzi tu pełna analogia, choć przecież Triarius nie jest kulasem, ani nie macha przyjaźnie ręką bolszewickim aparatczykom w limuzynach. Ale czymże różni się krytyka prlu w ustach Ściosa od owego bezpłodnego przeklinania? Czym innym jest wyzywanie Fyma na „ruskich” i „Moskali”, jak nie bezsilnym przekleństwem ułomnego? Jakie to może mieć znaczenie, jeśli nie jest poparte choćby odmówieniem udziału w całej farsie? A wówczas, w 1940 roku w Wilnie, który z nich działał, a który nie działał? Czy Paweł ze swoim nieudacznym oporem wobec bolszewickiej okupacji jego kraju stał na równi z kulasem, który mruczał przekleństwa pod nosem, a głośno wrzeszczał „hurra!”? Czy nie jest aby tak, że ów kulas stał się świętym patronem prlowskiej opozycji?

Nie sądzę, żeby Paweł w Drodze donikąd masował swą cnotę. Przypuszczam w zamian, że mamy do czynienia z masową niecnotą tych, którzy bierne głosowanie na kogokolwiek wynoszą do miana „oporu”, którzy gotowi są zapłacić cenę przedłużania tej fikcji w nieskończoność, dla dość mglistych ideałów „działania”, którzy wreszcie potrafią zaakceptować każdą sprzeczność w imię twardego realizmu, „no, bo jakże inaczej?…”

Pozostajemy na tej samej drodze od lat z górą siedemdziesięciu. Jest to droga masowej niecnoty i to jest droga donikąd.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/02/20/masowe-niecnotki/
Kategorie: Masowe niecnotki, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/02/20/masowe-niecnotki/