Zamknij
Jeff Nyquist

Zrozumieć strategiczne cele wroga

8 lutego 2010 |Jeff Nyquist, Trójkątna konstelacja
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2010/02/08/english-making-the-enemys-strategic-objectives-intelligible/

Ostatni tekst Michała Bąkowskiego, „Wielka prowokacja”, bardzo mnie ucieszył, ponieważ prowadzi nas w kierunku dyskusji dotykającej najbardziej istotnych wydarzeń ostatnich 18 miesięcy.  Sformułuję teraz argumentację Bąkowskiego za niego, co nie jest wcale dziwne, gdyż tezy zaprezentowane w „Wielkiej prowokacji” pokrywają się z tym wszystkim, co piszę od wielu lat.

Pisałem ostatnio o statusie krajów w przeszłości zdominowanych przez Sowiety, że „decydującym argumentem na rzecz autentyczności rewolucji Saakaszwilego w Gruzji jest rosyjski atak wojskowy w sierpniu 2008 roku: Kreml ujawnił swoje złe intencje i wówczas został zmuszony do powstrzymania ofensywy wojskowej przez zachodnią presję gospodarczą.”

Jest to oczywista prawda.  Ale to nie wyczerpuje sprawy.  Bez oskarżania Saakszwiliego, że jest fałszywym demokratą albo tajnym agentem Kremla, nie powinniśmy pomijać faktu, iż wrogowie czasami pomagają sobie wzajemnie zupełnie niechcący.  Saakaszwili przesadził w swej reakcji na gwałty w Południowej Osetii i tym samym dał Rosji pretekst do inwazji.  Jego reakcja może być wynikiem młodości, bądź impulsywności, albo wpływu doradców.  Michał Bąkowski sugeruje, że Saakaszwili jest agentem Moskwy, ale nie musi tak wcale być.  Rosjanie dysponują środkami psychotropowymi, które wzmagają agresywność w jednostce.

Rosyjska inwazja Gruzji w sierpniu 2008 roku była prowokacją.  Moskwa potrzebowała zdecydowanej reakcji ze strony Saakaszwilego.  Celem inwazji nie było podbicie Gruzji ani obalenie prezydenta.  Celem było zniszczenie NATO i wyparcie Amerykanów z Europy.  Na pierwszy rzut oka, brzmi to absurdalnie, ale mogę zapewnić czytelników, że prezydent Rosji powiedział to bez ogródek 15 lipca 2008 roku.

Pisałem na FinancialSense.com w felietonie z 15 sierpnia 2008, pt. „Rosyjska koncepcja dominacji Europy”, co następuje: „Stratedzy na Kremlu uważają, że Stany Zjednoczone są na granicy wyniszczającego kryzysu.  Wedle artykułu w Prawdzie z 29 lipca, anonimowy dyplomata rosyjski wyjawił, że ‘rząd rosyjski jest zdania, iż Ameryka może wkrótce paść ofiarą poważnego kryzysu politycznego’.  Łańcuch zaczyna się od krachu finansowego, przechodzi w polityczne zaburzenia i prowadzi do osłabienia amerykańskiej potęgi militarnej.  Jak ostrzegał rosyjski dyplomata, ‘Ameryka stoi na progu kryzysu, który zagrażać będzie jej istnieniu’.”

Wypowiedź rosyjskiego dyplomaty była cząstką większej prowokacji, której integralną częścią była inwazja Gruzji.  Inwazja miała miejsce w tym samym czasie, co potencjalnie groźny atak rosyjski na amerykański system finansowy, który nieprzypadkowo został odsłonięty wobec amerykańskiego Sekretarza Skarbu w przeddzień wojny z Gruzją.  Innymi słowy, rząd rosyjski próbował sprowokować prezydenta Busha.  Nie było to wcale tak nieprawdopodobne, jak mogłoby się zdawać.  George W. Bush miał już wyrobioną reputację oszołoma, który wplątał Stany Zjednoczone w dwa konflikty (Afganistan i Irak).  Jaka byłaby reakcja świata, gdyby Ameryka zaatakowała rosyjskie czołgi w Gruzji?  Czy witano by taką akcję z radością, czy raczej dominowałoby oburzenie na obojętność Busha wobec europejskiej opinii?  W rzeczywistości, doradcy Busha nakłaniali go do ataku na siły rosyjskie w Gruzji.

15 lipca 2008 roku wszyscy ambasadorowie rosyjscy z całego świata wezwani zostali na spotkanie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Moskwie.  Prezydent Dymitr Miedwiediew wyjaśnił im cele polityki rosyjskiej.  „Rosja jest wystarczająco silna, by wziąć na siebie odpowiedzialność za rozwiązanie problemów zarówno w skali lokalnej jak globalnej.”  Rosyjski prezydent stwierdził, że zimna wojna nie była amerykańskim triumfem, ponieważ przeciwnik Ameryki „przeżył”.  Nadszedł czas, by stworzyć „nowe ekwilibrium”.  Nawiązując do prezydenta Busha, Miedwiediew zauważył, że „nałóg… odwoływania się do użycia siły… wzmaga się.  W tej sytuacji jest ważne, żeby zachować spokój i poddać sytuację ostrożnej ocenie.”  Gdyby prezydenci Gruzji i Ameryki mogli zostać sprowokowani do przesadnych reakcji, podczas gdy Rosja byłaby postrzegana jako państwo działające w granicach rozsądku, to NATO byłoby poddane działaniu sił odśrodkowych.  Miedwiediew powiedział, że „z końcem zimnej wojny ustały powody dla polityki bloków, więc dyscyplina bloków powinna zniknąć.”  Innymi słowy, dalsze istnienie NATO jest zbędne, a pozycja Ameryki w Europie jest osłabiona.  Według Miedwiediewa, pogwałcenie suwerenności Jugosławii przez NATO w 1999 roku było wystarczającym usprawiedliwieniem dla rosyjskiego kontrataku.  Nie wolno zapominać historii.  „Nie wolno nam przyjąć do wiadomości prób przedstawienia ‘cywilizacyjnej, wyzwoleńczej misji’ faszystów i ich pomocników.”  (Niewyraźna aluzja, że ci, co witają amerykańską demokrację na byłych terytoriach sowieckich, to ci sami, co kiedyś witali Niemców jako wyzwolicieli w 1941 roku – i trzeba ich tak samo traktować.)

„To charakterystyczne”, ciągnął Miedwiediew, „że państwa, które pasjonują się pisaniem historii od nowa… są najgorętszymi orędownikami bezprawnego postępowania, jak w wypadku Kosowa…  I te same państwa stały się ultra-nacjonalistyczne, gnębiąc mniejszości narodowe i odmawiając praw obywatelom innych krajów.”

Miedwiediew wykłada tu plan, pretekst i model nadchodzących wydarzeń w Gruzji.  „Jest to dla nas bardzo ważne, bo w wielu wypadkach mówimy tu o gnębieniu Rosjan i ludności rosyjskojęzycznej.  Ochrona ich praw jest rzecz jasna naszym obowiązkiem.”  Prowokacja została więc rozpoczęta i reakcja gruzińskiego prezydenta założona z góry.  Miedwiediew wiedział, że Rosja dokona inwazji.  „Skupiłem się na tych aspektach, ponieważ Europa potrzebuje dziś raczej pozytywnych niż negatywnych wyzwań.”  Inaczej mówiąc, inwazja Gruzji nie była celem samym w sobie.  Rosyjski prezydent zasugerował, że prawdziwym celem operacji było wykazanie zbędności istnienia NATO, poprzez zwiększenie napięcia w sposób, który podkreślałby niebezpieczeństwo amerykańskiego zaangażowania w Europie, a także zagrożenie nieodłączne od istnienia NATO i „przestarzałej polityki bloków”.  Stare traktaty nie utrzymają pokoju, tłumaczył dalej Miedwiediew, bo nie są sprawiedliwe.  Rosja jest wielkim mocarstwem i zasługuje na większe wpływy.  „Jestem zupełnie przekonany, że nie osiągniemy tego bez zmiany podejścia.  Dlatego właśnie zaproponowaliśmy nowy traktat bezpieczeństwa w Europie.”

Według Miedwiediewa, „architektura europejskiego systemu bezpieczeństwa ma poważne wady…”  Rosja domaga się „prawdziwie otwartego systemu kolektywnego bezpieczeństwa”.  Miedwiediew mówi po prostu, że NATO musi zostać wyeliminowane, a Ameryka usunięta z Europy.  Co byłoby katalizatorem takiego procesu?  Wzrost napięcia między Ameryką i Rosją nie jest równoznaczny z napięciem między Niemcami i Rosją albo Francją i Rosją.  „Strategiczny związek między Rosją i UE może stać się kamieniem węgielnym Wielkiej Europy bez podziałów…”  Aby to osiągnąć, Rosja miała nadzieję zainscenizować prowokację, której Bush nie mógłby się oprzeć.  Prowokacja ta zawierałaby w sobie także próbę destabilizacji osłabionych już instytucji finansowych Ameryki.

Rzecz jasna, Niemcy i Francuzi nie byliby wcale zadowoleni, gdyby Amerykanie pchnęli ich w kierunku wojny z Rosją.  Regionalny pokój jest w interesie obu tych krajów.  Zwłaszcza Niemcy są związane z Rosją na sposób, który tylko niemieccy politycy, mając na uwadze ich prywatne zasoby finansowe, mogą wyjaśnić w pełni.  Naciskając na Gruzję, Rosjanie próbowali wbić klin pomiędzy Stany Zjednoczone i ich europejskich sprzymierzeńców.

Pan Bąkowski wskazał w swym artykule na „prowokacyjną” naturę metod strategicznych Moskwy.  Jest teraz oczywiste, że inwazja Gruzji w 2008 roku nie miała na celu obalenia Saakaszwilego ani umieszczenia tam marionetkowego rządu.  Inwazja była prowokacją, to jasne jak słońce.  Pozwolę sobie sformułować argumentację w imieniu Bąkowskiego: jeśli poddamy analizie gruzińskie wydarzenia z perspektywy strategicznej, to widzimy, że Moskwa potrzebowała partnera w Tbilisi, na którym mogła polegać; mogła polegać, że rozpocznie on wojnę w sposób, który pozwoli na stwierdzenie, że nie był to akt jawnej rosyjskiej agresji.  Miedwiediew zasugerował takie podejście, kiedy zapewnił swój korpus dyplomatyczny, że sytuacja rozwinie się w ramach prawa międzynarodowego.  To Amerykanie mieli dolać oliwy do ognia swym agresywnym zachowaniem, ale prezydent Bush, wbrew swym doradcom, zdołał uniknąć pułapki.

Autentyczność Różowej Rewolucji zależy od tego, czy rozłam między Rosją i Gruzją miał służyć jako „prowokacja” dla rozwiązania NATO.  Nie znamy odpowiedzi an tak postawione pytanie, tak samo jak nie mamy dowodów, że Saakaszwili posłał żołnierzy do Osetii na rozkaz Moskwy.  Z drugiej strony, kremlowska prowokacja domagała się specyficznej reakcji ze strony gruzińskiego prezydenta i prezydent zareagował tak, jak tego oczekiwano.  Jeśli przestudiujemy mowę Miedwiediewa z uwagą, to dostrzeżemy, że bez ogródek wyłożył dużą część planu.  Ale jego język był subtelny.  Niewielu komentatorów zrozumiało, jak ważne było to przemówienie.

Opublikowane ostatnio rewelacje Paulsona, byłego Sekretarza Skarbu, rzucają nowe światło na wydarzenia w Gruzji.  Powinniśmy jednocześnie pamiętać wyrażenie Miedwiediewa o „faszystach i ich pomocnikach”.  Mamy tu oczywiste przyznanie, że siły przeciwne Kremlowi istnieją w Gruzji, Polsce, na Ukrainie i w państwach bałtyckich.  Mamy tu do czynienia z grupą państw, które mogą być użyte przeciw Moskwie, jeżeli tylko ludność tych krajów zda sobie sprawę, co się dzieje od roku 1991.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2010/02/08/english-making-the-enemys-strategic-objectives-intelligible/
Kategorie: Jeff Nyquist, Trójkątna konstelacja
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2010/02/08/english-making-the-enemys-strategic-objectives-intelligible/