Zamknij
Jeff Nyquist

Semantyczna likwidacja opozycji

3 grudnia 2009 |Jeff Nyquist, Trójkątna konstelacja
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/12/03/english-semantic-liquidation-of-the-opposition/

Publikujemy poniżej odpowiedź Jeffa Nyquista na artykuł Michała Bąkowskiego pt. Poland as a front line state?, który ukazał się 30 listopada wyłącznie na angielskiej wersji naszej witryny. Nie tłumaczymy tego artykułu, ponieważ wszystkie jego tezy znane są polskiemu czytelnikowi z poprzednich publikacji na stronie Wydawnictwa Podziemnego.

W odpowiedzi Michałowi Bąkowskiemu

Odpowiadając na krytykę ze strony Michała Bąkowskiego, muszę prosić o wybaczenie. Tak, przyznaję się do winy, piszę o Związku Sowieckim jako Rosji i odwrotnie, mając na myśli Rosję piszę Sowiety. Aż do 1991 roku taka praktyka była w powszechnym użyciu. Oczywiście, nie jest ona całkowicie poprawna, niemniej gdybym miał stosować wyłącznie nieskazitelny, naukowy język, w ogóle nie mógłbym sformułować żadnej wypowiedzi, ponieważ w obszarze zagadnień, o których tu mówimy, precyzyjny i naukowy język nie istnieje. Tematyka polityczna zawsze dopuszczała stosowanie pewnych ogólnych terminów i skrótów myślowych, takich jak „demokracja” czy „wolność”. Zakłada się ogólnie, że wiemy jakie znaczenie kryje się pod tymi słowami. Tyle że ogólne założenia często bywają mylne. Przytoczmy przykładowe pytania: co to jest „demokracja”? Co to jest „wolność”? Nie ma precyzyjnej odpowiedzi, a ludzie próbujący odpowiedzieć na tak postawione pytanie popadają w niezgodę. Ktoś może także zapytać: co to jest totalitaryzm? I czym jest w tym kontekście Rosja – w jaki sposób w ogóle opisujemy kraj, władzę, rząd? Czy określamy rosyjski rząd jako „Kreml”? Ale przecież Kreml to tylko cytadela. Czy mówimy, za Władimirem Bukowskim, że Rosja jest rządzona przez KGB? A co w takim razie z rosyjską armią, ze Sztabem Generalnym, GRU, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, z czerwoną mafią oraz tymi wszystkimi tajnymi, wszechmocnymi strukturami, które tworzą dzisiaj „podziemie” Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego? Znajdujemy całą orkiestrę, choć Bukowski skupia swoją uwagę na pierwszym skrzypku. Dezerter z KGB, Anatolij Golicyn, powiedział nam 25 lat temu, jakiego gatunku muzykę zamierza grać ta orkiestra. Powiedział nam jaką rolę zamierza odegrać dyrygent. Powiedział także, że celem dyrygenta jest komunizm.

W odniesieniu do systematyki rodzajów, poszczególne sekcje tej orkiestry łączą trzy sprawy: po pierwsze, wszyscy oni mówią po rosyjsku i są kojarzeni z Rosją; po drugie, zostali stworzeni w Związku Sowieckim; po trzecie, ich broń i bunkry są w Rosji. A jednak p. Bąkowski zaprzecza jakoby orkiestra była rosyjska; woli termin „sowiecki”, mimo że przeciętny czytelnik będzie się wahał czy taką terminologię zaakceptować, ponieważ Związek Sowiecki przestał istnieć w 1991 roku; nasze lingwistyczne problemy nie zostaną złagodzone, jeśli zastosujemy termin „komunista”, pomimo że jest to termin właściwy. W odniesieniu do różnic międzygatunkowych, to prawda, że pierwszy skrzypek odgrywa główną rolę, podczas gdy perkusiści i basiści na tyłach orkiestry podążają jedynie za partyturą, z nowymi rakietami, głowicami nuklearnymi i łodziami podwodnymi; Sztab Generalny nadal koordynuje swoje działania z „bratnimi krajami socjalistycznymi” i „ruchami narodowo-wyzwoleńczymi”, przygotowuje się do szkolenia kubańskiej armii, wysyła broń do Wenezueli i Chin, układa plany przyszłej wojny; GRU obserwuje proces zanikania amerykańskiego arsenału strategicznego, wskazuje na cele możliwe do osiągnięcia? MSW utrzymuje porządek w domu; MSZ dostarcza przykrywki dyplomatycznej, organizując rozmowy o redukcji zbrojeń, integrując struktury komunistyczne w struktury Zachodu itd.

To jest czerwona orkiestra, formacja komunistyczna. Jej celem jest światowa dominacja, a główną przeszkodą na tej drodze – Stany Zjednoczone. Ale nie na długo, ponieważ Ameryka się rozbraja. Jeśli ktokolwiek sądzi, że Ameryka nie pozbędzie się broni, myli się, niestety. Już dzisiaj strategiczna sytuacja Stanów Zjednoczonych wręcz zachęca do nuklearnego pierwszego uderzenia. Taką opinię usłyszałem z pierwszej ręki od jednego z najważniejszych amerykańskich nuklearnych strategów w czerwcu. Był zrozpaczony. Wyrzucał z siebie tę historię jak człowiek, który musi się przed kimś wyżalić. Oczywiście, pozycja Ameryki nie jest przypadkiem. Nie powinniśmy być także zdziwieni, że Kongres Stanów Zjednoczonych, z rządzącymi tam obecnie Demokratami, nie zaaprobuje programu wymiany głowic nuklearnych. Prezydent Obama także odmówił wsparcia dla tego programu, pomimo że Sekretarz Obrony, Robert Gates, twierdzi, że zbliża się termin ważności dla całego amerykańskiego arsenału nuklearnego.

Kiedy rozumie się naturę komunizmu oraz naturę potężnego bloku związanego z komunizmem, wówczas pojąć można powagę nadciągającego kryzysu. Wyjaśniwszy to wszystko w odpowiedzi na krytykę ze strony pana Bąkowskiego, pragnę wyrazić następującą opinię: pan Bąkowski widzi i ocenia świat takim jakim jest w tej chwili. Być może jednak powinien to robić w oparciu o to co nadciąga, co jest nie do uniknięcia. Kiedy mówię, że Polska jest krajem na pierwszej linii frontu, mówię o dniu, gdy Europa nie będzie już dłużej chodzić o kulach – do tej chwili takimi kulami dla Europy jest Ameryka. Rosyjscy komuniści sądzą, że Europa będzie należała do nich, że Unia Europejska będzie odgrywać rolę europejskiego sowietu. Według mnie niewłaściwie oceniają Europę, ponieważ z ich strategią związane są pewne nieuchronne konsekwencje. Przede wszystkim upadek światowej gospodarki przyniesie rewolucję całkowicie niepodobną do tej przewidywanej przez Karola Marksa. Ale nie tylko to: sowieccy stratedzy zasiali wiatr i będą zbierać burzę. Podstęp z roku 1989 uruchomił psychologiczny proces, którego nie powstrzymają żadne zabiegi polityczne. Nie wiem na czym dokładnie polega ta przemiana. Ale wierzę, że będziemy mieli do czynienia z nowym gatunkiem rozumienia polityki, którego początkiem będą tragiczne wydarzenia w Ameryce, i proces ten rozprzestrzeni się niczym infekcja w Europie. Rozmyślam o tym od wielu lat, dostrzegając różne aspekty, zastanawiając się jednocześnie nad losem mojego własnego kraju. Spróbujmy wyobrazić sobie zwrot, w którym najpotężniejsze państwo na świecie, bodaj najbogatsze, najbardziej rozwinięte, najbardziej humanitarne, jest nagle pozbawione pewności siebie i zniszczone. Takie wydarzenie musi spowodować zmiany w zbiorowej psychice ludzkości, spowodować pojawienie się nowego kompleksu idei, które zepchną na dalszy plan wszystkie nieistotne sprawy, łącznie z dbałością o własne przetrwanie. Przewiduję, że nastąpi duchowy przełom, objawienie: moment, kiedy dusza podda się religijnej przemianie (albo czemuś podobnemu).

Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś: „Nigdy nie formułuj prognoz, szczególnie na temat przyszłości”. To zatem, co już wam powiedziałem oraz to do czego się odnoszę, powinno być traktowane jedynie jako inspiracja do dalszych rozmyślań. W żadnym wypadku nie jako proroctwo. W marcu 1987 roku czytałem autobiografię Jana Sejny, najwyższego rangą komunistycznego dezertera, który pisał o planach Moskwy zorganizowania fałszywego upadku Układu Warszawskiego. Zdałem sobie natychmiast sprawę, że pisał o tej samej długofalowej strategii, o której wcześniej wspominał Golicyn w „Nowe kłamstwa w miejsce starych”. Kilka skojarzeń z miejsca przyszło mi na myśl. Odrzuciłem uprzednio książkę Golicyna jako rodzaj strategicznej fikcji. Nagle zdałem sobie sprawę, że Golicyn i Sejna opisywali to samo zjawisko i że, w związku z tym, to zjawisko było realne; co więcej, zdałem sobie sprawę z faktu, że amerykańscy politycy to ignoranci. Istotnie, z jednym czy z dwoma wyjątkami, opracowania na temat Związku Sowieckiego i sowieckiej strategii były kompletną farsą. Nie mogło być żadnych wątpliwości: nadchodził upadek Związku Sowieckiego, a eksperci i mędrcy nie mieli pojęcia o tym co się dzieje. W konsekwencji Stany Zjednoczone miały pozbyć się tysięcy sztuk broni nuklearnej ze swojego arsenału i opuścić gardę.

W sierpniu 1987 roku rozpocząłem intensywne zbieranie materiałów, które trwać miało cztery lata, a efektem tych wysiłków była książka, opublikowana później pod tytułem „Geneza IV wojny światowej”. Książka ma wiele wad, ale musi być rozumiana jako zbiór równań i formuł, jako próba określenia przyszłości na podstawie ograniczonych informacji i przemyśleń, którymi dysponowałem w tamtym czasie. Wartość tej pracy polega na całkowitym odrzuceniu myślenia życzeniowego. Pracując na książką, doszedłem do przekonania, że oferowanie jakiegokolwiek klarownego rozwiązania byłoby w tej sytuacji niestosowne. Obowiązkowy happy end byłby w tym przypadku nieuczciwy. Żałosny amerykański zwyczaj, wedle którego każdy problem musi mieć swoje rozwiązanie, a autorzy nigdy nie powinni podnosić problemu, jeśli nie dysponują gotowym rozstrzygnięciem, jest tylko kolejnym dowodem, że czytanie i pisanie stały się w naszych czasach jeszcze jedną czynnością pozbawioną treści. Zrozumiałem jedno: że rozwiązanie przyjdzie wraz z agonią, poprzez nieustanne obcowanie ze śmiercią, w rzece łez i oceanie krwi. Temu, kto uważa, że tak nie jest, proponuję lekturę Francisa Fukuyamy. W jego książce, „The End of History and the Last Man”, znajdujemy poniżające widowisko. W skrócie, dostajemy wszystko czego chcemy, mimo że za to nie zapłaciliśmy. Fukuyama sugeruje, że liberalna demokracja jest kwintesencją i zwieńczeniem procesu historycznego. Historia się dokonała i nadszedł czas permanentnego pokoju. Fukuyama niezgrabnie zaprzecza twierdzeniu Nietzschego, który uważał, że idea demokracji jest złowieszcza, jeśli nie deprawująca.

To co piszę jest ostrzeżeniem dla tych wszystkich, którzy sądzą, że obecny względny spokój jest niezmienny. Heraklit powiedział, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki. Codziennie każda rzecz ulega przemianie. Ameryka nie jest już tym czym była kiedyś. Związek Sowiecki nie jest już tym samym Związkiem Sowieckim. Polska nie jest tą samą Polską. Czy rozumiecie co to znaczy? Nie ma ostatecznej formy politycznej. Tak samo jak nie ma ostatecznego zwycięstwa, czy ostatecznej klęski. Który naród spośród wszystkich narodów świata może łatwiej zrozumieć tę prawdę aniżeli Polacy? I które europejskie państwo opublikowało oficjalnie „Nowe kłamstwa w miejsce starych” Golicyna jako podręcznik kontrwywiadu? Proszę nie wątpić we własny kraj, panie Bąkowski. Coś się zaczyna dziać w Polsce, na Ukrainie, w Gruzji, w państwach bałtyckich. Dotychczasowe klęski nie powinny mieć znaczenia. Proszę nie lekceważyć skromnych początków. Czy pan wie, że ukraiński prezydent nie pojedzie do Moskwy? A rosyjskie czołgi wycofały się po zaatakowaniu Gruzji? Nawet bardzo mały cud jest już cudem, o wy, małej wiary!

Nie powinniśmy trzymać się kurczowo poszczególnych słów. Wspomniałem wcześniej słowo demokracja. To durne słowo, obrosłe w nieporozumienia. Czyż niczego nie nauczyliśmy się od komunistów? Opinia publiczna jest kapryśna i ciągle się zmienia. O wiele ważniejsze jest zdobycie uznania kilku roztropnych ludzi aniżeli poklask ogłupiałej większości. Obawiam się, że przegraliśmy wojnę przez nasz własny egalitaryzm. Czy zrozumieliśmy tę lekcję? Od początku do końca antykomuniści pozwolili komunistom stworzyć i zdefiniować większość słów używanych w trakcie zimnej wojny. Kiedy komuniści oficjalnie wycofali się ze stosowania tych słów, ludzie zaczęli mówić o „końcu zimnej wojny”. Antykomuniści uznali to za zwycięstwo. W rzeczywistości antykomuniści zostali semantycznie usunięci z gry. Bezmyślny tłum jest tak bardzo przywiązany do słów, że wyeliminowanie z użycia pewnych słów skutecznie neutralizuje bądź wyklucza oponentów. Nazywam tę metodę „semantyczną likwidacją” opozycji. Nieprzypadkowo Stalin u kresu swojego życia zaczął interesować się semantyką.

Clausewitz napisał kiedyś, że podczas wojny najprostsza akcja jest bardzo trudna. W obecnej wojnie nasze perspektywy nie wyglądają zbyt obiecująco. Straciliśmy przewagę, nasi bohaterowie zostali zabici, żołnierze zdemoralizowani. Ale klęski nie muszą trwać w nieskończoność. Co więcej, klęski prowadzą do zwycięstwa, do zmiany ludzkiej świadomości, do odkupienia. Nastąpi kolejny przełom, nadejdzie nowy świt. Nasi wrogowie wyznają wstrętną i zużytą ideę. Wierzą, że ich sprawa jest sprawą ostateczną.

My nie jesteśmy tacy płytcy.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/12/03/english-semantic-liquidation-of-the-opposition/
Kategorie: Jeff Nyquist, Trójkątna konstelacja
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/12/03/english-semantic-liquidation-of-the-opposition/