Zamknij
Michał Bąkowski

Polski październik i okrągły stół. Część VI

1 maja 2009 |Michał Bąkowski, Polski październik i okrągły stół
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/05/01/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-vi/

Mackiewicz i Golicyn, Łoś i Zybertowicz – a może Jerzy Urban?

Zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że tzw. „przemiany ustrojowe” we wschodnioeuropejskich demoludach i w sowietach były inspirowane przez kgb i przeprowadzone przez tajne policje, nie będę więc przytaczał dokumentów ani anegdotycznych dowodów, skoro nawet zwolennicy teorii „upadku komunizmu” przyjmują – aczkolwiek niechętnie – czekistowską proweniencję metamorfozy zapoczątkowanej rzekomo w ubeckiej willi w Magdalence. prl, a za nim także pozostałe bolszewickie twory, przepoczwarzył się z niezgrabnej larwy epoki Solidarności w pozornie martwą poczwarkę stanu wojennego, by wreszcie wylągł się z niej motyl prlu bis – o pardon! – Trzeciej Rzeczpospolitej, tego najlepszego z prlów. Jak to się stało, opisano wielokrotnie i nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje zasadniczych faktów. Spory dotyczą raczej interpretacji. (Oczywiście nie mam tu na myśli „interpretacji” w rodzaju: „społeczeństwo w osobach Michnika i Mazowieckiego wywarło nacisk na władzę”, bo to nie jest żadna interpretacja, tylko propaganda.) Po pierwsze, nie ma zgody co do intencji kagebistów: w jakim celu zapoczątkowali tak trudną i dziwną operację? Po drugie, różne są wykładnie wyników operacji. Dla ogromnej większości interpretatorów, analityków, publicystów, polityków i historyków, ba! dla przytłaczającej większości ludzi na świecie, w latach 1989-91 komunizm upadł.

Wydaje mi się metodologicznie uzasadnioną hipoteza, że zamierzenia nie determinują wyników, a zatem jest logicznie zupełnie możliwe, iż kgb wprawdzie zapoczątkowało proces przepoczwarzania się komunizmu, ale straciło z czasem kontrolę nad operacją i wbrew intencjom planistów, komunizm rzeczywiście upadł. Nazywa się to „prawem niezamierzonych konsekwencji” i wszyscy borykamy się wciąż z jego manifestacjami w codziennym życiu, gdy np. najlepsze intencje prowadzą nas na manowce. Bolszewicy to przecież ani geniusze, ani nadludzie, im także rzeczy wymykają się z rąk, oni także popełniają błędy, a zatem teza, iż kgb przeliczyło się w swych kalkulacjach, zasługuje na uwagę.

Staje przed nami pytanie: jeśli nie „fałszywy upadek komunizmu”, to jakie były zamierzenia planistów, gdy przedsiębrali całą operację? Słyszy się zazwyczaj dwie odpowiedzi na tak postawioną kwestię. Albo kagebiści stracili wiarę w doktrynę i szukali drogi wyjścia z gospodarczego kryzysu, choć nie spodziewali się utraty politycznej kontroli; albo też „autentycznie pragnęli demokratyzacji”. Tej drugiej możliwości nie zaszczycę odprawą, bo odmawiam dyskusji z Bolkiem i jego apologetami. Ma ona zresztą większe powodzenie w prlu niż gdziekolwiek indziej, gdyż w Polsce patrzy się zazwyczaj na wydarzenia w oderwaniu od międzynarodowego kontekstu. Zamiast więc widzieć okrągły stół jako szeroką zakrojoną operację kgb, mówi się o rodzimej inspiracji Kiszczaka i towarzyszy; miast postrzegać powielanie tego samego schematu, mówi się o „naśladowaniu polskiego wzoru”… Pierwsza hipoteza natomiast – ta o ratowaniu gospodarki kosztem kontroli – równa się w moim przekonaniu wierze, iż kgb i jego emanacje w demoludach, posiadały intelektualny rozmach konieczny dla opracowania skomplikowanej i zróżnicowanej prowokacji rozciągniętej na wiele krajów, ale zabrakło im rozumu, by przysposobić się na wypadek niepowodzenia, by mieć w zanadrzu alternatywny plan. Pomijam w tym miejscu drobiazg, że komuniści doskonale potrafią utrzymać się przy władzy w stanie permanentnego kryzysu gospodarczego. Uwolnienie czarnego rynku, które nastąpiło pod koniec lat 80., nigdy tej władzy nie zagrażało.

Jeśli jednak uznamy, że Kiszczak i Gorbaczow, Misha Wolff i Iliescu, Kriuczkow i Jaruzelski, wiedzieli, co robią, to wtedy okazuje się, że mieli także skuteczny plan na wypadek niepowodzenia. Jeżeli bowiem celem ich było stworzenie wrażenia, iż utracili władzę, to niepowodzeniem byłoby dojście do władzy ludzi, którzy mogliby to złudzenie rozproszyć. Taka ewentualność zdaje się była bliska realizacji w 1992 roku w prlu, toteż z miejsca doszło wówczas do parlamentarnego puczu. (Muszę tu z naciskiem podkreślić, iż nie należy przeceniać rządu Olszewskiego, gdyż sam premier należał niewątpliwie do koncesjonowanych opozycjonistów.)

Jakie zatem były rezultaty „jesieni ludów” AD 1989? Powstały w Europie Środkowej i Wschodniej „państwa”, które bez wyjątku pozostają do dziś kontynuacją demoludów, zarówno w sensie prawnym jak politycznym; gdzie wszelkie dźwignie władzy znajdują się w rękach komunistycznej nomenklatury (czy też „demokratury”, jak ich wdzięcznie przezwano).

Ciekawa interpretacja owego procesu przedstawiona została w książce Privatizing the police state, Marii Łoś i Andrzeja Zybertowicza. [1] Podstawową tezą autorów zdaje się być twierdzenie, że w 1989 roku mafijne struktury bolszewickiego państwa zostały sprywatyzowane. Proces „uwłaszczenia nomenklatury” rozpoczął się wcześniej, ale od 1989 roku tajne policje używały klasycznych metod manipulacji dla „obrony nowej demokracji”, by pozwolić okrzepnąć kapitalizmowi. Równolegle zachodziła prywatyzacja struktur policyjnych państwa bolszewickiego, które same zapoczątkowały i kształtowały przemiany. Korzeni tych mechanizmów autorzy dopatrywali się w polityce kgb z późnych lat 80., „którą cechowała m.in. promocja gospodarczej ekspansji i komercjalizacji służb specjalnych bloku”. [2]

Prof. Łoś twierdzi w wywiadzie opublikowanym w marcu tego roku, że „tak jak strategia Okrągłego Stołu musiała być uzgadniana przez stronę rządową (czyli praktycznie MSW) w Moskwie, tak wiele wskazuje, że cała koncepcja kontrolowanej zmiany wypracowana była przez ekspertów KGB, co nie znaczy, że wszystko toczyło się potem zgodnie z zaplanowanym scenariuszem.” W rezultacie mafijne sploty interesów przesyciły „nowe państwo”, a zwłaszcza sprywatyzowaną gospodarkę, czego wynikiem jest zinstytucjonalizowana korupcja, co z kolei doprowadziło panią profesor do następującego wniosku:

„Nielegalne, pasożytnicze sieci powiązań i korupcji na tym tle przeniknęły struktury kluczowe dla funkcjonowania państwa w taki sposób, że walka z nimi grozi dezintegracją tych instytucji, a zatem – dezintegracją państwa”. [3]

Skoro „policyjne państwo uległo prywatyzacji”, to słuszna wydaje się konkluzja pani profesor Łoś, że walka z korupcją zagraża samemu państwu. Wniosek jest jednak w istocie zupełnie absurdalny, ponieważ opiera się na semantycznej konfuzji o korzeniach tkwiących w odległej przeszłości, bo w bolszewickiej rewolucji. Październikowy przewrót w Piotrogrodzie pozwolił dojść do władzy grupie międzynarodowych opryszków. Przewrót ten zerwał ciągłość państwową Rosji, a zapoczątkował historię międzynarodowego komunizmu. Odtąd mówienie o „państwie sowieckim” (a tym bardziej o „państwie rosyjskim”!) jest wyłącznie kontynuacją owego semantycznego zamieszania. To wówczas właśnie, a nie w 1989 roku w prlu, „pasożytnicze sieci powiązań i korupcji przeniknęły struktury kluczowe dla funkcjonowania państwa”.

„Każde bowiem państwo komunistyczne jest tylko instrumentem partii i służy wyłącznie jej globalnym interesom i celom. Nie istnieje natomiast ani w pojęciu historycznym, ani we współczesnym znaczeniu przyjętym w wolnym świecie.” [4]

O ile zatem profesorowie Łoś i Zybertowicz mają rację, że rozliczne elementy komunistycznego aparatu uległy prywatyzacji podczas niesławnej pamięci „rewolucyj ‘89”, to nie mają racji, że walka z nimi grozi dezintegracją państwa, ponieważ zagrożenie dotyczy tylko bolszewickiego aparatu pseudo-państwowego. Zniszczenie go może doprowadzić teoretycznie do sytuacji, w której będzie mogło powstać autentycznie suwerenne państwo polskie. Ale tylko teoretycznie, ponieważ w praktyce komunistyczne państwo o sprywatyzowanej strukturze, jest silne uznaniem całego społeczeństwa. Dokładnie tak, jak przewidzieli towarzysze Szelepin i Mironow.

Anatolij Golicyn pokazał w swej książce wydanej w 1985 roku, nieprzerwany ciąg strategicznej prowokacji, począwszy od wczesnych lat 60., kiedy to zrodził się pomysł przekształcenia kgb z policji politycznej w siłę polityczną, do późnych lat 80., kiedy „seria spektakularnych wydarzeń” przekonać miała świat o upadku komunizmu, o całkowitym zerwaniu z przeszłością. Ostatni element obecny jest w Nowych kłamstwach w miejsce starych tylko jako prognoza, co w pewnym sensie dodaje wiarygodności tezom Golicyna. Tak pisał na przykład o celach stworzenia koncesjonowanej opozycji:

„Odpowiednio nagłośniona fala prześladowań dysydentów, częściowo prawdziwych, po części fałszywych, wyzwala sympatie Zachodu oraz delikatne przymierza z poszkodowanymi, czyli tymi, którzy są w rzeczywistości tajnymi wytworami reżimu. Przygotowuje scenerię, w której rozgrywać się będzie przyszła dramatyczna liberalizacja systemu, a zacznie się ona od uwypuklenia kontrastów pomiędzy neostalinowcami oraz przyszłym „socjalizmem z ludzką twarzą”. Kształtuje kadrę ludzi, którzy znani już i rozpoznawani na Zachodzie, mogą być w przyszłości wykorzystani jako przywódcy i poplecznicy systemu wielopartyjnego pod rządami komunistycznymi.” [5]

Józef Mackiewicz prześledził zwycięstwo prowokacji w licznych książkach i artykułach publikowanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Wzorzec prowokacji widział, podobnie jak Golicyn, w operacjach czekistów Dzierżyńskiego, i jako pierwszą emanację przywrócenia leninowskich metod wskazywał na polski październik i niezwykły sukces Gomułki w uzyskaniu „legitymacji” dla prlu, a także dla komunistycznej władzy w ogóle. Odsyłam czytelników do pierwszej części tych rozważań oraz do określeń współczesnego luminarza polskiej myśli konserwatywnej w osobie prof. Bartyzela, dla zmierzenia głębi tego sukcesu.

Jeśli nałożymy na siebie te dwie równoległe narracje – Golicyna i Mackiewicza – to możemy prześledzić operację rozciągniętą na ponad 30 lat, której zwieńczeniem był okrągły stół w prlu, tzw. „rewolucje” w Europie Wschodniej i pucz sierpniowy w Moskwie. Z odmiennych punktów wyjścia, i bardzo różnych punktów widzenia, obaj autorzy ukazują nam różne aspekty tej samej operacji, tych samych wydarzeń.

Ale istnieje jeszcze jeden dokument, napisany przez obserwatora, a później uczestnika wydarzeń. 3 stycznia 1981 roku Jerzy Urban, napisał list do I sekretarza polskiego związku piłki ręcznej. [6] Urban był wówczas nikim, a jednak w sążnistej epistole zarysował pewien plan działania, który zainteresował komunistów na tyle, że powierzyli mu wkrótce rolę rzecznika prasowego rządu prl. Urban twierdził, że Solidarność chce przejąć władzę i że komuniści muszą przyjąć strategię na kształt gomułkowskiego października.

„W przeszłości, w 1956 roku i na przełomie 1970/71 roku, okresy społecznego wzburzenia udawało się zakończyć w ten sposób, że istniała data, miesiąc – symbol, zespół zdarzeń oznaczający dla społeczeństwa, że jeden etap się skończył, a drugi nastał. I społeczeństwo uznawało, że pożądana przezeń zmiana w zasadzie dokonała się, po czym właśnie następowało stopniowe uspokojenie. Obecna sytuacja wymaga o wiele większej zmiany. Ale sama zasada może się jeszcze raz sprawdzić. Jednym słowem trzeba urządzić w Polsce przełom, skoro społeczeństwo nie zechciało uznać, że we wrześniu 1980 roku satysfakcjonujący je przełom już się dokonał.”

Urban nie był wówczas członkiem elity rządzącej, nie był nawet członkiem partii, pisał swój list z żabiej perspektywy, tym niemniej odkrył zasadę rządzącą bolszewicką strategią od wczesnych lat 60. Golicynowską „dramatyczną liberalizację” nazwał Urban „odgórnym przełomem”. Przełomem, którego istotą „byłoby oczywiście powołanie koalicyjnego rządu”.

„Tego jednakże mało. Wydaje mi się, że w jednym czasie trzeba zgromadzić wiele różnych politycznych wydarzeń. Może nowa konstytucja? Rozwiązanie Sejmu? Może konieczne będą głośne procesy niektórych członków dawnych władz. Sądzę, że wiele tego rzędu zdarzeń trzeba skumulować w czasie, aby stworzyć sytuację, że oto dokonuje się ten upragniony, wielki przełom.”

List Urbana musiał zrobić wrażenie na Kani i Jaruzelskim, ponieważ znali już taki plan skądinąd, a w Urbanie znaleźli chętnego i pojętnego wykonawcę. Urban sugerował m.in., że wciągnięcie Kościoła i Solidarności w orbitę władzy skompromituje obie instytucje w oczach społeczeństwa: „Upadnie więc wyobrażenie, że ci inni z ugrupowań katolickich, z Solidarności są lepsi. Pogorszy się ich pozycja wobec społeczeństwa.” Jest to klasycznie golicynowska myśl, którą Urban będzie następnie wprowadzał w życie ze smakiem, uprzednio dowiedziawszy się, że zanim przejdzie się do fazy trzeciej, tj. okrągłego stołu, konieczne jest przeprowadzenie fazy drugiej, tj. stanu wojennego.

A jednak mam wiele wątpliwości co do tego tekstu. Czy list jest autentyczny? Wypowiedzi Urbana na ten temat możemy odłożyć na bok jako dowody niewystarczające. W jaki sposób dostał się w ręce redakcji podziemnego Mostu? Trudno sobie wyobrazić, że taki list pojawił się w 1988 roku, czyli podczas rozmów w Magdalence (lub na krótko przedtem), przypadkowo, ale równie trudno zrozumieć, jakie cele mogły przyświecać tym, którzy podali go do publicznej wiadomości. Zważywszy treść listu i osobę jego autora, nie można wykluczyć, że sam fakt publikacji i wszystkie enuncjacje Urbana na temat listu, były częścią manipulacji, tylko jaki mógł być jej cel? Nie potrafię na te pytania odpowiedzieć, ale chętnie wysłucham hipotez. A może nawet redaktorzy Mostu opowiedzą, w jakich okolicznościach otrzymali ów tekst.

Odredakcyjny komentarz umieszczony pod listem w tym samym numerze Mostu z 1988 roku, niczego nie wyjaśnia, wręcz odwrotnie, zdaje się wskazywać, że redaktorzy Mostu nie zrozumieli wagi listu. Z oburzeniem podkreślają, że Urban był wrogi Solidarności i nienawidził katolików, jakby to właśnie stanowiło sedno listu. Urban odsłania ich zdaniem „oblicze manipulatora, zimnego kalkulatora (sic!), człowieka bez kręgosłupa moralnego, najemnego żołnierza, który gotów jest służyć każdemu, kto dobrze zapłaci”, gdy w rzeczywistości Urban okazał się przenikliwym strategiem i nie można wykluczyć, że przeciek jego list do podziemnego pisemka w 1988 roku był tej strategii częścią.

 

 

  1. Niestety znam tę książkę wyłącznie z omówień, np.

    http://findarticles.com/p/articles/mi_qa3996/is_200307/ai_n9282132/

    albo http://web.mit.edu/gtmarx/www/forpol.html

  2. Porównaj wywiad z prof. Łoś: KGB kontrolowało demontaż komunizmu,

    http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt7059.html?postdays=0&postorder=asc&start=0

  3. tamże

  4. Józef Mackiewicz, W cieniu krzyża

  5. A Golicyn, Nowe kłamstwa w miejsce starych, komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji, op. cit.

  6. List Jerzego Urbana do Stanisława Kani, Most, nr18/1988, a także Kultura nr 6(501) 1989

 

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/05/01/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-vi/
Kategorie: Michał Bąkowski, Polski październik i okrągły stół
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/05/01/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-vi/