Zamknij
Michał Bąkowski

Polski październik i okrągły stół. Część II

6 marca 2009 |Michał Bąkowski, Polski październik i okrągły stół
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/03/06/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-ii/

Zwycięstwo prowokacji

Józef Mackiewicz poświęcił obszerne fragmenty swego monumentalnego Zwycięstwa prowokacji „polskiemu październikowi”. Nie można doprawdy wypowiadać się na temat wydarzeń z 1956 roku, abstrahując od mackiewiczowskiej analizy. Mackiewicz domagał się zawsze używania „kanciastych rozróżnień” zamiast powszechnie stosowanego owijania w bawełnę, toteż mamy w Zwycięstwie prowokacji jasność myślenia i precyzję określeń rzadko spotykane w polskiej publicystyce politycznej.

„Nie ma żadnego państwa polskiego w postaci „Polski Ludowej”. PRL nie jest dalszym ciągiem historii Polski, lecz dalszym ciągiem historii rewolucji bolszewickiej 1917 r. PRL nie jest przedłużeniem państwowości polskiej, lecz przedłużeniem i integralną częścią bloku komunistycznego. Gomułka przyszedł do władzy tak samo, jak poprzednio miał przyjść Marchlewski, a później przyszedł Bierut, nie wbrew intencjom centrali komunistycznej, ale z jej nominacji.”

Rok 1956 stanowi w istocie ważną cezurę w historii prlu i w historii komunizmu, ale nie dlatego, że dzięki jakimś magicznym sztuczkom „legitymizacji przez acclamatio” prl stał się „bardziej polski”, jak utrzymuje Bartyzel, tylko ze względu na rolę, jaką odegrał w historii postrzegania komunizmu w ogóle i percepcji komunizmu w prlu, co z kolei nie pozostało niezauważone przez sowieckich strategów.

„Jak za przecięciem noża dotychczasowa argumentacja odwrócona została o 180 stopni. Gdyż oto dowiedzieliśmy się, że komunizm sam przez się nie jest zły… a zły jest jedynie wtedy tylko, gdy jest obcy, narzucony, rosyjski. Przeciwnie, polski komunizm przez to samo, że jest rodzimy, gomułkowski, przez to, że jest własny, staje się nie tylko lepszy, ale może być nawet wcale dobry.”

Mackiewicz szczegółowo opisał rolę Chruszczowa w mianowaniu Gomułki, a nade wszystko wagę, jaką sowieccy przywódcy przywiązali do rozprzestrzeniania legendy o rzekomym sporze między Chruszczowem i Gomułką. Celem szarady z 1956 roku było odebranie wiatru z żagli elementom antykomunistycznym. Czerwcowe rozruchy w Poznaniu przemianowano w pośpiechu z antykomunistycznych na antystalinowskie. Parę miesięcy wcześniej Cyrankiewicz wygrażał: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie!” A już w październiku czerwcowi prowokatorzy i szaleńcy wyrażali tylko „uzasadnioną krytykę”. Legenda wokół dojścia Gomułki do władzy użyta została w ten sam sposób, by skierować ostrze krytyki nie przeciw ustrojowi, ale przeciw ludziom uprzednio sprawującym władzę. Ten właśnie aspekt „polskiego października” stał się modelem dla różnorakich manipulacji z lat późniejszych. Odtąd w kierownictwie bolszewickim pojawiać się będą „staliniści”, „natolińczycy”, „konserwatyści” (jak komunista może być konserwatystą?), „chamy i żydy”, „beton”, „siłowiki” itd. Rolę „czarnego luda” będą odgrywać Moczar albo Jaruzelski, Ligaczow albo Żyrynowski, Urban albo Lepper. Odtąd każda zmiana personelu w partyjnej wierchuszce przedstawiana będzie jako kolejny krok ku liberalizacji, a w Polsce dodatkowo jako krok ku uniezależnieniu od „Rosji”. Kolejni sekretarze polskiej kompartii będą odtąd niezmiennie szczycić się, że „uchronili kraj przed inwazją”. I za każdym razem te same nożyce przecinają wszelką ciągłość. Odtąd poprzednia faza należy całkowicie do przeszłości i może już wyłącznie interesować historyków.

A było tak: XX zjazd sowieckiej kompartii w lutym tegoż 1956 roku proklamował powrót do leninizmu. Postawiono tezę głoszącą, że każdy naród może dojść do socjalizmu własną drogą, wykorzystując swoje specyficzne warunki i doświadczenia. Kopiowanie modelu „rosyjskiego” nie miało być odtąd konieczne. W swoim tajnym przemówieniu na temat kultu jednostki, Chruszczow przywrócił leninowską koncepcję kolektywnego kierownictwa i implicite obiecał, że terror nie będzie więcej zwrócony do wewnątrz. Dojście Gomułki do władzy i wydarzenia „polskiego października” były wyłącznie efektem owych uchwał.

Mackiewicz podkreślał, że powszechne przyjęcie określenia „polski październik”, z jego oczywistym odniesieniem do oryginalnego „października”, który jest do dziś symbolem zwycięstwa bolszewizmu, samo stanowiło propagandowy sukces dla bolszewików.

„Slogan polski październik, rzucony został przez komunistów w Polsce z dużą konsekwencją. Zgodnie z hasłem Chruszczowa w Moskwie i Gomułki w Warszawie o zerwaniu z dotychczasowymi metodami rzekomego tzw. stalinizmu, a nawrotem do czystego leninizmu, a więc pierwotnego Października. Że Październik jest synonimem zwycięstwa bolszewickiego w Rosji, nikt z komunistów w Polsce nie zaprzecza, a przeciwnie, przypomina się o tym w corocznych uroczystych obchodach i publikacjach. Październik jest dla komunistów drogim wspomnieniem oraz symbolem prawowiernego, poprawnego taktycznie dążenia do skomunizowania Polski, w myśl ortodoksyjnych zaleceń Lenina dla Rosji i całego świata.

Październik może być też symbolem postępu dla tych Polaków, którzy w mniejszym lub większym stopniu włączają się w leninowsko-bolszewicki system myślenia, z jego nacjonał-komunistycznym etapem. Dla tych natomiast wszystkich, którzy wiedzą, że system bolszewicki jest systemem zła, ucisku i życia-nie-wartego-życia, Październik w ogóle, a polski Październik w szczególe, winien być raczej symbolem tej wielkiej historycznej groźby, jaka zawisła nad Wisłą, a nie pozytywnym symbolem kilku ulg taryfowych, przyznanych w październiku 56 w myśl NEPowskiej taktyki, dla polskiej drogi do socjalizmu.” [1]

Jaka szkoda, nawiasem mówiąc, że profesor Bartyzel, który nie należy przecież do „leninowskiego systemu myślenia”, znalazł się w tym wypadku po stronie polrealistycznej większości. Jednym z głównych wątków Zwycięstwa prowokacji jest paradoksalna rola polrealizmu w zniewoleniu Polski. Mackiewicz ukazał, jak polrealizm, pragnąc być stanowiskiem jednocześnie „realistycznym” i „przede wszystkim polskim”, jest w rezultacie sojusznikiem komunizmu.

„Można to stanowisko ochrzcić mianem szczerego patriotyzmu, a nawet super-patriotyzmu, jeżeli się zważy, że nie waha się dla tego celu nawet przed współpracą z komunizmem. Nie można natomiast zaprzeczyć, że dopóki władza nad Polską znajduje się w rękach komunistów, daje to nacjonał-komunizmowi znakomitą sposobność takiego lawirowania politycznego, i takiego przesuwania rzeczy polskich na szachownicy patriotycznej, która może mu zapewnić maksimum skuteczności w kraju i maksymalną infiltrację w szeregi emigracji.”

Należy pamiętać, że Mackiewicz pisał te słowa w 1962 roku. Wiemy dziś o wiele więcej na temat formułowania taktyki przez bolszewików, mamy bowiem świadectwo Antolija Golicyna. Wiemy od niego, że nie tylko Józef Mackiewicz studiował operację „Trust”, że nie on jeden zauważył oczywiste analogie pomiędzy NEPem i taktyką zastosowaną podczas chruszczowowskiej odwilży. W 1958 roku towarzysze Mironow i Szelepin, wysocy oficerowie kgb, zwrócili uwagę Chruszczowa i Breżniewa na rolę OGPU w okresie NEPu i zaproponowali przekształcenie kgb „z typowej tajnej policji w elastyczną, wyrafinowaną broń polityczną, zdolną do odgrywania skutecznej roli w realizacji polityki”. [2]

Jedną z głównych konsekwencji zmian wprowadzonych przez Mironowa i Szelepina był nacisk na dezinformację. Nie sposób zajmować się tu przykładami podanymi przez Golicyna, zatrzymam się tylko na jednym punkcie, na który wielokrotnie zwracał uwagę Józef Mackiewicz. Wedle Golicyna, już od 1958 roku rozważano zmianę doktryny „dyktatury proletariatu” na doktrynę „państwa (względnie ojczyzny) całego narodu”. Wydaje mi się uzasadnione domniemanie, że Szelepin uważał taką zmianę za potrzebną w wyniku analizy wydarzeń „polskiego października”, które musiał uznać za wielki propagandowy sukces. W 1961 roku XXII zjazd kompartii oficjalnie wprowadził w życie nową doktrynę.

Od tego czasu mamy do czynienia z nieprzerwaną operacją, której bliższym celem było wykreowanie sterowanej opozycji wewnętrznej. Muszę od razu zastrzec, że określenie „sterowana opozycja” może być mylące. Sugeruje bowiem stosunek w najlepszym razie ideowego poddaństwa, a w najgorszym relację agenturalną. Nie umiem powiedzieć, czy Sacharow był agentem kgb, gebiści musieli jednak prędko dostrzec, że jego działalność jest im na rękę i im mniej był sterowany tym lepiej dla nich. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych pojawiły się pierwsze pogłoski, że Wałęsa był agentem ubecji – wydawały mi się one wówczas nie do wiary – ale wówczas tak samo jak dziś jestem gotów utrzymywać, że cała jego działalność była na rękę komunistom, niezależnie od zawartości teczki Bolka. Co rzekłszy, nie mam żadnych wątpliwości, że komunistyczne tajne policje posługiwały się różnorakimi rodzajami agentów, a interesujący tajny współpracownik mógł z łatwością „awansować” na agenta wpływu, z czym związane było przeniesienie z „kontroli policyjnej” pod „kontrolę polityczną”. Ostatnim miejscem, gdzie szukać należy odpowiedzi na pytanie o agenturalną przeszłość opozycjonistów, powinny być komunistyczne archiwa. Są one bowiem jednym z najznakomitszych źródeł dezinformacji.

W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję. Klasycznym przykładem dezinformacji jest historia tzw. archiwum Mitrochina. W 1992 roku pojawił się w amerykańskiej ambasadzie w Talinnie, emerytowany archiwista kgb, Wasyl Mitrochin. Amerykanie uznali jego ręcznie spisane notatki za nieciekawe (albo też afera wydała im się zbyt grubymi nićmi szyta, ale to zakładałoby pewien poziom racjonalności, którego CIA raczej nie wykazuje). Mitrochin zgłosił się zatem do brytyjskiej ambasady, gdzie przyjęto go z otwartymi rękami. Dalszy ciąg tej historii należy do gatunku realizmu magicznego, bo oto MI6 wysyła do Moskwy grupę agentów, którzy w biały dzień wykradają z podmiejskiej daczy Mitrochina 25 tysięcy odręcznych notek, ukrytych pod podłogą. Z daczy człowieka, który parę dni wcześniej wędrował bezskutecznie od jednej ambasady w Talinnie do drugiej; człowieka, który miał przez 30 lat dostęp do archiwów kgb.

W postaci archiwum Mitrochina, kgb podało zachodnim służbom wywiadowczym, jak na dłoni, tysiące bezwartościowych szczegółów, jak np. potwierdzenie, że sowieci znali wszystkie dane techniczne zachodnich systemów obronnych; że Allende, Arafat i Ortega byli sowieckimi agentami; że moskiewski patriarchat składał się wyłącznie z agentów i temu podobne rewelacje. W rezultacie, zachodni wywiadowcy mogli zatrzeć łapki z zadowolenia, jak to oni wszystko dobrze wiedzieli. Notatki Mitrochina z jakiegoś powodu miały wiele do powiedzenia o roli Jurija Andropowa, którego obraz świata miał być ukształtowany w Budapeszcie w 1956 roku, kiedy to obserwował z bliska węgierskie powstanie i sukces sowieckiej interwencji. Andropow miał odtąd cierpieć na „węgierski kompleks” i stał się głównym wrogiem liberalizacji. To on stał za „interwencją” w Pradze w 1968 roku, to on posłał wojsko do Kabulu w 1979 i to on rzecz jasna domagał się posłania czołgów przeciw Solidarności w 1981 roku.

Tego rodzaju pseudo-freudyzm dla głuptasów byłby śmieszny, gdyby nie prawdziwa rola jaką Andropow odegrał w przekształceniu kgb wraz z Mironowem i Szelepinem. Tak jak Szelepin odgrywał w tej trójcy czekistowskiej rolę „liberała”, tak Andropow był zawsze czarnym ludem. Archiwum Mitrochina, podtrzymując tę wersję, występuje wprost przeciw rewelacjom Golicyna i taki właśnie wydaje się cel całej operacji. Innymi słowy, zarówno sowieckie archiwa otwarte rzekomo dla zachodnich naukowców w latach 90., jak i prlowskie teczki, można uznać za rzetelne źródło tylko wówczas, kiedy ten sam materiał podlega niezależnej koroboracji. W każdym innym wypadku trzeba patrzeć na archiwa jako element – i to bardzo ważny element – wielkiej prowokacji. Koniec dygresji.

Golicyn opisuje, jak w latach 60. kgb nauczyło się rozróżniać pomiędzy autentyczną opozycją, którą określano leninowskim terminem „wrogów ludu”, a ruchem dysydenckim. „Całkowite odrzucenie reżimu sowieckiego było naczelną zasadą opozycji”, pisze Golicyn. Kgb potrafiła skutecznie zapobiegać kontaktom wrogów z Zachodem, ale jakoś nie mogła sobie poradzić z Sacharowem i Bonner. Józef Mackiewicz twierdził, że nie może być przypadkiem, iż najbardziej represyjny system na świecie okazuje się raptem bezradny wobec „samotnego obrońcy praw człowieka”. Nie było.

Poprzez prowokację „odprężenia” z lat 70. dopełzliśmy do oszustwa pierestrojki i głasnosti. We wszystkich fazach, rosnące crescendo dysydenckich głosów utwierdzało nawet najbardziej antykomunistycznie nastawionych polityków zachodnich, jak Margaret Thatcher i Ronald Reagan, w przekonaniu, że komunizm ulega ewolucji.

Istnienie koncesjonowanej opozycji dawało kremlowskim strategom ogromne możliwości w polityce zagranicznej, ale nie one są przedmiotem tych rozważań. W tym wypadku interesuje nas raczej rola opozycji w polityce wewnętrznej. I tu najlepszym przykładem prowokacji jest epoka Solidarności.

Głównym sukcesem „polskiego października” było wciągnięcie Kościoła katolickiego, a w szczególności prymasa Wyszyńskiego, w orbitę komunistycznych manipulacji. W jednym z uzupełnień do Zwycięstwa prowokacji pisanych w czerwcu 1981 roku Mackiewicz zauważył na marginesie:

„W późniejszych latach wzór ten zostanie powtórzony. Tyle że dawny duumwirat Gomułka-Wyszyński przeistoczy się w triumwirat: Partia komunistyczna + Opozycja (przywódca Solidarności Lech Wałęsa) + Kościół Katolicki (Papież Jan Paweł II)”

Wzór prowokacji „polskiego października” powtórzony został w okresie Solidarności, ale ostatnią – a może nawet ostateczną – manifestacją schematu były wydarzenia 1989 roku, kiedy udało się „triumwiratowi” przekonać Polaków ostatecznie, że komunizm nie istnieje, a może w ogóle nigdy nie istniał.

 

Wszystkie cytaty bez odsyłaczy pochodzą z: Józef Mackiewicz, Zwycięstwo prowokacji, Londyn 2007

  1. „Polski październik”. List do redakcji, Dziennik Polski, nr 157, 1961

  2. Anatolij Golicyn – Nowe kłamstwa w miejsce starych, komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji, w wydaniu Antoniego Macierewicza, o pardon! „Biblioteki Służby Kontrwywiadu Wojskowego”, Warszawa 2007

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/03/06/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-ii/
Kategorie: Michał Bąkowski, Polski październik i okrągły stół
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/03/06/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-ii/