Żydzi, wszędzie Żydzi! (o grzebaniu w genach)
Błąkam się po polskiej blogosferze złakniony strawy duchowej, a ściślej, pragnąc dowiedzieć się, o czym to dumają prawi Polacy w tym najlepszym z prlów. Gdzieniegdzie zatrzymam się na duchową przekąskę, która niekiedy okazuje się kanapką z awanturką (o czym za chwilę). Nie mam tu wcale na myśli utarczek z panią Kruszewską i jej rozlicznymi wcieleniami [1] („Dusza”, „Miklaszewski”, Pimko „Odrowąż”?), bo niby jak mam dyskutować z kimś, kto mnie nazywa kundlem? Czy mam przedstawić rodowód psa rasowego? Jak odnieść się do takich zdań: „Michnik Panu płaci za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu na internecie? Jest Pan młody, zapalczywy, niedoinformowany i niedouczony. Traci Pan szybko panowanie nad sobą. Pochopnie wyciąga Pan broń poniżej pasa.” [2] Przeczytawszy powyższe, poczułem się rześki i młody, ale zapewniam czytelników najsolenniej, że broni poniżej pasa nie wyciągałem. Poza niniejszym zapewnieniem, nie potrafię ustosunkować się do takich wypowiedzi merytorycznie, więc nie o nich mi tu prawić. O czym zatem dudni blogosfera? Blogosfera huczy o demaskowaniu Żydów. Żydzi rządzą Polską. Żydzi rządzą światem. Wszystkie nieszczęścia dadzą się przypisać Żydom, i te osobiste („Żydzi nie dopuścili mnie do matury!”), i te zawodowe („Michnik nie zapłacił mi za wyciszanie dyskusji o Mackiewiczu, kanalia!”) – a już zwłaszcza wszelkie niepowodzenia Polski.
Statystyki podają, że w prlu bis żyje zaledwie 12 tysięcy ludzi wyznania Mojżeszowego, to znaczy 0,03% ludności. Nawet blogosfera z wrodzonymi sobie tendencjami do paranoi, nie może chyba czuć się w takiej sytuacji zagrożona?? Po raz kolejny wyszło na jaw, że nie wolno nie doceniać umiejętności samooszukiwania, chciejstwa, a już zwłaszcza dopatrywania się wrogów tam, gdzie ich nie ma. I tak, błądząc po blogosferze, doznałem iluminacji. Okazuje się, że w dzisiejszej Polsce są miliony Żydów, którzy jak krety od stuleci podkopują Polskę i polskość, przechodząc celowo na chrześcijaństwo, zmieniając nazwiska na polsko-brzmiące dla zatarcia śladów, mówiąc piękną polszczyzną dla zmylenia pogoni, tworząc polską poezję i polską kulturę na pośmiewisko endeckim burakom, a wszystko po to tylko, aby ukryć swój prawdziwy cel, którym jest zmazanie Polski z mapy świata. Jeśli wydaje się czytelnikowi, iż słyszał już wcześniej tego rodzaju chorobliwe wizje, to oczywiście ma rację. Półgłówek z wąsikiem nie był jednak autorem takich pomysłów. Autorstwo należy prawdopodobnie przypisać Tomasowi de Torquemada, Wielkiemu Inkwizytorowi Hiszpanii z XV wieku. Ludzie odmiennego wyznania – czyli Żydzi i Maurowie – nie podlegali jurysdykcji Inkwizycji, wobec czego Torquemada nakłonił Ferdynanda i Izabellę do wygnania Żydów, co z kolei zmusiło pragnących pozostać w Hiszpanii do przejścia na katolicyzm. „Ale zemsta, choć leniwa, nagnała cię w nasze sieci. Ta karczma Rzym się nazywa! Kładę areszt na waszeci.” Konwersja poddała ich jurysdykcji Torquemady i tak rozpoczęły się prześladowania krypto-Żydów, którzy rzecz jasna przechrzcili się wyłącznie dla zniszczenia Kościoła i Świętego Królestwa Kastylii i Aragonii… Torquemada był w rzeczywistości subtelnym i w miarę praworządnym wykonawcą poleceń, więc porównywanie go z takim chamem jak Hitler jest nadużyciem, ale jest pewien ironiczny związek pomiędzy nimi. Istnieje podejrzenie, że zarówno Torquemada, jak jego późny antysemicki wnuk, mogli być żydowskiego pochodzenia (rzekomo, tylko rzekomo…). I tak, hiszpańskimi opłotkami, doszliśmy do duchowej Uczty Baltazara prlowskiej blogosfery: Żydzi, Żydzi, wszędzie Żydzi!
Myszkując po internecie, dowiedziałem się wreszcie, że w prlu bis, pośród 38 milionów niczego nieświadomych rodaków, żyje tajna sześciomilionowa grupa gotowych na wszystko agentów międzynarodowego syjonizmu. Ale to nie wszystko. „Obok tej 6-o milionowej żydowskiej V kolumny, jest jeszcze wielka zgraja żydłactwa, żydolubów, wszelkiej maści żydofili i polonofobów, masonów, oraz wielka armia agentów, konfidentów, szpicli, kolaborantów i donosicieli, lewactwa i komunistów, SBeków, ZOMOwców, i ich rodzin, dzieci i wnuków…”, jak to ze znawstwem pisze polonica.net. [3] Proszę mnie nie pytać, jaka jest różnica pomiędzy „Żydem”, a „zgrają żydłactwa” albo między „żydolubem” a „żydofilem”, bo to ponad moje skromne możliwości intelektualne: „nie mogę tego objąć szlifowanym w żelazie rozumem”. (Ach, a może Witkacy też, panie kochany, jakby to powiedzieć, no, ten tego, semita?) A teraz do rzeczy. Tak oto przedstawia się Polska według antysemickiej blogosfery:
Adam Mickiewicz? Taż ta, panie tego, Żyd. Matka, Żydówka, żona tyż. Juliusz Słowacki? Syn Salomei (hmmm) z Januszewskich? To, panie dziejaszku, Żyd. Chopin? Może on jeden, Francuzem będąc, uniknąć zdołał klątwy? Oj, panie tego, ale mamunia z Krzyżanowskich, a taż ta typowe przezwisko dla przechrztów. Baczyński – Żyd. No, ale Gałczyński? Niestety. Gombrowicz też? Też. Arystokracja? Same Żydy. Papież-Polak? No, tylko w połowie Polak, bo matka… niestety. Antysemici? Wszystko żydostwo. Wałęsa naprawdę nazywa się Kohne, a Gomułka i Bierut – też Żydy. Lewica to Żydzi, prawica to żydowski spisek. A jak ktoś nie wydaje się Żydem, to tylko dlatego, że przywłaszczył sobie cudzą tożsamość, jak np. Feliks Dzierżyński.
Uff!… Wychodzi na to, że wszyscy jesteśmy Żydami. Czy w takim razie pod pozorami antysemityzmu nie kryje się naprawdę skarga, prośba błagalna o przyjęcie do narodu wybranego? Może to grzebanie w genach jest tylko niezręcznym podaniem o przyjęcie do klubu? Wydawałoby się, że moje dzieci nie mogą być odpowiedzialne za moje czyny, ani za czyny moich praszczurów, a co dopiero za pochodzenie praojców! Za czyny można przynajmniej obarczyć odpowiedzialnością wolną jednostkę, ale za pochodzenie?! Okazuje się, że bywają też tacy, którzy obarczają odpowiedzialnością za pochodzenie i nie mam wcale na myśli uczniów Lenina, Hitlera i Mao. I tak wreszcie dopełzliśmy do mojej kanapki z awanturką.
Wszystko zaczęło się od zapiski na blogu Unicorna: „Kto wyjechał z Polski po 1956 roku? ‘Antysemici’ czyli myślący ludzie bez chwili zastanowienia odpowiedzą – oczywiście, że osławiona żydokomuna…” [4] Wydawało mi się w miarę mało kontrowersyjne, że ubeccy mordercy z lat czterdziestych byli przede wszystkim bolszewikami, a nie Żydami, że jeśli nawet byli żydowskiego pochodzenia, to znajdowali się wśród Polaków a nie śród Żydów, a i wówczas w ogromnej większości byli polskimi Żydami. Myślałem prostodusznie, że stawianie znaku równości między „myślącymi ludźmi”, a „antysemitami” (w cudzysłowie czy bez) jest jaskrawym nonsensem, więc dałem wyraz temu przekonaniu w paru komentarzach. O święta naiwności! Ależ mi się oberwało. To było jeszcze za czasów, kiedy niezaznajomiony z wynikami genetycznych dociekań internetowych, żyłem w nieświadomości, co do istotnie semickiej genezy polskiej kultury, używałem zatem w dyskusji przykładu Chopina jako Polaka z wyboru, niezależnie od pochodzenia. Wylali na mnie kubeł pomyj, po czym zażądali przeprosin. Jak dotąd nikt nie przysłał mi jeszcze sekundantów, ale to pewnie tylko ze względu na kryzys finansowy.
Nie będę relacjonował tego wiekopomnego fechtunku intelektualnego, tych morderczych sztychów, błyskotliwych ripost i zaskakujących wolt. Zainteresowanych odsyłam do źródła (ale muszę ostrzec, że Oxford Union Debating Society to nie jest). Dodam jeszcze tylko, że nie podpisywałem się na blogmedia24 jako „Michał Bąkowski (niezweryfikowany)”, to mi dopisano później. Może próbowali mi grzebać w genach i nie udało się zweryfikować? Bóg raczy wiedzieć.
Interesuje mnie – czy ja wiem, zresztą, czy interesuje? może raczej tylko zaskakuje – w całej tej nieboskiej komedii moja istotna ułomność, moja paraliżująca niemożność zrozumienia. Najwyraźniej przekracza moje możliwości pojmowania patrzenie na bliźnich poprzez pryzmat ich narodowości, a tym bardziej poprzez ich pochodzenie. Hipoteza charakteru narodowego jest dla mnie nie do utrzymania, jest intelektualnym bankructwem, jest myślowym bełkotem, jest emblematem prymitywizmu, jest ideowym ekwiwalentem futbolowej chuliganerii. Cnoty i przywary są cechami jednostek, a nie narodów. Przekładanie ich na narody jest na poziomie, na którym nie można już prowadzić polemiki, bo trzeba zatkać nos i robić wszystko, by utrzymać głowę ponad ściekami. W jaki sposób ma się przejawiać charakter narodowy? Czy determinuje zachowanie poszczególnych reprezentantów narodu? Jeśli determinuje, to nie są odpowiedzialni za swoje zachowanie, jeśli nie determinuje, to jak działa i jakie ma znaczenie, poza skrótem myślowym? A dalej, skąd się bierze? Czy jest niezmienny, czy też podlega ewolucji? Przesądy na temat narodów wydają się raczej niezmienne… Na drodze jakiej rzeczowej analizy można wysublimować narodowy charakter tak ogromnie zróżnicowanego narodu, jak np. Niemcy? Wedle teorii narodowych predyspozycji, Anglicy mają być flegmatyczni i pełni chłodnego dystansu – w takim razie angielscy kibice piłkarscy nie są Anglikami. Może to Żydzi? A może nadludzkim wysiłkiem woli uwolnili się od rzekomego charakteru swego narodu? A może cały ten charakter to tylko takie fixum dyrdum, lenistwo umysłowe, wygodna sztampa, stereotyp, skrót myślowy przydatny w towarzyskiej rozmowie, który jednak naprawdę nic nie znaczy? Mity, klisze, stereotypy i symbole nie są rzeczywistością. Nawoływanie do „pielęgnowania szlachetnych polskich cnót” jest takim samym nonsensem, jak twierdzenie, że wszyscy Polacy to antysemici.
Jestem niestety coraz mniej przekonany co do słuszności ostatniego członu powyższego zdania. W moich wędrówkach po blogosferze przekonuję się często, że nacjonalizm (wraz z nieodłącznym niemal antysemityzmem) jest dominującą wśród współczesnych Polaków ideologią. Spójrzmy na portal konserwatyzm.pl, wyróżniający się przecie poziomem. To prawda, że ześlizguje się podejrzanie w „konserwatyzm.prl”, ale kiedy znajduję tam zdanie: „LPR to też żydzi jedyna partią w której są prawdziwi Polacy jest PPN Leszka Bubla” (zachowuję prawdziwie polską pisownię oryginału) [5], to zaczynam mieć wątpliwości co do tego poziomu. Na obronę redakcji muszę zaznaczyć, że Tomasz Dalecki zażenowany kloacznym tonem dyskusji (ale nie samego artykułu Engelgarda i nie przytoczonego zdania) zdecydował usunąć „głupawe komentarze nie na temat”. A były tam m.in. kwiatki o rzekomym szwedzko-persko-semickim pochodzeniu samego über-endeka prlu nr 2, redaktora Engelgarda z Myszy Polskiej. W końcu, wszyscy wywodzimy się od Adama, nawet król Popiel.
Pochodną tej genetycznej obsesji jest oczywista i nieunikniona rehabilitacja antysemityzmu. Na tym polu także przoduje polonica.net, które ogłasza w cytowanym już artykule: „Zgoda na piastowanie przez nich [nie będzie nagród za odgadnięcie, kto zacz – mb] znacznej części stanowisk, na których podejmowane są decyzje określające losy państwa i narodu, jest prostą drogą do zguby. Dlatego w tej nie mającej precedensu sytuacji zarzut ‘antysemityzmu’ staje się coraz bardziej komplementem. To sami żydzi sprawili, ze każdy Polak ma dzisiaj do wyboru: albo zostać antysemitą, albo volksdeutsch’em i złotrzoną, sprzedajną łachudrą.” Z góry wiadomo, że alternatywa musi być fałszywa, jeśli wybór ograniczony jest do takich dwóch opcji. A co zrobić z niepoprawnymi, którzy wolą tkwić w podziemiu raczej niż uznać, że prl bis jest państwem polskim, ale nie ze względu na pochodzenie posłów na sejm prlu, tylko ze względu na bolszewicką proweniencję całego przedsięwzięcia? Czy ja wychodzę na volksdeutscha czy na antysemitę?
Dość już o tym, bo szkoda życia na pseudo-dylematy. Kanapka z awanturką miała jednak pewien racjonalny rdzeń, którym z pewnością warto się zająć, nie dlatego wcale, żeby był mniejszą stratą czasu, ale żeby wyrwać go z rąk najprawdziwszych antysemitów. Otóż jest niewątpliwie prawdą, iż zarzut antysemityzmu stał się częścią klasycznej metody politycznej poprawności. Na pozór, pierwotnym celem metody miało być unikanie wyrażeń, które mogły być uznane za obraźliwe, jednak w praktyce była to zawsze i pozostaje nadal metoda propagowania lewicowej ideologii; polit-poprawność jest codziennością „marszu przez instytucje”. Atoli z faktu, iż lewicowcy krzyczą przy każdej okazji o antysemityzmie albo rasizmie nie wynika wcale, że antysemityzm czy rasizm nie istnieją. Jeżeli Niemiec bądź Francuz powie pod adresem człowieka polskiego pochodzenia, że jako Polak musi być złodziejem, oszustem i nielojalnym dywersantem, pracującym w skrytości dla upadku kraju, który go wykarmił – to taka postawa słusznie nazwana być może anty-polonizmem. Nie ma żadnej różnicy pomiędzy tak określoną anty-polskością a antysemityzmem, z którym miałem nieszczęście zetknąć się podczas moich przechadzek po internecie. Mamy tu więc zabawne, choć w skutkach mało śmieszne, odwrócenie ról: najpierw lewacy łamali fałszywie ręce nad „antysemityzmem”, kiedy nie było żadnego, a teraz antysemici kiwają z fałszywym politowaniem głowami nad polityczną poprawnością, gdy ktoś wytknie im antysemityzm.
Z mojego punktu widzenia stan rzeczy jest następujący: moim wrogiem jest komunizm rozumiany jako metoda zdobycia i sprawowania władzy (w przeciwieństwie do „układu stosunków społecznych” czy też „systemu własności środków produkcji”, czy jakiejkolwiek innej zasłony dymnej) oraz komuniści i ich poputczycy, którzy ten system wprowadzają w życie na całym świecie. Jak to wykazał wielokrotnie Józef Mackiewicz, komuniści są dokładnie tacy sami pod każdą szerokością geograficzną i dlatego Adam Michnik jest mi tak samo wrogi jak Hugo Chavez. Co za tym idzie, jest mi śmiertelnie obojętne czy ojciec Wałęsy był obrzezany, czy nie, a interesuje mnie w zamian działalność Bolka jako rezydenta prlu nr 2. Nazywanie bolszewików „żydokomuną” może ich tylko śmieszyć, ponieważ nie można pokonać wroga, którego się nie rozumie.
Odsyłacze:
1. http://swkatowice.mojeforum.net/2-temat-vt6484.html?start=25
2.http://swkatowice.mojeforum.net/2-temat-vt6132.html?postdays=0&postorder=asc&start=25
3. http://www.polonica.net/Lista_zydow_w_zniewalanej_Polsce.htm
4. http://www.blogmedia24.pl/node/5990
5. http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/1796/