Żuraw i landrynka II
Realizm opisu
Wymagamy od polityka, aby jego opinie na temat świata nie mijały się z rzeczywistością. Gdyby polityk zaczął rozważać wszystkie trudności, jakie implikuje powyższe zdanie, nigdy nie zacząłby działać i stałby się filozofem. O ile temu pierwszemu należałoby przyklasnąć, to drugie byłoby wątpliwym powodem do radości. Polityka domaga się rzetelnego opisu rzeczywistości bez wdawania się w usprawiedliwienie realizmu poznawczego. Opis nie ma dotyczyć w tym wypadku ontycznych zrębów świata, nie ma dotrzeć do istoty rzeczy, ma wyłącznie adekwatnie przedstawić rzeczywistość ludzką. Przede wszystkim więc, musi widzieć kulturę jako tło wszelkich działań, ale z drugiej strony, uchwycić musi konkretną sytuację. W znajomości społeczeństwa pomóc może politykowi socjologia i psychologia (choć zwłaszcza ta pierwsza jest wątpliwej wartości), ale niezastąpiona będzie intuicja. Dar Boży, który pozwala zrozumieć to, co umyka zazwyczaj statystykom i naukowym tabelom – naturę ludzką. Politycy intuicyjni z reguły górują nad swoimi przeciwnikami, bo antycypują ich posunięcia.
Przez sytuację rozumiem konkretne okoliczności, w jakich przyjdzie politykowi działać; kontekst, który, wraz z podjętym działaniem, będzie tworzył całość. Zmienne, czasami nieprzewidywalne okoliczności, które Harold Macmillan (1894-1986) nazwał uroczo Events, dear boy, events. W sytuacji trzeba się orientować, to znaczy wiedzieć gdzie Orient. Sytuacja jest zmienna; jej dynamika sprawia, że opis nigdy nie jest wystarczający, choć pozostaje warunkiem koniecznym dla przewidywania. Tylko przewidując rozwój sytuacji, można próbować na nią wpływać. A wpływanie na zmianę okoliczności w pożądanym kierunku wydaje się istotą działalności politycznej.
Trafna prognoza jest często stawiana jako kanoniczny wymóg realizmu. Ale czy słusznie? Przewidywanie jest dość zabawną czynnością rozumową, bowiem zarówno podstawa rozumowania, jak jej wynik, mają nieznaną klasyfikację poznawczą, to znaczy nie wiadomo, w jakim stopniu są prawdopodobne. Jest to rozumowanie analogiczne do wyciągania konsekwencji ze statycznego układu przesłanek, ale w tym wypadku układ nie jest statyczny. Jego dynamika podlega prawom okrytym przed nami tajemnicą, bądź też nie podlega żadnym prawom. W przewidywaniach rozwoju sytuacji politycznej dodatkowym utrudnieniem jest ogromna ilość przesłanek. Nawet zakładając, że posługując się prawami logiki można opisać szeregi przyczyn i skutków wyznaczających daną sytuację, musimy pamiętać, że obok nich występuje jeszcze przyczynowość wolna, nieprzewidywalna z definicji. Dla przykładu, analizując wskaźniki wzrostu produkcji stali w Trzeciej Rzeszy można ponoć było przewidzieć wojnę, a znając historię i geografię – kierunki agresji. Ale nie sposób było przewidzieć szaleństwa Adolfa Hitlera (1889-1945). Szaleństwa, które czyniło jego postępowanie tak niezwykle groźnym w skutkach, bo między innymi uniemożliwiało sensowne przewidywanie. Na razie nasuwa się tylko jeden pewny wniosek: trafna prognoza nie może być podstawą realizmu politycznego. Po pierwsze dlatego, że trafność bywa tu dość przypadkowa. Po drugie, jak wiadomo, do słusznych konkluzji można dojść wnioskując prawidłowo z fałszywych przesłanek – gdzie tu realizm? Po trzecie wreszcie, tylko wobec całkowicie zakończonych procesów historycznych można byłoby orzekać realizm.
Realizm opisu potrzebny jest, by przewidywać, ale dynamika sytuacji pozostaje trudna do uchwycenia. Spróbujmy więc unieruchomić ją na chwilę, aby na przykładzie sytuacji statycznej rozpatrzeć wymagania pod adresem polityka realisty.
Musi on brać pod uwagę jak najwięcej okoliczności, bowiem niepełny obraz sytuacji zemścić się może błędną prognozą. Okoliczności są „różnosilne” – prawidłowo oceniać ich „siłę”, to tyle co przewidywać, jaki wpływ mogą wywrzeć na zmianę sytuacji. Ale nawet jeśli polityk używa szerokiego opisu i trafnie hierarchizuje wpływy, może być daleki od realizmu. Dzieje się tak wtedy, gdy fałszywie rozpoznaje istotę elementów sytuacji, tzn. jeśli popełnia błędy interpretacji. Dla przykładu, podczas wojny peloponeskiej, Melijczycy błędnie sądzili, że Spartanie udzielą im pomocy przeciw Atenom w imię więzów pokrewieństwa. Mieszkańcy Melos znali wszystkie elementy sytuacji, popełnili jednak błąd interpretacji i w rezultacie zostali wymordowani przez (rzekomo) kulturalnych oraz superdemokratycznych Ateńczyków.
Intuicja gra wielką rolę w opisie i jego interpretacji, a w procesie przewidywania jest niezastąpiona, ze względu na wspomniany powyżej, częściowo irracjonalny charakter prognozy. Wygląda zatem na to, że realizm opisu musi być cechą wrodzoną polityka. Im bardziej skomplikowana sytuacja – zmienna i trudna do zinterpretowania – tym większe szanse ma polityk intuicyjny. Toteż zazwyczaj burzliwe okresy historii wynoszą na szczyty takich właśnie panów (albo panie!), podczas gdy w czasach pokojowych mogliby dominować politycy-intelektualiści (i zanim pojawiły się współczesne partie polityczne, ze swym kolektywnym sposobem myślenia, trzymaniem się linii partyjnej etc. – tak właśnie było). Pozostaje jednak niełatwe pytanie: czy aby nie jest na odwrót? Czy nie pomieszaliśmy tu przyczyny ze skutkiem? Innymi słowy, czy nie jest równie możliwe, że myślący politycy mają stabilizujący wpływ na swoje czasy (nasuwa się przykład Konrada Adenauera), gdy intuicjoniści niosą ze sobą burze?
Wrodzony realizm czasami zawodzi, zwłaszcza tych którzy zawierzyli mu całkowicie. Przykładów jest wiele: Napoleon, Piłsudski, Hitler (czy muszę podawać daty?). Każdy z nich był intuicjonistą i każdego z nich intuicja w końcu zawiodła. Intuicjoniści mają bowiem wspomnianą już skłonność do absolutyzowania gry politycznej. Jest jednak równie możliwe, że rację miał Enoch Powell (1912-1998), twierdząc, iż każda bez wyjątku kariera polityczna kończy się klęską.
Jednym z najważniejszych elementów w rozgrywce politycznej jest prawidłowe rozpoznanie przeciwnika. Churchill i Roosevelt nie mieli szans na pozytywny wynik w negocjacjach ze Stalinem, ponieważ odrzucali realistyczny opis sowietów jako narzędzia światowej rewolucji. Roosevelt, lewakiem będąc, był z góry przyjaźnie nastawiony do wujaszka Józia i o żadnym realizmie opisu w jego wypadku nie mogło być mowy; była to raczej mieszanka ideologii z wishful thinking. Przypadek Churchilla jest o wiele ciekawszy z punktu widzenia niniejszych rozważań. Churchill bowiem realistycznie opisywał bolszewizm w latach dwudziestych jako zarazę, pisał o sowieckiej wierchuszce jako „pawianach” (foul baboonery), co graniczy już z naturalizmem opisu. Ale wystarczyło, żeby Niemcy zaatakowały swego sojusznika, a już sowiety stały się Rosją, pawian wujaszkiem, a krasnoarmiejcy wspaniałymi aliantami. Rzekomy realizm stanowiska Churchilla, polegać miał na rozpoznaniu, iż wyłącznie w sojuszu z jednym bandytą pokonać zdoła innego. Ja nazwałbym to raczej oportunizmem. Wyłącznie z koniunkturalnych względów wolał Churchill przyjąć obraz podsuwany przez sowiecką propagandę, wedle którego sowiety „ewoluowały ku normalnemu państwu narodowemu”. A że nie wątpił w fałszywość takiego obrazu, tego najlepiej dowiódł, kiedy – pozbawiony władzy, co jest tu kluczowym spostrzeżeniem – powrócił do realistycznego opisu sytuacji w sławnej mowie w Fulton. Tak, żelazna kurtyna przedzieliła kontynent europejski na pół, ale sam Churchill dostarczył materiału na kurtynę i chętnie pomagał w jej instalacji.
Błąd Adama Danka w nierozpoznaniu natury dzisiejszej „Rosji” jest tego samego gatunku, choć rzecz jasna różni się skalą. Pod wieloma względami, pomysł „dogadania się z Rosją” przypomina mi postać Konrada z Drogi donikąd, który wykładał starszemu lejtnantowi NKWD, Zajcewowi, że Polacy powinni „dążyć do szukania oparcia w Związku Radzieckim”. Na co Zajcew trzasnął go pięścią w zęby i rozkazał: „– Nu, a teraz nazwiska!” I tak się na ogół kończą nierealistyczne rojenia real-polityków. Danek popełnia jeszcze inny błąd opisu. Otóż w jego mniemaniu, dzisiejsza Rosja może być pomocna w walce przeciw demoliberalnej euroniuni. Adam Danek nie dostrzega istotnej zbieżności celów oraz ideologicznej bliskości pomiędzy tymi dwoma tworami, ponieważ jest ideologicznie oślepiony pozorną rozbieżnością celów oraz ideologii demokratycznej Brukseli i autorytarnej Moskwy. W rzeczywistości autorytaryzm Moskwy ukryty jest pod pozorami demokracji i liberalizmu, tak samo jak demokratyczne pozory skrywają działania brukselskich komisarzy ludowych.